Autor: polkawszwecji

Moje tęsknoty za polską kulturą

Wieczór, gorąca herbata i Zwierciadło, które właśnie przyszło.

Przeglądam pismo z namaszczeniem, bo po pierwsze uwielbiam je już od 10 lat a po drugie jest to jedna z moich niteczek łączących mnie z Polską, mocna nitka, której nie chcę zerwać. Siedzę więc sobie, pochylona nad magazynem, chłonę wszystkie artykuły, czytam o sprawach, które stają się coraz bardziej mi obce. Dostrzegam, że obcy stają się ludzie, z którymi przeprowadzane są tam wywiady, wielu osób już nie pamiętam. Poczułam, że coraz bardziej odpływam od polskiej kultury. Kiedy zobaczyłam, że w kinach będzie nowy polski film, (Tomasz Kot zagra Religę), że w księgarniach pojawiają się kolejne polskie tytuły (Andrzej Stasiuk!) i że będzie adaptacja powieści Doroty Masłowskiej z Danusią Szaflarską w roli głównej – do oczu napłynęły mi łzy. Zrobiło mi się żal, że nie mogę pójść i po prostu po te rzeczy sięgnąć.

IMG_0554

Jak mi tego strasznie brakuje! Brakuje mi kontaktu z polskim kinem (kocham polskie kino!) i teatrem, brakuje mi polskich księgarń, kiosków Ruchu i polskich bibliotek! Co prawda przywożę sobie dwa razy do roku trochę książek i filmów z Polski, ale to nie to samo. Przyjeżdżają do Sztokholmu parę razy do roku teatry i kabarety. Lato było piękne, obfitowało w inne atrakcje, ale pod tym względem była posucha. Jesienią i zimą jest zawsze kilka polskich przedstawień, w minioną niedzielę byłam na kabarecie Neonówka, za tydzień przyjeżdża wspaniały Piotr Fronczewski. Ale to dla mnie jest jak kropla w morzu.

I jakby na pocieszenie dowiaduję się, że Towarzystwo Przyjaciół Biblioteki Polskiej w Sztokholmie organizuje Kiermasz Książki Używanej. Stęskniona i złakniona polskiej literatury oraz ciekawa tego miejsca udałam się dzisiaj do OPON-u (Ośrodek Polskich Organizacji Niepodległościowych).

IMG_0534

W OPON-ie znajduje się duża biblioteka polskich książek – prawie 10  tysięcy tytułów. Kiermasze książek odbywają się tutaj od czasu do czasu, ale ja byłam na tym kiermaszu pierwszy raz. I myślę, że nie ostatni.

IMG_0522

IMG_0527

IMG_0526

IMG_0533

Bardzo przyjemny był tam gwar języka polskiego, miło też było porozmawiać z innymi ludźmi, z innymi Polakami, którzy być może czują to samo, co ja. Kupiłam 10 książek – oboje z mężem wybieraliśmy książki, każde dla siebie.

I tak sobie przyszłam do domu, bogatsza o parę książek, których już nikt nie chciał, kładę je na stole, na którym zawsze piętrzą się inne książki, rozkładam je wokół siebie, dookoła, jakbym budowała twierdzę, pośpiesznie i niecierpliwie zaparzam kolejną kawę, sięgam po jedną z powieści, otwieram na pierwszej stronie…

… i znikam.

Puk, puk, to znowu ja!

Dobrze było oderwać się od blogowego świata na jakiś czas.
Początkowo myślałam, że mi się nie uda, że zaraz na drugi dzień zajrzę i słówko małe napiszę, że mi dziurę w głowie wiercić coś będzie, że mi wszyscy odlajkują, obrażą się i pójdą, ale faktycznie, przez pierwszy tydzień nie byłam w stanie nawet zaglądać przez te internetowe blogowo-fejsowe drzwi. Nie kusiło mnie, nie chciałam, miałam prawdziwie dosyć i nie miałam z tym kontaktu, dzięki czemu zyskałam dla siebie dużo czasu.
polka w szwecji
Odpoczywałam i odpoczęłam. Nabrałam nowej energii i ochoty na dalszą pracę. Znów ciągnie mnie do ekranu i klawiatury, do okienka za którym są ludzie, do studni, z której jest tyle do czerpania, czytania i oglądania.
Zaczynam też znów czuć ten głód. Głód pisania, uzewnętrzniania się, ekspresji. Ja to, mimo wszystko lubię! Mam potrzebę łapania chwil okiem obiektywu, ubierania ich w wymyślne słowa, kolekcjonowania wydarzeń i uwieczniania ich w kronice. A jednak!
No i, co najważniejsze, brakowało mi Was. Brakowało mi kontaktu z Wami, stęskniłam się, naprawdę! Mam nadzieję, że trochę odpoczęliście od mojego towarzystwa.
I dziękuję, że na mnie poczekaliście!

Time out

Od pewnego czasu i coraz częściej przyłapuję się na znużeniu własnym blogiem.

Do jego prowadzenia podchodzę odpowiedzialnie – staram się regularnie, co dwa, trzy dni wstawić wpis, co kosztuje mnie wiele godzin przygotowań, pracy i wolnego czasu. Do wtóru dołącza odpowiedzialność za korespondencję od Was. Listy i wiadomości przychodzą piękne, ciepłe ale i też wymagające, a  ja martwię się o Was i myślę o powierzonych mi problemach, kombinuję, jak Wam pomóc i na Wasze sygnały staram się odpowiadać, co również zabiera mi czas i energię.

02410

Czuję się zwyczajnie, po ludzku zmęczona i … wypalona.

Zmęczenie to i wypalenie towarzyszy mi od dłuższego czasu i przygotowuję się powoli myślami do stanu, że nie mam już bloga i podpiętego do niego fanpage’a. Zero wpisów, żadnego zaglądania i myślenia o tym, co dalej. Nie ma wiadomości od czytelników, ulatuję wszystkim z pamięci. To, że  komunikujecie się ze mną, reagujecie na moje wpisy i zdjęcia jest absolutnie fantastyczne i sprawia, że czuję, że mam z Wami żywą więź i coraz trudniej mi sobie wyobrazić, że to wszystko – relacja z Wami i cały ten blogowy świat się nagle kończy, znika, przepada. 

IMG_8370

A tak kiedyś będzie.

Nie chciałabym, by się to stało nagle, chcę i siebie i Was przygotować. Czuję, że jeśli nie wezmę od bloga urlopu, jak nie zrobię sobie „time out” to zrezygnuję już, teraz, natychmiast, a jeszcze nie chciałabym się z Wami i moim blogowym „dzieckiem” rozstawać. Jestem zmęczona, potrzebuję oddechu i regeneracji z daleka od wszystkiego, co związane z blogiem. Ponadto, mam trochę pracy w innym zakresie, muszę zająć się chwilowo czymś innym i wywiązać się z pewnego zlecenia. Ze świata blogowego muszę się wylogować, wyłączyć, oderwać na dłużej. 

Dlatego wybaczcie mi moje milczenie, zarówno od strony piszącej bloga jak i od czytającej inne blogi. Do usłyszenia za czas jakiś.

Ściskam Was mocno, serdecznie, ciepło.

Wasza Monika

Festyn jesienny w Ogrodzie Bergianska

Ogród Bergianska (Bergianska trädgården) świętował dziś początek jesieni.

Pod nazwą  festyn jesienny (höstfest) odbywały się tutaj, w kilku miejscach różne ciekawe rzeczy.

IMG_8554

W dużej oranżerii była mini wycieczka – prezentacja z przewodniczką, która opowiadała o założeniu i początkach ogrodu, o uprawach i roślinach w nim rosnących.

IMG_8510

IMG_8508

IMG_8517

W małej oranżerii (Victoriahuset) zaś można było posmakować rarytasów z rosnących tutaj, sprowadzonych z egzotycznych stron świata owoców.

IMG_8556

IMG_8560

IMG_8562

IMG_8566

IMG_8567

W środku jest nie mniej pięknie niż w dużej oranżerii. Ja byłam tam pierwszy raz. Tutaj zobaczyć można jak wyglądają te smakołyki jeszcze na drzewie, poznać można bardzo ciekawą roślinność.

IMG_8574

IMG_8628

IMG_8591

IMG_8586

A tutaj najmniejsze kwiaty na świecie. Mają zaledwie półtora centymetra!

IMG_8600

IMG_8614

Na świeżym powietrzu rozstawione były stoiska z różnymi owocami, warzywami i kwiatami. Chętni do rozmowy ogrodnicy odpowiadali na pytania związane z uprawą i sadownictwem, można było kupić tu sadzonki, nasiona albo  cebulki. Dowiedziałam się tam, że każda prawie roślina ma swój związek (stowarzyszenie), np. stowarzyszenie pelargonii (pelargonsällskapet). Mnie sprawy ogrodu są niestety obce, ale z ciekawością patrzyłam na wystawy.

IMG_8671

IMG_8683

IMG_8685

IMG_8687

IMG_8692

IMG_8668

W kawiarni, w której dawno temu była właśnie oranżeria, zanim powstała ta dzisiejsza, było mnóstwo ludzi, bo każdy chciał skorzystać z ostatniej być może możliwości wypicia kawy w ogródku pod pełnym słońcem i bezchmurnym niebem.

IMG_8674

Koniec lata to bardzo przyjemny czas, czas zbiorów i czas robienia zapasów na zimę. W całej Szwecji odbywają się różne targi jesienne, barwne, smaczne i pachnące. W samym Bergianska będą jeszcze różne tego typu atrakcje, trzeba mieć rękę na pulsie, tzn. programie. Takie fajne rzeczy zwykle odbywają się w weekendy, więc można zawsze znaleźć czas i przyjemnie go spędzić w tym miejscu.

IMG_8663

IMG_8652

To b
ył bardzo ciepły i słoneczny weekend. Nacieszyłam się słońcem i mam nadzieję, że na długo starczy. Bo w drodze podobno chłód, ciemne chmury i deszcz.

Aż nie chcę o tym myśleć.

 

Pożegnanie szkierowego sezonu na wyspie Rögrund

Korzystamy z ostatnich, ciepłych dni lata i wyciskamy go jak cytrynę.
Codziennie chociaż na trochę wychodzimy na rower, na spacer, wystawiamy twarze do słońca i łapiemy witaminę D. Rzuciliśmy słoneczne okulary w kąt, by nałapać do przysadki jak najwięcej światła i tym samym zrobić endorfinowe „zapasy” na zimę.
IMG_8465
Pożegnaliśmy już nasz ukochany Archipelag i zamknęliśmy tegoroczny sezon szkierowy wyprawą na wyspę Rögrund (MAPA)
IMG_8284
To mała wyspa, po sezonie jest już właściwie opustoszała, cicha jak ustronny raj. Stoi tu schronisko młodzieżowe, wypożyczalnia kajaków.
IMG_8281
IMG_8290
Jest też śmieszna sauna z widokiem na morze.
IMG_8289
Stoi tam również, dosyć znana, restauracja Sjöstugan. Spotkaliśmy tam dwie panie, które przyjechały przygotować ośrodek do zamknięcia na okres zimowy. Miały ze sobą do towarzystwa psa. Poza tymi dwiema paniami byliśmy na tej wyspie dosłownie sami.
IMG_8295
IMG_8299
IMG_8311
IMG_8303
IMG_8312
IMG_8319
Rögrund jest częścią rezerwatu natury Värmdö. Wyspa została kupiona przed państwo w r. 1963 od ówczesnego właściciela wyspy Christiana Christensena.
IMG_8328
IMG_8333
Skały na wybrzeżu tej wysepki są jasne i barwne, zacieki od wody utworzyły wzory, kamienie są gładkie i mienią się gdzieniegdzie w słońcu.
IMG_8351
IMG_8364
Wspomniany wcześniej Christian wyrzeźbił na tej wyspie… krokodyla. Przepływający nieopodal swoimi żaglówkami i łódkami uśmiechają się pewnie na widok posągu, bo przecież jest on nietypowy, przywodzi różne skojarzenia. Ja pomyślałam, że to pewnie tęsknota Szwedów za egzotyką, ale dowiedziałam się, że Christian kochał po prostu morskie stworzenia.
IMG_8424
IMG_8431
Krokodyl jest magnesem przyciągającym rodziny z dziećmi i choć nie ma tu plaż, skały są tak piękne, barwne i gładkie, że można wspaniale na nich wypocząć. Lasy tutaj są latem pełne owoców, jagód, jeżyn, dzikich malin. Dziś kwitną wrzosy, jarzębina, u progu jesieni też może być pięknie! Miejsca do sielskiego wypoczynku jest dość, szczególnie teraz, po sezonie.
IMG_8458
IMG_8404
IMG_8287
IMG_8410
Trafiliśmy na wielkie krzaki słodkich jeżyn i pojedliśmy ich sporo. Na łące zrobiliśmy sobie piknik rozkoszując się ciszą, samotnością i słońcem – było 22 stopnie, niebywałe jak na początek września w Szwecji!
IMG_8660
IMG_8455
IMG_8394
Tak nostalgicznie się zrobiło… Trzeba nam czekać teraz do następnego lata, żeby odwiedzić jakąś wyspę, chociaż może jeszcze tej jesieni, (jeśli utrzyma się taka ciepła i słoneczna), uda nam się, może, jeszcze jedną, choćby maleńką…
IMG_8467
I tak jesteśmy dumni i zadowoleni, bo dzięki miesięcznemu biletowi na statki firmy Waxholmsbolaget zobaczyliśmy w tym roku kilkanaście wysp. Każda inna, każda ma w sobie niepowtarzalny urok. Są takie, na które chce się wracać, są takie, które pozostają niezapamiętane. Ale każda, w naszym odczucia, warta była odwiedzenia.

Będziemy tęsknić!

Dotrzeć do tej wyspy można najlepiej statkiem Waxholmsbolaget. Na ich stronie można bardzo łatwo znaleźć odpowiednie połączenie wbijając najpierw:
1. datę,  2. wyspę, na którą chcemy popłynąć   3. skąd chcemy płynąć.
Rozkład jest zawsze aktualny i dopasowany do sezonu.

Na szwedzką mod(ł)ę

Pamiętam moje pierwsze w Szwecji miesiące, kiedy to ja, typowa kobieta ze wzmożonym zainteresowaniem modą i nieodpartą potrzebą tego, by zawsze pięknie wyglądać, (by mieć czysty i odprasowany kołnierz, pantofle do spódnicy czy dobrze dobrane kolory), zdumiona patrzyłam na mieszkańców Sztokholmu, odzianych czarno, ewentualnie szaro, w strasznie brudnych (często dziurawych) tenisówkach; na ludzi szeleszczących sportowymi kurtkami i profanujących spódnice adidasami. Patrzyłam na śliczne kobiety przygaszone wszechobecną szarością, owinięte bezkształtnymi swetrami i oszpecone legginsami w dziwne wzory.
01236
Z innymi Polkami, moimi koleżankami w szkole szwedzkiego z dezaprobatą kiwałyśmy głowami, że „w tej Szwecji nie ma się w co ubrać”. Rozczarowane stwierdzałyśmy zgodnie, że po ubrania (kolorowe, kobiece i eleganckie) już zawsze będziemy zmuszone jeździć do Polski, bo nawet w dobrze nam z Polski znanym H&M-ie ubrania są jakieś inne niż „u nas”. Wszystko takie szare! Takie mdłe i takie rozciągnięte!

IMG_8264
To była jesień, a potem przyszła zima. Nawet, jeśli ktoś mijany na ulicy wydał mi się ciekawie ubrany, ginął w szarości dnia, niknął pod parasolką lub chował twarz w wielkim szalu. Zdegustowana przemierzałam stoiska z odzieżą i wychodziłam z niczym. Ale pełna optymizmu szukałam dalej.
Latem, jak to zwykle latem bywa, zrobiło się jaśniej i barwniej. Na ulicę wyszła biel z koronką, marynarskie wakacyjne paski, pastelowe marynarki, żywe kolory zastąpiły szarości a kwieciste apaszki przepędziły w kąt wełniane bure szale.
IMG_4418
IMG_3668
Ja w swojej polskiej garderobie na szwedzkiej ulicy zaczynałam powolutku czuć się niemodna. W pantoflach na obcasie i przylegających bluzkach z kolorowymi aplikacjami czułam się jak wyjęta z innego filmu. A kolekcje w butikach oraz ubrania na mieszkankach Sztokholmu zaczynały mi się coraz bardziej podobać. Zaczęłam się przełamywać i tak od sztuki do sztuki, przez dwa lata wymieniłam niemal całą garderobę. Dałam się ponieść miłości do pasków, białych tunik, wąskich spodni, butów converse, poddałam się w walce o kolory i zrobiłam się na szaro. Dziś ubieram się na szwedzką modłę.
IMG_8041
IMG_7948
No, może nie zupełnie. Pozostałam wierna kobiecym sukienkom, ale mogę już założyć do nich adidasy (kiedyś nie do pomyślenia!) Wciąż noszę kolorowe, przylegające do ciała bluzki, ale dekolt mam coraz wyżej; wciąż lubię kwieciste desenie, aczkolwiek już coraz mniej. Ubieram się w miarę „po szwedzku” i nawet przekonałam się do kaloszy. Jednakże jest coś w szwedzkiej modzie coś, do czego nikt mnie nie przekona – dziury. W butach i rajstopach. W swetrach i spodniach. (O brudnych rękawach i plamach na swetrze nie wspomnę).
01237
Zastanawiałam się wiele razy, dlaczego w szwedzkim, niebiednym przecież społeczeństwie ludzie ubierają się dosyć „biednie” i niedbale. Odpowiedź, że Szwedzi nie obnoszą się ze swoim bogactwem zaspokoiła trochę moją ciekawość. (Choć oczywiście są dzielnice w Sztokholmie, na ulicach których spotkać można kobiety i mężczyzn ubranych niezwykle szykownie, gustownie i elegancko, ludzi odzianych w kreacje prosto z renomowanych i drogich butików, ozłoconych piękną biżuterią i owianych luksusowymi zapachami).
IMG_8255
IMG_8253
IMG_8244
Obserwując ludzi na ulicach i ostatnio rozmawiając z koleżankami (Szwedkami) na studiach zaczęłam powoli rozumieć sedno szwedzkiej mody. Szwedzi cenią sobie wygodę ponad wszystko. Kolor szary i czarny nie brudzi się przecież tak szybko i dobrać do nich wszystko można. Miękka bawełna nie krępuje ruchów, gdy biegniemy na autobus. Paski pasują każdemu. Wąskie nogawki łatwiej wsunąć do kalosza, czy zimowego kozaka (a tych zimnych mokrych miesięcy jest tu zdecydowanie więcej). Kurtka ma chronić przed deszczem, wiatrem, śniegiem i zimnem. Zwiewna tunika i luźna koszula zakrywa pączek wokół brzucha. Conversy noszą prawie wszyscy, więc w nich na pewno jesteśmy modni.
IMG_8266
Ma być miękko, szybko, praktycznie i wygodnie. Wygoda i luz. Żadnego krępowania ruchów garsonkami. Żadnego stresu plamą, przybrudzonym białym kołnierzykiem i niewypastowanym butem. Spokojnie, to tylko ubranie! Poszło oczko, nieważne. Ważne, by nie wyróżniać się za bardzo. Nie stukać obcasami, nie świecić cekinami. I tak sobie w tej szarości i zwykłości spokojnie przebrnąć w sztokholmskim tłumie i niezauważonym dojechać do domowego zacisza.
IMG_5941
Jeśli zaś chodzi o kobiece akcenty w damskiej garderobie, to ciekawych rzeczy dowiedziałam się od owych koleżanek, a mianowicie, że tutaj kobieta nie chce prowokować swoją kobiecością – zbyt głębokim dekoltem, szpilkami i czerwoną szminką. Że chce być neutralna. Dlaczego faceci mają być ubrani w kratę lub na czarno a one mają błyszczeć jak bożonarodzeniowa choinka? Duży wpływ na taki sposób ubierania ma równouprawnienie, na punkcie którego kobiety są tutaj wyczulone. Poza tym – Szwedki nie lubią być zaczepiane, więc nie dają ku temu powodów. (Wyjątek stanowią dziewczyny bardzo młode, które właśnie wyrywają się spod skrzydeł rodziców i szukają „chłopaka”.)
IMG_5932
Panowie też zwyczajnie, bez specjalnych ekstrawagancji, jeansy są na porządku dziennym ale te mają coraz ciaśniejsze nogawki. Mężczyźni zdaje się gwiżdżą na modę ale czasem zdarzają się miłe dla oka wyjątki.
01230
01233
Uff, rozpisałam się, ale nie mogłam inaczej. O tym, co w szwedzkiej modzie piszczy mogłabym jeszcze dużo. Może do tego tematu jeszcze wrócę a dla nienasyconych tematem polecam szwedzką stronę metromode.se, na której można podpatrzeć, co noszą mieszkańcy Sztokholmu i z której ja czerpię inspirację.
Zdjęcia robiłam od wiosny tego roku, na mojej uczelni, na ulicach Sztokholmu i Visby. Miła ciekawostka – spośród kilkudziesięciu osób zaczepionych do zdjęcia tylko jedna mi odmówiła.

Weekend za miastem, klęska urodzaju i pochwała radości z rzeczy zwykłych

Tak chciałam mieć jeszcze trochę lata. Chciałam i dostałam.
Choć już ranki i wieczory chłodne, ostatnie dni były ciepłe i słoneczne. Mieliśmy długi weekend w domku za miastem i korzystaliśmy z dobrodziejstw, jakie temu zwykle towarzyszą oraz z tego, że w tym roku jest ogromny wysyp grzybów. Lasy są pełne darów – borowików, maślaków i rydzów, nie nadążaliśmy zbierać. Po prostu klęska urodzaju! W sztokholmskich lasach znaleźliśmy sporo, a tutaj 100 km od Sztokholmu jest istne grzybowe Eldorado!
IMG_8051
Borowików tutaj chyba nikt nie zbiera a rydze można było dosłownie kosić.
IMG_7967
IMG_7970
IMG_7984
IMG_8049
Trochę spaceru po lesie, potem trochę pracy i cały dom pachnie suszonymi borowikami a na kolację pałaszujemy aromatyczne, pyszne rydze.
IMG_8057
IMG_8058
Uwielbiam te dni, kiedy tu jesteśmy. To taka odskocznia od naszego mieszkania, odmiana od miasta. Tu czas płynie milej i wolniej… I do tego, w ten weekend udało się nam uniknąć nieprzyjemnych rzeczy jakie działy się w Sztokholmie.
IMG_8035
A wieczory… Kiedy w dali gra telewizor a na kolanach drzemie kot, przypominają mi się te cudowne chwile u babci, na wsi, kiedy byłam małym dzieckiem. Chwile, kiedy z rodziną siedzieliśmy w jednym dużym pokoju, kaflowy piec dawał nam przyjemne ciepło, telewizor buczał, dziadek dorzucał drwa do ognia, babcia robiła na drutach, mama i tata szeptali sobie jakieś tajemnice, brat dokazywał a ja zagłaskiwałam kota…
IMG_8016
W sobotnie popołudnie zrobiło się gwarniej. Gdy wróciliśmy do domu z kolejnego nieśpiesznego spaceru, zastaliśmy taką oto niespodziankę 🙂 Goście! Z tortem!
IMG_8085
Sylwia i Konrad przyjechali świętować z nami moje minione urodziny. Tego czasu, spędzonego razem, na długich rozmowach, spacerach i lenistwie jest tak mało. Zwykle wszyscy tacy zajęci i tak trudno się umówić ale teraz udało się nam spędzić trochę czasu razem.
IMG_8118
IMG_8181
IMG_8185
IMG_8196
Ostatnie dni lata, ciepłe i pełne słońca, spacer nad wodę, snucie planów na przyszłość, wspólne milczenie, żart, uśmiech, mruczenie kota, smaczne grzyby to rzeczy zwykłe i proste i w swej zwykłości i prostocie takie cenne! I pomyślałam, jak niewiele mi do szczęścia trzeba. Cieszę się z drobiazgów, z tego co mam, z tego co jest dostępne każdemu, za darmo.
IMG_8142
Cieszę się ze słońca nad głową, z obecności drugiego człowieka, z marzeń… I przez to jestem człowiekiem szczęśliwym.
Na koniec wiele mówiący cytat z książki Wiesława Myśliwskiego „Kamień na kamieniu”

„O szczęściu mówiłem. Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie naokoło. Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da. Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie bóg wie gdzie go szukają. Że niektórzy w sławie i bogactwie go szukają, ale na sławę i bogactwo nie każdego stać, a szczęście jest jak woda i każdemu chce się pić. Że nieraz jest go więcej w jednym dobrym słowie niż w całym długim życiu.”

27 sierpnia

Dziś miałam wspaniały dzień.
Choć zaczął się niezbyt optymistycznie. Rano miałam krótką wymianę zdań z mężem:
– Nie złożysz mi życzeń?
– Przecież wiesz, że ci dobrze życzę.
Ale dalej dzień potoczył się bardzo przyjemnie. Przyjaciółka wyciągnęła mnie na miasto i zaprowadziła pod wielką arenę Globen na Gullmarsplan. Wskazała na kulistą windę SKYVIEW i powiedziała:
– Mam nadzieję, że tam jeszcze nie byłaś.
– Byłam, dwa razy. Ale przysięgam, nic nie pamiętam!
IMG_7828
IMG_7811
IMG_7818
IMG_7799
IMG_7806
IMG_7796
Wycieczka na szczyt Globen była zaskakującym urodzinowym prezentem. Popatrzyłyśmy na Sztokholm z góry, Kasia odśpiewała mi Sto lat, co było też wyjątkowe, bo tak wysoko jeszcze mi nikt nie śpiewał. Potem poszłyśmy na spacer do Fatburgsparken, parku przy Medborgarplatsen.
Zrobiłyśmy sobie tam sesję fotograficzną, korzystając z nastroju i z tego, że obie się wystroiłyśmy z okazji Fashion Week w Sztokholmie. Kasia postawiła na intensywne barwy a ja na kapelusz i niezawodne paski. (Kapelusz podebrałam mężowi).
IMG_7840
IMG_7867
IMG_7868
IMG_7898
IMG_7847
Miałyśmy bardzo wesoło i przyjemnie. (Zawsze mamy). Kasiu, bardzo dziękuję!
Mąż też stanął na wysokości zadania i kiedy wróciłam do domu, zastałam i róże i tort i butelkę wina. Siedzimy teraz razem i czytamy moje urodzinowe życzenia. Tym życzeniom mailowym, esemesowym, facebookowym i innym nie ma końca, jakie to wszystko miłe! Cały dzień stał się przez to niesamowicie udany. Jeszcze wczoraj lało jak z cebra a dziś słońce świeciło, jakby specjalnie dla mnie zrobiło wyjątek.
Ach, muszę ochłonąć.

Jeszcze raz WSZYSTKIM dziękuję!

Jesieni, to ty? Tak szybko?

Chłodniejszy wiatr z niewiadomoskąd sprawia, że szukam cieplejszego szala, by okryć owiane tym chłodem ramiona.
Złowrogie wielkie chmury suną po niebie i siłują się ze słońcem. Ulice są coraz częściej mokre a w sklepowych wystawach coraz więcej sweterków i kaloszy. Schnące liście w konarach drzew szumią smutno,  wieczory i ranki są chłodne, coraz zimniejsze, a w duszy coraz częściej mi gra na melancholijną nutę…
IMG_7477
Świat wokół moknie, marznie, szarzeje. Nawet mój parasol pod tym zasnutym niebem i w tym burym deszczu traci swoje kolory.

IMG_7750
IMG_7751
Lato tutaj jest takie krótkie. Dni długie, jasne i gorące rozpieszczają, rozleniwiają, uszczęśliwiają tylko tym, że takie są. Sztokholm mieni się kolorami w mieście i lśni blaskiem skrzącej się w słońcu wody na jego obrzeżach. Wszystko wydaje się piękniejsze i żyć się bardziej chce. Ten piękny letni czas przemija tak szybko…
IMG_7662
Choć lubię jesień, nie jestem jeszcze gotowa pożegnać się z latem. Nie chcę się jeszcze rozstawać ze zwiewnymi sukienkami, z rowerem, z ciepłymi promieniami słońca i zapachem kremu do opalania. Nie chcę się jeszcze rozstawać z zielonymi parkami, rozgrzanymi skałami, spacerami po tętniącym życiem mieście i rejsami po spokojnym cichym archipelagu…
Za mało mi było, za krótko!

Smrodliwy smakołyk Szwecji

Pierwszy raz usłyszałam o kiszonych śledziach (surströmming) w szkole języka szwedzkiego, że Szwedzi kiedyś, dawno, dawno temu, aby zrobić zapasy na długą i surową zimę, między innymi kisili bałtyckie śledzie. Ryby (których w Szwecji wciąż pod dostatkiem) kiszono bo sól, która ma właściwości konserwujące była kiedyś droga i używano jej bardzo oszczędnie. Fermentowały i kisły więc sobie te rybki z odrobiną soli miesiącami w wielkich beczkach, bulgocząc nieprzyzwoicie.
SURSTRÖMMING
Dziś, kiedy w sklepach jest jedzenia pod wielkim dostatkiem „moda” w Szwecji na kiszone śledzie nie przemija. Nie jest to dla Szwedów aż takie boskie w smaku ale jak powiedziała mi jedna starsza pani, kiszone śledzie to smak jej dzieciństwa. Śledzie poddaje się dzisiaj fermentacji (leżą lekko zasolone) w beczkach przez dwa miesiące a  potem zamykane są w puszkach, gdzie fermentują sobie dalej. Rok, a najlepiej dwa.
IMG_9987
Premiera kiszonych śledzi (surströmmingpremiär) od lat była w sierpniu, tak jak premiera raków. Do roku 1998 szwedzkie prawo dniem premiery ustanowiło dzień, w którym prawnie można było sprzedawać śledzie, argumentując to tym, że śledzie są wtedy dojrzałe i gotowe do kiszenia. Tym dniem był trzeci czwartek sierpnia. Potem zniesiono te sztywne reguły, ale wielu producentów stara się trzymać tej tak długo tradycyjnej daty i niepisana premiera także i dziś wypada w trzeci czwartek sierpnia, tak więc w tym roku 21 sierpnia.
DMJ1099
Puszki ze śledziami śmierdziuchami otwiera się tylko na powietrzu, a jeżeli ktoś uprze się otworzyć je w domu, to musi to zrobić pod wodą, żeby ani kropla nie spadła na ubranie, bo będzie ono do wyrzucenia. Podejrzewam, że z mieszkania, w którym się taki sosik z puszki rozlał trzeba się potem wyprowadzić. Smród tego śledzia jest nie do opisania. Cały ten śledź ze swoim zapachem zjadany z uśmiechem na ustach przez Szwedów jest popularnym kuriozum za granicą.

Ale śledzie takie prosto z puszki nawet dla Szweda muszą być mniej smaczne, dlatego jada się je z cebulą, śmietaną, koperkiem,ziemniaczkami albo z cienkim chlebem. Zwykle zawija się je w rulonik doprawiając wg własnej fantazji. Na taki zawinięty w chlebek śledzik mówi się tutaj surströmmingsklämma. Do tego pije się wódkę ale można i piwo.
Tak podany smakuje lepiej niż „pachnie”. Ale ja mimo, że tego próbowałam i nawet przełknęłam to nie ponawiam tej degustacji w tym roku. I nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ponowię.
Dla zobrazowania tego smaku i zapachu polecam do obejrzenia kapitalny filmik. Chłopak mówi po angielsku, ale jest tak w tym próbowaniu fantastyczny i tak sugestywny, że znajomość angielskiego nie jest tu konieczna. Ja oglądam to co roku i zawsze się śmieję z niego do łez.
http://www.youtube.com/watch?v=sRM9dm3wBXI
Czy próbowaliście już tego smrodliwego szwedzkiego przysmaku?