Witam w Nowym Roku!
Dziękuję Wam za świąteczne życzenia i za wszystkie maile. Nie jestem w stanie na wszystkie listy i wiadomości odpowiedzieć, ale czytam wszystko i w tym miejscu chciałabym za ciepłe słowa i ciekawe opowieści podziękować oraz przeprosić, że nie mogę w niektórych sprawach pomóc ani doradzić.
Trochę mnie nie było i o blogu swoim zupełnie zapomniałam. Może dlatego, że moją głowę zaprzątają teraz dwie rzeczy – nowa praca oraz… prawo jazdy.
To jest moja zmora, i teraz, kiedy jezdnie stały się ośnieżone i oblodzone, mam do prowadzenia samochodu wielką niechęć. Jeżdżę już drugi rok, (tak od czasu do czasu), a mój mąż, doświadczony i według mnie znakomity kierowca jest moim nauczycielem jazdy. Przeszedł specjalne szkolenie i dostał pozwolenie na to, by mnie uczyć. Sam twierdzi, że jeżdżę dobrze, tylko muszę doszlifować niuanse. Przejechałam już wiele kilometrów i kiedyś na autostradzie jadąc 120/h (z tablicą „nauka jazdy” na dachu) wyprzedzałam inne samochody, nawet ciężarówki, tak płynnie, że w pewnym momencie z innego samochodu, który tym razem wyprzedził mnie, wysunęła się ręka i pokazała mi „lajka”.
Przeszłam już 3 egzaminy, (właściwie dwa zaliczenia i jeden egzamin): z jazdy po śliskiej powierzchni (halkbanan), wiedza o zagrożeniach (riskettan) i egzamin teoretyczny, który, (ach co tam, żaden wstyd), oblałam, zabrakło mi 5 punktów. Dodatkowo stresujący był problem ze szwedzkim, nie jest to wszak mój język ojczysty. Miałam pytania, w które się nawet wcześniej nie zagłębiałam, np. coś w stylu: który ze składników benzyny wpływa najbardziej niekorzystnie na środowisko. Jak wiecie, Szwecja ma bzika na punkcie ochrony środowiska.
samochody na specjalnych kółkach imitujących jazdę po śliskiej powierzchni
Oblany egzamin teoretyczny zniechęcił mnie do dalszej nauki, ale za czas jakiś mam egzamin praktyczny, bo takie są tutaj reguły. Jeśli chcę poprawiać teoretyczny, muszę najpierw zrobić i praktyczny.
Po szwedzkich ulicach jeździ mi się całkiem spokojnie i jak wspominam to, co się działo na warszawskich ulicach, nie wiem, czy odważyłabym się robić prawo jazdy w Polsce. Podoba mi się tutaj to bezdyskusyjne stosowanie się do reguł. Jak trzeba jechać 40/h, to choćby była pusta ulica, kierowca w Szwecji będzie jechał 40/h. Ciągłe zatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych daje mi chwilę na miniodprężenie. Jako kierowca mam też ogromny komfort, że nic mi się na ulicy nie stanie i że nikt we mnie nie wjedzie. Nikt na mnie też nie trąbi (no, czasami). Bo ja jestem zbyt ostrożna za kółkiem, jak powiedziano mi podczas halkbanan, kiedy to przy nagłym klaśnięciu miałam gwałtownie zahamować, a ja dojechałam do linii delikatnie, tak jak mnie uczył mąż.
Faktycznie zwykle jeżdżę sobie pomalutku, bo mi się nigdzie nie śpieszy 😉
Przy okazji chcę dodać ważną rzecz, a mianowicie samo podejście Szwedów do posiadanego samochodu – nie musi to być tzw. bryka, żaden tam wypasiony i wielki Lexus czy inne Porsche. Królują tu oczywiście Volvo i wcale nie muszą być duże. Mały, niewiele palący samochód to dla Szweda zupełnie wystarczający środek komunikacji i nie odczuwa on absolutnie wstydu, że jego auto jest skromne. Mój ojciec nie mógł wyjść z podziwu, kiedy do nas pierwszy raz przyjechał i zobaczył nasze autko, (mieliśmy wówczas Nissan Micra). Zachodził w głowę, dlaczego jeździmy takim czymś, jak stać nas na nieco lepszy samochód.
W Polsce podejście do samochodu wygląda mniej więcej tak:
I tak, ostatnio o nauce jazdy, ulicach, rondach i samochodach tylko myślę, wieczory upływają mi na przerabianie ćwiczeń z teorii, a wolne dni na ćwiczenie U zakrętów.
Prawo jazdy trzeba będzie w końcu sfinalizować i takie mam postanowienie na ten rok.
Chyba Nissana micre macie a nie Mitsubishi. Jak zwykle super sie czyta twoj blog. Pozdrowienia z zasniezonej Polski
A tak! Teraz mamy Mitsubishi, pomyliłam się, już poprawiam…
I widzisz, jak się znam na samochodach;-)
🙂
Moja ulubiona marka samochodu to Toyota a samochodu nie mam mam słaby wzrok
Oj, to przykro mi. Czy rower też wykluczony? 🙁
Rower nie, ulubiony mój rower to holenderskie rowery do jazdy po mieście
Muszę wrócić do czytania Twojego Blogu. Kiedyś prowadziłam swój, ale moja życie się pozmieniało. Jednak to nie miejsce na pisanie o tym. Zapraszam do Nas
http://trzebamiecroznepasjerozne.blogspot.com/
Ojej, a ja myślałam, że pytania na naszym polskim teoretycznym są nie wiadomo skąd wzięte… A tu widzę, że Szwedzi poszli jeszcze dalej 😉
Ja zdałam w Polsce i choć czasem mnie kusi, by wynająć samochód i sobie pojeździć, to jakoś boję się jeździć tutaj 😀
No patrz, a ja się bałabym jeździć w Warszawie 😉
W Warszawie też się bałam 😉 Ale Lublin jest w porządku 😉
Wczoraj wracając z Wrocławia w okolicach Prochowic dopadła nas szalona śnieżyca w ciągu kilku minut zrobiło się jak w Norrlandii widoczność do 20 – tu metrów a szybkość jazdy spadła automatycznie i odruchowo do ok. 30 km …
To cos wspanialego prowadzic samochod bezpiecznie ! Okolo co drugi zdaje za pierwszym razem, statystycznie ok 47%, wiec nie ma sie czym martwic. Trudow i emocji z tym wiele. Sam egzamin to dopiero poczatek. Swiadomosc, ze poza mna sa jeszcze inni uzytkownicy drog , takie niewiadome wlasnie, uruchamia regule ograniczonego zaufania. W praktyce najwazniejsze – odpowiednie paliwo w baku (;) ), dopasowany do pory roku plyn do spryskiwaczy, odpowiednie cisnienie powietrza w kolach, napompowane kolo zapasowe ze soba i mozna ruszac w droge… dobrze jest miec hämtservice , tak w razie potrzeby. Sama o terminie egzaminu poinformowal tylko tego, kto mnie tam podwozil. Widac zapowiada sie na ciekawy rok … szerokiej drogi !
Życzę zrealizowania postanowienia choćby nawet za np. 20 razem. NIE WOLNO !!!!! się załamywać i rezygnować, a wprost przeciwnie zmobilizować się i cierpliwie dążyć do osiągnięcia celu.Uda się. Powodzenia. Pozdrawiam serdecznie.
No to powodzenia!
A może łatwiej byłoby Ci zdać egzamin w Polsce a następnie zamienić je na szwedzkie? (We wszystkich krajach europejskich istnieje taka procedura dotycząca prawo jazdy). Pozdrawiam 😉
A czy jezdzisz tylko z mezem, czy tez bierzesz lekcje w szkole jazdy?
Trzeba przynajmniej kilka lekcji brac w trafikskolan, bo trudno jest zdac egzamin z jazdy jesli tylko sie uczy jezdzic prywatnie.
Cześć!to w jaki sposób piszesz w 100% odzwierciedla Ciebie(mimo,że Cię nie znam) i Twoje pogodne nastawienie do życia,nawet w tak błahym temacie jakim jest kurs na prawo jazdy:)nie mam lepszej lektury do kawy,w której jest sporo szczęścia codziennego ukrytego w każdym z nas.Dziękuje i serdecznie pozdrawiam z mroźnej,a jakże pięknej Skandynawii!!!
Paweł..Monika jest pogodną osoba. Lubię jej blog. Ale czytałam jej wspomnienia..chyba dwa lata temu – nie zawsze taka była.
Moniko..rozumiem co przechodziłaś, ja niedawno też miałam duże zawirowania w życiu. Ale powoli wychodzę na prostą. Pozdrawiam. S
Powodzenia, trzymam kciuki!
Widze, ze nie jestem osamotniona z tym niespieszeniem sie do prawka 😉 tez juz dwa lata jezdze i…. zdarzylam oblac trzy egzaminy – w poniedzialek mam kolejne podejscie do teorii a 2 stycznia jazda… i powiem Ci, ze nie wazne jak dobrze sie jezdzi, jesli bedzie cie egzaminator chcial oblac to obleje… ostatnim razem mialam jazde 13 w piatek 😉 godzina 16, listopad. ciemno, lal deszcz – na rondzie jakis spieszacy sie cymbal prawie we mnie wjechal i juz wiedzialam, ze ten egzamin obleje… egzaminatorka kazala mi jechac 60 km/h na autostradzie… na koniec powiedziala, ze widzi, ze swietnie sobie radze z jazda ale uwaza, ze mam zbyt male marginaly. i mnie oblala… inna baba oblala mnie za bycie zbyt ostrozna na autostradzie – jechalam 80 na 90 a autostrada byla pusta. juz mi sie tego prawka odechcialo 😉
Powodzenia Tobie zycze 🙂
Moniko, życzę Ci powodzenia w sfinalizowaniu egzaminów! Mam podobnie z poczuciem bezpieczeństwa na drogach, potem wracam do Polski i wchodzę swobodnie na przejścia dla pieszych i tu mnie spotyka zaskoczenie, bo nagle okazuje się, że w Polce kierowcy niechętnie się zatrzymują i jeżdżą bardzo szybko. Może to też się z czasem zmieni! Mam nadzieję!
Trzymam kciuki za egzamin 🙂
A co do marek – owszem małe i wygodne Volvo, ale ile Tesli sunie po Sztokholmie!
Właśnie strasznie mi się podoba podejście Szwedów co do posiadanego samochodu. Mam takie samo, dla mnie samochód ma jeździć i to wszystko… Nie mam zamiaru posiadać Tesli czy Porsche bo i po co? Żeby mi je ktoś zarysował lub cokolwiek? Poza tym, nawierzchnie dróg w Polsce są nie za bardzo przystosowane do tego typu samochodów.