Blog

Spacer nad kanałem

Dziś wypadł mi nieplanowany dzień wolny.

Ucieszyłam się, że będę miała czas porobić zaległe rzeczy w domu, ale piękna pogoda i słońce szybko wyciągnęły mnie na spacer. Tym bardziej, że nie mogłam pozbierać jakoś myśli, dołek mnie listopadowy zaczynał dopadać…

IMG_8396

Na ów spacer pojechałam nad Djurgårdsbrunnkanalen.

To jedno z najpiękniejszych tras spacerowych w Sztokholmie, miejsce, które odwiedzam rzadko, ale zawsze jestem zachwycona bez względu na porę roku. Niewątpliwy urok tego kanału opisywany jest w wielu przewodnikach, choć nigdy nie widziałam tu tłumów turystów (turyści raczej oglądają go ze statku Stockholm sightseeing), wręcz przeciwnie, tutaj można znaleźć spokój i podczas spaceru wzdłuż wody odpocząć od hałaśliwego i męczącego tętna miasta.

IMG_8401

IMG_8409

IMG_8414

Widoki są przepiękne! Ta wstęga wody, w której przeglądają się dęby i klony ciągnie się około kilometra. Na końcu kanału widzimy mały most, po którym przechodzimy na drugą stronę i skręcamy w lewo, żeby móc dojść do Blockhusudden.

IMG_8432

IMG_8441

Teraz będziemy mieć wodę po lewej stronie.

IMG_8444

IMG_8446

IMG_8456

IMG_8461

IMG_8474

IMG_8479

Na skraju wyspy stoi kawiarnia, w której można się posilić i odpocząć, jeśli chce się pójść dalej i obejść wyspę Djurgården, ale na to trzeba raczej więcej czasu i cieplejszego, najlepiej letniego dnia. Za kawiarnią jest przystanek autobusowy (B) i jeśli wrażeń wystarczy, albo czasu mało, można wsiąść w autobus powrotny do centrum.

IMG_8483

Dojechać do kanału można autobusem 69, spod stacji kolejowej centralnej Centralen (przystanek naprzeciwko City Terminalen) i wysiąść na przystanku Djurgårdsbrunn (A). Przejść przez ulicę i iść wzdłuż kanału, a na jego końcu przejść przez most na drugą stronę i iść dalej, jak pokazuje czerwona linia.

djurgarden karta 2

Na niedzielny spacer z rodziną, ukochanym/ną czy samotnie, tak jak ja, ta trasa jest wprost wymarzona. Gorąco polecam!

Gdybym była Bogiem…

Dziś przypada 108. rocznica urodzin Astrid Lindgren.

Astrid-Lindgren

Chciałam opowiedzieć Wam historię związaną z jej córką, ale w związku z tymi przerażającymi wydarzeniami w Paryżu, przychodzi mi tylko na myśl jej wiersz. Przychodzi mi on na myśl ZAWSZE wtedy, gdy dzieją się nieszczęścia, których nie ogarniam i w które aż trudno uwierzyć.

Gdybym była Bogiem
płakałabym nad ludźmi
których stworzyłam
na swoje podobieństwo.
Jakżebym płakała nad ich złem
i podłością
i okrucieństwem
i głupotą
i ich nieszczęsną dobrocią
i bezradną rozpaczą i smutkiem.
I jakże bym płakała
nad każdym przedśmiertnym krzykiem
i cała krwią, która płynie nadaremnie
tak strasznie nadaremnie
i nad głodem
i beznadzieją
i nędzą
i wszystkimi szalonymi mękami
i samotną śmiercią
i nad torturowanymi,
którzy krzyczą i krzyczą
i nad torturującymi jeszcze bardziej.
I nad wszystkimi dziećmi
wszystkimi wszystkimi dziećmi
nad nimi płakałabym najbardziej.
Tak, gdybym była Bogiem
to płakałabym nad nimi gorzko,
bo nie myślałam, że będzie im
tak jak jest.
Rzekami rzekami bym płakała
żeby mogli się potopić
w moich łez wielkiej wodzie
wszyscy biedni ludzie
i wreszcie
nastałby spokój.

13 friday

<3

Co to jest szczęście?

Końcówka roku, szczególnie listopad ma to do siebie, że sprzyja refleksji.

W każdym razie ja tak mam. W listopadzie trudno znaleźć powody do radości, bo mało co cieszy oczy. Jest to dla mnie czas narastającej ciemności, co mnie dołuje i odbiera radość życia.

IMG_8329

Dzisiaj na spacerze, w tę słoneczną i niebywale, jak na szwedzki listopad ciepłą niedzielę poczułam się szczęśliwa. Jak latem, gdy czuć się szczęśliwą jest bardzo łatwo. A gdy pojęłam, dlaczego znów poczułam się szczęśliwa, prawie pofrunęłam nad ziemią z radości.

IMG_8325

Słońce, przestrzeń, otwarte niebo nade mną dało mi do zrozumienia, że szczęście to stan umysłu, a nie warunki zewnętrzne! Widok przybranego jesienią traktu i świadomość, że ja ten trakt o własnych nogach przemierzam; błękit nieba ubrany w firanki z gałęzi i bursztynowych liści i świadomość, że ja mam oczy, które to widzą; kładąca się powoli do snu przyroda i świadomość, że za kilka miesięcy zobaczę, jak ona się powoli z tego snu budzi…

IMG_8384

Świadomość, że żyję i że mam życie przed sobą z całym jego dobrodziejstwem i całą jego niedoskonałością. To daje mi poczucie, że jestem szczęśliwą osobą. Że poruszam się o własnych siłach i że mam zmysły. Że nasz świat jest piękny i że ja dostałam bilet wstępu do tego świata. Świadomość, że jestem tu i chciałabym być jak najdłużej.

Tak, życie jest szczęściem.

Jesień w Sztokholmie

Na początku chciałabym wszystkim podziękować za tę lawinę ciekawych i cennych komentarzy pod ostatnim wpisem.

Przykro trochę, że znów polało się, zarówno na mnie, jak i na Was nawzajem, trochę żółci i hejtu (komentarzy poniżej krytyki nie wpuściłam, ale to, co w nich zobaczyłam, już nie “odzobaczę”).

Ale ja już zapominam o niedogodnościach i idę dalej.

W biegu i karuzeli codziennych spraw staram się spojrzeć na tę kończącą się w spektakularnym stylu jesień.  A pogoda nas tej jesieni naprawdę rozpieszczała i oczarowywała. Nie mogłam się napatrzeć, gdy po długiej chorobie cały weekend spędziliśmy na nadrabianiu zaległości w jesiennych spacerach i delektowaniu się jesiennymi barwami. Przy okazji, zupełnie niechcący odkryliśmy nieznane nam miejsca…

Dużo słońca, przyzwoite ciepło i bezdeszczowe dni to cechy nietypowe dla szwedzkiego października. Zdążyliśmy zobaczyć jesień w jej najpiękniejszym rozkwicie, nacieszyć się nią, zanim drzewa lada chwila staną się nagie i smutne.

Taki jest (był) Sztokholm w złotej szacie…

IMG_5937

***

IMG_5961

***

IMG_5953

***

IMG_5968

***

IMG_6001

***

IMG_6005

***

IMG_6008

***

IMG_6012

***

IMG_6013

***

IMG_6016

Teraz już pierwsze przymrozki, poranny szron na trawnikach, czuć, że zima jest blisko. Właśnie zaczyna się listopad, jeden z dwóch najbardziej nielubianych przeze mnie miesięcy. Ale, tak jak i we wszystkim innym, także i w listopadzie znajduję coś pozytywnego i pięknego.

Melancholię i zadumę nad przemijającym życiem.

IMG_6021

Spacery wśród zmarłych i wspominanie tych, których kochałam i których już tu na ziemi nie ma.

1 nov 2015

Spływający po szybie płacz deszczu.

IMG_0324

Ciepło i blask świec w domowym zaciszu…

0699

Życzę Wam pięknego listopada, trzymajmy się!

<3

Rzeczy w Szwecji, do których się nigdy nie przyzwyczaję

W ramach kolejnego projektu Klubu Polki na Obczyźnie przyszło mi napisać, co w kraju mojej imigracji mi przeszkadza i do czego nie mogę się przyzwyczaić.

Do tej pory pisałam dobrze o Szwecji, a skargi na to, co mnie w tym kraju uwiera, pozostawiałam dla siebie. Chcę, by mój blog był lekturą przyjemną i zabierającą czytelnika w wymarzony nieco świat, ale żeby nie było, że płynę sobie tak przez to życie z wiecznym uśmiechem zadowolenia na ustach, postanowiłam i ja przyłączyć do jesiennego projektu.

Do czego nie mogę się przyzwyczaić w Szwecji *

Po sześciu latach życia w Szwecji wiele rzeczy stało się dla mnie normalnych i zwykłych. Zasymilowałam się w miarę lekko i szybko, ale wciąż są sprawy, które mnie przygnębiają, choć podejrzewam, że to kwestia mojego własnego sumienia.

Edukacja i wychowanie przedszkolne

Zacznę od szkolnictwa, bo pracuję w przedszkolu i trochę na te tematy wiem. Uważam, że dzieciaki są ZA MAŁO edukowane i zbyt wiele czasu daje się im na swobodną, często do niczego nieprowadzącą, zabawę. Inna rzecz, która mnie wręcz boli, to to, że nie winduje się tu dzieci szczególnie utalentowanych. Moje próby na skierowanie uwagi i zajęcie się szczególnie uzdolnioną plastycznie dziewczynką spełzły na niczym, co bardzo opłakałam. Prawo szwedzkie mówi, że wszyscy mają być równi, ale w praktyce wygląda to tak, że dużą pomoc ofiaruje się dzieciom z kłopotami w nauce (co jest bardzo fajne, mądre i pożyteczne), ale za to z dziećmi wybitnymi szkoła nie robi nic.

IMG_7010

Bezmyślność

Właściwie drobiazg. Niby Szwedzi wynalazczym narodem są, ale często mam wrażenie, że nie myślą. Płynie taki strumień ludzi chodnikiem, ale żaden NIE USTĄPI drogi idącemu z naprzeciwka, trzeba zejść na ulicę. Ludzie stoją czasem tak w grupie gdzieś, na stacji, w przejściu, czy korytarzu i blokują innym drogę. Kładą torby na siedzeniach obok, nie myśląc, że może nad nimi stoi ktoś i marzy o tym, żeby usiąść.

IMG_8248

Prostactwo

A już po prostu NIENAWIDZĘ, gdy ktoś, w pociągu kładzie buty na siedzeniu na przeciwko! Krew się we mnie gotuje, gdy widzę to karczemne zachowanie. Inna rzecz, do której się nie przyzwyczaję, są zostawione pod siedzeniami torby po fast foodach i puszki. Czasem wsiadam do pociągu i widzę, że czeka mnie podróż wśród rozrzuconych wszędzie gazet, kubków po kawie, opakowań po słodyczach, po prostu podróż w morzu śmieci. Każdy pociąg jest sprzątany na końcowej stacji, ale już w połowie drogi powrotnej wygląda jak po imprezie. I pomyśleć, że to cywilizowany kraj!

IMG_6311Zdjęcie to zrobiłam w czystym jeszcze pociągu na pierwszej stacji.

Brak dżentelmenów

Brakuje mi tego, co miałam w Polsce, gdzie mężczyźni są dżentelmenami w stosunku do kobiet. Otwierają przez nimi drzwi, poniosą ciężką torbę. Tutaj kobieta nie jest tą “słabą” płcią, którą trzeba potraktować  z szacunkiem, ulżyć jej, otoczyć elementarną TROSKĄ. Raz zapytałam kolegę na uczelni, dlaczego nie pomoże swojej, ulubionej zresztą, koleżance nieść ciężką torbę. Odparł, że to jej torba, a nie jego. Tu kobieta jest równa mężczyźnie i równie dobrze ona może wnieść wózek z dzieckiem po schodach lub nieść ciężkie zakupy, dlaczego on, mężczyzna ma to robić za nią?

IMG_2843

Żebractwo

Choć żal mi tych ludzi i już mi nie nastarcza pieniędzy, żeby rzucić każdemu, zaczynam się bezsilnie irytować, bo widzę, że żebraków jest coraz więcej i coraz nachalniejsi się stają. Potrafią nawet wejść do ogródka restauracyjnego i trząść kubeczkiem z monetami nad uchem klienta wciągającego smakowitą woń właśnie podanego obiadu. KAŻDY kurs metrem czy pociągiem to minimum jedna osoba (najczęściej wiele, w różnych odstępach), która idzie i prosi o datki. Żebrzący są pod każdym sklepem, na każdej stacji, mam wrażenie, że są dosłownie wszędzie, (ostatnio spotkałam ich w miejskiej bibliotece, odrywali ludzi od książek).

4

Ciemności

Pory roku w Szwecji dzielę na JASNĄ oraz CIEMNĄ. Dziś właśnie nadejdzie ta ciemna, bo przestawiamy zegary na czas zimowy. Nadejdzie to, do czego chyba nikt się nie przyzwyczai – ciemności i szaroburości. Wygląda to tak, że człowiek ten krótki, jasny odcinek dnia, spędza w pracy, natomiast, kiedy do niej idzie, lub z niej wraca, jest ciemno. Zupełna ciemność już o czwartej po południu może naprawdę wystawić człowieka na ciężką próbę.  Dlatego wiele przedsiębiorstw zaleca wyjście z pracy na mały spacer w południe.  Ja, mimo, że codziennie jestem z dziećmi na dworze, nie mogę wciąż zaakceptować tej ciemnej pory roku.

spacer do lasu

Rozpędziłam się w tym narzekaniu! Ale tym ciemnym akcentem zakończę moje utyskiwanie a Was zapraszam do poczytania, co uprzykrza życie Polce żyjącej w Aoście, a jutro zajrzyjcie do Polki mieszkającej w  Meksyku. Polecam lekturę całego jesiennego projektu, bardzo ciekawe rzeczy piszą klubowiczki o krajach, do których wyemigrowały.

PS. Jako, że od każdej reguły są wyjątki, spotkałam prawdziwego Szweda dżentelmena, są przedszkola, gdzie dzieci mają mnóstwo zajęć, są ludzie, którzy myślą o innych, a ja podczas ciemnej pory roku miewam wyśmienity nastrój, więc nie jest do końca beznadziejnie.

Projekt zadedykowany jest akcji Przemka Skokowskiego Autostopem dla Hospicjum. Przemek to charyzmatyczny chłopak o złotym sercu, który wyruszył w podróż autostopem z Gdańska na Antarktydę. Celem tej podróży jest zbiórka pieniędzy na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz Domowego Hospicjum dla dzieci w Gdańsku. Więcej o akcji przeczytacie na stronie Się pomaga, na której można też bezpiecznie przekazać dowolną kwotę. Zachęcam Was gorąco do wsparcia akcji.

Przemek

*  Moje skargi przykładam do Sztokholmu, nie tylko dla tego, że tutaj właśnie mieszkam, ale i dlatego, że jest to stolica, miasto ogromne, mieniące się różnymi kulturami, społeczeństwo jest bardziej zabiegane i obce sobie nawzajem. Poza Sztokholmem, i w innych miastach, na wsiach, żyje się zupełnie inaczej, bo i ludzie są inni.

O tym też kiedyś napiszę.

Sztuka odpoczywania

Mija tydzień, jak uziemiona chorobą siedzę w domu.

Zaczęło się w zeszły piątek, gorączką, ale gdy po dwóch dniach poczułam się lepiej, to wzięłam się za robotę (kobieta ma zawsze coś do zrobienia w domu), a to zmywanie, a to wyskok na miasto na zakupy, a to ślęczenie nad biurkiem… …. I choroba wróciła ze zdwojoną siłą dokładając mi do gorączki męczący kaszel.

Mąż robił wszystko, bym nie chodziła po domu. Oczywiście dużo leżałam połykając książkę za książką, czytając zaległą prasę i przeglądając internet w telefonie. Ale świadomość, że moje leżenie doprowadza dom do stanu godnego pożałowania (tym bardziej, że koty tłukąc się ze sobą zostawiają po sobie niepojęte ilości kociej sierści) sprawiała, że od czasu do czasu niepostrzeżenie, korzystając z nieobecności męża albo odkurzyłam mieszkanie, albo zrobiłam pranie, co kończyło się pogorszeniem mojego (i mężowskiego) samopoczucia.

1

Bo ja mam nieodparte uczucie, że MUSZĘ coś zrobić, że jeszcze to i to jest do zrobienia i że to coś nie może czekać. Moja wybujała ambicja i przesadna pracowitość ciągną mnie za poły swetra i nie dają posiedzieć. Siedząc (czy o zgrozo leżąc) i czytając w nieskończoność książkę mam ogromne wyrzuty sumienia, że marnuję czas. Ponadto denerwuję się widząc piękną pogodę za oknem, że ja nie mogę wyjść z domu. Myślę o tych wszystkich chorych przykutych do łóżek w domach i szpitalach. Mam za dużo czasu na myślenie i zaczynam wariować z braku sił do pracy…

Ten weekend miał być wspaniały. Spędzony z przyjaciółmi w ich domu z kominkiem, za miastem. Miały być spacery nad jezioro i wspólne grilowanie. Zamiast tego był wciąż kaszel, ból w mięśniach i oglądanie świata za oknem.

A to tylko dlatego, że nie daję sobie szansy dojść do zdrowia.

Wczoraj przeniosłam się z sypialni do pokoju dziennego, zapaliłam świeczki, przykryłam się zrobionym na drutach pledem, wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Zrobił się taki nastrój, że poczułam przez chwilę, jakby się zatrzymał czas, a trwająca właśnie chwila otuliła mnie ciepłym, miękkim ramieniem. Zrobiło mi się tak błogo i chciałam, żeby ta chwila trwała jeszcze długo. Z tej cichej błogości wyrwał mnie przestrach, że ja nic nie robię.

I wtedy dotarło do mnie, że ja… nie umiem wypoczywać!

IMG_1696

Nie umiem tak bezpardonowo, egoistycznie usiąść i zanurzyć się bezczynnie w płynącym czasie. Delektować się nicnierobieniem i być jeszcze z tego powodu szczęśliwym. Usłyszeć własne myśli i marzenia. Trwać i być. Tu i teraz.

Okazuje się, że wypoczywać trzeba umieć i ja się muszę tego nauczyć. O nauki poproszę moją przyjaciółkę, Kasię, którą, równie wielki jak mój, perfekcjonizm doprowadził kiedyś do wypalenia. Kasia wraca do siebie, ale w międzyczasie nauczyła się medytować, odpoczywać, uprawia jogę, za co ją osobiście szczerze podziwiam.

Może uda mi się zwolnić nieco tempo?

A jutro do pracy. Po przerwie aż się boję. Mam tylko nadzieję, że NIE rozpędzę się znowu i że jeszcze zdążę się nacieszyć jesienią, zanim spadnie pierwszy śnieg….

Niepokoję się…

To niepokojące, że o szczegółach tego, co się dzieje w kraju, w którym mieszkam, zmuszona jestem dowiadywać się z zagranicznej prasy.

Wprawdzie wspomniano ze spuszczonymi oczami w szwedzkiej telewizji o zabiciu dwóch osób w IKEI (sic!), ale o prawdziwych reakcjach ludzi i o całej otoczce tego, co się teraz w Szwecji dzieje, doczytać muszę w polskiej i angielskiej prasie.

Powinnam zacząć od tego, że żyjąc tutaj, w pięknym Sztokholmie, a właściwie w bezpiecznej i spokojnej dzielnicy Solna, nie widzę naocznie codziennego napływu tysięcy zdesperowanych uchodźców. W centrum miasta zawsze był tłok, barwna mieszanka ludzi z całego świata. Nie widzę jednak tych wszystkich kłębiących się po opuszczonych więzieniach, schroniskach i barakach azylantów. Na “oko” wydawać by się mogło, że nic się nie zmieniło. Ale z tego, co wiem, do Szwecji przypływa codziennie ponad tysiąc osób i państwo szwedzkie robi wszystko, by tym ludziom, wszystkim bez wyjątku, pomóc.

W telewizji i prasie spokojnie i optymistycznie, jak gdyby nigdy nic. Od czasu do czasu docierają do mnie pojedyncze informacje o kradzieżach, gwałtach, zabójstwach, zamieszkach. Raz udało mi się zobaczyć smutny i przerażający reportaż o dużej grupie EU emigrantów, którzy bezprawnie zajęli prywatną posiadłość i ani myśleli ją opuścić. To wywołało u mnie straszny niepokój. Tym bardziej, że ani lokalni politycy, ani policja nie potrafili znaleźć rozwiązania tej sytuacji. Innymi słowy, naruszone zostało podstawowe prawo do własności prywatnej. Czy można czuć się bezpiecznie w kraju, w którym na twoją prywatną posiadłość mogą wkroczyć obcy ludzie, rozbić swoje namioty, a ty nie będziesz w stanie ich się pozbyć?

2

Pytacie mnie w listach, czy to wszystko prawda, i czy w Szwecji jest bezpiecznie. Dużo i szczerze pisze się i mówi o tych sprawach właśnie w Polsce, stąd ten w Was niepokój. Moi rodzice też się napatrzyli w telewizji, naczytali w prasie i mówią, że boją się do mnie, do Szwecji przyjechać.

Może i to wszystko wyolbrzymione jest, rozdmuchane, bo oczywiście o tym, co trudne mówić można bez końca. Ja osobiście mam bardzo mieszane myśli. Z jednej strony, uważam, że to jest piękne, że Szwecja chce pomagać i dzieli się swym narodowym dobytkiem z potrzebującymi; z drugiej zaś, że ta chęć pomocy przerośnie wkrótce możliwości i pomaganie odbywać się będzie kosztem społeczeństwa szwedzkiego. Społeczeństwo już zaczyna odczuwać napływ nowych imigrantów. Zaczyna brakować pracy, od dawna brakuje mieszkań, pogarsza się status szpitali, spada poczucie bezpieczeństwa.

Ja też przestaję się TUTAJ czuć bezpiecznie. I nie chodzi tylko o to, że boję się pojechać do IKEI, żeby nie zostać potraktowaną ikeowskim nożem, czy chodzenia po mieście po zmroku, ale ogólnie, boję się o przyszłość w Szwecji. Czy zawsze będę miała pracę? Czy będę miała gdzie mieszkać? Nie mam pewności.

Nie tylko ja się niepokoję. Niepokoją się też mieszkańcy Szwecji, którzy powoli zaczynają dostrzegać rozmiar problemu.

IMG_5827

Czasami ktoś zarzuci mi, że ja się tą Szwecją tak zachwycam i że jestem naiwna i nie wiem, co się w Szwecji dzieje. Wiem. Nie wypowiadam się na tematy polityki i jestem ostrożna w głoszeniu osądów. Poza tym, na szczęście widzę jeszcze mnóstwo dobrego w tym kraju, widzę jego piękną przyrodę, architekturę, tradycje, optymizm… Tym chcę się z Wami dzielić i tego trzymać.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że sytuacja w Szwecji się ustabilizuje i będę mogła ponownie patrzeć ufnie w przyszłość.

Chwile wytchnienia

Wiem, wiem, zamilkłam. Nieładnie.

Dostaję od Was realne sygnały, że oczekujecie nowego posta. Natalia w komentarzu pyta, gdzie się podziewam. Obca kobieta zaczepia mnie między wieszakami w butiku, podpiera się pod boki i mówi wprost: “Pani Monika? A dlaczego Pani przestała pisać? Od miesiąca nic nie ma!”. Czasem przyjdzie mail, albo dwa, od martwiącego się o mnie czytelnika…. Wczoraj dostałam taki cudny list od Elżbiety z Łodzi, taki poruszający, że przez łzy czytałam. Ela pisze: “Lubię Twojego bloga, lubię siadać wieczorami na kanapie,mieć obok zapaloną świeczkę, kubek aromatycznej herbaty w ręku, wokół ciszę i poczytać, co nowego się u Ciebie pojawiło. To taki mój nie codzienny rytuał na chwilę wytchnienia.” I dalej: “Twój blog, to o czym piszesz, w jaki sposób przedstawiasz swoje życie (choć teraz już mniej) jest taką trochę odskocznią dla wielu czytelników od codzienności, pośpiechu, monotonii. Swoimi postami wielokrotnie dawałaś do zrozumienia, co tak naprawę w życiu jest ważne, zdjęciami dokumentowałaś, wspólne świętowanie różnych okazji z mężem, przyjaciółmi… A czasy dziś niestety mamy takie, że ludzie nie mają czasu na te drobne, ale jakże ważne sprawy, nie potrafią słuchać, doceniać, takich prostych rzeczy, cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil, ciągle gdzieś pędzą, nie doceniając bardzo często tego, co mają. A widząc takie sielskie sytuacje z  boku, po prostu zaczynają tęsknić do takich momentów, chwil, do takiego życia.”

Ja już pogrzebałam Polkę w myślach, już marzyłam, żeby inni też zapomnieli o moim istnieniu, ale po tym liście dostałam takich skrzydeł, że chciałabym zacząć pisać na nowo! No i jak przerwać bycie z Wami? Nie da się!

Pytacie mnie: Halo, jest tam kto? To ja Wam odpowiadam: Jestem, jestem. To, że nie piszę Polki, nie oznacza, że mnie nie ma. Faktem jednak jest, że już nie mam tej weny do pisania, co kiedyś, przestało mnie to kręcić. I chyba wiem, dlaczego. W innym celu zakładałam blog, a ten, chcąc nie chcąc, zamienił się w przewodnik po Sztokholmie i Szwecji. Wywołało to pewien nacisk ze strony czytelników, a także jakąś nieokiełznaną wewnętrzną presję, co mnie skutecznie zniechęciło do dalszego prowadzenia Polki. A przecież moja potrzeba ekspresji i dzielenia się z innymi tym, co w życiu piękne i ważne nadal ze mnie bije! Myślałam o założeniu nowego bloga, założyłam konto na Instagramie, zastanawiałam się nie raz, czy nie zawrócić Polki w Szwecji z tych torów, na które tak ambitnie wjechała.

Ale jeszcze nie mam odwagi pisać tak otwarcie o swoich sprawach jak dawniej…

00429

Nie mniej jednak, jestem. Żyję. W tym momencie trochę słabo, bo walczę z wirusem. Przydźwigałam go z przedszkola, może sam za mną przyszedł, nie wiem. Wiem tylko, że ten zmusił mnie do zwolnienia tempa i zajęcia się tym, co ja tak traktuję karygodnie, wypoczynkiem. Za dużo pracy, studia, prawo jazdy, nadmiar obowiązków, dom na głowie, ciągle jakieś kursy i zobowiązania (za dużo!), przeciąganie dnia przed komputerem do późna. Lato odeszło w siną dal, nagle zwykłe problemy urosły do wielkich rozmiarów, nie zawsze jest pięknie i różowo, przed sobą coraz częściej widzę dołki…

IMG_1372

A teraz ta jesień. Ta złota i piękna nieopatrznie, lada chwila zamieni się w mokrą, mglistą i ciemną. Piękno tej pory roku ustąpi miejsca jej brzydocie, (choć ja i tak staram się znaleźć coś pozytywnego w każdym obrazku jaki mam przed oczami).

Mnie w tych szarych, późno jesiennych miesiącach ozłacają spotkania z polskim teatrem i kinem. Do Sztokholmu (czasem też i do Göteborga) przyjeżdża któryś z polskich teatrów, pod koniec września przyjechał Teatr Kamienica z wyśmienitą sztuką “Intryga”. O przedstawieniu napisałam parę słów dla Szwecja Dzisiaj. Udało mi się też porozmawiać z aktorami. W listopadzie przyjedzie inny Teatr, Capitol ze sztuką “Klub Mężusiów”. Polecam bardzo, bardzo gorąco pójście na przedstawienie, zapewniam, że warto. Bilety można zakupić w polskich sklepach na terenie Sztokholmu, a więcej informacji znajdziecie tutaj. Inna bardzo ciekawa rzecz, na którą ja, Polka, tutaj, w Szwecji zawsze czekam, to Festiwal Polskich Filmów, organizowany przez Polska Institutet. Festiwal zaczyna się już dzisiaj, a więcej możecie wyczytać na stronie Instytutu. Ja czekam na film “Bogowie” i “Pani z przedszkola”…

Poza tym, książki oraz mój nowy mały kot, Dragon, który jest tak inny od zdystansowanego Plastra, dają chwilę wytchnienia i myślę, pomogą mi przetrwać te bure miesiące. Mam nadzieję, że Wy też macie w zanadrzu swoje niezawodne czasoosładzacze i na zimę jesteście dobrze przygotowani.

Za tydzień wpis o tym, do czego nie mogę się przyzwyczaić w Szwecji. Tak dobrze dotąd pisałam o Szwecji, a tym razem trochę sobie na nią ponarzekam.

Tak więc, do następnego!

<3

Kwestia zaufania

Jednym ze zjawisk, które w Szwecji wprawiają mnie w lekkie niedowierzanie jest zaufanie do klienta.

W wielu miejscach, ale raczej poza miastem, niż w mieście, wystawione są stoiska, na których właściciel, rolnik, rzemieślnik czy zwykły handlarz zostawia swoje produkty lub płody rolne, cennik i … “skarbonkę”.

Tu straganik niedaleko Laholm.

IMG_2771

IMG_0982

Ludzie podjeżdżają sobie, wybierają warzywa, owoce czy co tam jeszcze, i wrzucają naliczoną (na pewno dobrze) kwotę do blaszanej puszki. Na zdjęciu poniżej uroczy kram warzywny spotkany w Olandii.

IMG_3507

IMG_3509

Dania ma podobne podejście do klienta, w Godhjem na Bornholmie spotkałam “samopracujący” sklepik jubilerski.  Można spokojnie wybrać sobie biżuterię, a wyliczoną kwotę wrzucić do skrzynki pocztowej obok. Nie wierzyłam własnym oczom! Dwa razy przechodziłam obok tego stoiska, rano i po południu i nie spotkałam przy nim żadnego sprzedawcy, choć klientów (płacących) owszem.

IMG_1517

IMG_1561

IMG_1560

Jeśli chcesz wybrać się na zwiedzanie, a droga przed tobą długa i dzieci masz ze sobą małe, możesz wypożyczyć sobie wózek. Wybierasz wózek a pieniądze na wynajem wkładasz do skrzyneczki pod tablicą z cenami. To też Szwecja, niedaleko Ystad, na drodze do Ales stenar.

IMG_1886

W pięknym, najstarszym mieście  w Szwecji, Sigtunie, spotkałam tę oto starą budkę telefoniczną wypełnioną książkami.

IMG_4243

To minibiblioteka! Zasady wypożyczenia są takie, że można wypożyczyć jedną książkę na tylko 1 tydzień, a jeśli chcesz książkę koniecznie zatrzymać, przynieś i zostaw swoją.

IMG_4245

Książki w tej budce były całkiem ciekawe. Żaden tam chłam literacki. Budka ta jest popularnym obiektem fotografowania dla turystów spoza Skandynawii, dla których także jest to “nietypowe”, bo z ręką na sercu, poza Skandynawią, nigdzie nie widziałam takiego pełnego zaufania typu handlu, czy wynajmu.

Podobną budkę, tym razem miniksięgarnię, widziałam w miasteczku Fjällbacka. Na książkach są ceny, a biała skrzynka na pieniądze wisi obok budki.

IMG_5122

IMG_5123

W Olandii “dostałam” ręcznie uszyte piękne bolerko, a jego wykonawczyni podała mi spisany na karteczce numer konta i powiedziała, że mogę przelać pieniądze za bolerko, jak wrócę do domu.

IMG_5153

Dała mi swój wcale nietani produkt, święcie wierząc, że ja za niego zapłacę. Zapytana, czy zdarzyło się jej, że ktoś jednak nie przelał pieniędzy, zaskoczona nieco pytaniem odparła , że nigdy.

Bo to właśnie jest kwestia zaufania.

W Szwecji ufa się klientowi. Obojętnie, czy to jest bank, drobny handlarz czy też wydawnictwo, naczelną ich zasadą jest zaufanie do klienta i przeświadczenie, że klient tego zaufania nie zawiedzie. Taki jest tutaj system, że jeśli urząd, czy sprzedawca “podejrzewa” mnie o coś, musi mi to udowodnić. W Polsce system nie wierzy petentowi i to ja zmuszona jestem z góry udowadniać, że jestem w porządku. Muszę przedstawić nie zawsze potrzebne zaświadczenia czy pieczątki, naklejać znaczki skarbowe, (nigdy nie słyszałam o takich znaczkach w Szwecji), a już bardzo często konieczne jest stawienie się osobiście.

Zaufanie do klienta i petenta radykalnie odmienia życie ludzi w tym systemie i oszczędza ich czas. Jest to nie do wyobrażenia, żeby Szwed musiał brać wolne z pracy, żeby załatwić cokolwiek w urzędzie lub w banku. Te sprawy załatwia się przez telefon i jeżeli potrzeba podpisu (np. pożyczka w banku), to urząd wysyła pocztą odpowiednie dokumenty, które po podpisaniu odsyła się z powrotem zwyczajnym listem.

W sklepie nie muszę udowadniać, że to nie ja uszkodziłam zakupioną rzecz, tylko po prostu nie zauważyłam szkody i dzięki temu, że sprzedawca mi wierzy, mogę bez najmniejszego problemu tę rzecz oddać z powrotem. Po sklepach nie “krążą” wartownicy, nikt mi nie patrzy podejrzanie na ręce i sprzedawczyni ufa mi jako klientowi.

IMG_8707Sergelstorg, Sztokholm

Inny przykład zaufania do klienta. Kiedyś zdarzyło mi się, że nie przyszedł numer jednego z prenumerowanych przeze mnie szwedzkich czasopism, zadzwoniłam więc do redakcji i powiedziałam, że nie dostałam takiego a takiego numeru i za dwa dni miałam ten brakujący numer w domu. Podobną sytuację miałam z polskim miesięcznikiem Zwierciadło. Nie przyszedł któryś z numerów, zadzwoniłam do Ruchu, przez które prenumeruję to pismo i usłyszałam, że wysłano już do mnie aktualny numer i nie wyślą drugiego. W ogóle, w Szwecji zamawia się prenumeratę lub książki, a rachunek przychodzi wraz z przesyłką, natomiast zamawiając prenumeratę polskiego czasopisma, czy też książkę, najpierw trzeba wpłacić pieniądze, potem można spodziewać się realizacji zamówienia. W większości przypadków tutaj, w Szwecji, najpierw dostaje się zamówioną rzecz, a potem się płaci.

Znalezione na ulicy rzeczy zostawia się nie poruszone, bo ten kto coś zgubił, może się po to wrócić i chce to znaleźć. Tutaj jakieś dzieciątko zgubiło na uczęszczanym trakcie spacerowym ukochaną Pippi i najprawdopodobniej odzyska ją, bo ona na niego czeka. Przykładów mogłabym wymienić jeszcze wiele…

IMG_6667

Oczywiście spostrzeżenia moje przykładam do doświadczeń jakie mam z Polski, a wyjechałam z Polski prawie 6 lat temu i może w kwestii zaufania do klienta coś się zmieniło (mam nadzieję).

To, że tutaj wierzy się w uczciwość drugiego człowieka nie oznacza, że Szwecja jest krajem, w którym nie zdarzają się kradzieże. Owszem, zdarzają się. Raz byłam świadkiem nagłego i krótkotrwałego zamieszania, co, jak się chwilę później okazało, było kradzieżą portfela z torebki turystki. Na Facebooku widzę też od czasu do czasu skargi, że komuś ukradziono rower, albo wózek dziecięcy. Być może kradzieże zdarzają się raczej w wielkich miastach, choć i tu, w tym tłumnym Sztokholmie widzę, że nawet okazja złodziejem nie czyni, a obsługa w sklepach i bankach jest wciąż oparta na zaufaniu.

A jakie są Wasze doświadczenia i spostrzeżenia? W Szwecji i w innych krajach na świecie?

Jestem bardzo ciekawa.

Dragonek

No i stało się, jak przewidywałam.

Nie potrwało to długo, jak zadowolona z posiadania jednego kota zapragnęłam mieć drugiego. Wstrzymywałabym się może i parę lat dłużej, ale mój pierwszy kot, Plaster taki posępny się zrobił, znudzony jak mops, i powiedziałabym nawet, że wydawał mi się… samotny. Będąc na przechowaniu u przyjaciół, gdzie były dwa inne koty, w tym małe kocię, miał naprawdę zabawnie i ciekawie w kocim towarzystwie, wszyscy byli zgodni, że on tego potrzebuje.

Tak więc, chwilę po wakacjach pojawił się w naszym domu Dragon. Taki oto.

IMG_5833

Plaster oczywiście, w pierwszy dzień sceptyczny i wrogo nastawiony, pokazał mu z miejsca, kto tu rządzi.

IMG_5736

A że mały pyskaty jest i przecenia swoje możliwości, nie dał się tak łatwo i siły się wyrównały. Przyjaźni wielkiej jeszcze między nimi nie ma, ale tolerancja i zainteresowanie, jak najbardziej.

IMG_5660

IMG_5688

Mam nadzieję, że jeszcze się między nimi ułoży. W każdym razie, my jesteśmy bardzo zadowoleni z małego przybysza, bo jest zupełnie inny niż Plaster. Taki, jaki w zasadzie powinien być kot – łaszący się, tulący i wskakujący na kolana.

IMG_5837

Dragon to istny wulkan(ik) energii, swoją zabawą i łaszeniem się daje tyle radości i w ogóle jest taki cudowny, że nie zamieniłabym go na nic innego.

IMG_5802

Takie kocię w domu to coś wspaniałego! A dwa koty, to radość do potęgi!

Że też ja nie wpadłam na pomysł przygarnięcia kotów kilka lat temu…