Blog

Gniazdowicie

Nareszcie mamy trochę czasu wolnego a właściwie duuuużo czasu wolnego.

Korzystam więc z okazji i wprowadzam kolejne zmiany w domu. Wracam do rozpoczętego dawno temu i przerwanego z powodu braku czasu mojego ulubionego zajęcia – wicia gniazda.

Zawsze miałam potrzebę urządzania wnętrz, z wielkim zamiłowaniem kupuję i przeglądam magazyny wnętrzarskie. Na “cudzym” zawsze mi mówiono: “Zostaw, nie rusz, będziesz miała swoje mieszkanie, to będziesz sobie ustawiać co i jak zechcesz.” To też, gdy wyszłam za mąż, zakasałam rękawy i zaczęłam wić nasze gniazdo po swojemu.

Wprowadziłam się do mieszkania już urządzonego, ale kompletnie nie w moim guście. Zdążyłam już sporo zmienić, udało mi się (z trudem) przekonać mojego męża, że tych mebli nie potrzebujemy, a te bardzo; że te fotele trzeba wyrzucić na śmietnik a te zasłony wołają o pomstę do nieba; udało mi się (Bogu dzięki!) przekonać go, że nasz dom no po prostu nie obejdzie się bez tej pięknej lampy, stołu, krzeseł, półeczek itd. itp… Znosiłam skrzętnie do domu różne rzeczy jak ta ptaszyna znosi źdźbła do gniazda, uśmiechałam się i argumentowałam, przykładałam przedmioty do ścian i mebli, dyskutowałam.  Pokazywałam zdjęcia w czasopismach i mówiłam: “Patrz! Och, my God, jakie piękne!” Gdy się przekonać nie udawało, odnosiłam te źdźbła z powrotem do sklepu (na szczęście w Szwecji mogę bez problemu prawie wszystko oddać za okazaniem paragonu) i szukałam dalej. Powoli zmieniałam nasz dom i mój mąż zobaczył, że robię to dobrze, dlatego też teraz zgadza się na wszystko, byle tylko nie było toto różowe.

Dziś pojechaliśmy do

IMG_3265

i moje stosy książek i albumów dostały nowy regał:-)

IMG_3271

Jutro będziemy mieć pełne ręce roboty!

IMG_3286

Specjalnie za stylem IKEA nie przepadam, choć często znajduję coś “ikeowskiego” dla naszego domu i lubię do IKEA jeździć, tak jak większość zresztą. Ja preferuję meble stylowe, lubię styl gustawiański, lubię meble eleganckie, a regał na książki wybrałam z IKEI, prosty, bo to książki będą grały główną rolę, nie sam regał.

Gdy już książki będą już pięknie poukładane, do domu przyjedzie nowa sofa, do której trzeba będzie dobrać stolik…..

ABBA The Museum

Czy Wy też tak jak ja kochacie ABBĘ?

Obrazek

W maju otwarto w Sztokholmie (na wyspie Djurgården MAPA) muzeum, na które bardzo czekałam. Poszłam, zobaczyłam i mogę szczerze powiedzieć, że warto muzeum ABBY odwiedzić.

Przede wszystkim dlatego, że idąc przez nie, idzie się przez całą drogę kariery członków zespołu: Agnethy, Anni – Frid, Björna i Bennego. Przeżywa się z nimi pierwsze spotkanie, zakochania, śluby, pierwsze wygrane festiwale, pierwsze zdobyte złote płyty i nagrody.

IMG_1430

IMG_1432

Widzimy stroje, w których zaśpiewali Waterloo na konkursie Eurowizji w Brighton w 1974 r. (zaledwie rok po utworzeniu grupy) i w których zdobyli pierwszą nagrodę. W tle na ekranie można obejrzeć fragmenty tego konkursu i poczuć dreszczyk emocji podczas ogłaszania wyników. (Kliknij na zdjęcie jeśli masz ochotę zobaczyć ten występ).

Obrazek

Podpatrujemy miejsca, w których tworzyli muzykę, w domku na wyspie Viggsö,

Obrazek

w studio…

IMG_1447

Patrząc na kuchnię i bawiące się za oknem dzieci można poczuć, jaki ból musiały sprawiać im rozstania  z domem, gdy wyjeżdżali w tournee.

IMG_1500

Garderoby przybliżają nam stres przed koncertem, a pokój, w którym szyto stroje i buty uświadamia, ile pracy się za tym wszystkim kryło, ile ludzi poza tą czwórką stało za sukcesem Abby.

IMG_1458

IMG_1451

IMG_1454

Z przyjemnością patrzyłam na kostiumy sceniczne,

IMG_1477

Szczególnie podobają mi się te sukienki z kotami

_origin_Kas-uzvarvisu-gust-5

i miałam wielką nadzieję, że będzie można kupić w muzeum “kopię” takiej sukienki, ale niestety nikt o tym nie pomyślał, a podejrzewam, że rozchodziłyby się jak świeże bułeczki …

Projektant strojów dla Abby, Owe Sandström powiedział w jednym z wywiadów, że właśnie te sukienki były kopiowane w milionach egzemplarzy na całym świecie i że gdyby muzeum zaczęło się palić to ratował by właśnie je.

Bardzo podobał mi się film, który w muzeum obejrzałam, historię szalonego dziennikarza i pewnego wywiadu, wplecioną we fragmenty koncertów. Naprawdę poczułam jak bym rzeczywiście była na koncercie:)

IMG_1522
Innym miłym odkryciem to piosenki, których nie znałam do tej pory. Człowiek nuci parę kawałków i myśli, że zna całą twórczość Abby. Kupiłam dwie płyty z piosenkami, (ceny są przystępne!) na których są piosenki dla mnie nowe i świeże. To jak miłe odkrycie zespołu na nowo, ale i tak moją ukochaną piosenką pozostanie … (klik).

Czy mieszkacie w Szwecji, czy będziecie przejazdem, odwiedźcie muzeum koniecznie!

Dojazd: tramwaj 7 z Sergels Torg, przyst. Liljevalchs/Gröna Lund.

Godziny otwarcia:

Pn – Wt, Pt, So, Nie 10.00 – 18.00,

Śr – Czw 10.00 – 20.00

Cena biletu: normalny 195 kr, dzieci do 7 r. życia wchodzą za darmo.

 

Wakacje!

Zakończyła się  moja praca w przedszkolu i zaczęły się wyczekane wakacje.

Do szkoły, w której pracowałam już nie wracam, bo muszę kompletować studia i zrobić praktykę w szkole podstawowej i na dokładkę kurs prawa jazdy.  Studia zaczynam w październiku, więc tegoroczne wakacje będę miała długie. Mam nadzieję, że będą również udane.

IMG_3063

Wakacje letnie staramy się spędzać w krajach północnych, takich jak Szkocja czy Norwegia i oczywiście w Szwecji, bo latem Skandynawia jest taka piękna! Jest wtedy ciepło a słońce daje czyste i niespotykane nigdzie indziej  światło, w którym krajobraz nabiera malowniczego uroku.

IMG_3186

IMG_3187

Na wschód od Sztokholmu rozciąga się imponujący archipelag wysp i szkierów (Skärgården), wybieramy się czasem na którąś z wysp lub przemierzamy rowerem wybraną trasę w Sztokholmie. Tras rowerowych jest tutaj pod dostatkiem.

IMG_3120

IMG_3131

Na wakacyjną rozgrzewkę zdecydowaliśmy się pojechać na trasę wzdłuż jeziora Norrviken i przy okazji wypróbować nasze nowe rowery składane, z którymi można wsiąść do metra, autobusu, czy pociągu.

IMG_3124

IMG_3119

Po drodze odwiedziliśmy śliczny stary kościół Sollentuna Kyrka, zbudowany w XII wieku. IMG_3137

IMG_3143

W kościółku zachowane są ołtarz, chrzcielnica i obrazy z okresu średniowiecza.

IMG_3158

Przejeżdżaliśmy też przez osiedle willowe i podziwialiśmy domy, położone nad wodą albo w środku lasu… Niektóre domy były naprawdę jak z bajki! Ach, jak ludzie pięknie mieszkają!

IMG_3177

Rowery zdały świetnie egzamin a kondycja okazała się wcale nie taka zła. Podczas tej wycieczki odpoczęliśmy trochę na zielonej łące,

IMG_3019

podziwialiśmy dzieci pluszczące się w zimnej (w naszym odczuciu) wodzie,

IMG_3172

czerpaliśmy radość z tego, co proste, zwyczajne i łatwo dostępne.

IMG_2959

Do szczęścia potrzebne nam są tylko rowery, trochę słońca i malownicza szwedzka natura…

Tradycyjne szwedzkie przysmaki

Wpis ten dedykuję Annie z Walii.

Idąc za świątecznym ciosem dziś będzie  o tym, co na szwedzkim stole ląduje i co szwedzkiemu podniebieniu smakuje.

Na początek o śledziach. Jedne to zaprawiane i solą i cukrem, z przyprawami, ze śmietaną, czosnkiem albo w musztardzie. Mój ulubiony to Skärgårdssill, w śmietanie. Smakuje mi, ale musiałam do niego przywyknąć.

IMG_2696

Drugie to Surströmming, śledzie sfermentowane, (fermentowane przez dwa miesiące w beczkach, a potem w zamykane w puszkach, gdzie fermentują sobie dalej). Surströmming, przepraszam za wyrażenie, śmierdzi tak, że człowiekowi natychmiast przychodzi na myśl maska gazowa. Z powodu zapachu jada się je na dworze a i tak zapach unosi się na tyle daleko, że można poczuć go w sąsiednim osiedlu. (Ja przynajmniej czuję!) Do śledzika nakładają oczywiście ziemniaczki z koperkiem, cebulą i śmietaną.

surstrc3b6mming

Inny przysmak, którego spożywania nie podzielam to blodpudding.

blodpudding

Blodpudding to krew wieprzowa zapieczona z mąką i mlekiem, który zwykle podawany jest z borówkami. Próbowałam. Ale więcej nie będę.

Köttbullary:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobne do naszych kotlecików mielonych, tyle że dużo bardziej słone i już nie takie smaczne. Znane chyba najbardziej ze szwedzkiej kuchni, głównie za zasługą sieci handlowej IKEA. Moje dzieciaki je uwielbiają, do tego stopnia, że pękają a jeszcze ładują je w siebie. Niektóre dzieci chowają parę kulek do kieszeni na “później”.

Kaviar:

kalleskaviar

kalles-caviar

To pyszny kawior, tak słodki i zarazem tak słony, że aż łzy stają w oczach, ale od czasu do czasu można zjeść, jako dodatek do kanapek.

Falukorv (Kiełbasa Falu)

falukorv

Jest to kiełbasa z miejscowości Falun wyrabiana z wędzonej wołowiny. Tradycja ta pochodzi z Falun, gdzie woły pracujące w kopalniach (setki lat temu) były zabijane dla skóry na rzemienie. W kopalniach potrzebne były bardzo mocne rzemienie i tylko te z byczej skóry zdawały egzamin. Ale wkrótce powstał problem rosnącej góry mięsa z tych byków. Zaczęto więc wyrabiać z niego kiełbasę. Próbowałam falukorv i nie byłam w stanie przełknąć:-(

Raki i krewetki:

raki

Bardzo popularne i lubiane przez Szwedów, którzy mają swoje rakowe (racze?) biesiady, pod koniec lata. Organizują festy, gdzie raki są daniem głównym i najważniejszym. Tu w Szwecji polubiłam bardzo raki i krewetki. Są bardzo wytworne w smaku. Delikates!

Jako, że szwedzkie lasy pełne są zwierzyny, na szwedzkim stole ląduje czasem dziczyzna. Najlepsze jest mięso z łosia oraz renifera. Ale oczywiście Szwedzi lubią też mięso z dzika, jelenia, zająca  oraz delikatną sarninę. Osobiście przepadam za wędzonym udem z renifera!

jeleń

No i nie mogę nie wspomnieć o łososiu:

laks

Oczyszczony, zaprawiony solą i cukrem, doskonały na kanapkę.

No właśnie, Szwedzi mają też niezliczone ilości rodzajów chleba. Ale to wymaga osobnego miejsca:-)

Zgłodniałam pisząc to wszystko, zmykam więc do kuchni.

A jakie są Wasze ulubione przysmaki?

Midsommar

Lato w Szwecji jest takie krótkie. Przychodzi z ociąganiem i eksploduje zielenią i ciepłem późno. Dni stają się długie, jasne i ciepłe. Noce są widne i przebiegają niezauważone. Na ten arkadyjski, pachnący latem i smakującym truskawkami czas mieszkańcy Skandynawii czekają z ogromnym utęsknieniem.

Dlatego Midsommar jest dla nich wielce umiłowanym świętem.

IMG_2633

Midsommar to święto ruchome, wypada w okolicach najdłuższego dnia w roku (między 20 a 26 czerwca), zawsze w sobotę. Zabawa zaczyna się w piątek (Midsommarafton), w środku dnia, symbolicznym podniesieniem umajonego słupa (midsommarstång) przez krzepkich ochotników.

IMG_2118

IMG_2643

IMG_2649

IMG_2657

Potem ludzie łapią się za ręce i tańczą wokół słupa i śpiewają. Ten taniec jest bardzo sympatyczny i całość wygląda pięknie, ale dwa lata trwało, zanim ośmieliłam się dołączyć do Szwedów, tańczyć i śpiewać z nimi. Płakałam wtedy ze wzruszenia.

Znajdźcie mnie na zdjęciu:

IMG_2663

IMG_2683

Te piosenki mają swój układ taneczny, który z roku na rok coraz lepiej mi wychodzi:-)

Po tańcach zaczynają się rozrywki, najpierw dla dorosłych,

IMG_2703

potem dla dzieci.

IMG_2715

Można wygrać albo wylosować nagrodę. W zeszłym roku wygrałam sekator do przycinania żywopłotu, w tym roku nie miałam szczęścia. Ale za to miałam szczęście (jak zawsze) do pogody i do towarzystwa. Tutaj ja, po prawej, a po lewej nasza kochana Sylwia.

IMG_2740

Zmęczeni tańcem i zabawą uczestnicy odpoczywają na kocach, albo przy stolikach i posilają się. Jedzą tradycyjne szwedzkie potrawy (o których obiecuję napisać kiedyś osobno), piją piwo i wino, kawę. My mieliśmy pyszne słodkie śledzie, które zajadaliśmy z chlebem. Panowie pili piwo, a my czerwone wino. Do kieliszków przywiązałam wstążeczki.

IMG_2696

Cała ta zabawa na łące była dość krótka, trwała około dwóch godzin. Gdy organizatorzy zaczęli zwijać namioty i stoliki, poszliśmy do domu na rosół i na drzemkę, bo czekało nas przetańczenie białej nocy.

IMG_2769

IMG_2778

Północ wybiła…. bawimy się doskonale…

IMG_2840

a gdy około pierwszej nawet najwytrwalsi opuszczają powoli parkiet, my też wracamy do domu, gdzie siedzimy jeszcze długo i snujemy opowieści….

Dziś już sobota, Midsommaru ciąg dalszy. Dom jeszcze śpi, ja oczywiście nie. Nosi mnie! Rozpiera mnie energia, radość i uczucie, że jestem szczęśliwa.

To jest mój czwarty, szczęśliwy Midsommar.

Mam nadzieję, że Wy również, Polscy imigranci, bawiliście się nie mniej wyśmienicie i że też czujecie się tu szczęśliwi.

W biegu

Zbliża się dzień, na który czeka cała Szwecja.

Podniecenie i nerwówka osiągają wyżyny. Trzeba zdążyć wszystko załatwić (czyt. kupić, zaprosić, przygotować, upiec, ugotować, przystroić, na maile odpowiedzieć, na bóstwo się zrobić). A jak człowiek normalnie pracuje, to wszystko załatwia (kupuje, zaprasza, przygotowuje, piecze, gotuje, przystraja, na maile odpowiada i na bóstwo się robi po pracy w godzinach wieczornych (acz widnych). Człowiek na brak czasu narzeka i klnie pod nosem, że doba jest krótka. Zmęczony idzie spać, ale w nocy nie śpi, bo widno, a myśli “co jeszcze załatwić” do usypiających też nie należą….

Zabiegani

Tak więc wszyscy dwoją się i troją, żeby wszystko na Ten Dzień przygotować, ale i tak cała ta gorączka sprowadza się do najważniejszego życzenia:

Aby tylko pogoda dopisała.

Od serca

Jeden z moich małych uczniów przenosi się na stałe do Norwegii, zrobiłam mu więc wielki pożegnalny fest. Rodzice przynieśli dla nas, pracujących w tej grupie kwiaty. Jeden z moich kolegów dał mi swój bukiet, zabrał tylko dołączony do bukietu liścik.

Wracając do domu, przedzierałam się przez tłum na dworcu centralnym, żeby wstąpić do dużego butiku po parasolkę. Zauważyłam starą, bardzo starą kobietę. Może miała ponad 80 lat, może nawet prawie 90. Malutka, drobniutka, w czapeczce pewnie przez siebie zrobionej, w płaszczyku, leciutko już niemodnym, z  siatkami z zakupami w obu rękach. Szwedka. Pełna napięcia próbowała się przecisnąć przez ten wielki tłum i cała i zdrowa wydostać się na większą przestrzeń. Mam ogromny sentyment do ludzi bardzo starych, ogarnia mnie przy nich fala opiekuńczości i szacunku. Pierwsze uczucie na widok tej kobiety to tęsknota za moją babcią, i za kobietą, u której mieszkałam w Warszawie 7 bezcennych lat, przepłynęło ono chwilę później w uczucie ogromnej, dobrze znanej mi czułości do ludzi starych, niedołężnych, bezbronnych. Ona była taka malutka na tle tych wszystkich napakowanych wyrostków, wybujałych kobiet, na tle tej nieczułej masy tłumu, mogącej potraktować ją jak zawadę na drodze.

Jechałyśmy równolegle ruchomymi schodami w górę i na górze nasze drogi się skrzyżowały.

– To dla ciebie. – Wyciągnęłam do niej rękę z bukietem.

– Ale… a ty…?

– Ja też mam.

Dotknęłam jej ramienia, uśmiechnęłyśmy się do siebie i ja odeszłam w swoją stronę, nie widząc nic przez łzy.

Czułam, jakbym podarowała kwiaty osobom, za którymi bardzo tęsknię a przy tym złożyła hołd starszej generacji, która zbudowała Szwecję i z której dobrobytu teraz korzystam.

Został mi jeszcze mój bukiet. Usiadłam w pociągu, wyjęłam liścik i zaczęłam czytać.

“(…) Tysiąckrotne dzięki za Twoją serdeczność. Masz serce ze złota. Emil miał szczęście, że miał taką nauczycielkę, tyle go nauczyłaś! Będzie nam Ciebie brakować.(…)”

IMG_2487

Obrazek

Takie maleńkie szczęśliwe chwile dają mi wielką siłę. Nie wątpię, że życie jednak jest piękne.

Słodko gorzki zawód

Jeszcze się dobrze tydzień nie rozkręcił, a już jestem strasznie zmęczona i marzę, żeby był już piątek. To moje dzieci, (osiemnaścioro!) wyciskają ze mnie całą energię, wysysają spokój, burzą równowagę i co gorsza wpędzają mnie czasami w myśli o tym, by się przekwalifikować. Może na cukiernika? Przynajmniej życie byłoby codziennie słodkie.

A tak poważnie. I krótko mówiąc. Praca z dziećmi to w Szwecji praca dla superludzi. Musisz być super: silny psychicznie i fizycznie, wyrozumiały, interesujący i przede wszystkim musisz mieć autorytet. Inaczej dzieci wejdą na głowę i wygonią ze szkoły na zawsze.

Nie twierdzę, że wychowywane w Szwecji dzieci są niedobre albo, że to diabły wcielone. Nie twierdzę też, że ja jestem super. Wręcz przeciwnie w obu przypadkach. Dzieci tutaj wzrastają w nieograniczonej wolności. Niczym nie skrępowane błyszczą inteligencją, kipią fantazją i mają poczucie własnej wartości i wspaniałości. Nie boją się mówić, co myślą, nie wahają się walczyć o swoje prawa. Są samodzielne i świetnie sobie prawie we wszystkim radzą. Nie boją się wyzwań i nie będą się bać wyzwań w dorosłym życiu.

Ta bezbrzeżna przestrzeń i brak granic sprawiają, że dzieci te są także uparte, decydujące, władcze, pyskate oraz… wymagające. Wymagają, by świat, (a w nim i nauczyciele) kręcił się wokół nich. Pracuję na najwyższych obrotach, dwoję się i troję, by utrzymać swój autorytet, gasić konflikty, spełniać wymagania. Nie da się dzieci uciszyć, uciszane buntują się jeszcze bardziej. Trzeba wymyślać zabawy, stawać na przysłowiowych rzęsach, żeby zainteresować je na tyle, by uzyskać upragnioną ciszę.

Na krótko. Bo, gdy już się uspokoją, wyciszą i poinformuję je, że “w nagrodę” idziemy na plac zabaw, już wszystkie dzieci są na korytarzu.

Jest mi trudno. Naprawdę. Nie pragnę być super nauczycielem, chcę być dobrym nauczycielem. Chcę czuć zmęczenie co najwyżej w czwartek wieczorem….

Ja uczę się swojego fachu na nowo. Uczę się od kolegów i koleżanek i wiem, że można można mieć lekko, wystarczy umieć  “ułożyć” sobie dzieci. Widzę spore postępy we własnej pracy, przede wszystkim dlatego, że próbuję szwedzkie wychowanie zrozumieć i zobaczyć w nim pozytywne strony. Ciągle jeszcze się nie do końca z nim zgadzam i mam wielką nadzieję, że coś się w tym kierunku zmieni. Chociażby to, że będę mogła liczyć na wsparcie rodziców w wychowywaniu. Że ja, jako nauczyciel będę mogła spokojnie powiedzieć, że dziecko było niegrzeczne i poprosić o rozmowę z dzieckiem w domu. Tego najbardziej mi w mojej pracy brakuje.

Na koniec dodam, że nie chcę wkładać wszystkich dzieci, jak Szwecja długa i szeroka, do jednego worka. Są dzieci świetnie wychowane, usłuchane i bardzo przyjemne. Są też mądrzy rodzice, którzy z dziećmi rozmawiają i między słowami, albo i wprost mówią, że pani należy słuchać. W takich rodzinach cała moja nadzieja.

Tak więc zawód mój tutaj smakuje czasem gorzko. Częściej słodko, bo niestety kocham wszystkie moje dzieci. Nie wiem, czy tych, które najbardziej zszarpały mi nerwy nie kocham najmocniej. Są dla mnie jak wyzwanie. Jak próba charakteru i próba kwalifikacji. Nie mniej jednak są w tym swoim łobuzerstwie cholernie słodkie.

A miłość moją odwzajemniają bez reszty.

Różowy koniec dnia

… i urlopu.

Jesteśmy z powrotem w domu. Staraliśmy się wykorzystać ten cenny urlop maksymalnie, zostać za miastem najdłużej, jak się da. Pogoda dopisała, (poza dzisiejszą poranną, krótką, czerwcową burzą), humory także. To był wspaniały urlop!

Wracając do domu podziwiałam niebo, tak różowe i tak błękitne. Była godzina dziesiąta i takie kolory na niebie! Próbowałam je w locie sfotografować, ale zakrętów było dużo i nie wychodziły. Oto kilka zdjęć w miarę udanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzień się skończył, noc zapada i zapaść nie może. Wciąż widno! Pamiętam, jak była u nas moja ciocia, latem i po pierwszej nocy pierwsze jej pytanie było: Czy u Was się robi ciemno?! Jak usnęła wreszcie, to o trzeciej w nocy obudziła ją radośnie ćwierkająca ptaszyna za oknem.

Ja spać mogę, choć przyznam, że trudniej mi zasnąć a wschodzące w nocy słońce budzi mnie trochę za wcześnie. Światło przedziera się przez żaluzje i przez moje powieki. Wstawaj! – prosi.

Noce latem są krótkie i właściwie jako takie nie zapadają. Są jakby jaśniejsze, widniejsze. Przez dwie, trzy godziny w środku nocy niebo ma ciemno szary kolor. Wczoraj zrobiłam zdjęcie nad lasem, chwilę przed północą. To małe światełko, to czyjeś okno.

Obrazek

A to dziś o 23.20 z okna mojego balkonu:Obrazek

A Wy? Możecie spać w białe noce?

Ślub Madeleine

Dziś w rodzinie królewskiej wielka uroczystość: Król Szwecji wydaje swoją młodszą córkę za mąż. Wybrankiem Królewny Madeleine jest Christopher O’ Neill, Amerykanin. Chris nie jest księciem i nie zechciał nim zostać.

Ślub odbył się w Kościele Zamkowym na Starym Mieście a przyjęcie w pałacu królewskim Drottningholm. Trzy lata temu, gdy Królewna Victoria wychodziła za mąż, byłam blisko wydarzeń, stałam na placu zamkowym i udało mi się zobaczyć ją, gdy mijała nas w karecie – akurat odwróciła twarz w naszą stronę. Teraz jestem poza Sztokholmem, ale ślub Madeleine i Chrisa oglądałam w telewizji, a jakże! Ciekawa byłam sukni;-)

IMG_2287

(Zdjęcie zrobiłam ekranowi telewizora).

Lubię takie podniosłe, królewskie ceremonie, lubię patrzeć na orszak gwardii królewskiej na koniach. To mi przypomina, że Szwecja to Królestwo.

Ślub był piękny, państwo młodzi są sobą zachwyceni, niech żyją długo i szczęśliwie!