Kategoria: Polka w Szwecji
Eva Mattsson i jej pasja
Wczoraj opowiedziałam Wam o przedstawieniu – monodramie Ingen utom döden (Nic prócz śmierci) i o bohaterce przedstawienia, Katarzynie Jagiellonce.
Dziś chcę Wam przedstawić bliżej pomysłodawczynię, autorkę i realizatorkę monodramu – Evę Mattsson, która z wykształcenia jest historykiem i znawcą sztuki. Od roku 2006 prowadzi Bring to life, który krzewi kulturę, między innymi poprzez takowe przedstawienia.
Zafascynowało mnie mnie w Evie przede wszystkim to, że nie tylko ma wielką pasję, ale i potrafi dzielić się nią z innymi. Na scenie, ubrana w replikę sukni Katarzyny Jagiellonki wciela się w jej postać i przybliża nam ją ze swojej kobiecej perspektywy. W bardzo ciekawy i przyjemny sposób przekazuje nam wiedzę o niej i ówczesnych czasach, czym zachęca wielu do poznania i zgłębienia historii.
To rzadka kombinacja pracownika naukowego i aktora, który w przypadku Evy znakomicie się udaje. Ponadto Eva w sposób pełen szacunku i zachwytu opowiada o Polsce, czym oddaje nam Polakom i Polsce ogromną przysługę.
Dlatego też zapragnęłam o niej napisać oraz porozmawiać z nią chwilę po przedstawieniu. Eva zgodziła się na rozmowę dużo wcześniej jak również na jej publikację po polsku i w skróconej formie.
Jak zrodziła się idea stworzenia tego przedstawienia?
Eva Mattsson: Z kilku powodów.
Wszystko zaczęło się od mojego zainteresowania renesansem. Mieszkam w Vadstena, mieście gdzie historia zamku i klasztoru ma silne powiązania z Katarzyną Jagiellonką, córką Bony Sforza. Nazwisko Sforza przewijało się w moich studiach nad włoskim renesansem i stąd moje badania nad ustaleniem pokrewieństwa tych osób. Moje studia doprowadziły mnie do szczególnego zainteresowania postacią Katarzyny Jagiellonki i później fascynacji jej osobą.
Mówi się, że Król Jan III (syn Gustawa Wazy) zapoczątkował renesans w Szwecji. Nie można jednak w tym procesie pominąć dużej roli jaką odegrała jego żona Katarzyna Jagiellonka. Wychowywana na Wawelu przez swoją matkę Królową Bonę, (która sama wychowana była wedle najlepszych tradycji dworskiego renesansu włoskiego) wywarła niemały wpływ na zmiany kulturowe w Szwecji. W wielu dziedzinach – architekturze, sztuce, tradycjach kulinarnych, modzie…
Tworząc moje przedstawienie chciałam również wyeksponować znaczenie i rolę kobiety w szwedzkiej historii. Po trzecie chciałam przekazać w moim przedstawieniu, że ludzie, pieniądze, dążenie do władzy, intrygi w celu poprawy swojej pozycji, są cechami ponadczasowymi.
Kto pierwszy nawiązał kontakt z Polską Ambasadą i Polskim Instytutem w Sztokholmie?
O wszystkim zadecydował przypadek. W Vadstena, gdzie byłam przewodnikiem wycieczki, spotkałam Polaka, który podsunął mi myśl, żeby skontaktować się z Instytutem Polskim w sprawie mojego planowanego przestawienia. A później wszystko potoczyło się szybko.
Eva podkreślała wielokrotnie podczas rozmowy jak wielką pomoc otrzymała i otrzymuje nadal od Polskiej Ambasady jak i od Instytutu Polskiego w Sztokholmie.
Czy byłaś w Polsce?
Byłam trzy razy w Krakowie i raz w Warszawie prowadząc swoje studia historyczne i kulturowe. Jestem wdzięczna kilku osobom na Wawelu a szczególnie Krystynie Mamajko z biblioteki zamkowej. Dzięki tym osobom mogłam mieć specjalny dostęp do sal i komnat zamku jak i biblioteki i ksiąg z okresu renesansu.
Chciałabym zacytować notatkę z Twojego pamiętnika. Czy mogę?
Oczywiście!
6 grudnia 2011
„W końcu w Wawelskiej bibliotece. Jestem sama a pokój jest piękny. Przez wysokie okna wpadają promienie słońca. Mój wzrok spoczywa na architekturze budynków za oknem. W oddali widnieje Kraków. Znajduję się na Zamku Wawelskim, gdzie dorastała najmłodsza córka w rodzinie Jagiełło, tej potężnej dynastii o tej samej nazwie. Tutaj jest ona blisko. Moje myśli odlatują a zmysły się budzą; rozmarzyłam się w tej maszynie czasu. Widzę ją biegnącą po dziedzińcu zamkowym i bawiącą się ze swoim rodzeństwem.”
Czy jest w Szwecji dużo materiałów o Katarzynie Jagiellonce?
Niestety w Szwecji nie ma o niej żadnej biografii. Ale ja myślę i chcę taką biografię napisać. To rośnie we mnie. Nie wiem jeszcze czy chciałabym napisać książkę o niej czy biografię. Czy może z perspektywy ówczesnej epoki i dzisiejszej? Jeszcze nie wiem jak, ale noszę się z tym zamiarem.
Jesteś głównie badaczem naukowym. Czy było to łatwe podjąć się roli aktora?
Mam również wykształcenie, które dało mi podstawy kreowania ról oraz prezentacji w mediach. Prowadzę często grupy zwiedzających klasztor i zamek w Vadstena jako przewodnik i to też daje mi dużo satysfakcji. Pragnęłam jednak przedstawić taką postać jak Katarzyna Jagiellonka w jednej sali z widownią, która mogłaby się całkowicie skoncentrować na treści i postaci, którą chcę mojej widowni pokazać. Moje przedstawienia wystawiam wyłącznie w miejscach, których ona przebywała.
Nie jestem aktorką. Ale poprzez moje badania poznałam ją bardzo dobrze i to mi pozwala się z nią utożsamić i być nią w tej roli. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale gdy jestem na scenie to jestem nią i w jej czasie.
Czy uważasz, że miała ona życie trudne, tragiczne czy była kobietą szczęśliwą?
Nie sadzę, żeby życie Katarzyny Jagiellonki należało do lekkich, miłych i przyjemnych. Z pewnością miała swoje szczęśliwe chwile ale nie było ich zbyt wiele. Uważa się, że ich pożycie małżeńskie nie było najlepsze w późniejszym okresie. Była także chorowita osobą a w ostatnich latach bardzo cierpiała z powodu ciężkiej i nieuleczalnej choroby.
Ale z pewnością należy stwierdzić, że Katarzyna Jagiellonka była osobą odważną, mocną psychicznie, opanowaną, dyplomatyczną i zdolną do kompromisów. I na pewno była bardzo dobrą matką.
Jestem pod silnym wrażeniem Twojego przedstawienia. Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w realizacji wszystkich marzeń.
Dziękuję również.
Przedstawienie i spotkanie z Evą Mattsson było dla mnie wspaniałą przygodą. Jeszcze raz gorąco polecam Wam wybranie się na jej przedstawienie. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować.
Przedstawienie o Katarzynie Jagiellonce
Dziś miałam okazję zobaczyć przedstawienie – monodram na temat życia Katarzyny Jagiellonki, wystawione na Zamku Królewskim w Sztokholmie, zatytułowane „Ingen utom döden” (Nic prócz śmierci). Przedstawienie to odbywa się dzięki współpracy z Ambasadą Rzeczpospolitej Polski, z Polskim Instytutem w Sztokholmie, Bring to Life oraz Livrustkammaren.
W postać Katarzyny Jagiellonki, wciela się historyk sztuki, Eva Mattsson.
Katarzyna Jagiellonka (szw. Katarina Jagiellonica) była ważną postacią zarówno w historii Szwecji, jak i Polski.
Urodziła się w 1526 roku w Krakowie, jako najmłodsze dziecko Króla Zygmunta Starego i pochodzącej z Włoch Królowej Bony. W 1562 roku, jako 36 letnia królewna poślubiła młodszego od siebie, 25 letniego księcia Finlandii, Jana Wazę, (syna Gustawa Wazy). Zamieszkała z nim w Turku, gdzie prowadzili swój dwór. Ówczesny Król Szwecji, Eryk XIV obawiając się i podejrzewając, że jego brat Jan spiskuje z Polską uwięził książęcą parę na Zamku Gripsholm w Mariefred. Katarzynie zaproponowano wolność, ale ona pozostała wierna przy boku uwięzionego męża. W niewoli obdarzyła go synem, Zygmuntem III Wazą, późniejszym królem Polski i Szwecji.
Kilka lat później, role dwóch braci się odwróciły, Jan III wstąpił na tron a Erik ginie kilka lat później. Katarzyna Jagiellonka została Królową Szwecji. Jej artystyczny smak i gust miał wpływ na wprowadzenie renesansu do Szwecji. Burzliwe i pełne wydarzeń życie Jagiellonki kończy się po długiej chorobie w 1583 roku na zamku w Sztokholmie. Pochowana zostaje i do dziś spoczywa w katedrze w Uppsali.
Tę barwną, tak znaną w historii Polski i Szwecji postać Jagiellonki znakomicie i z wielką pasją oddaje Eva Mattsson. Eva jest historykiem i znawcą sztuki na co dzień, a dla nas staje się aktorką, by przybliżyć nam sylwetkę Katarzyny.
Eva ku mojej radości zgodziła się na rozmowę po przedstawieniu. O osobie Evy i o rozmowie z nią przeczytacie wkrótce na blogu.
Monodram będzie można jeszcze zobaczyć 10 i 11 maja o 15.00
Od 5 lipca do 10 sierpnia, w soboty i niedziele, o 15.00 a o 16.30 również w języku angielskim.
Bilety są do nabycia w Zamku Królewskim w Sztokholmie, w kasie Livsrustkammaren.
Ceny: dorośli 160 koron, dzieci i młodzież 90 koron. W cenę przedstawienia wchodzi bardzo ciekawa i przyjemna wystawa z przewodnikiem, pt. Maktspel, prezentująca oryginalne stroje i rekwizyty należące do byłych rodzin królewskich.
Informacja: tel 08-402 30 30, www.livrustkammaren.se
1 maja – Valborg
Codziennie rano podnoszę żaluzje, żeby zobaczyć, czy mam się uśmiechnąć czy zakląć pod nosem.
Nie muszę mówić, jak powitałam dzień. Taka pogoda „wiosną” tutaj jest czymś zwyczajnym, ale ja jakoś nie tego pamiętam, bo złe rzeczy puszczam szybko w niepamięć. Zaplanowałam na dziś zwiedzanie miasta, ale pozostanie mi chyba zwiedzanie ciepłych i suchych wnętrz muzeów. Albo zawartości książek, bo przecież sesja idzie.
Obiecałam relację z ogniska.
Pojechaliśmy do znajomych, a że pani domu uraczyła nas takimi pysznościami i rozmowa toczyła się wartko, było tak przyjemnie, że w mgnieniu oka minęło kilka godzin. Jeszcze było widno i wydawało nam się, że zdążymy. I jeszcze usłyszeliśmy piękną opowieść o Nocy Walpurgii widzianej z okna samolotu. Wyobrażenie sobie tak rozświetlonej, usianej ogniskami Szwecji z lotu ptaka zachęcił nas do ruszenia się od stołu i pójścia w końcu na ognisko. Poszliśmy spacerkiem przez las i zaniepokoiło nas to, że my idziemy a wszyscy… wracają.
Na miejscu zastaliśmy tylko zgliszcza.
I cały jarmarkowy cyrk.
Łącznie z samotnie kręcącymi się i wygrywającymi archaiczne melodie karuzelami.
Na pocieszenie i otarcie łez mieliśmy fajerwerki. Całkiem długie i ładne show.
Było bardzo zimno, wiatr był taki lodowaty, że pomyślałam, że zimę nam znów przygoni, ale nie mówiłam tego głośno bo mam niestety zdolności to krakania. Wróciliśmy do domu, owinięto mnie ciepłym kocem i poczęstowano koniakiem.
Przywiezionym z gorącej Hiszpanii.
Ognisko zastaliśmy już dogasające, wiało i padało ale to i tak była najlepsza Noc Walpurgii w moim szwedzkim życiu.
Bo nie ważne jak, ważne z kim. Towarzystwo było wyśmienite i dom niezwykle przytulny. Dobrze jest mieć przyjaciół i dobrze jest mieć zawsze do kogo pójść.
A jak minął Wasz wieczór? Jak przywitaliście lato? Jaki jest Wasz 1 maja?
Opowiedzcie mi.
Ostatni dzień kwietnia
Dziś jest w Szwecji wielki dzień.
Nazywany potocznie Sista april (Ostatni dzień kwietnia). Świętują dziś prawie wszyscy, począwszy od Króla, miłościwie nam panującego Carla Gustafa, który kończy właśnie 68 lat. Fotografia za: www.kungahuset.se
Z tej okazji dzisiaj wywiesza się flagi. Mieszkający w Sztokholmie na pewno zauważyli gdzieniegdzie szwedzkie flagi; według mnie jest to bardzo miły rojalistyczny akcent. Miło jest poczuć od czasu do czasu, że mieszka się w Królestwie.
Swój ważny moment mają także studenci. Studentami nazywa sie w Szwecji uczniów gimnazjum, którego polskim odpowiednikiem jest liceum.
W ostatni dzień kwietnia młodzież, która w tym roku kończy gimnazjum zakłada takie oto, białe czapki studenckie. Podobno wcześniej założyć czapek nie można, mówi moja koleżanka, bo można zapeszyć. Ale dzisiaj je założą pierwszy raz i od dzisiaj zakładać czasem będą i nosić aż do dnia ukończenia szkoły. Zgromadzą się razem, (nie tylko gimnazjaliści) dzisiaj wieczorem i będą się bawić, tańczyć, pić i śpiewać wokół ognisk do białego rana.
Bo wieczorem, jak Szwecja długa i niezbyt szeroka, płonąć będą wielkie ogniska.
To będzie taki punkt kulminacyjny dzisiejszego dnia: Valborgmässoafton (w wolnym tłumaczeniu Wigilia lub Noc Walpurgii). Ta płomienna tradycja jest obchodzona na pamiątkę świętej Walburgii, która nawracała pogańskie Niemcy na chrześcijaństwo. Po jej kanonizacji, która miała miejsce 1 maja, dzień ten ogłoszono jej świętem. (Święto Walburgii – Valborg jest jutro). W wigilię święta, 30 kwietnia, gaszono wszystkie ognie i ziemię pokrywał mrok – wracał na chwilę czas duchów i mrocznych sił. Następnego ranka krzesano ognie na nowo, co symbolizowało powrót Królestwa Słońca i tym samym nastanie lata.
Tak więc dziś wieczorem, oficjalnie, bezwzględnie i z radością, spalimy zimę na stosie. Puścimy ją zwyczajnie z dymem. A potem przyjdzie maj!
Wybieram się właśnie w plener, pożegnać zimę, przywitać lato czyli innymi słowy świętować Valborg razem ze znajomymi i obiecuję zdać relację już jutro.
Trevlig Valborg!
Bliskie spotkania
Oto moja tajemnica.
Kilka tygodni temu Polonia Info zwróciła się do mnie z zapytaniem, czy nie zechciałabym zrobić reportażu z występu kabaretu Zenona Laskowika oraz przeprowadzić po występie wywiadów z nim i z Jackiem Fedorowiczem, który był gościem specjalnym.
No, czy mogłam odmówić?
Po pierwszej euforii z radości otrzymania od losu nowej szansy zabrałam się do zdobywania materiałów. Przeczytałam mnóstwo o osobach tudzież dorobku artystycznym obu panów, obejrzałam mnóstwo skeczy, wysłuchałam wielu słuchowisk, wymyśliłam pytania. Przekonałam się, ileż pracy trzeba włożyć w przygotowanie wywiadu.
Im bliżej wywiadu tym bardziej miękły mi kolana, bo jak by nie było, miał to być mój dziennikarski debiut. Zrozumiałam, że skoczyłam na głęboką wodę. Na moje szczęście obaj panowie byli dla mnie niezwykle przyjemni i potraktowali mnie z szacunkiem i sympatią. Bliskie spotkania z tak wielkimi artystami należały do naprawdę ekscytujących.
Przedstawienie obejrzałam, z artystami porozmawiałam, a teraz pozostaje mi przelać wywiady na papier i napisać reportaż z występu. Wywiady i reportaż ukażą się wkrótce na stronie Polonia Info.
Spać nie mogę z wrażenia, siedzę i piszę, piszę i czytam, już od czwartej rano. Energia mnie rozpiera! Słońce właśnie wschodzi, dzień się budzi i wygląda na to, że będzie piękny.
Czego sobie i Wam życzę.
Ogród Króla czyli Kungsträdgården
Na ten widok czekałam bardzo długo.
Rok temu mnie ominął, myślałam, że i w tym roku przejdzie mi koło nosa, bo czar tego miejsca rozbudził się wcześniej, akurat, kiedy byłam w (zimnej) Polsce a poza tym trwa on dość krótko. Trwa dopóty, dopóki kwitną wiśnie w alejach. Japońskie wiśnie w alejach Kungsträdgården. (MAPA)
Pierwsze moje słowa, jakie z siebie wydałam, znalazłszy się pod baldachimem różowego kwiecia były: Och, my!
Nie tylko ja patrzyłam oczarowana. Do Kungsträdgården (tłum. Ogród Króla) pielgrzymuje w ten kwitnący czas tysiące ludzi. Spędzają tam mnóstwo czasu, chcąc zatrzymać ten różowy słodki widok pod powiekami na wieczną pamiątkę.
Ludzi w Kungsträdgården jest zawsze sporo, bo zimą urządzane jest tu lodowisko, a latem organizowane są koncerty. Ale właśnie w tym czasie, kiedy zakwitają wiśnie, ludzi tam moc!
O! Owieczki! Podpatrzone dwa szczęścia młodej mamy.
Spragnieni słońca mieszkańcy Sztokholmu i zachwyceni turyści zdawać by się mogło, wrośli w ten ogród ani myśląc go opuszczać. Magia tego miejsca jest hipnotyzująca.
Kungsträdgården ma ciekawą historię. Jest to ogród bardzo stary, najstarszy w Sztokholmie, założony w 1430 r. Początkowo należał do króla i był zamknięty dla szarych mas, mimo, że ci zebrali na ogród spore pieniądze. Ale ludzie swoimi demonstracjami (krwawo wręcz) doprowadzili do tego, że park został otwarty dla wszystkich. A niecałe 40 lat temu władze miasta postanowiły zbudować w tym miejscu stację metra i w tym celu wyciąć wszystkie wiązy. I tak jak poprzednio Sztokholmczycy stanęli do walki o park. Tym razem w obronie drzew – wiązów i lip. Przywiązali się do nich nie pozwalając ich ściąć. Jakiś czas później posadzono dookoła dużej fontanny drzewa wiśniowe.
Dlatego dziś możemy się nimi cieszyć. Kungsträdgården jest nasz.
Królewski Ogród to jedno z ulubionych miejsc spotkań, ogród jest otoczony dookoła kawiarniami, które są oczywiście tłumnie oblegane.
Całą zimę czekałam na swoją pierwszą kawę „na zewnątrz” (utefika) i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego miejsca niż Kungsträdgården i lepszego towarzystwa niż przyjaciółka Kasia. Miałyśmy cudowne popołudnie a energia szła od jednej do drugiej ciepłym strumieniem. Kasia zaczęła tworzyć własny blog Zebra Zone. Zajrzyjcie do Kasi, zaprasza!
A Monia? Przeszczęśliwa. Zdany egzamin, trochę słońca, trochę kwiecia i od razu życie jest piękniejsze.
I różowe!
Jeśli jesteście tu na miejscu, pójdźcie, zobaczcie, weekend zapowiada się piękny i słoneczny a kwiaty za chwilę znikną. Jeśli jesteście daleko, oddaję w Wasze ręce ten wpis, mam nadzieję, że udało mi się choć trochę oddać czar i urok jaki ma ten Królewski Ogród.
Kochani, życzę Wam wspaniałego weekendu,
gdziekolwiek jesteście.
Wasza Monika
Dojazd: Ze stacji T – Centralen metrem do Kungsträdgården, wyjście na górę również Kungsträdgärden.
Migawki z Polski
Urlop w Polsce był bardzo udany.
Pomysł spędzenia Świąt Wielkanocnych w górach, w dwóch różnych miastach był podyktowany chęcią odciążenia mnie i mojej Mamy od pracy w kuchni. A poza tym, pragnieniem wcześniejszego poczucia prawdziwej wiosny. W Polsce zwykle w kwietniu jest dużo cieplej niż w tym samym czasie w Szwecji.
I faktycznie nieco wiosenniej było…
ale chwilami śniegu mieliśmy po kostki.
Na szczęście luz był totalny, same przyjemności… Kupiłam 10 książek, które łapczywie zaczęłam czytać, jak zawsze, wszystkie na raz.
Sama Wielkanoc była niezwykle przyjemna. Zupełnie inaczej niż w domu. Nie znaczy to, że w domu nie jest przyjemnie, ale w pensjonacie czuliśmy się jak na wakacjach. Szczególnie my kobiety 😉 Moc pysznego jedzenia zrobionego przez dobrych kucharzy. Podane z uśmiechem do stołu. Spacery i dalekie wędrówki. Zwiedzanie. A nawet wypad do sąsiednich Czech na ulubiony smažený sýr….
Urlop nasz to nie tylko odpoczynek w pensjonatach, to również podróż przez Polskę: Warszawa – Wrocław – Jelenia Góra – Karpacz – Szklarska Poręba – Wrocław – Warszawa. I wiecie? Jestem zachwycona Polakami! Łza kręciła się w oku, kiedy młody chłopak sam z siebie proponuje mi, że wniesie moja ciężką walizkę na trzecie piętro. Kiedy młoda dziewczyna w tramwaju pochylona nad telefonem wstaje natychmiast, gdy tylko do tramwaju wsiada starsza pani i ustępuje jej miejsca. Gdy mężczyźni otwierają przed kobietami drzwi. Polacy są dżentelmenami, czego mi strasznie brakuje w Szwecji. Jestem mile zaskoczona, gdy ludzie przed parkomatem dają mi po 10 groszy, żebym mogła kupić bilet parkingowy i tym samym uniknąć mandatu. A strażniczka miejska uśmiecha się i mandatu jednak nie wypisuje. Urzekła mnie profesjonalna i serdeczna obsługa linii lotniczych LOT.
A a koniec, jak wisienka na torcie – lunch z Malwiną, autorką projektu Tam mieszkam, która jakiś czas temu wzięła mnie w ogień pytań o to, jak się mieszka w Szwecji, na pewno pamiętacie.
Wypoczęłam, nabrałam energii, którą zamierzam dobrze spożytkować. A czeka mnie mnóstwo pracy i na dodatek nie lada wyzwanie. Ale na razie to tajemnica.
Cieszę się na każdy wyjazd, na każdy najkrótszy nawet urlop. Ale jednak radość z powrotu do domu jest jeszcze większa. Na samą myśl o czekającej mnie pracy i wyzwaniach ogarnia mnie niesamowite podekscytowanie.
Ciekawe, po kim to mam?
Tradycje wielkanocne w Szwecji
Wielkanoc ma dla mnie ogromną moc. To święto powstania z popiołów, odżycia, przywrócenia wiary, oddechu i nadziei. A przede wszystkim święto budzenia się na nowo radości i energii do życia. Wielkanocny czas to wiosna, pączki na drzewach, forsycje, malowanie jajek, inne niebo, inny zapach wiatru, woda w śmigus dyngus… Tak przeżywałam Wielkanoc i oczekiwanie na święta w Polsce, w Szwecji Wielkanoc (Påsk) wygląda nieco inaczej. W świeckiej Szwecji Wielkanoc jest niezwykle barwna i radosna. Przygotowania do Wielkanocy i samo obchodzenie tych świąt jest inne ale nastrój oczekiwania na budzenie się natury do życia jest taki sam i radość ze wspólnie z rodziną spędzonych chwil jest taka sama. Zaczyna się od sfery handlowej, która przypomina wszystkim, dużo wcześniej, że zbliżają się święta i trzeba zrobić świąteczne zakupy. Poza zaopatrzeniem się w produkty potrzebne do przyrządzenia świątecznych dań, musimy pomyśleć też o odpowiednim przystrojeniu domu. Jednym z sygnałów, że zbliżają się święta są gałązki z piórkami (påskris).
Bukiet gałązek ozdobionych kolorami jest symbolem wielkanocnej palmy, na pamiątkę wejścia Jezusa do Jeruzalem oraz jest jakby wielkanocną wersją bożonarodzeniowej choinki. Malowanie jaj. Ambitne panie domu wespół z dziećmi ozdabiają jaja na wszelakie sposoby. Czasopisma i internet pękają w szwach od pomysłów na to, jak i czym ozdobić jaja wielkanocne.
Prezentów na Wielkanoc raczej się nie robi, ale dzieci spodziewają się jaja pełnego słodyczy (påskägg).
Takie dostają od swoich rodziców i dziadków, ale też, zgodnie z tradycją od sąsiadów, jeśli w przebraniu czarownicy zapukają do ich drzwi.
Te czarownice to påskkärring. Wedle starych wierzeń, czarownice siadały na miotle i leciały do Blåkulla (Łysa Góra?), żeby spółkować i tańcować z diabłem. Wylatywały w Wielki Czwartek a wracały w Wielkanoc. Dlatego dziewczynki przebierają się za czarownice właśnie w czwartek.
A jako, że mnie los nie obdarował ani jedną córeczką, czarownicą muszę być ja. (raz do roku mogę być sobą!)
Tradycja przebierania się w czarownice i chodzenia po domach jest bardzo stara, sięga jeszcze czasów, kiedy w Szwecji panowała straszna bieda a dla dzieci te zabawne stroje i odwiedzanie sąsiadów było sposobem na zdobycie rarytasów. Tradycja påskkärring niezmiernie mi się podoba, to mój ulubiony element wielkanocnych obchodów w Szwecji. W przedszkolu jest z tym mnóstwo radości i zabawy.
Wielki Piątek (Långfredagen – Długi Piątek) obchodzony na pamiątkę ukrzyżowania i śmierci Jezusa na Golgocie. Dla Jezusa był to bardzo długi i wypełniony bólem i cierpieniem dzień, dlatego nazwano go Długim Piątkiem. W Szwecji jest on czerwonym w kalendarzu dniem wolnym od pracy.
Wielkanoc (Påsk) spędza się zwykle razem z rodziną przy świątecznym stole. Na wielkanocnym stole królują oczywiście jaja, przygotowane na różne sposoby. Inne typowe szwedzkie potrawy wielkanocne to jagnięcina, Janssons frestelse (zdjęcie).
Dużo jest potraw rybnych, głównie z łososia i śledzia. A na deser tort marcepanowy. Wymieniać można by długo, ale krótko mówiąc, stoły uginają się od jedzenia. Nie kupuje się tutaj prezentów z tej okazji, nie ma też tak silnej tradycji wysyłania kartek świątecznych. Wprawdzie kartkę świąteczną można w sklepach znaleźć, ale wybór jest mały. A przeciętny motyw to taki:
Ja jestem niezadowolona z tego ubogiego wyboru i zazwyczaj kartki na Wielkanoc robię sama. Życzenia składa się jednak najchętniej smsem lub życzy się wszystkim na raz (Glad Påsk) na własnej tablicy na Facebooku. Samo spędzanie Niedzieli Wielkanocnej przebiega podobnie jak u nas, może bez akcentów religijnych i obowiązkowej mszy w kościele, ale z rodziną, przy suto zastawionym stole, odświętnie.
Moi kochani!
Życzę Wam ciepłych, radosnych i słonecznych Świąt,
pełnych miłości, nadziei i wiary.
Świąt rodzinnych, spokojnych i miłych.
Wasza Monika
Wielkanoc kolorowa
Do Wielkanocy zostało już parę dni.
We wszystkich prawie domach czy to w Polsce, czy w Szwecji, czy wszędzie tam, gdzie odlicza się czas do Wielkiej Nocy, trwają i tętnią wiosenne porządki, przedświąteczny rozgardiasz, kulinarne przygotowania oraz przyozdabianie domu na ten świąteczny okres.
Ja w tym roku spędzę Święta w Polsce, w dodatku w pensjonacie w górach, więc nie tylko omija mnie obowiązek wykazania się od strony kulinarnej ale też nie ozdabiałam mojego mieszkania specjalnie, co zwykłam czynić. Ograniczyłam się tylko do wniesienia do wnętrza wiosennych kolorów, szczególnie żółtego i zielonego oraz do zrobienia wielkanocnego świecznika:
a także specjalnie, by Wam pokazać, przyniesienia ze strychu zrobionego dwa lata temu razem z mężem wielkanocnego obrazu.
Zabawy z nim było sporo. Przynieśliśmy z parku połamane gałęzie (widok pary niosącej górę chrustu wzbudzał zainteresowanie przechodniów) i w domu zaczęło się „tworzenie”. Oto efekt:
Do zrobienia tego obrazu zainspirowała mnie zapewne szwedzka tradycja wielkanocnych gałązek z piórkami. Bukietem takich gałązek też ozdabiam swój szwedzki dom, tak jak polski zawsze ozdabiałam baziami.
Te kolorowe piórka są w Szwecji trochę jakby jednym z pierwszych sygnałów zbliżających się świąt wielkanocnych.
Pełne są ich kwiaciarnie, pojawiają się na ulicach, w galeriach handlowych, w przedszkolach, w domach…..
To bardzo sympatyczny sposób wyrażenia tego jak bardzo czekamy aż wszystko wokół zakwitnie. Pamiętam jak jedna dziewczynka w przedszkolu mówiła przyglądając się maleńkim pączkom na drzewach: „Ciekawe, jaki będą miały kolor jak się rozwiną” (puszczą piórka – dosłownym tłumaczeniu). Pewnie wierzyła, że te kolorowe piórka naprawdę wyrastają na gałęziach drzew…
Te gałązki to jeden z tych barwnych elementów towarzyszących obchodom świąt wielkanocnych w Szwecji. Kojarzą mi się trochę z polskimi palmami i chyba słusznie, bo te tutaj też są pamiątką chwili, kiedy Jezus wjeżdżał na osiołku do Jeruzalem. Niektórzy mówią, że wstawiane do wazonów, ozdobione piórkami gałązki są wielkanocnym odpowiednikiem bożonarodzeniowej choinki.
O tym, z czym jeszcze związane są i jak obchodzone są tutaj te piękne Święta napiszę osobną opowieść.
Trasa Monteliusvägen
Jedną z tras, którą należy przejść zwiedzając Sztokholm jest Monteliusvägen.
Ta trasa zaczyna się i kończy przy Bastugatan, zaraz za mostem Lundabron.
Z ulicy Bastugatan skręcamy w Kattgränd.
Schodzimy po schodkach i z górki a potem przy tym słupku w prawo.
Mijamy piękny żółty dom, zazdrościmy położenia na wielką wodą w samym środku miasta i potem idziemy dalej pod górę, droga prowadzi nas właściwie sama.
Tutaj na pewno przystaniemy, żeby dać upust naszym zamiłowaniom fotograficznym. Od tego miejsca mamy wspaniały widok na panoramę Sztokholmu.
Idziemy dalej, po drodze mijamy takie oto schody w dół, którymi można zejść, jeśli ktoś chce iść dołem, wzdłuż wody,
A jeśli nie, to idzie dalej górą i patrzy na Sztokholm z góry.
Ja idę górą, bo można dojść do pięknych zakątków, zaraz zobaczycie. Na tym lekkim wzniesieniu jest skręt w prawo, przy tym czerwonym płocie.
Po prawej ręce mamy płot a po lewej taki oto widok – „zapowiedź”.
Tu kończy się płot i tu kończy się ulica Monteliusvägen. Skręcamy w lewo, a potem w prawo by po kocich łbach….
… dojść do takiego oto miejsca, które mieści się obok Maria Hissen:
To jest bardzo piękne miejsce, dla mnie to taki rodzynek w cieście.
Zwykle miejsce to nie jest zapełnione ludźmi, szczególnie poza sezonem, więc jest to z pewnością doskonała trasa na romantyczne spacery.
Mieszkam w Sztokholmie już ponad cztery lata. Szłam tą trasą nie jeden raz i za każdym razem mnie zachwyca. Odkrywam nowe rzeczy, których wcześniej nie zauważyłam albo które być może niedawno się pojawiły.
Spaceruję i mruczę pod nosem „Sztokholm jest piękny!”
Bo czyż nie jest?
































































































Najnowsze komentarze