Blog

Znajdź dziesięć różnic

Jestem z powrotem! Cieszyłam się, że lecę do Polski i cieszyłam się, że wracam do domu!

Pobyt w Polsce, w trzech różnych miastach, podróż przez kraj oraz długie, spokojne chwile wytchnienia i ciepła w gronie rodziny dało mi masę wrażeń godnych podróży przez egzotyczny kraj i smak naprawdę ciekawych wakacji.  Odnajdowałam swoje przeżyte w Polsce życie, ale też spojrzałam na Polskę oczami „obcego”, turysty czy kogoś, kto zdążył od Polski trochę „odjechać”.

Dlatego też zobaczyłam rzeczy, których wcześniej nie widziałam, albo które wydawały mi się kiedyś oczywiste i do których byłam przyzwyczajona. Żyjąc Szwecją zobaczyłam inną Polskę. Nie szukałam ale napotkałam. Różnice.

Wybrałam 10.

1. Serdeczność. Polacy są bardzo rozmowni! Są ciepli i niesamowicie pomocni. Gdy tylko ktoś widział moje zagubienie na ulicy, natychmiast pytał: „Pomóc Pani?”, po czym wytłumaczył, a nawet odprowadził kawałek. Zaczepieni rozmawiają chętnie i otwarcie. Mężczyźni przepuszczali mnie w drzwiach:-))) Brakowało mi tylko ogólnie uśmiechu na twarzach.

2. Otwarty zakup i obsługa klienta. W sklepach smutni sprzedawcy i wciąż odstraszające tabliczki:

002.

W Szwecji istnieje coś takiego, jak otwarty zakup (öppet köp), coś co jest dobrym rozwiązaniem, i dla portfela i dla gospodarki. Mogę „szaleć” z zakupami, przymierzyć wszystko w domu, wybrać jedną rzecz i resztę odnieść do sklepu. Nikt mnie nigdy nie zapytał, dlaczego chcę to oddać. Mam do tego prawo i dostaję swoje pieniądze z powrotem od uśmiechniętego sprzedawcy, który zaprasza ponownie. Można oddać nawet kosmetyki czy bieliznę, pod warunkiem, że zostaną one „zalakowane” przez sprzedawcę. W Polsce jest to niemożliwe, nawet z reklamacją są trudności.

Handlowcy polscy nie wiedzą, że sprzedadzą więcej, jeśli dadzą klientowi prawo do żałowania zakupu. I spokojny o to klient raczej kupi, niż wyjdzie ze sklepu. Inna rzecz, to w Szwecji jestem obsługiwana ZAWSZE z uśmiechem, chętnie i profesjonalnie. W szwedzkich sklepach czuję się ZAWSZE mile widziana. Wybaczcie mi moją szczerość, ale polskich sklepach i urzędach wita mnie smutna, poważna twarz na której maluje się nieme pytanie: „Po co tu wchodzisz?”. Zapytałam raz sprzedawcę we wrocławskiej księgarni (uniwersyteckiej!) o pewną książkę. Młody człowiek myślał chwilę, po czym odpowiedział: „Wie pani co, powiem tak – nie chce mi się sprawdzać.” Na szczęście nie wszędzie jest tak nieprzyjemnie, w dużych galeriach handlowych obsługa jest prawdziwe europejska!

3. Ulica. Boję się w Polsce przechodzić przez ulicę nawet, gdy mam zielone światło. Nie czuję się w Polsce bezpieczna na ulicy. Kierowcy szaleją. Przez cały ten tydzień tylko RAZ ktoś dobrowolnie zatrzymał się przed przejściem dla pieszych i pozwolił mi spokojnie przejść na drugą stronę. Dziękuję.

IMG_4138

4. Wzrok i spojrzenia. Czułam jak wszyscy na mnie patrzą. Obcinają i gapią się. Krępowało mnie to i zastanawiało, czy ja mam coś na ubraniu, na twarzy? A może jestem już rozpoznawalna;-)? Żartuję oczywiście, ale przyznam, że to obcinanie i uporczywe gapienie się innych na siebie jest w Polsce wyjątkowym i ciekawym zjawiskiem. W Szwecji czuję się niewidzialna i sama z czasem przestałam patrzeć na innych. Patrzę tak jak Szwedzi: Nie patrzę, ale widzę. Daję innym spokój.

5. Stragany, straganiki. Panie na stołeczku, a na chodniku w łubiankach uzbierane pieczołowicie jagody. Babunia ze zrobionymi zapewne przez siebie bukiecikami kwiatów. Mniejsze lub większe stoiska na świeżym powietrzu, prawie na każdej ulicy, z polskimi frykasami. Bo dla mnie taki pyszny pomidor, który smakuje jak pomidor i maliny, które są w Polsce stosunkowo tanie i na pewno nie pryskane;  nie prześwietlane czereśnie i ogórki z krzaka w ogródku to dla mnie już frykasy i rarytasy!

IMG_4104

Ponadto piekarenki ze świeżym chlebem i drożdżówkami, malutkie spożywcze sklepy osiedlowe, warzywniaki i wędliniarskie. Tego mi bardzo w Szwecji brakuje.

6. A przy okazji sklepów – alkohol. W Szwecji jest prohibicja. W Polsce zaś alkohol dostępny wszędzie i przez całą dobę! I co za tym idzie – powszechne pijaństwo. Niestety. Nie chcę pijących i pijanych ani obrażać, ani usprawiedliwiać, ja tylko zauważam w Polsce sporo pijących i pijanych. Nie tylko w Polsce, ale i w podróży do Polski i z Polski. Od początku do samego końca. W autobusie z lotniska do Sztokholmu / ze Sztokholmu na lotnisko zawsze gdzieś czuć mocno wódę i papierosy. Dla mnie, człowieka o wrażliwym węchu podróż taka (półtoragodzinna) jest prawdziwą męczarnią.

7. Matka z dzieckiem. Nadopiekuńcze mamy i niesamodzielne dzieci. Często słyszałam: „Uważaj!” „Przewrócisz się!”, „Nie rusz!”, „Przestań!”, „Bo ja tak mówię!”, „Daj, ja to zrobię, bo ty się upaprzesz.”, itd, itp. Widziałam duże dzieci, bojące się schodów ruchomych i duże dzieci karmione przez mamę (!). Ale w porównaniu ze szwedzkimi polskie dzieciaki grzeczne są:-) Mało widywałam ojców z niemowlakami na rękach. Słyszałam też raz, jak młody ojciec pytał żonę dźwigającą śpiącego dwulatka: „Może ja wezmę od ciebie tą kurtkę?”.

8. Forma Pan, Pani. Bardzo przyjemne i pożyteczne!

9. Rozwiązania przyjazne starszym, niepełnosprawnym i podróżnym. Brakuje bardzo wind i podjazdów, przycisków otwierających automatycznie drzwi. Podróżnemu, z walizą, Polska daje bardzo w kość. Niepełnosprawny zostaje w domu.

IMG_4124

10. A na koniec, coś absolutnie pozytywnego. Polki są kobiece! Na nogach mają szpilki albo prześliczne wymyślne sandały, kolorowe baleriny. Nie boją się barwnych, kobiecych sukienek. Polacy w ogóle mają coraz lepszy gust i smak, coraz bardziej są zadbani. Coraz więcej na ulicy ciekawych fasonów. Szczególnie w stolicy. Uderzający był dla mnie ogromny wybór obuwia, zwłaszcza szpilek, które w Polsce widać idą jak woda. Poza tym, CZYSTE buty. Bielusieńkie tenisówki, wypastowane pantofle. I coraz mniej skarpet w sandałach. W Szwecji dziewczyny noszą się sportowo, niedbale, a buty, im bardziej dziurawe i brudne tym modniej. Im większe oko w rajstopach, im większa dziura w swetrze czy jeansach, tym lepiej. Tak, my Polki, jesteśmy kobiece. I nie zatracajmy tego poza Polską! Na zdjęciu kolorowe pantofle, na które miałam ochotę, ale nie kupiłam, bo nie odważyłabym się takich nosić tutaj…. Pozdrawiam przemiłą dziewczynę, z Warszawy, która pozwoliła mi zrobić to zdjęcie.

IMG_4119

Oto moje spostrzeżenia. Spisane na gorąco i przyznam, że szczerze i odważnie.

Czy o czymś zapomniałam?

Blisko…

Życie na emigracji oznacza życie z dala od rodziny.

Z dala od narodzin, z dala od chrzcin, wesel i od pogrzebów, z dala od najważniejszych wydarzeń w rodzinie. Nie obserwuję, jak rośnie mi bratanek, nie mogę odciążyć rodziców, nie uczestniczę w ich codzienności i omijają mnie takie pozornie błahe rzeczy jak wspólny rodzinny obiad…

Dziś jest inaczej, jestem we Wrocławiu, jestem i pobędę trochę z rodziną.

Przyjechałam głównie po to, żeby zobaczyć moją 84 letnią babcię,  którą strasznie kocham a która ostatnio czuła się bardzo źle. Chcę nacieszyć się ciepłem najbliższych,  chcę dać im ciepło z powrotem. Naprzytulać się za wszystkie czasy i na zapas.

Żeby starczyło na długo, kiedy znów będę daleko od nich.

IMG_3977

Moje szwedzko-polskie serce

Miejscem, jakie dziś odwiedziłam był Urząd Migracyjny (Migrationsverket).

Poszłam tam, bo mogę już starać się o szwedzkie obywatelstwo i chciałam zasięgnąć wszelkich informacji, co mam robić, co złożyć, żeby to obywatelstwo dostać. Kolejki długie jak Mur Chiński, czekałam dwie godziny, siedząc, obserwując ludzi i snując wspomnienia o czasach, kiedy w tym samym urzędzie prawie cztery lata temu starałam się o przyznanie pobytu i numeru personalnego. Patrząc na tłum ludzi z całego świata, na twarze skupione w niecierpliwym oczekiwaniu na tę ważącą decyzję urzędu, pomyślałam, że oni tak bardzo chcą do Szwecji, jak ja bardzo NIE chciałam.

Jaka to parodia losu! Ja nie pragnęłam tu przylecieć, nie pragnęłam emigracji! Kochałam Polskę i wszystko, co polskie. Patrzyłam na kolejnych emigrujących z Polski i mówiłam: „Ja zostaję!”.

A jednak wyfrunęłam.

042601

Przyjechałam do Szwecji, bo się zakochałam. Zakochałam się w człowieku, który tutaj mieszka od bardzo dawna i który długo musiał mnie przekonywać, żebym przyjechała do Szwecji. Właściwie było odwrotnie, to ja namawiałam go, żeby przyjechał do Polski. Koniec końców – zdecydowałam się wyemigrować. No dobrze, spróbuję. Uczucie do męża zwyciężyło. Przyjechałam i od początku miałam łatwo, co teraz dopiero widzę. Jako konkubina (tu się mówi sambo czyli współmieszkający) bez większych przeszkód dostałam numer personalny (personnnummer), i w Urzędzie Skarbowym (Skatteverket) bardzo szybko wyrobiono mi dowód osobisty (ID-kort). Po niecałym roku pobytu w Szwecji wyszłam za mąż, a kolejny rok później dostałam prawo do stałego pobytu. Dziś po trzech latach małżeństwa (z obywatelem Szwecji) mogę ubiegać się o obywatelstwo szwedzkie.

Mam ogromną pomoc w osobie mojego męża. Pomoc we wszelkich sprawach, związanych ze szkołą, urzędami czy pracą. Było mi łatwo. Nie musiałam pracować, znosić żadnych przeciwności, czy przykrości, nie musiałam chwytać się drastycznych środków ani drżeć o pozwolenie na pobyt. Nie musiałam chodzić od okienka do okienka i ponawiać moich podań. Nie musiałam znosić upokorzeń ani żyć w strachu, tak jak inni, którzy dostawali odmowę i w wielu wypadkach byli deportowani do swojego kraju. W czasie mojego pobytu w Szwecji spotkałam i nasłuchałam się powieści różnych osób, często ze łzami w oczach, jak wiele musiały znieść i przejść (szczególnie kobiety), żeby uzyskać swój pobyt. Poniżenie ze strony swoich „partnerów”,  niekiedy pobicia i upodlenia odcisnęły piętno na życiu tych ludzi. A wszystko po to, żeby poświęcając siebie wytrzymać dwa lata i w końcu uzyskać swój upragniony pobyt na stałe.

Dopiero teraz to wszystko wyraźnie widzę i rozumiem, jak było mi łatwo, gdy patrząc na te niektóre zagubione i niepewne osoby w Urzędzie wyobrażam sobie, jak mogą się czuć. Wcześniej o tym nie myślałam, bo byłam zajęta swoim bólem emigracji, za bardzo tęskniłam za Polską i nie bardzo chciałam w Szwecji żyć. Byłam na Szwecję zła! Za to, że mnie od Polski oderwała. I za to, że jest taka zimna, i dosłownie i w przenośni.

Pierwszy rok był straszny. Płakałam do poduszki i cierpiałam. Wiele razy miałam ochotę spakować się  i wrócić. Koleżanki z Polski topniały jedna za drugą, maile przychodziły coraz rzadsze. Byłam niechętna nauce szwedzkiego i niechętna ludziom trzymający taki chłodny dystans do mnie, obcokrajowca. Nie rozumiałam tego chłodu i brałam go sobie za bardzo do serca. Mąż tylko mnie pocieszał i czekał cierpliwie, bo wiedział, że to minie.

I rzeczywiście. Zaczynałam powoli czuć się lepiej. Szczególnie latem, kiedy było ciepło i pięknie wokół. Zaczynałam mieć nadzieję. Szwedzki szedł coraz lepiej, dostałam pierwszą pracę, w swoim zawodzie i towarzystwo dzieci rozjaśniło mi trochę życie. Czas mijał. A z czasem było coraz lepiej. Choć nie ukrywam, że wciąż tęsknię za Polską i że jestem ze swojej polskości dumna. I niestety muszę przyznać, że miłość do Szwecji kiełkuje coraz bardziej w moim sercu.

Obywatelstwa Polskiego nie zrzeknę się. Pozostawię sobie połówkę serca polską. Druga połówka samoistnie staje się szwedzka. Moje serce stało się szwedzko-polskie.

Życzę wszystkim imigrantom, na całym świecie, żeby ich proces adaptacji do życia w nowym kraju przebiegał możliwie łagodnie i bardzo szczęśliwie.

Ściskam Was mocno!

(fot. Jonna Jinton)

Landsort

Dziś był wspaniały dzień! Ani jednej chmurki na niebie. Udana wycieczka i przemiłe towarzystwo.

Wybraliśmy się razem ze znajomymi do Landsort, miejscowości, która leży na wyspie Öja, najbardziej wysuniętej na południe wyspie Sztokholmskiego Archipelagu.

IMG_3391

Przybijamy do portu, żeby za chwilę zacząć wędrówkę pełną wartych zapamiętania widoków.

IMG_3435

Już na lądzie…

IMG_3446

IMG_3476

IMG_3483

Landsort i Öja to surowa i nieurodzajna natura, malownicze widoki: skały, morze (Östersjön), domy i ogródki, labirynt,  kamienne ławeczki, rzeźby, marynarskie sklepiki, kafejki….

IMG_3489

Zapach morza, zapach wakacji:-)

IMG_3508

IMG_3521

ale przede wszystkim Landsort to latarnia morska, którą zbudowano w 1670 r i która odgrywała dużą rolę w nawigacji morskiej na wschodnim wybrzeżu Szwecji.

IMG_3560

Pod tą imponującą i piękną latarnią zrobiliśmy sobie piknik,

IMG_3544

Wenying, która pochodzi z Chin przygotowała dla nas pyszne chińskie danie, które bardzo nam smakowało i dodało nam sił na dalszą wędrówkę.

IMG_3542

Starałam się nacieszyć widokiem, czułam się taka malutka przy tej bezbrzeżnej i surowej naturze. Chłonęłam Skärgården całą sobą.

IMG_3616

Po odpoczynku przy latarni i na skałach wróciliśmy ze wzgórza na spacer po Landsort,

IMG_3687

zaglądaliśmy w różne zakamarki i kąty,

IMG_3695

IMG_3710

wstąpiliśmy do maleńkiego białego kościółka,

IMG_3729

do morskiego butiku… Zwiedziliśmy wyspę wzdłuż i wszerz.

IMG_3658

Landsort jest piękny, ciągle tętni życiem, choć mieszkają tam 25 osób (na stale przez cały rok), jest najbardziej nadmorski z nadmorskich miejsc jakie znam. Po całym dniu wrażeń czas wracać, ostatni statek czeka…

IMG_3764

Droga do domu daleka, więc po drodze, tradycyjnie usiedliśmy w porcie Nynäshamn,

IMG_3789

na pyszne, świeżo uwędzone duże krewetki i wędzoną rybkę na kolację.

IMG_3787

Tak, to był bardzo wakacyjny dzień.

Gniazdowicie

Nareszcie mamy trochę czasu wolnego a właściwie duuuużo czasu wolnego.

Korzystam więc z okazji i wprowadzam kolejne zmiany w domu. Wracam do rozpoczętego dawno temu i przerwanego z powodu braku czasu mojego ulubionego zajęcia – wicia gniazda.

Zawsze miałam potrzebę urządzania wnętrz, z wielkim zamiłowaniem kupuję i przeglądam magazyny wnętrzarskie. Na „cudzym” zawsze mi mówiono: „Zostaw, nie rusz, będziesz miała swoje mieszkanie, to będziesz sobie ustawiać co i jak zechcesz.” To też, gdy wyszłam za mąż, zakasałam rękawy i zaczęłam wić nasze gniazdo po swojemu.

Wprowadziłam się do mieszkania już urządzonego, ale kompletnie nie w moim guście. Zdążyłam już sporo zmienić, udało mi się (z trudem) przekonać mojego męża, że tych mebli nie potrzebujemy, a te bardzo; że te fotele trzeba wyrzucić na śmietnik a te zasłony wołają o pomstę do nieba; udało mi się (Bogu dzięki!) przekonać go, że nasz dom no po prostu nie obejdzie się bez tej pięknej lampy, stołu, krzeseł, półeczek itd. itp… Znosiłam skrzętnie do domu różne rzeczy jak ta ptaszyna znosi źdźbła do gniazda, uśmiechałam się i argumentowałam, przykładałam przedmioty do ścian i mebli, dyskutowałam.  Pokazywałam zdjęcia w czasopismach i mówiłam: „Patrz! Och, my God, jakie piękne!” Gdy się przekonać nie udawało, odnosiłam te źdźbła z powrotem do sklepu (na szczęście w Szwecji mogę bez problemu prawie wszystko oddać za okazaniem paragonu) i szukałam dalej. Powoli zmieniałam nasz dom i mój mąż zobaczył, że robię to dobrze, dlatego też teraz zgadza się na wszystko, byle tylko nie było toto różowe.

Dziś pojechaliśmy do

IMG_3265

i moje stosy książek i albumów dostały nowy regał:-)

IMG_3271

Jutro będziemy mieć pełne ręce roboty!

IMG_3286

Specjalnie za stylem IKEA nie przepadam, choć często znajduję coś „ikeowskiego” dla naszego domu i lubię do IKEA jeździć, tak jak większość zresztą. Ja preferuję meble stylowe, lubię styl gustawiański, lubię meble eleganckie, a regał na książki wybrałam z IKEI, prosty, bo to książki będą grały główną rolę, nie sam regał.

Gdy już książki będą już pięknie poukładane, do domu przyjedzie nowa sofa, do której trzeba będzie dobrać stolik…..

ABBA The Museum

Czy Wy też tak jak ja kochacie ABBĘ?

Obrazek

W maju otwarto w Sztokholmie (na wyspie Djurgården MAPA) muzeum, na które bardzo czekałam. Poszłam, zobaczyłam i mogę szczerze powiedzieć, że warto muzeum ABBY odwiedzić.

Przede wszystkim dlatego, że idąc przez nie, idzie się przez całą drogę kariery członków zespołu: Agnethy, Anni – Frid, Björna i Bennego. Przeżywa się z nimi pierwsze spotkanie, zakochania, śluby, pierwsze wygrane festiwale, pierwsze zdobyte złote płyty i nagrody.

IMG_1430

IMG_1432

Widzimy stroje, w których zaśpiewali Waterloo na konkursie Eurowizji w Brighton w 1974 r. (zaledwie rok po utworzeniu grupy) i w których zdobyli pierwszą nagrodę. W tle na ekranie można obejrzeć fragmenty tego konkursu i poczuć dreszczyk emocji podczas ogłaszania wyników. (Kliknij na zdjęcie jeśli masz ochotę zobaczyć ten występ).

Obrazek

Podpatrujemy miejsca, w których tworzyli muzykę, w domku na wyspie Viggsö,

Obrazek

w studio…

IMG_1447

Patrząc na kuchnię i bawiące się za oknem dzieci można poczuć, jaki ból musiały sprawiać im rozstania  z domem, gdy wyjeżdżali w tournee.

IMG_1500

Garderoby przybliżają nam stres przed koncertem, a pokój, w którym szyto stroje i buty uświadamia, ile pracy się za tym wszystkim kryło, ile ludzi poza tą czwórką stało za sukcesem Abby.

IMG_1458

IMG_1451

IMG_1454

Z przyjemnością patrzyłam na kostiumy sceniczne,

IMG_1477

Szczególnie podobają mi się te sukienki z kotami

_origin_Kas-uzvarvisu-gust-5

i miałam wielką nadzieję, że będzie można kupić w muzeum „kopię” takiej sukienki, ale niestety nikt o tym nie pomyślał, a podejrzewam, że rozchodziłyby się jak świeże bułeczki …

Projektant strojów dla Abby, Owe Sandström powiedział w jednym z wywiadów, że właśnie te sukienki były kopiowane w milionach egzemplarzy na całym świecie i że gdyby muzeum zaczęło się palić to ratował by właśnie je.

Bardzo podobał mi się film, który w muzeum obejrzałam, historię szalonego dziennikarza i pewnego wywiadu, wplecioną we fragmenty koncertów. Naprawdę poczułam jak bym rzeczywiście była na koncercie:)

IMG_1522
Innym miłym odkryciem to piosenki, których nie znałam do tej pory. Człowiek nuci parę kawałków i myśli, że zna całą twórczość Abby. Kupiłam dwie płyty z piosenkami, (ceny są przystępne!) na których są piosenki dla mnie nowe i świeże. To jak miłe odkrycie zespołu na nowo, ale i tak moją ukochaną piosenką pozostanie … (klik).

Czy mieszkacie w Szwecji, czy będziecie przejazdem, odwiedźcie muzeum koniecznie!

Dojazd: tramwaj 7 z Sergels Torg, przyst. Liljevalchs/Gröna Lund.

Godziny otwarcia:

Pn – Wt, Pt, So, Nie 10.00 – 18.00,

Śr – Czw 10.00 – 20.00

Cena biletu: normalny 195 kr, dzieci do 7 r. życia wchodzą za darmo.

 

Wakacje!

Zakończyła się  moja praca w przedszkolu i zaczęły się wyczekane wakacje.

Do szkoły, w której pracowałam już nie wracam, bo muszę kompletować studia i zrobić praktykę w szkole podstawowej i na dokładkę kurs prawa jazdy.  Studia zaczynam w październiku, więc tegoroczne wakacje będę miała długie. Mam nadzieję, że będą również udane.

IMG_3063

Wakacje letnie staramy się spędzać w krajach północnych, takich jak Szkocja czy Norwegia i oczywiście w Szwecji, bo latem Skandynawia jest taka piękna! Jest wtedy ciepło a słońce daje czyste i niespotykane nigdzie indziej  światło, w którym krajobraz nabiera malowniczego uroku.

IMG_3186

IMG_3187

Na wschód od Sztokholmu rozciąga się imponujący archipelag wysp i szkierów (Skärgården), wybieramy się czasem na którąś z wysp lub przemierzamy rowerem wybraną trasę w Sztokholmie. Tras rowerowych jest tutaj pod dostatkiem.

IMG_3120

IMG_3131

Na wakacyjną rozgrzewkę zdecydowaliśmy się pojechać na trasę wzdłuż jeziora Norrviken i przy okazji wypróbować nasze nowe rowery składane, z którymi można wsiąść do metra, autobusu, czy pociągu.

IMG_3124

IMG_3119

Po drodze odwiedziliśmy śliczny stary kościół Sollentuna Kyrka, zbudowany w XII wieku. IMG_3137

IMG_3143

W kościółku zachowane są ołtarz, chrzcielnica i obrazy z okresu średniowiecza.

IMG_3158

Przejeżdżaliśmy też przez osiedle willowe i podziwialiśmy domy, położone nad wodą albo w środku lasu… Niektóre domy były naprawdę jak z bajki! Ach, jak ludzie pięknie mieszkają!

IMG_3177

Rowery zdały świetnie egzamin a kondycja okazała się wcale nie taka zła. Podczas tej wycieczki odpoczęliśmy trochę na zielonej łące,

IMG_3019

podziwialiśmy dzieci pluszczące się w zimnej (w naszym odczuciu) wodzie,

IMG_3172

czerpaliśmy radość z tego, co proste, zwyczajne i łatwo dostępne.

IMG_2959

Do szczęścia potrzebne nam są tylko rowery, trochę słońca i malownicza szwedzka natura…

Tradycyjne szwedzkie przysmaki

Wpis ten dedykuję Annie z Walii.

Idąc za świątecznym ciosem dziś będzie  o tym, co na szwedzkim stole ląduje i co szwedzkiemu podniebieniu smakuje.

Na początek o śledziach. Jedne to zaprawiane i solą i cukrem, z przyprawami, ze śmietaną, czosnkiem albo w musztardzie. Mój ulubiony to Skärgårdssill, w śmietanie. Smakuje mi, ale musiałam do niego przywyknąć.

IMG_2696

Drugie to Surströmming, śledzie sfermentowane, (fermentowane przez dwa miesiące w beczkach, a potem w zamykane w puszkach, gdzie fermentują sobie dalej). Surströmming, przepraszam za wyrażenie, śmierdzi tak, że człowiekowi natychmiast przychodzi na myśl maska gazowa. Z powodu zapachu jada się je na dworze a i tak zapach unosi się na tyle daleko, że można poczuć go w sąsiednim osiedlu. (Ja przynajmniej czuję!) Do śledzika nakładają oczywiście ziemniaczki z koperkiem, cebulą i śmietaną.

surstrc3b6mming

Inny przysmak, którego spożywania nie podzielam to blodpudding.

blodpudding

Blodpudding to krew wieprzowa zapieczona z mąką i mlekiem, który zwykle podawany jest z borówkami. Próbowałam. Ale więcej nie będę.

Köttbullary:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobne do naszych kotlecików mielonych, tyle że dużo bardziej słone i już nie takie smaczne. Znane chyba najbardziej ze szwedzkiej kuchni, głównie za zasługą sieci handlowej IKEA. Moje dzieciaki je uwielbiają, do tego stopnia, że pękają a jeszcze ładują je w siebie. Niektóre dzieci chowają parę kulek do kieszeni na „później”.

Kaviar:

kalleskaviar

kalles-caviar

To pyszny kawior, tak słodki i zarazem tak słony, że aż łzy stają w oczach, ale od czasu do czasu można zjeść, jako dodatek do kanapek.

Falukorv (Kiełbasa Falu)

falukorv

Jest to kiełbasa z miejscowości Falun wyrabiana z wędzonej wołowiny. Tradycja ta pochodzi z Falun, gdzie woły pracujące w kopalniach (setki lat temu) były zabijane dla skóry na rzemienie. W kopalniach potrzebne były bardzo mocne rzemienie i tylko te z byczej skóry zdawały egzamin. Ale wkrótce powstał problem rosnącej góry mięsa z tych byków. Zaczęto więc wyrabiać z niego kiełbasę. Próbowałam falukorv i nie byłam w stanie przełknąć:-(

Raki i krewetki:

raki

Bardzo popularne i lubiane przez Szwedów, którzy mają swoje rakowe (racze?) biesiady, pod koniec lata. Organizują festy, gdzie raki są daniem głównym i najważniejszym. Tu w Szwecji polubiłam bardzo raki i krewetki. Są bardzo wytworne w smaku. Delikates!

Jako, że szwedzkie lasy pełne są zwierzyny, na szwedzkim stole ląduje czasem dziczyzna. Najlepsze jest mięso z łosia oraz renifera. Ale oczywiście Szwedzi lubią też mięso z dzika, jelenia, zająca  oraz delikatną sarninę. Osobiście przepadam za wędzonym udem z renifera!

jeleń

No i nie mogę nie wspomnieć o łososiu:

laks

Oczyszczony, zaprawiony solą i cukrem, doskonały na kanapkę.

No właśnie, Szwedzi mają też niezliczone ilości rodzajów chleba. Ale to wymaga osobnego miejsca:-)

Zgłodniałam pisząc to wszystko, zmykam więc do kuchni.

A jakie są Wasze ulubione przysmaki?

Midsommar

Lato w Szwecji jest takie krótkie. Przychodzi z ociąganiem i eksploduje zielenią i ciepłem późno. Dni stają się długie, jasne i ciepłe. Noce są widne i przebiegają niezauważone. Na ten arkadyjski, pachnący latem i smakującym truskawkami czas mieszkańcy Skandynawii czekają z ogromnym utęsknieniem.

Dlatego Midsommar jest dla nich wielce umiłowanym świętem.

IMG_2633

Midsommar to święto ruchome, wypada w okolicach najdłuższego dnia w roku (między 20 a 26 czerwca), zawsze w sobotę. Zabawa zaczyna się w piątek (Midsommarafton), w środku dnia, symbolicznym podniesieniem umajonego słupa (midsommarstång) przez krzepkich ochotników.

IMG_2118

IMG_2643

IMG_2649

IMG_2657

Potem ludzie łapią się za ręce i tańczą wokół słupa i śpiewają. Ten taniec jest bardzo sympatyczny i całość wygląda pięknie, ale dwa lata trwało, zanim ośmieliłam się dołączyć do Szwedów, tańczyć i śpiewać z nimi. Płakałam wtedy ze wzruszenia.

Znajdźcie mnie na zdjęciu:

IMG_2663

IMG_2683

Te piosenki mają swój układ taneczny, który z roku na rok coraz lepiej mi wychodzi:-)

Po tańcach zaczynają się rozrywki, najpierw dla dorosłych,

IMG_2703

potem dla dzieci.

IMG_2715

Można wygrać albo wylosować nagrodę. W zeszłym roku wygrałam sekator do przycinania żywopłotu, w tym roku nie miałam szczęścia. Ale za to miałam szczęście (jak zawsze) do pogody i do towarzystwa. Tutaj ja, po prawej, a po lewej nasza kochana Sylwia.

IMG_2740

Zmęczeni tańcem i zabawą uczestnicy odpoczywają na kocach, albo przy stolikach i posilają się. Jedzą tradycyjne szwedzkie potrawy (o których obiecuję napisać kiedyś osobno), piją piwo i wino, kawę. My mieliśmy pyszne słodkie śledzie, które zajadaliśmy z chlebem. Panowie pili piwo, a my czerwone wino. Do kieliszków przywiązałam wstążeczki.

IMG_2696

Cała ta zabawa na łące była dość krótka, trwała około dwóch godzin. Gdy organizatorzy zaczęli zwijać namioty i stoliki, poszliśmy do domu na rosół i na drzemkę, bo czekało nas przetańczenie białej nocy.

IMG_2769

IMG_2778

Północ wybiła…. bawimy się doskonale…

IMG_2840

a gdy około pierwszej nawet najwytrwalsi opuszczają powoli parkiet, my też wracamy do domu, gdzie siedzimy jeszcze długo i snujemy opowieści….

Dziś już sobota, Midsommaru ciąg dalszy. Dom jeszcze śpi, ja oczywiście nie. Nosi mnie! Rozpiera mnie energia, radość i uczucie, że jestem szczęśliwa.

To jest mój czwarty, szczęśliwy Midsommar.

Mam nadzieję, że Wy również, Polscy imigranci, bawiliście się nie mniej wyśmienicie i że też czujecie się tu szczęśliwi.

W biegu

Zbliża się dzień, na który czeka cała Szwecja.

Podniecenie i nerwówka osiągają wyżyny. Trzeba zdążyć wszystko załatwić (czyt. kupić, zaprosić, przygotować, upiec, ugotować, przystroić, na maile odpowiedzieć, na bóstwo się zrobić). A jak człowiek normalnie pracuje, to wszystko załatwia (kupuje, zaprasza, przygotowuje, piecze, gotuje, przystraja, na maile odpowiada i na bóstwo się robi po pracy w godzinach wieczornych (acz widnych). Człowiek na brak czasu narzeka i klnie pod nosem, że doba jest krótka. Zmęczony idzie spać, ale w nocy nie śpi, bo widno, a myśli „co jeszcze załatwić” do usypiających też nie należą….

Zabiegani

Tak więc wszyscy dwoją się i troją, żeby wszystko na Ten Dzień przygotować, ale i tak cała ta gorączka sprowadza się do najważniejszego życzenia:

Aby tylko pogoda dopisała.