Rok: 2014

Sztokholmskie scenerie

MAPA

Jak każdy z nas czekam na wiosnę i lato z wielkim utęsknieniem.

Nie tylko dlatego, że latem jest ciepło, słonecznie i zielono, ale przede wszystkim dlatego, żeby móc zwiedzać Sztokholm, który jest dla mnie najpiękniejszy właśnie latem. Co roku letnie wakacje spędzam w Sztokholmie, by jak turystka chodzić, oglądać i odkrywać nowe zakamarki i perełki tej nadmorskiej stolicy.

IMG_9973

W tym roku wiosna przyszła dużo wcześniej i  choć zieleń jest jeszcze skąpa, słońce wydobywa cały urok miasta i wyciąga mnie z domu.  Na zwiedzanie!

Chcę przejść Sztokholm, wzdłuż i wszerz zabierając Was ze sobą w ten wirtualny spacer. Zakiełkowała we mnie myśl, żeby stworzyć na blogu przewodnik po Sztokholmie i okolicach, zarówno dla tych, którzy tu mieszają jak i dla tych, którzy planują Sztokholm odwiedzić.

IMG_5318

Sezon „turystyczny” otwieram zawsze, symbolicznie już spacerem wzdłuż ulicy Katarinavägen i Fjällgatan. Trzeba wysiąść na stacji metra Slussen, wyjść w kierunku Södermalmstorg i pójść w stronę Windy Katarzyny (Katarinahissen). MAPA

IMG_5391

Ta winda jest zabytkowa, pochodzi z XIX w. i została odrestaurowana w 1935 r. W chwili obecnej winda jest znów w remoncie i jest nieczynna ale można od drugiej strony ulicy wejść na taras po schodach (Mossebacke Trappor) i potem przejść nad ulicą.

IMG_5378

Dojdziemy schodami (lub dojedziemy windą) na taras widokowy. Z tarasu tego roztacza się jeden z piękniejszych i ciekawszych widoków na Sztokholm.

IMG_5395

Widzimy Ratusz, wieże kościołów i sylwetki innych dzieł architektury. Widzimy też jak miasto tętni życiem.

IMG_5398

W dole mieniący się od kwiatów i owoców kolorami plac targowy przy Slussen.

IMG_5388

Gdy już zejdę z tarasu, idę ulicą Katarinavägen, w górę, wzdłuż murku, do miejsca, które lubię najbardziej – miejsca, skąd jest widok na całą panoramę Sztokholmu. Tadam! No, czyż Sztokholm nie jest piękny?

IMG_9970

Najlepiej jest pójść do południa, ponieważ wtedy słońce pada na miasto pięknie je oświetlając i podając jak na tacy w całej okazałości. Po południu patrzymy na miasto pod słońce i trudno wtedy zrobić zdjęcie.

IMG_5420

Widok wody i tych stateczków nastraja mnie już wakacyjnie, rekompensując brakującą jeszcze zieleń. Gra światła nad powierzchnią wody sprawia, że miasto skrzy się i żyje.

Polka w Szwecji

Sztokholm jest położony na wyspach oraz na lądzie stałym między zatoką Morza Bałtyckiego (Saltsjön) i jeziorem Mälaren. Dlatego Sztokholm nazywany jest często Wenecją Północy.

02282

Stąd widać Stare Miasto, Skeppsholmen, Djurgården, Blassieholmen i Kastellholmen. Gdy spojrzeć w drugą stronę, zobaczymy w oddali wesołe miasteczko Gröna Lund. Tam jeszcze nie byłam, ale zamierzam pójść w tm roku. Czas najwyższy!

IMG_5332

Gdy już się nacieszę tym widokiem, idę dalej ulicą Katarinavägen, która przechodzi niepostrzeżenie w ulicę Fjällgatan. Idę w kierunku szpitala Ersta Sjukhus i docieram do uliczki Folkungagatan, gdzie jest tak malowniczo, cicho i spokojnie.

IMG_5348

Budynki są stare i kryją w sobie różne tajemnicze zakamarki.

IMG_5352

Co roku zwiedzam na nowo Sztokholm, patrzę na niego nowymi oczami a on co roku na nowo mnie czymś przyjemnie zaskakuje.

IMG_5369

Zawsze odkryję coś nowego, zawsze coś mi się innego spodoba… Tutaj maleńki teatr, Dur & Moll.

IMG_5372

Cała ta trasa to niecałe dwa kilometry. Zmęczonym nogom można pozwolić odpocząć w którejś ze skrytych w ogródkach kafejek, czy przysiąść po prostu na ławce…

Tak było wczoraj, przyjemnie, słonecznie i… ciepło. Dziś nieco pochmurniej ale jednak wiosennie. Dni są coraz dłuższe, coraz jaśniejsze i cieplejsze. Głowa potrzebuje słońca, płuca lżejszego powietrza, a ciało potrzebuje marszu i ruchu. Tak więc, w trasę! Wyciągnę Was z domów, rozkocham w Sztokholmie.

Sezon turystyczny uważam za otwarty. To jak? Przyłączycie się?

IMG_5290

Między ziemią a niebem

Wiem, że czekacie na wieści. Wiem, że wielu z Was martwi się o mnie i myśli.

Choć blogowy zapał opuścił mnie zupełnie, siadam przy kubku gorącej herbaty i już piszę, bo jestem Wam winna nowych wieści. W Polsce byłam 10 dni. W tamtą stronę leciałam w wielkim napięciu, bo jak wiecie, chciałam zdążyć zobaczyć Babcię. Babcia leży w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym na Kamieńskiego we Wrocławiu. (Jezu, już zaczynam płakać). Trafiła do niego w połowie lutego w bardzo złym stanie i lekarze nie dawali nadziei na to, że Babcia wyzdrowieje. Na początku jeszcze była świadoma, ale powolutku wszystko przestawało pracować i podłączona do aparatów podtrzymujących życie moja droga Babcia zamknęła oczy i do dziś ma je zamknięte.

IMG_4095zdjęcie zrobione w lipcu 2013

W sobotę rano poszłam z moimi rodzicami i ciocią do szpitala i zastaliśmy na drzwiach kartkę, że jest zakaz odwiedzin, z powodu grypy. Lekarz ulitował się nade mną i pozwolił mi wejść do Babci na 5 minut. Babcia już była w śpiączce, a jej widok zza tych wszystkich rurek i kroplówek, takiej bezbronnej i owładniętej chorobą wywołał ogromny bolesny żal. Ale patrzyłam na nią i wydawała mi się piękna jak dawniej. Mówiłam do niej i wierzę, że mnie słyszała.

5 minut. Jedne z najcenniejszych 5 minut w moim życiu.

Spałam u Babci w pokoju,  w jej łóżku. Pościel pachniała nią, a na stoliku stały zdjęcia wszystkich wnuków i drobne upominki, jakie przywoziliśmy jej z podróży. Leżałam i myślałam, o wspólnych chwilach, o tym, jaka była, a myśli szły ku zegarowi, który wisiał nad drzwiami i odmierzał Babciny czas. Pomyślałam, jak smutne i przygnębiające mogą być dni, tygodnie, miesiące, kiedy człowiek jest przykuty do łóżka, traci siły i może nawet chęci do życia.

Dużo płynęło łez, morze łez.

Odwiedziłam Babcię jeszcze kilka razy dostając w prezencie od lekarzy swoje 5 minut, które próbowałam naciągnąć w nieskończoność. Raz zostałam ponad kwadrans ale lekarz (dr Daniel Błaszczyk) podszedł i powiedział, że to bardzo dobrze, że ja jestem, bo dotyk bliskiej kochającej osoby jest zupełnie inny. A czy Babcia wie, że ja tu jestem? – zapytałam. Myślę, że tak – zobaczyłam w oczach lekarza odpowiedź. Babcia drżała i jej oddech był wyraźnie przyśpieszony.

Respirator za nią oddycha a inna maszyna zmusza jej serce do bicia. Przez moment miałam wrażenie, że Babcia prosi o odłączenie tego wszystkiego. Moje kłębiące się myśli weszły na teren etyki. Czy to, co robimy dla niej zmuszając ją do życia jest dobre? Czy jest dobre dla niej? Czy ona tego chce?

Nigdy się nie dowiemy. Lekarze z oddziału kardiologicznego robią co mogą, żeby ratować życie. Mówią, że nadzieję, że człowiek wyzdrowieje, zawsze trzeba mieć. Pielęgniarki opiekują się Babcią wspaniale. Odczułam na tym oddziale wielką serdeczność. Tylko serce pękało, że trzeba było wyjść i zostawić ją samą i że nic nie możemy zrobić. Wszyscy czekamy. Babcia śpi – pomalutku umiera, ale nie jest jeszcze gotowa, żeby odejść. Niezbadane są wyroki boskie.

IMG_0792

Starałam się, będąc tam na miejscu żyć i funkcjonować normalnie (bo tak nas Babcia wszystkich prosiła). Chodziłam na spacery, na zakupy, cieszyłam się Polską, uśmiechałam się do ludzi. Byłam we Wrocławiu, Lubinie i na koniec w Warszawie. Wiosennie, słonecznie, ciepło, ładnie, coraz ładniej. Tak, Polska pięknieje. Coraz więcej odmalowanych budynków, coraz ciekawsza architektura, jest coraz przyjemniej. To rzuca się w oczy, szczególnie jak się długo w kraju nie było. Inna rzecz, którą zauważyłam, to smutek na twarzach ludzi. Bezdomni, dziesiątki bezdomnych. Bieda i pijaństwo. Mnóstwo bezpańskich psów. To bardzo, bardzo smutne. A ludzie? Zwykli ludzie, na przystankach, w sklepach, w pociągach? Cudownie serdeczni. Rozmawiali ze mną! Nieznajomi! No i ten wszechobecny język polski, kurczę, to wszystko siedzi głęboko w sercu i głowie. Polska.

Ale tęskniłam za Szwecją i za swoim tutaj życiem. Wracając do Sztokholmu, myślałam, że wracam do DOMU.

Do domu wróciłam w poniedziałek wieczorem a do codzienności we wtorek rano. Biegam na uczelnię, nauki mam ponad miarę. Moje koleżanki i koledzy z uczelni dopominają się o odwiedziny u mnie, chcą koniecznie lepić ze mną pierogi. Są ciekawi, jak mieszkają i co jedzą Polacy. Są mi bliscy i pomagają mi, tak jak wiele innych kochających mnie osób przerwać ten czas zawieszenia. Za to wsparcie bardzo WSZYSTKIM dziękuję. Dzięki całemu najbliższemu otoczeniu i dzięki Wam jestem trochę silniejsza, no w każdym razie staram się być silna, nie zamęczam nikogo swoją sytuacją, staram się funkcjonować normalnie, mimo, że smutek się za mną wlecze i przypomina od czasu do czasu, że w każdej chwili może zadzwonić TEN telefon. To taki stan zawieszenia. Trudno się tak żyje.

IMG_0186

Póki co, jestem. Między ziemią a niebem ale jestem.

I też o Was myślę. Czy u Was wszystko dobrze, jesteście zdrowi, szczęśliwi?

Przytulam mocno i ślę pozdrowienia.

Wasza Monika

Czas smutku

Zwykle dzielę się z Wami radością, dziś podzielę się smutkiem.

Nie przyniesie mi to ulgi ani nie zmniejszy cierpienia, ale chcę, żebyście wiedzieli, co się ze mną dzieje i przez co teraz przechodzę. Moja ukochana Babcia, która niedawno skończyła 85 lat, odchodzi. Ostatni raz widziałam ją w lipcu, mam nadzieję zobaczyć ją za parę dni, w sobotę.

Jest bardzo bardzo chora, leży w szpitalu, jej życie jest podtrzymywane. Lekarze robią co tylko mogą, opiekują się Babcią, jest także przy niej cała moja Rodzina, która ją niezmiernie kocha. Są przy niej wszyscy oprócz tych, który są tak jak ja, na emigracji. Moja Babcia otoczona czułą troską i bezbrzeżną miłością kończy swoją drogę na ziemi. To ogromny dar od losu, że nie jest w tej chwili sama.

Tak bardzo pragnę Ją jeszcze raz zobaczyć, podziękować Jej za to, że była moją Babcią. Oddycham cichutko, żeby nie spłoszyć nadziei, że zdążę.

IMG_4153

Nastał dla mnie czas smutku. Pragnę ten czas przejść razem z rodziną, w Polsce. Trzymam w ręku bilet i chcę, żeby była już sobota rano. Serce drży z radości, że stanę znów na polskiej ziemi, że zobaczę rodzinę a radość tę zagłusza strach, że w każdej chwili mogę usłyszeć najgorszą wiadomość swojego życia.  Starałam się być jak do tej pory radosna i pełna ufności, chodzę na zajęcia, funkcjonuję, ale smutek coraz szczelniej wypełnia mi serce i sprawia, że powoli zaczynam się usuwać w cień.

Nie jestem w stanie pisać, nie wiem, kiedy wrócę do siebie. Na blogu zapadnie cisza.

Nie będzie mnie jakiś czas.

Hejterki

Dostaję wiele listów i komentarzy od moich czytelników i w ogromnej większości są to przyjemne, ciepłe i niekiedy tak przemiłe, że uskrzydlają mnie i dodają sił do dalszego prowadzenia mojego bloga. Jak np. taki, od Swietłany:

Pani blog to prawdziwa uczta dla serca!

Ale nie mogę ukryć faktu, że dostaję też od czasu do czasu bardzo nieprzyjemne listy/komentarze, pełne nienawiści i jadu.

Jako przykład podam Wam dosłowną (łącznie z błędami) treść pewnego komentarza:

Nie wierze zeby byla pani obiektem spojrzen meskich, znajac meskie oko ogladaja sie za ladnymi kobietami do takich pani nie nalezy, dlaczego jest pani rowniez nieudczciwa,wypowiedzi pewnej gropy uczestnikow pani usowa co jest niezgodne z przepisami my chcemy pani pomoc pozbyc sie ochydnego kompleksu samozaklamania, nie sposob prowadzic blog i byc tak zenujaco nieobiektywnym.

Albo:

wszystko by bylo fajnie ale mysle sobie czy jestes tak naiwna czy udajesz dziwisz sie wszystkiemu, i malo chyba wiesz, po co podziwiac szwedzka przyrode, przeciez jej w Polsce nie brakuje, a nawet sa gatunki kwiatow, i roslin, , ktorych Szwedzi mogliby pozazdroscic, duzo bla bla i nic konkretnego.

Ale ja przecież mieszkam w Szwecji i piszę o szwedzkiej przyrodzie. Gdybym mieszkała w Polsce, pisałabym o równie pięknej polskiej przyrodzie. Poza tym, skoro nie podoba się komuś mój blog, to po co czyta i traci na niego czas?

Celem tych ostatnich komentarzy jest z pewnością próba wyprowadzenia mnie z równowagi, dokuczenia na tyle, bym poddała się i postanowiła zamknąć blog.

Rozmawiałam na temat prześladowania w sieci z moimi znajomymi blogującymi tu w Szwecji oraz w innych krajach. Zrozumiałam, że nie jestem odosobniona i każda z nas ma przykre doświadczenia na tym polu. Jak inni sobie z tym radzą?

Normalną koleją rzeczy jest przechodzenie kilku etapów (faz) takiego mobbingu. W pierwszej fazie przykre listy/komentarze dołują, odbierają chęć do dalszego pisania, powodują zamknięcie się w sobie na jakiś czas. W drugiej fazie zaczyna się traktować takie „perełki” z przymrużeniem oka i przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. W trzeciej – dla mnie właśnie  trwającej fazie – zaczyna się uodparnianie na takie inwektywy. A ta odporność bardzo mi się przyda w życiu! Teraz w pewnym sensie złośliwe komentarze spływają po mnie i nie tylko przestają robić na mnie wrażenie ale i zaczynają się w moich oczach jawić jako coś bardzo żałosnego, bo przypominają mi trochę szczekanie małego kundla za płotem.

 

Czasem mam wrażenie, że taki „hejter” (słowa hejter, hejterka – wzięły się od angielskiego hate – nienawidzieć i stało się określeniem osoby uprawiającej mobbing w sieci) sam lub na polecenie innej osoby próbuje się dowartościować lub po prostu próbuje zwalczać konkurencję wszelkimi podłymi sposobami. Niestety życie pokazuje, że w większości przypadków hejterami są kobiety. Czy to nie przykre?

Zwykle obraźliwe komentarze są” jednorazowe” od przypadkowych osób, które nigdy nie wracają do mojego bloga, ale ostatnio otrzymałam kilkanaście bardzo agresywnych komentarzy od jednej i tej samej osoby, która posuwa się zbyt daleko. Mój znajomy adwokat, entuzjasta mojego bloga,  zainteresował się tymi komentarzami i w krótkim czasie zdobył informacje,  że pisze je osoba zamieszkała w Danii, w miasteczku Glostrup (Hovestaden) na ulicy Hojvangsvej (w pobliżu Norre Alle), która podszywa się pod różnymi adresami mailowymi. Zapytał mnie czy chciałabym wszcząć proces prawny o pomówienie. Sama nie wiem…

Piszę to wszystko głównie po to, żeby Wam przedstawić także tą czarną stronę prowadzenia bloga jak i również okazać chęć niesienia pomocy innym piszącym, którym przytrafiają się takie … paszkwile. Nie pozostaje nam nic innego, jak nauczyć się wkalkulowywać w całość prowadzenia bloga to, że poza morzem okazanego od ludzi serca czasami dostaniemy kamieniem.

Ale nie poddajemy się! Blogujemy! Mamy prawo tworzyć i mamy prawo chronić swoją godność.

Zapewniam Was moi drodzy czytelnicy, że mimo bardzo rzadkich aczkolwiek nieprzyjemnych ataków, będę nadal pisać dla Was i dla siebie. Bo sprawia mi to ogromną radość i nie dam jej sobie odebrać.

Wszystkim piszącym i czytającym życzę miłej niedzieli!

Szwedzi, miłość, flirt i Walentynki

W Polsce przyzwyczajona byłam do tego, że jestem obiektem męskich spojrzeń.

Kilka lat temu mieszkałam 3 miesiące na Sardynii i tam od mężczyzn musiałam się oganiać. Odwaga i śmiałość Polaków w podejściu do kobiet była dla mnie czymś naturalnym i oczywistym. Tutaj, w Szwecji nie patrzy na mnie nikt. Na początku byłam przekonana, że nagle zbrzydłam, bo żaden Szwed na mnie nie spojrzał. Żeby się nie przejmować, powiedziałam sobie, że po prostu nie jestem w typie Skandynawów i już.

IMG_5023

Ciekawi mnie szwedzka mentalność, a teraz mam niebywałą okazję porozmawiać ze Szwedkami i Szwedami w mojej bardzo lubiącej się grupie na studiach. Dlatego wzięłam ich w krzyżowy ogień pytań o to, jak podrywają Szwedzi i jak to w ogóle z tą miłością wśród nich jest. Chętnie odpowiadali mi na moje pytania:-)

Wycieczki STHLM lipiec 2011 013

No więc tak – mężczyźni o szwedzkiej mentalności patrzą na kobiety, ale tak, że one tego nie widzą. I nie tylko dlatego, że zanurzone są w swoim telefonie, po prostu Szwedzi obserwują bardzo dyskretnie. I raczej nie zaczepią obcej kobiety w miejscu typu pociąg czy galeria handlowa. Dlaczego? Bo oni są macho i nie niepokoją obcych. Nawet gdy obcy wygląda jak anioł. Dziewczyny mówiły, że one wręcz nie życzyły by sobie, żeby ktoś obcy je zaczepiał. Chcą być zostawione w spokoju a wszelkie podejście obcej osoby i naruszenie spokoju jest traktowane jako swoisty atak i próba nawiązania kontaktu będzie spalona na panewce. Zanurzenie się we własnym świecie, skromne nie prowokujące ubranie i sposób bycia komunikuje z daleka: nie zaczepiaj mnie.

A jak kobieta spodoba im się na tyle – drążę dalej – że nie będą chcieli tej szansy zaprzepaścić ? To wtedy próbuje, ale baaardzo rzadko. Najczęściej westchnie i przepuści okazję. Mężczyźni mogą zaczepić ale raczej tego się nie robi. No to jak i gdzie w końcu podrywają kobiety?

Norwegia 2012

Wycieczki STHLM lipiec 2011 025

Najlepiej przez wspólne zainteresowania. Wtedy rosną szanse, że związek się uda. Ach, ta szwedzka praktyczność! Nową miłość można poznać w szkole, na uczelni, w pracy, przez osobę trzecią i zwykle zostawia się rozwój wydarzeń w rękach czasu. Duże szanse na znalezienie partnera ma się na dyskotece czy w pubie, bo wtedy oczywiste jest, że jesteśmy otwarci na nowe znajomości. Ale najlepsze i najpewniejsze pod względem powodzenia źródło nowych miłości i związków to oczywiście internetowy portal randkowy.

IMG_5007

Portali kojarzących pary jest w Szwecji chyba z dziesięć, niedawno widziałam w gazecie ranking na najlepszy portal. To oszczędny i wygodny sposób na szukanie partnera. Można zachwycić i rozkochać w sobie człowieka, nawet gdy się właśnie siedzi w rozciągniętych dresach i nieumytych włosach.

Gdy już się zakochają, pierwsze wspólne dni najchętniej spędzają bez zbędnych krępujących gadżetów typu kwiaty czy czekoladki, (naprawdę!) Czyżby Szwedzi byli nieromantyczni? Są jacyś romantyczni? Z własnych obserwacji wnioskuję, że Szwedzi są bardzo nieśmiali w kontaktach z obcymi i trzymają dystans. Jedno jest pewne, jak kochają, to kochają na zabój i są raczej wierni. Bardzo szybko jednak skłonni są rozwieść się, gdy małżeństwo zaczyna szwankować i uczucie blaknie. Bardzo dużo jest też samotnych, mieszkających w pojedynkę.

Cosmo Globen Söder 054

Ostatnim moim pytaniem był stosunek do Walentynek. Tutaj mówi się na ten dzień Alla Hjärtans Dag. Zdania były podzielone, ale zgadzali się do jednego – że ten dzień nie jest potrzebny, by kogoś obdarować kwiatami czy sercem z czekolady. I że to bardzo komercyjne święto, aczkolwiek sympatyczne. (Ja,  w odróżnieniu od Szwedek nie mam nic przeciwko bukietom czerwonych róż w ten dzień).

IMG_0880[1]

Czymś, co mnie tutaj cieszy jest całkowita swoboda w miłości. Szwedzi chętnie rozmawiają o sprawach łóżkowych i co ciekawe, raczej nie kryją się ze swoimi preferencjami seksualnymi. Podoba mi się to, że pary homoseksualne mają w Szwecji prawo i społeczną akceptację swojej miłości. Uśmiecham się na widok zakochanych, czule traktujących się par tej samej płci. Miłość jest miłością, koniec kropka.

Źródło mojej wiedzy jest niewielkie, post napisałam na podstawie gorącej dyskusji z moimi koleżankami i kolegami ze studiów. To są ludzie młodzi, mają po 21 lat więc nie wiem, jak to wygląda wśród ludzi starszej generacji. Bardzo ciekawa jestem Waszych opinii, szczególnie tych mających iście szwedzkiego partnera.

IMG_5049

Kochani, a ja, zanim zacznę ten kontrowersyjny walentynkowy dzień chcę Wam życzyć, żebyście ZAWSZE czuli się przez kogoś kochani. Byście byli czyimś szczęściem i światem całym.

Miłości, miłości i jeszcze raz miłości!

Tam, gdzie mieszkają motyle

Jedno z miejsc, do którego można uciec od zimy to Fjärilshuset.

IMG_4830

To dom, w którym mieszkają motyle. Czynny cały rok, ale najchętniej idę tam właśnie zimą, dogrzać się, nacieszyć oczy zielenią, ale przede wszystkim po to, by popatrzeć na jedne z piękniejszych stworzeń – motyle.

IMG_4860

IMG_4864

Lubię się dzielić tym co dobre, dlatego nie chciałam tam pójść i korzystać z tych atrakcji sama. Najchętniej pokazałabym ten dom dziecku, ale jako że nie mam własnego, zabrałam cudze. Wraz z matką. I warto było, bo zachwyt w jego oczach, radość i wielkie zainteresowanie mówiły mi, że to był dobry pomysł!

IMG_4850

– Dlaczego te śliczne żabki są trujące?

IMG_4856

Od niedawna w Domu Motyli jest także oceanarium. Do tego wielkiego akwarium zamieszkałego przez mrożące krew w żyłach rekiny i nic sobie z tego nie robiące małe rybki, chłopiec pragnął pójść najpierw i pewnie zostałby tam na noc, gdyby nie spotkany kolega z przedszkola.

IMG_4883

IMG_4881

Cały ten przybytek to ponad 3000 m2 tropikalnej przyrody. Teatr deszczowych lasów, scena z bajki, sen na jawie. Spacer po motylim domu należy do przeżyć przyjemnych i naprawdę niezapomnianych.

IMG_4901

Temperatura i wilgotność powietrza jest wysoka, więc to prawie jak namiastka wakacji w egzotycznym kraju. Trzeba się ubrać „na cebulkę”, żeby móc rozebrać się do podkoszulka, bo tam jest naprawdę parno i gorąco. Warto mieć czystą chusteczkę, do przecierania zachodzącego parą obiektywu.

IMG_4929

Największą atrakcją w Fjärilshuset są oczywiście motyle. Jest ich podobno tutaj setki gatunków, ale ja dostrzegłam zaledwie kilka. Latają koło nosa, nad głowami, siadają na (nie wiedzieć czemu sztucznych) kwiatach. Lubią wracać w to samo miejsce, więc można poczekać i zrobić motylkowi stosowne ujęcie.

IMG_4907

Część motyli jest przywieziona z innych krajów, ale zdecydowana ich większość przechodzi swój cykl tutaj, w tym ośrodku.

IMG_4913

IMG_4916

IMG_4966

IMG_4922

IMG_4991

IMG_4994

Ten motyl na zdjęciu poniżej jest niesamowicie błękitny. Ale niestety jest też złośliwy, bo fruwa bardzo szybko, a kiedy już wreszcie przysiądzie, to ma złożone skrzydła i nie pozwala uwiecznić swych cudnych błękitów.

IMG_4995

IMG_5000

W ośrodku organizowane są 2 godzinne wycieczki z zoologiem – przewodnikiem, dla grup. Bardzo drogie, ale na pewno interesujące. Jest tam też przestronna kawiarnia, gdzie można odpocząć po wrażeniach, posilić się. Ceny przekąsek są dość wysokie, więc warto zabrać dziecku coś do jedzenia i picia z domu. Ceny za wejście też poszły w górę  w momencie, kiedy ofertę poszerzyło oceanarium, ale nie będą to pieniądze zmarnowane. Szczególnie dzieci są tej ceny warte. Wszelkie informacje znajdziecie na stronie Fjärilshuset Haga Ocean.

IMG_4982

Dla nas to nie był jeszcze koniec wrażeń. Ja mieszkam blisko „motylarium”, więc nie sposób mnie nie odwiedzić. Był obiad i naleśniki na specjalne życzenie, była kawa, śmiech i zabawa. Lubię, jak do mojego domu przychodzą dzieci, ożywa on wówczas i wypełnia się świeżym powiewem. Chłopiec dobrze się u mnie czuł, a kiedy mama uznała, że czas wracać do domu, przykrył się wełnianym kocem i ułożył się do snu.

Ja też zmęczona wrażeniami, dość wcześnie jak na mnie, padłam w objęcia Morfeusza, ale o 4 w nocy byłam już wyspana. Wstałam, włączyłam komputer i opisałam te wrażenia. Teraz czas wyjść na uczelnię, a ja zasypiam nad filiżanką mocnej kawy. Ale muszę przez ten dzień jakoś przebrnąć…

Miłego, dobrego dnia!

Film Roku – Återträffen

W każdym niemal kraju przyznawane są nagrody filmowe.

Hollywood ma Oscary, w Polsce są Orły a w Szwecji Złote Żuki. W tym roku, za najlepszy uznany został film Återträffen. Film ten jest debiutanckim dziełem artystki Anny Odell, która gra tutaj również główną bohaterkę, też Annę.

bild2

Rzecz dzieje się w restauracji, w której dawna klasa gimnazjum spotyka się w 20 lat po skończeniu szkoły. Impreza zaczyna się rozkręcać, wszyscy są w świetnych humorach oprócz Anny. Anna zbiera się na odwagę i spokojnym acz drżącym tonem „serwuje” zebranym wykład o tym, że czuła się prześladowana przez całe gimnazjum. Wygarnia kolegom i koleżankom ich podłe traktowanie, wyrzuca z siebie żal i zaległe cierpienie. Początkowo wszyscy spokojnie słuchają ale z każdą chwilą atmosfera zaczyna coraz bardziej nasiąkać agresją.

W pewnym momencie okazuje się, że cała ta impreza odegrana została przez aktorów. Impreza faktycznie się odbyła ale Anna była tą jedyną osobą, która nie została na nią zaproszona. Zrobiła więc film, w którym wyobraziła sobie, jak by to spotkanie wyglądało, gdyby na nie przyszła. A nagrany filmik pokazuje potem prawdziwym kolegom i koleżankom oczekując zapewne wyjaśnień.

Film bardzo mi się podobał, szczególnie gra Anny, która była autentyczna, w czym „pomogły” jej osobiste doświadczenia bycia ofiarą w wieku szkolnym.

Jednak coś mnie w tym filmie tknęło niekorzystnie.

Nasuwały mi się pełne niedowierzania myśli – czy naprawdę tak zachowaliby się Szwedzi? Czy ich natura mogłaby być aż tak zimna i nieczuła? Jak my, Polacy zachowalibyśmy się w takiej sytuacji? Zachowanie zebranej na spotkaniu klasy było wyolbrzymione przez wielki żal Anny, były wysnute z fantazji, ale reakcje „prawdziwych kolegów” były bardziej rzeczywiste. Patrzyłam i nie wierzyłam własnym oczom. Czy ktoś kto prześladował w młodości mógłby prześladować w wieku dorosłym? Czy to tkwi w naturze człowieka? Bez względu na mentalność? Przecież człowiek dorasta, mądrzeje, mięknie? Jacy jesteśmy? Czy przypadkiem kogoś nie krzywdzimy? Czy sami przez kogoś nie cierpimy?

Hierarchia w grupie i pęd do bycia najlepszym rodzi nienawiść.

IMG_4297

To gorący ostatnio temat, bo problem mobbingu zaczyna przybierać nowe inne wymiary. Nienawiści w sieci. Taka jest nasza cywilizacja – obok prawdziwych wojen toczy się wojna na słowa. Zamiast karabinu mamy w ręku klawiaturę. A słowo może ranić tak samo jak kula. Ból od takiej kuli znają prawie wszyscy, którzy się gdzieś uzewnętrzniają – młodzież mająca profile na Facebooku; znają go dziennikarze, pisarze, właściciele portali internetowych, blogujący. Schowany za parawanem komputera człowiek czuje się niewidzialny i całkowicie bezkarny. Daje upust nienawiści.

Czy istnieje sposób, żeby to powstrzymać?

Napisałam o tym filmie ze względu właśnie na jego temat. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy obejrzy film, ale wiem, że każdy wie, co to cyberprzemoc. Chciałam poruszyć coś ważnego, szczególnie wśród blogerek, które znają ten ból.

Kliknij na zdjęcie, zobacz trailer.

anna.odell_.återträffen

Film jest szwedzko języczny i ci, którzy nie znają języka muszą poczekać na moment, kiedy film pojawi się na płycie z tłumaczeniem. Mam nadzieję, że wejdzie on także do polskich kin, (nie wiem, jaki nadadzą mu tytuł, być może Ponowne spotkanie albo Spotkanie po latach) bo myślę, że warto ten film zobaczyć. Gorąco polecam!

Życzę Wam przyjemnego, pełnego luzu i radości weekendu.

Jak na skrzydłach

Chciałabym Wam bardzo gorąco podziękować za wszystkie Wasze gratulacje, maile, lajki i za całą serdeczność jaką od Was dostałam. Ostatnie dwa dni czułam, jakbym płynęła trzy stopy nad ziemią…

10 lat Polonii

Waszego ciepła było mi potrzeba, bo już zaczynałam wątpić w sens prowadzenia bloga, ale teraz widzę, że Was czytających i lubiących Polkę jest dużo, coraz więcej! Piszecie do mnie takie piękne rzeczy, że ja naprawdę czuję się Wam potrzebna i nagrodzona za swoją pracę. Dodajecie mi skrzydeł! Wiedzcie, że ja też Was baaaardzo lubię!

I wznoszę za Was toast!

Ściskam Was mocno z łezką w oku:*

Obywatelka Szwecji

Dziś spotkało mnie coś bardzo miłego.

IMG_4828

Dostałam szwedzkie obywatelstwo!

Nie sądziłam, że tak mnie to ucieszy, nie posiadam się z radości! Może dla wielu to tylko papier, wielu Polaków już ma obywatelstwo szwedzkie i nie ma to dla nich aż tak dużego znaczenia, ale dla mnie to coś wielkiego! Z radości pobiegłam kupić sobie bukiet róż:-)))

IMG_4815

Polskie obywatelstwo zachowałam i nigdy się go nie zrzeknę. Cieszę się bardzo, że zostałam obywatelką Szwecji ale wciąż jestem dumna z tego, że jestem Polką.

Och, jaka ja jestem szczęśliwa!

Zimowy spacer i lekcja przyrody

Ostatnio na blogu było zielono, ciepło i tropikalnie.

W oazach skracam i umilam sobie zimę. Ale że nie da się siedzieć tam cały czas, próbuję stawić czoła zimie i wydobyć z niej coś ciekawego. Ogólnie rzecz ujmując lubię zimę, ale taką mroźną, skrząco białą, ze skrzypiącym śniegiem co najmniej po kostki. Zimę szczypiącą w policzki i sypiącą wirującymi płatkami śniegu.

IMG_4611

Ale ta zima się nie wykazała. Owszem jest zimno, czasem nawet spadnie trochę śniegu (mówię o Sztokholmie) ale ogólny obraz jest taki… szaroburochlapowaty. Ostatnio jest na plusie, więc to co spadło, zdążyło stopnieć. Ani bieli, ani zieleni, ani zimno ani ciepło… Takie dołujące niewiadomoco.

IMG_4670

Ale, żeby nie dać się tej niby zimie zdołować postanowiłam skorzystać z oferty grupy przewodników – przyrodników  ze związku „Ut i naturen” i dołączyć do wycieczki połączonej z lekcją przyrody.

Wycieczki takie odbywają się co niedzielę. Poszłam wczoraj pierwszy raz. Zebrało się całkiem sporo osób i całą naprzód, żwawym marszem ruszyliśmy w 3 godzinną wędrówkę dookoła dwóch jezior – Lötsjön i Råstasjön.

IMG_4642

Zaczęliśmy od Lötsjön, jeziora w Sundbyberg. Przy pierwszym „przystanku” przewodniczka opowiadała o kaczkach krzyżówkach i płaskonosach, które sobie to jezioro upodobały. Wyjaśniała, czym różnią się samice (krzyżówek) od samców i mówiła, że latem różnice te znikają.

IMG_4624

Przy tym jeziorze spotkaliśmy gęsi, łabędzie a raczej młode, szare i wcale nie brzydkie kaczątka.

IMG_4619

Niektórzy mieli lornetki i aparaty z obiektywami, których nie powstydził by się żaden papparazzi.

IMG_4630

Tutaj płaskonos o skromnym spojrzeniu:

IMG_4635

Potem pomaszerowaliśmy w stronę drugiego jeziora. Po drodze przewodniczka dość często zatrzymywała się i nadsłuchiwała ptaków, opowiadając nam o tych usłyszanych i spostrzeżonych. Zimą ptaki nie śpiewają tak chętnie jak wiosną, więc nie było łatwo.

IMG_4659

A to czapla. (Stąd lepiej widać, co się w mieście dzieje.)

IMG_4664

Ale czaple zwykle siedzą całą gromadą na jeziorze i tak jak my czekają na wiosnę.

IMG_4674

Czaple te kiedyś odlatywały na zimę (pewnie do Hiszpanii) ale ludzie dokarmiają i te przyzwyczaiły się do tego i z roku na rok zostaje ich coraz więcej. Przewodniczka mówiła też, że pewne ptaki decydują się zostać na zimę, bo czują, że jest cieplejsza i potem zamarzają na śmierć. Ludzie dokarmiają ptaki ale nie jestem pewna czy to dokarmianie nie ma swoich minusów.

IMG_4703

Przy jeziorze stoją też w każdą pogodę, osoby, które pragną ratować okolice tego jeziora przed zabudowaniem. O tym pisałam kiedyś, w Polce w Sztokholmie.

IMG_4673

Po spotkaniu z czaplami i aktywistami poszliśmy dalej i dotarliśmy do ptasiej restauracji, przy której sami zrobiliśmy sobie przerwę na herbatę i kanapkę. (Warto mieć ze sobą coś do jedzenia i picia, bo spacer trwa ok. 3 godzin). Poniżej na zdjęciach sikorka bogatka.

IMG_4707

Trochę za szybko fruwały, więc nie udało mi się ich uchwycić na zdjęciu.

IMG_4715

Zimno, deszcz ze śniegiem pada, ale podoba mi się! Mimo, że ludzie prawie ze sobą nie rozmawiają, każdy zanurzony we własnym świecie, jest przyjemnie.

IMG_4730

O, kos!

IMG_4734

A to… nie wiem co to. Ale jeśli się jest uważnym, to można toto w takim błotku dostrzec. Okrągły rok, bo one nie odlatują na zimę.

IMG_4757

A tu ruchliwy pełzacz leśny:

IMG_4772

Ptaki mają przy tych jeziorach wspaniałe środowisko do życia. Wokół jezior rosną bardzo stare olchy i brzozy, które są pełne „pożywienia”, młode drzewa mają inne atuty, woda jest czysta, ptaki czują się tutaj doskonale. Te dwa jeziora obok siebie praktycznie w rejonie dużego miasta tworzą unikalny ekosystem,  mały rezerwat przyrody, który stał się siedliskiem wielu gatunków ptaków.

IMG_4654

To był bardzo pożyteczny spacer. Wiele ciekawych rzeczy się dowiedziałam i zobaczyłam ptaszyny, których wcześniej nie zauważałam. Przypomniały mi się lekcje nauczania przyrody, jakie miałam na Uniwersytecie w Warszawie; nasza profesorka też od czasu do czasu urządzała nam wycieczki przyrodoznawcze. Program takich spacerów znajdziecie na www.utinaturen.nu. Cena za spacer z przewodnikiem 100 koron, członkowie Związku Ochrony Środowiska 80 kr, dzieci idą za darmo.

IMG_4704

Taki ciekawy dzień miałam wczoraj, a dziś poniedziałek, zaczął się nowy tydzień, nauki i innych obowiązków mam sporo a myśl jaka najczęściej mnie nachodzi w poniedziałki to: nie chce mi się…

Do wiosny daleko, ale w wyzierających spod resztek śniegu przyblokowych ogródkach zaczynam już powoli wypatrywać krokusów.