Tag: system szwedzki

Sztokholm i epidemia

Chociaż w Szwecji nikt nie zmusza nas do siedzenia w domach, (z wyjątkiem próśb o pozostanie w domu, gdy się ma objawy choroby, np. katar, kaszel, ból gardła czy gorączkę) to większość robi sobie kwarantannę z własnej woli (självkarantän). Kto tylko ma możliwość lub/i chce, pracuje zdalnie, niektóre miejsca publiczne (kina, salony urody, restauracje, sklepy) zostały zamknięte, niektóre okroiły swój czas otwarcia. Młodzież studencka i gimnazjalna uczy się “online”, podstawówki i przedszkola działają normalnie, tak jak i większość sklepów, kawiarń i restauracji. Komunikacja miejska funkcjonuje nadal, aczkolwiek w zmniejszonym zakresie, na stacjach wyświetlane są “prośby”, by nie jeździć metrem, jeśli się nie musi. Nie ma więc takiego totalnego lockdown, jak w Polsce czy innych krajach.

O tym, jak do sprawy epidemii podeszła Szwecja wiedzą i mówią już chyba na całym świecie, jedni uważając ten kraj za kompletnie nieodpowiedzialny inni zaś wyrażając swój podziw (tych chyba jest mniej). Obserwowałam, co się tutaj dzieje i muszę przyznać, że mieszkańcy Sztokholmu jakby dopiero zaczynali rozumieć powagę sytuacji, bo jak jeszcze w marcu życie toczyło się w najlepsze, tak jakby zaraza Szwecji nie dotyczyła, to dzisiaj, i kilka dni temu, będąc na mieście widziałam dużą różnicę. W metrze niemal pustki, wiele sklepów i kawiarń zamkniętych, ludzie grzecznie w kolejkach szanują zalecenia metrowego odstępu między sobą. Zapewne Sztokholmianie widząc, że tutaj też umierają ludzie i to bardzo dużo ludzi, młodych, starych, codziennie, przestali się więc może czuć tacy nieśmiertelni i odporni na wszelką zarazę, zaczynają powątpiewać w swój system i chcą spokojnie przeczekać epidemię w zaciszu swoich domów.

Tutaj Kungsträdgården, pusty, bo byłam tu (parę tygodni temu) o ósmej rano, ale w ciągu dnia przybywało wielbicieli kwitnących wiśni, widziałam na Instagramie. Oczywiście nie tyle, co rok temu.

Ja przesiedziałam kilka tygodni w czterech ścianach, wychodząc tylko, gdy absolutnie musiałam i to w maseczce, wzbudzając niezdrowe zainteresowanie. Teraz zaczynam odpuszczać i znów spotykam się z przyjaciółmi, za którymi się cholernie stęskniłam, najpierw na powietrzu, a wczoraj odważyłam się zaprosić znajomych do domu. Nie ukrywam, że potem cały czas gryzło mnie sumienie, że może się pozarażaliśmy i wszyscy umrzemy. Tak jak gryzie mnie sumienie teraz, że poszłam na miasto tak po prostu, mimo, że nie musiałam, i to w dodatku z koleżanką, która zbliżyła się do mnie zapominając o regule dwóch metrów.

Owszem, jako, że obie malujemy, potrzebowałyśmy zrobić zakupy w sklepie dla plastyków, który mieści się w centrum, i tutaj owszem, sporo ludzi, ale nie ma tłumów, jak zwykle. Gdzieniegdzie ktoś w maseczce. Niektóre butiki zamknięte z afiszem informującym o bankructwie.

Na Starym Mieście zaś pusto. Smutnie pusto, bo ta pustka, na początku sezonu mówi, że coś niedobrego dzieje się na świecie. Ja nawet zimą czy w deszczowy jesienny dzień przez całe swoje 11 lat tutaj nie widziałam tak opustoszałego rynku na Starym Mieście. Na bocznych uliczkach, w niektórych kawiarniach garstka ludzi, na powierzu. Co jakiś czas mija nas niewielka grupa szczęśliwych roześmianych nastolatków. Ich śmiech oraz wrzask głodnych mew krążących nad nami ożywia trochę atmosferę.

I można na chwilę zapomnieć o wirusie. Ja oczywiście staram się nie myśleć o tym za dużo, ale dociera do mnie, czy tego chcę czy nie, to co się dzieje w Polsce i niestety zaglądam na stronę, gdzie widzę, jaki jest “covidowy” bilans dnia wSzwecji, co bardzo wprawia mój nastrój w prawdziwą huśtawkę. Czasem chcę, byśmy tutaj, jak w Polsce, siedzieli twardo w domach, czy zmuszani mandatami, czy z własnego wyboru i odpowiedzialności nosili maseczki i jednorazowe rękawiczki, a od ludzi, nawet tych z którymi mieszkamy, trzymali się o dwa metry dalej, a czasami cieszę się, że mieszkam w Szwecji, jestem wolna i mogę robić, co chcę, bo rząd ufa mi, że jestem na tyle mądra, że nie pójdę w tłum, i nie będę się ściskać z ludźmi, a ręce będę myć sto razy dziennie.

Jestem tymi zmieniającymi się myślami, informacjami i opiniami, kto postępuje rozsądnie a kto przesadza w drugą stronę oraz moimi własnymi rozhuśtanymi emocjami już bardzo zmęczona. Jak my wszyscy zapewne.

I tak, jak wszyscy marzę, żeby ta pandemia się już skończyła, albo lepiej, żeby okazała się tylko złym snem.