Miesiąc: sierpień 2014

Weekend za miastem, klęska urodzaju i pochwała radości z rzeczy zwykłych

Tak chciałam mieć jeszcze trochę lata. Chciałam i dostałam.
Choć już ranki i wieczory chłodne, ostatnie dni były ciepłe i słoneczne. Mieliśmy długi weekend w domku za miastem i korzystaliśmy z dobrodziejstw, jakie temu zwykle towarzyszą oraz z tego, że w tym roku jest ogromny wysyp grzybów. Lasy są pełne darów – borowików, maślaków i rydzów, nie nadążaliśmy zbierać. Po prostu klęska urodzaju! W sztokholmskich lasach znaleźliśmy sporo, a tutaj 100 km od Sztokholmu jest istne grzybowe Eldorado!
IMG_8051
Borowików tutaj chyba nikt nie zbiera a rydze można było dosłownie kosić.
IMG_7967
IMG_7970
IMG_7984
IMG_8049
Trochę spaceru po lesie, potem trochę pracy i cały dom pachnie suszonymi borowikami a na kolację pałaszujemy aromatyczne, pyszne rydze.
IMG_8057
IMG_8058
Uwielbiam te dni, kiedy tu jesteśmy. To taka odskocznia od naszego mieszkania, odmiana od miasta. Tu czas płynie milej i wolniej… I do tego, w ten weekend udało się nam uniknąć nieprzyjemnych rzeczy jakie działy się w Sztokholmie.
IMG_8035
A wieczory… Kiedy w dali gra telewizor a na kolanach drzemie kot, przypominają mi się te cudowne chwile u babci, na wsi, kiedy byłam małym dzieckiem. Chwile, kiedy z rodziną siedzieliśmy w jednym dużym pokoju, kaflowy piec dawał nam przyjemne ciepło, telewizor buczał, dziadek dorzucał drwa do ognia, babcia robiła na drutach, mama i tata szeptali sobie jakieś tajemnice, brat dokazywał a ja zagłaskiwałam kota…
IMG_8016
W sobotnie popołudnie zrobiło się gwarniej. Gdy wróciliśmy do domu z kolejnego nieśpiesznego spaceru, zastaliśmy taką oto niespodziankę 🙂 Goście! Z tortem!
IMG_8085
Sylwia i Konrad przyjechali świętować z nami moje minione urodziny. Tego czasu, spędzonego razem, na długich rozmowach, spacerach i lenistwie jest tak mało. Zwykle wszyscy tacy zajęci i tak trudno się umówić ale teraz udało się nam spędzić trochę czasu razem.
IMG_8118
IMG_8181
IMG_8185
IMG_8196
Ostatnie dni lata, ciepłe i pełne słońca, spacer nad wodę, snucie planów na przyszłość, wspólne milczenie, żart, uśmiech, mruczenie kota, smaczne grzyby to rzeczy zwykłe i proste i w swej zwykłości i prostocie takie cenne! I pomyślałam, jak niewiele mi do szczęścia trzeba. Cieszę się z drobiazgów, z tego co mam, z tego co jest dostępne każdemu, za darmo.
IMG_8142
Cieszę się ze słońca nad głową, z obecności drugiego człowieka, z marzeń… I przez to jestem człowiekiem szczęśliwym.
Na koniec wiele mówiący cytat z książki Wiesława Myśliwskiego „Kamień na kamieniu”

„O szczęściu mówiłem. Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie naokoło. Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da. Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie bóg wie gdzie go szukają. Że niektórzy w sławie i bogactwie go szukają, ale na sławę i bogactwo nie każdego stać, a szczęście jest jak woda i każdemu chce się pić. Że nieraz jest go więcej w jednym dobrym słowie niż w całym długim życiu.”

27 sierpnia

Dziś miałam wspaniały dzień.
Choć zaczął się niezbyt optymistycznie. Rano miałam krótką wymianę zdań z mężem:
– Nie złożysz mi życzeń?
– Przecież wiesz, że ci dobrze życzę.
Ale dalej dzień potoczył się bardzo przyjemnie. Przyjaciółka wyciągnęła mnie na miasto i zaprowadziła pod wielką arenę Globen na Gullmarsplan. Wskazała na kulistą windę SKYVIEW i powiedziała:
– Mam nadzieję, że tam jeszcze nie byłaś.
– Byłam, dwa razy. Ale przysięgam, nic nie pamiętam!
IMG_7828
IMG_7811
IMG_7818
IMG_7799
IMG_7806
IMG_7796
Wycieczka na szczyt Globen była zaskakującym urodzinowym prezentem. Popatrzyłyśmy na Sztokholm z góry, Kasia odśpiewała mi Sto lat, co było też wyjątkowe, bo tak wysoko jeszcze mi nikt nie śpiewał. Potem poszłyśmy na spacer do Fatburgsparken, parku przy Medborgarplatsen.
Zrobiłyśmy sobie tam sesję fotograficzną, korzystając z nastroju i z tego, że obie się wystroiłyśmy z okazji Fashion Week w Sztokholmie. Kasia postawiła na intensywne barwy a ja na kapelusz i niezawodne paski. (Kapelusz podebrałam mężowi).
IMG_7840
IMG_7867
IMG_7868
IMG_7898
IMG_7847
Miałyśmy bardzo wesoło i przyjemnie. (Zawsze mamy). Kasiu, bardzo dziękuję!
Mąż też stanął na wysokości zadania i kiedy wróciłam do domu, zastałam i róże i tort i butelkę wina. Siedzimy teraz razem i czytamy moje urodzinowe życzenia. Tym życzeniom mailowym, esemesowym, facebookowym i innym nie ma końca, jakie to wszystko miłe! Cały dzień stał się przez to niesamowicie udany. Jeszcze wczoraj lało jak z cebra a dziś słońce świeciło, jakby specjalnie dla mnie zrobiło wyjątek.
Ach, muszę ochłonąć.

Jeszcze raz WSZYSTKIM dziękuję!

Jesieni, to ty? Tak szybko?

Chłodniejszy wiatr z niewiadomoskąd sprawia, że szukam cieplejszego szala, by okryć owiane tym chłodem ramiona.
Złowrogie wielkie chmury suną po niebie i siłują się ze słońcem. Ulice są coraz częściej mokre a w sklepowych wystawach coraz więcej sweterków i kaloszy. Schnące liście w konarach drzew szumią smutno,  wieczory i ranki są chłodne, coraz zimniejsze, a w duszy coraz częściej mi gra na melancholijną nutę…
IMG_7477
Świat wokół moknie, marznie, szarzeje. Nawet mój parasol pod tym zasnutym niebem i w tym burym deszczu traci swoje kolory.

IMG_7750
IMG_7751
Lato tutaj jest takie krótkie. Dni długie, jasne i gorące rozpieszczają, rozleniwiają, uszczęśliwiają tylko tym, że takie są. Sztokholm mieni się kolorami w mieście i lśni blaskiem skrzącej się w słońcu wody na jego obrzeżach. Wszystko wydaje się piękniejsze i żyć się bardziej chce. Ten piękny letni czas przemija tak szybko…
IMG_7662
Choć lubię jesień, nie jestem jeszcze gotowa pożegnać się z latem. Nie chcę się jeszcze rozstawać ze zwiewnymi sukienkami, z rowerem, z ciepłymi promieniami słońca i zapachem kremu do opalania. Nie chcę się jeszcze rozstawać z zielonymi parkami, rozgrzanymi skałami, spacerami po tętniącym życiem mieście i rejsami po spokojnym cichym archipelagu…
Za mało mi było, za krótko!

Smrodliwy smakołyk Szwecji

Pierwszy raz usłyszałam o kiszonych śledziach (surströmming) w szkole języka szwedzkiego, że Szwedzi kiedyś, dawno, dawno temu, aby zrobić zapasy na długą i surową zimę, między innymi kisili bałtyckie śledzie. Ryby (których w Szwecji wciąż pod dostatkiem) kiszono bo sól, która ma właściwości konserwujące była kiedyś droga i używano jej bardzo oszczędnie. Fermentowały i kisły więc sobie te rybki z odrobiną soli miesiącami w wielkich beczkach, bulgocząc nieprzyzwoicie.
SURSTRÖMMING
Dziś, kiedy w sklepach jest jedzenia pod wielkim dostatkiem „moda” w Szwecji na kiszone śledzie nie przemija. Nie jest to dla Szwedów aż takie boskie w smaku ale jak powiedziała mi jedna starsza pani, kiszone śledzie to smak jej dzieciństwa. Śledzie poddaje się dzisiaj fermentacji (leżą lekko zasolone) w beczkach przez dwa miesiące a  potem zamykane są w puszkach, gdzie fermentują sobie dalej. Rok, a najlepiej dwa.
IMG_9987
Premiera kiszonych śledzi (surströmmingpremiär) od lat była w sierpniu, tak jak premiera raków. Do roku 1998 szwedzkie prawo dniem premiery ustanowiło dzień, w którym prawnie można było sprzedawać śledzie, argumentując to tym, że śledzie są wtedy dojrzałe i gotowe do kiszenia. Tym dniem był trzeci czwartek sierpnia. Potem zniesiono te sztywne reguły, ale wielu producentów stara się trzymać tej tak długo tradycyjnej daty i niepisana premiera także i dziś wypada w trzeci czwartek sierpnia, tak więc w tym roku 21 sierpnia.
DMJ1099
Puszki ze śledziami śmierdziuchami otwiera się tylko na powietrzu, a jeżeli ktoś uprze się otworzyć je w domu, to musi to zrobić pod wodą, żeby ani kropla nie spadła na ubranie, bo będzie ono do wyrzucenia. Podejrzewam, że z mieszkania, w którym się taki sosik z puszki rozlał trzeba się potem wyprowadzić. Smród tego śledzia jest nie do opisania. Cały ten śledź ze swoim zapachem zjadany z uśmiechem na ustach przez Szwedów jest popularnym kuriozum za granicą.

Ale śledzie takie prosto z puszki nawet dla Szweda muszą być mniej smaczne, dlatego jada się je z cebulą, śmietaną, koperkiem,ziemniaczkami albo z cienkim chlebem. Zwykle zawija się je w rulonik doprawiając wg własnej fantazji. Na taki zawinięty w chlebek śledzik mówi się tutaj surströmmingsklämma. Do tego pije się wódkę ale można i piwo.
Tak podany smakuje lepiej niż „pachnie”. Ale ja mimo, że tego próbowałam i nawet przełknęłam to nie ponawiam tej degustacji w tym roku. I nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ponowię.
Dla zobrazowania tego smaku i zapachu polecam do obejrzenia kapitalny filmik. Chłopak mówi po angielsku, ale jest tak w tym próbowaniu fantastyczny i tak sugestywny, że znajomość angielskiego nie jest tu konieczna. Ja oglądam to co roku i zawsze się śmieję z niego do łez.
http://www.youtube.com/watch?v=sRM9dm3wBXI
Czy próbowaliście już tego smrodliwego szwedzkiego przysmaku?

Nasza domowa nowomowa

Na początku mojego życia w Szwecji z niepokojem słuchałam języka polskiego mojego mieszkającego tu 30 lat męża. Udało mi się w dużym stopniu poprawić jego i tak bardzo dobrą polszczyznę a ja sama zarzekałam się na mamę i tatę, że mój giętki i czysty język polski nie ulegnie skalaniu językiem szwedzkim.
Zarzekanie zarzekaniem, a życie i lata w obcym kraju robią swoje.
– Czy kot może jeść rokowaną rybę? (rökt – wędzony)
– Włóż to do frydżu, proszę. (frys – zarażarka)
– Coś wpadło do brjevlody, przyniesiesz? (brevlåda – skrzynka pocztowa)
– To jest najdroższe omrode w Sztokholmie, hyra tu jest horrendalna. (område  – rejon, okolica;  hyra – czynsz)
– Muszę zadzwonić do Dagmara, napisać do Maria, zapytać Mathias, itd, itp. (imion się w j. szwedzkim nie odmienia)
– To jest chyba katolski kościół. (katolsk – katolicki)

 – Muszę wyjść innan on skończy jeść, bo inaczej zobaczy i będzie jamał. (innan – zanim; jama – miauczeć)
– Czemu dzisiaj autobusy są flaggade? Bo dzisiaj jest drottnings Silvia namnsdag. (flaggade – mają zawieszoną flagę; drottnings Silvia namnsdag – imieniny królowej Sylwii)
– Dostałaś mieddielande. (meddelande – wiadomość)
– Spóźnię się, bo mi pendeltåg uciekł! (pendeltåg – pociąg podmiejski)
– Widziałeś gdzieś mój mobil? (mobil – komórka)
IMG_5564
Takich rodzynek (rodzynków?) pojawia się coraz więcej i zauważyłam z lekkim przerażeniem, że ja zapominam polskich słów!
– Jak się mówi po polsku dygnet runt? Sklep czynny dygnet runt? Jak to było? Czynny… aaa, eee wiem! Najczynniejszy! (öppet dygnet runt – całodobowy)
– Jak się mówi na kogoś, kto podnosi ciężary? Podnosiciel???
Nie mówi się po polsku zabukować! Nie ma takiego słowa!
– Meble takie no… wiesz… na stare zrobione. (chodziło o antyki)
Aparat fotograficzny chyba już pozostanie kamerą, zamrażarka frydżem a masło bregottem. Metro będzie już tunnelbaną, telefon mobilem a torba påsą.  Mimo, że bardzo dużo czytam polskiej literatury, której zwożę sobie z Polski zamiast polskich smakołyków kilogramami, wpływ języka szwedzkiego jest dla mnie nie do odparcia. Innym językowym galimatiasem jest dla mnie próba tłumaczenia na język polski pięknych i ciekawych, zwykle kombinowanych  słów szwedzkich, takich jak:  sommarfint, lantligt, sportlov, att syssla, att njuta, ljuslängtan, trädkramare, pappaledig itd. I tak nie znajdując stosownego polskiego słowa zastępczego, używam w oryginale tychże.
O szwedzkim akcencie w polskiej mowie nawet nie wspomnę.
Choć język szwedzki jest atrakcyjny i na swój sposób piękny, moja (nasza) polskawo- szwedzkawa nowomowa martwi mnie bardzo i drżę z niepokoju na myśl o tym, jak będę mówić za 10 lat…

Arholma

O Arholmie słyszałam już od paru tygodni.
Mój niezmordowany mąż pragnął tam pojechać, mimo że już tam, wiele lat temu, był. Mówił, że był pieszo, nie zdążył zobaczyć wszystkiego i strasznie go to wtedy zdenerwowało. Mnie do tej wyspy zniechęcała odległość. Do wyspy jedzie się od nas 3 i pół godziny. Nie chciałam zostawiać na tak długo naszego towarzyskiego kotka i nie chciało mi się wstawać o 4.30, by zdążyć na autobus o świcie. Udało się nam jednak, szczęśliwym trafem zorganizować dla kota opiekę, mąż dzielnie zmywał naczynia przez cały tydzień więc poddałam się.
Pogoda była od świtu piękna. Faktycznie, droga 3 autobusami ( w sumie ponad 3 godziny) była długa, ale przespałam połowę drogi. Na początku wyspa wydała mi się zwyczajna, jak każda inna, ze swoimi zatokami, pomostami, okalającymi ją skałami. Zwyczajna dopóty, dopóki nie wjechałam głębiej w wieś…
Ale od początku.
Powitaliśmy wyspę przy północnej zatoce robiąc sobie piknik na plaży. Potem krótkie wygrzewanie się w słońcu schładzane morską bryzą i zbieranie sił na przejechanie przez całą wyspę na rowerze.
IMG_6762
A teraz trochę faktów o wyspie. Arholma (MAPA) leży wysoko w północnym archipelagu sztokholmskim i dla kogoś, kto interesuje się kulturą i historią wysp i szkierów w rejonie Roslagen, Arholma jest prawdziwym Eldorado.
IMG_6777
IMG_6778
Pierwsze zapiski o Arholmie (wówczas jeszcze Arnholm) są z 1200 roku a w średniowieczu zamieszkiwana była od czasu do czasu przez ludzi, którzy przypływali tu na polowania na foki i morskie ptaki oraz na łowienie ryb.  Z czasem zaczęto budować domy i budynki gospodarcze – powstała mała wioska.
IMG_6798
Z tej spokojnej i idyllicznej wyspy jest uderzająco piękny widok na Szkiery i na morze. Można tak stać na szczycie skały i patrzeć na ten widok bez końca. Ja byłam oczarowana. Żałuję bardzo, że zdjęcia nie oddają tego, co widzą oczy, a lektura wpisu nie odda tego, co czuje się tutaj stojąc i widząc tę piękną naturę.
IMG_6837
IMG_6817
IMG_6848
Arholma ma krwawą militarną historię – była poturbowana niemal doszczętnie w 1719 przez Rosjan i długo potem odbudowywana. Wyspa ta była bardzo ważnym strategicznym punktem obronnym. Zbudowana w czasie Zimnej Wojny Bateria Arholmy później na długo została zamknięta, ale od 2008 dostępna jest dla zwiedzających.
IMG_6813
To już historia, a dziś Arholma przyciąga jak magnes nie tylko swoją militarną historią. Większa część wyspy to rezerwat przyrody. Rośnie na niej sosnowy las, a na przestronnych łąkach pasą się krowy i owce.  Tutaj pasjonaci orłów mogą obserwować te ptaki w niczym niezmąconej naturze. Orzeł to po szwedzku örn i właściwie stąd wzięła się nazwa wyspy arn.
Arholma ma wielu stałych mieszkańców i wielu „miastowych” ma tutaj swoje domki letniskowe. Tutaj toczy się życie kulturalne i gospodarcze a głównym zajęciem stałych mieszkańców jest dzisiaj właściwie, poza drobnym rolnictwem, tylko rekreacja.
IMG_6873
W 1928 wybudowano tutaj mały kościół. To brama i droga do kościoła.
IMG_6877
IMG_6897
Oprócz kościoła ważnym elementem krajobrazu wyspy jest punkt nawigacyjny Arholma Båk. Zbudowany w 1768 roku jest najbardziej znanym symbolem szkierów Roslagen. Używany był jako punkt obserwacyjny i orientacyjny w nawigacji a także jako telegraf optyczny.
IMG_6904
IMG_6922
IMG_6923
IMG_6924
IMG_6926
Arholma
Po wyspie można wałęsać się pieszo, można przejechać wyspę na rowerze, co my uczyniliśmy, by zobaczyć jak najwięcej. Kiedy wjechaliśmy w głąb wyspy, po obejrzeniu baku i kościółka byłam coraz bardziej oczarowana i coraz bardziej osnuwał mnie przyjemny sielski klimat tej wsi.
IMG_6940
Wszystkie te domki są jak wyjęte z bajki a cały urok zabudowań przypominał mi inną wyspę, o której pisałam, Norröra, na której kręcono serial Saltkråkan, na podstawie powieści Astrid Lindgren.
IMG_6943
Czarujące są stare zabudowania gospodarcze, które zostały przekształcone na schronisko młodzieżowe Bull-August.
IMG_6946
IMG_6948
IMG_6951
Innym ciekawym miejscem było Simesgården, stare gospodarstwo z wielkim ogrodem.
IMG_6971
IMG_6974
IMG_6975
IMG_6977
Przy tym ogrodzie zrobiliśmy sobie drugi piknik i potem pojechaliśmy dalej, zatrzymując się przy jednym z czterech portów na Arholmie – Porcie wschodnim (Österhamn).
IMG_6989
Później kawałek przez las, w którym ukryte były inne piękne rzeczy, ale miejsca brak, by o wszystkim napisać. Wracając do portu na nasz statek, jechaliśmy znów przez wieś.
IMG_6991
IMG_7000
IMG_7010
IMG_7012
Wyspa ta spodobała mi się do tego stopnia, że i ja będę chciała tu kiedyś wrócić. I poczuć się jak wtedy. Choć w archipelagu są tysiące wysp do zobaczenia a i w całej Szwecji tyle miejsc, w które chciałoby się pojechać i szkoda życia, by dwa razy zwiedzać to samo miejsce, są pewne kawałki ziemi, które oczarowują nas bez reszty i sprawiają, że pragniemy tam wracać. Na takie miejsce mówi się tutaj smultronställe, czyli w wolnym tłumaczeniu tam, gdzie rosną poziomki. A jak rosną poziomki, to jest lato, jest cudownie, sielsko, anielsko, tylko zbierać i rozkoszować się ich smakiem. Miejsce, gdzie rosną poziomki ukochujemy sobie, bo doznajemy błogich przeżyć – być może smaku dzieciństwa, gdy u babci na wsi czy na wakacjach za miastem włóczyliśmy się po rozgrzanych latem łąkach i znajdowaliśmy poziomki… Tłumaczyć można to na wiele sposobów, jedno jest pewne, smultronställe to miejsce, które się pokochało, miejsce, w którym poczuło się szczęście i radość istnienia, miejsce, do którego chce się wracać.
IMG_6792
Arholma stała się dla mnie kolejnym takim miejscem na ziemi.
A tak nie chciałam jechać!

Ciepło, gorąco, parzy!

Lato lubi każdy, to banał.
Ja jestem tej pory roku specjalną wielbicielką. Lubię rozgrzane, kołyszące się od upału powietrze, bose stopy grzęznące w gorącym piasku na plaży, rozwiany włos, gdy jadę na rowerze. Światło, słońce i długie dni. Lubię, gdy mi jest gorąco i lubię „schładzać się” mrożoną kawą. Lubię zwiewne letnie sukienki i słomkowe kapelusze. Rzeczy, za które lubię lato, mogłabym wymienić jeszcze wiele…
Upały też znoszę nad wyraz dobrze. Właściwie znosiłam, bo to jest pierwszy rok, kiedy nagle upał mnie męczy. (Tylko mi nie mówcie, że się starzeję!) Wydaje mi się, że przyzwyczaiłam się do szwedzkiego klimatu i temperatura około 25 stopni jest dla mnie w sam raz. Szwedzi, (cóż, skandynawska chłodna krew) męczą się strasznie już przy 28 stopniach. Szukają ulgi nad brzegiem morza albo siedzą w domach i czekają na chłodniejsze dni. Ja też zaczynam szukać chłodu i cienia, też przy 28. stopniach jest mi za gorąco, duszno, źle.
Przez te pięć lat, kiedy tu w Szwecji mieszkam, lata były dość gorące i słoneczne, ale nie tak upalne jak to. Już obawiałam się, że lata nie będzie w ogóle, bo zima była łagodna ale długa a czerwiec zimny i deszczowy.
Ale przyszło, rozgrzało się do czerwoności i zaczyna siać spustoszenia.

fot. Lehtikuva/AFP

abfot. Scanpix

fot. Jocke Berglund

W całej Szwecji temperatury są (jak na Szwecję) rekordowe, sięgnęły już 34. stopni. Jest gorąco nawet na dalekiej zimnej północy. W wielu rejonach są burze. Jak deszcze i burze są ulgą dla ziemi ale przy okazji też przynoszące szkody, tak nieodżałowane straty niosą inne konsekwencje upałów – susza i pożary. W środkowej Szwecji płoną wielkie lasy. Ponad tysiąc hektarów. To katastrofalnie niebezpieczne, pożar jest trudny do ugaszenia. Nad lasami unosi się dym a setki mieszkańców jest ewakuowanych. Obudził się kolejny słoneczny dzień, czytam nowe wiadomości w szwedzkiej prasie internetowej, lasy dalej płoną, znaleziono gdzieś zwęglone ciało człowieka a ogień się wciąż rozprzestrzenia. Coś potwornego. Współczuję tym wszystkim, którzy  w tych okolicach mieszkają i których to w jakiś sposób dotyczy.
A teraz deszcz pada, tylko nie tam.

Migawki z Gotlandii

Jesteśmy w podróży przez Gotlandię.
To już tydzień i za dwa dni kończy się nasza wielka eskapada. Początek nasza podróż po Gotlandii miała w Visby i tam będzie też jej koniec. W międzyczasie zwiedzamy dookoła całą Gotlandię i przylegające do niej Wyspę Owczą (Fårö) oraz wyspę Karlsö.
IMG_3904
IMG_4364
IMG_4184
Do tej pory widzieliśmy sporo a to tylko dlatego, że mój mąż, zapalony piechur i obieżyświat, wprawny turysta i chłonnny świata człowiek organizuje każdą naszą najmniejszą wycieczkę tak, żeby zobaczyć możliwie najwięcej.
IMG_4779
IMG_4528
IMG_4623
Oznacza to, że po pierwsze jesteśmy autem (rowery są dodatkiem i używane są od czasu do czasu), po drugie wstajemy wcześnie rano i wracamy bardzo późno, zaglądamy prawie we wszystkie miejsca, które oznaczone są znakiem „to warto zobaczyć”, wszelkie muzea, kościoły, porty i przystanie.
IMG_4404
IMG_5423
IMG_6302
Tak zwiedza moja druga połowa. I ja się dołączam, bo sama lubię podróże małe i duże a przy okazji, przy nim naprawdę sporo widzę, odkrywam i dowiaduję się.   Ale jednak różnimy się! W wypoczywaniu.
IMG_5514
IMG_5562
IMG_5723
On wypoczywa w drodze, zwiedzając, przemierzając kilometry, niezależnie od tego, czy to pęd na własnych nogach przez miasto czy przez przepastne muzeum, czy też długa i monotonna jazda rozgrzanym od słońca samochodem. Ja zaś lubię nieco więcej spokoju, bezruchu, no przynajmniej wolniejsze tempo. Marzę czasem o leniwych godzinach na plaży albo na tarasie z książką, kobiecym magazynem i malibu z mlekiem, marzę o rowerze i niespiesznym spacerze…
IMG_5272
IMG_5293
IMG_5750
W kompromisach jesteśmy bardzo dobrzy. Trochę gorzej jest z na wycieczkach, bo zwykle daję się przekonać do tego, żeby zwiedzić JAK NAJWIĘCEJ. Ale kiedy ja już padam ze zmęczenia, obojętne stają mi się kościoły, zamki i muzea, siłą z plaży lub z tarasu (gdzie właśnie piszę ten wpis przy filiżance kawy) nie można mnie wyciągnąć.
IMG_5751
IMG_5194
IMG_5221
Do tej pory byliśmy na kilku plażach (niektóre są jak nasze piękne plaże nad polskim morzem!), przejechaliśmy parę km na rowerze czyniąc slalomy między owcami i byliśmy nawet w kinie.
IMG_6066
IMG_6075
IMG_6087
IMG_6124
Takie są wakacje z Moniką…
IMG_5621
Nie marudzę wiele, bo wiem, że warto trochę pomęczyć się w podróży, wracam zawsze strasznie zmęczona ale mam piękne wspomnienia, głowę pełną nowej wiedzy i duszę pełną wrażeń.
Gotlandię opiszę, w odcinkach, jesienią, kiedy przyjdą chłodne i deszczowe wieczory. Jest tyle do pokazania!
Miłego weekendu! Słońca Wam ślę!