Rok: 2013

Festiwal polskich filmów

Kiedy mieszkałam w Warszawie  byłam z kinem za pan brat.

Biegałam do kina nieprawdopodobnie często, zdarzało się, że widziałam już wszystko i musiałam czekać na kolejne filmy. Czytałam filmową prasę, znałam wszystkie recenzje, każde kino.

Po przeprowadzce do Szwecji kontakt z kinem zerwał się nagle głównie przez nieznajomość języka/języków. A filmów polskich nie grano.  Nadrabiałam przywiezionymi  z Polski filmami na płycie, ale oglądanie filmów w domu, to nie to samo, bo nic nie zastąpi atmosfery sali kinowej. Samo wejście do kina i ten przyjemny zapach popcornu i czegoś bliżej nieokreślonego działa na mnie kojąco i relaksująco…

Minęło dużo czasu zanim poszłam na pierwszy film do kina tutaj w Sztokholmie i teraz chodzę do kina rzadko – bilety są dość drogie a i moja kinowa pasja zelżała nieco. Polskiego filmu nie widziałam już parę lat, więc wieść o Festiwalu Polskich Filmów KINOTEKA przyjęłam z radością. Poprzednie festiwale przegapiłam (nie wiem jak to się stało!) a o tegorocznym dowiedziałam się z ulotki znalezionej na uczelni. Patronatem festiwalu jest Polska Institutet w Sztokholmie.

kinotekaW tym roku, na festiwalu obejrzałam film „Bejbi blues” w reż. Katarzyny Rosłaniec. Film był dobry, podobał mi się i myślę, że bardzo potrzebny. Poza tym, poznałam nowych aktorów.  Magda Berus zachwyciła mnie i z pewnością będę ciekawa jej kolejnych ról.

358898.1

Na film „Imagine” nie załapałam się niestety, bo zabrakło biletów dlatego też, żeby kolejne filmy nie przeszły mi koło nosa, kupiłam  od razu bilety na filmy krótkometrażowe i na „Mój rower”.

Z serii krótkich filmów podobały mi się filmy „Strażnicy” w reż. Krzysztofa Szota; animowany film „Co się dzieje, gdy dzieci nie chcą jeść zupy” Pawła Prewenckiego (niesamowicie budzi fantazje!) i „Vocuus” Patryka Jurka (ach jak miło było znów zobaczyć Macieja Stuhra!)

359104.1

Na „Mój rower” Piotra Trzaskalskiego czekałam bardzo, bo słyszałam, że film jest piękny. Wiem, że do festiwalu wybierane są perełki filmowe, ale ten film to niemal arcydzieło! Oczarował mnie scenariusz, muzyka, doskonałe zdjęcia, gra aktorów. Warto było zobaczyć!

0001L8

Warto było pójść na festiwal, zobaczyć znajome  z ekranu twarze, przeżyć to, co polskie jeszcze raz i jeszcze raz przekonać się, że polskie filmy mogą być świetne. Ten festiwal dał mi jeszcze jedno – poczułam się jak za dawnych czasów w Warszawie…..

Zdjęcia do tego wpisu pochodzą z internetu.

Zmiana czasu

Czas letni już za nami…

Lato było gorące, słoneczne i łaskawie zostało na dłużej. Jesień była równie słoneczna, ciepła, złota i taka piękna! W letni czas kwitnie życie towarzyskie, więcej nas poza domem, humory nam zwykle dopisują a piękna przyroda wokół nas cieszy oczy.  W letni czas codzienność jest barwniejsza a życie łatwiejsze.

Dziś w nocy przechodzimy na czas zimowy. Przestawiamy zegarki o godzinę wstecz, będziemy spać godzinę dłużej.

IMG_1039

Ale to wątpliwa pociecha, gdy pomyślę, że idą chłodne dni. Idzie zima – najpierw deszczowa, wilgotna i przenikliwie zimna. Ciemności zapadać będą już o czwartej po południu. Za chwilę spadnie śnieg, powietrze zetnie mróz, przyjdą dołki i przeziębienia. W Szwecji ta pora roku będzie długa.

Najgorszy jest listopad i przyzwyczajanie się do nowej pory roku. Listopadowe plus 5 stopni odczuwamy przytłaczająco zimno ale te same plus 5 stopni w marcu już optymistycznie ciepło. Grudzień jest wyjątkiem podczas zimy, bo ma w sobie czar oczekiwania na święta Bożego Narodzenia i świąteczny nastrój. Rozdanie nagród Nobla i wielki bankiet 10 grudnia, Lucia 13 grudnia rozświetlają i rozweselają zimowe ciemności.

W styczniu i lutym mamy jeszcze do zimy cierpliwość a śnieg może nas nawet cieszyć, szczególnie miłośników sportów zimowych. Ciężki jest marzec bo zmęczeni zimą i ciemnościami czekamy na pierwsze roztopy i pierwszy cieplejszy prąd powietrza. W tym czasie wiele osób wpada w dołki, wielu cierpi na poważne depresje. W krajach skandynawskich jest wysoki odsetek samobójstw właśnie w tym długim, ciemnym i zimowym okresie. To najciemniejsza strona zimy. A jej końca długo nie widać…. Tutaj w okolicach Sztokholmu lód na jeziorach topnieje dopiero pod koniec kwietnia. Wiosna do Szwecji przychodzi późno.

IMG_9508

Lato przeminęło dawno. Jesień się już kończy. Nadchodzi zima.

IMG_9896

Jak przetrwać ten zimowy czas? Jak zachować radość życia jak wokół tak ciemno i zimno, i do wiosny tak daleko? Skąd czerpać energię i optymizm?

Cała nadzieja w nas samych – „Gdy idą chłodniejsze dni miej cieplejsze serce”- mówi stare chińskie przysłowie. Ciepło jest w nas i dzielmy się nim! Nie pozwólmy depresji wejść w nasze i innych życie. Rozejrzyjmy się, gdzieś ktoś może tkwi samotny w domu i tęskni za ciepłem drugiego człowieka? Dajmy z siebie to, co nas tak niewiele kosztuje – uśmiech, dobre słowo, telefon, czy serdeczny mail.

Ja będę się starała  się poprzez kolejne wpisy na moim blogu dodać Wam cierpliwości, ciepła i otuchy tak, żebyśmy wspólnie przetrwali tą nadchodzącą długą zimę.

these_funny_animals

Przytulam Was mocno i życzę sił!

W pogoni za łosiem

Jakby jeleni było za mało, tamtego popołudnia, po drodze do domu z jeleniego gaju dostrzegliśmy na polu łosia.

Zatrzymaliśmy się, złapałam kamerę i ruszyłam za nim w pogoń.

IMG_0109

Goniłam go przez to pole, grzęzłam w błocie, chyba nawet go wołałam.

Pewnie mnie usłyszał, bo po krótkiej ucieczce łoś stanął, obejrzał się, obrócił w moją stronę i zaczął się na mnie gapić.

IMG_0110

Po zrobieniu paru zdjęć, zrozumiałam, że teraz to chyba on zacznie mnie gonić. A ja nie umiem szybko biegać!

IMG_0113

Kolejna blogerka?

IMG_0119

Nie znam się na łosiach i nie wiem, czy atakują, gdy ktoś mierzy je z obiektywu albo z czegoś innego, więc obleciał mnie strach. Na szczęście mąż zorientował się, że się boję i przyszedł mi z pomocą.

Łosiowi znudziło po chwili nasze towarzystwo i wrócił do swoich zajęć.

IMG_0123

A my wróciliśmy do domu ochłonąć i odpocząć po dniu pełnym wrażeń.

W jelenim gaju

Post dedykuję rodzince L.

Pani L. opowiada nam o pewnym gaju – lesie: to taki piękny, wielki niezwykły las, w którym można spotkać jelenia. (Bo miejsce to nazywa się Hjorthagen – Jeleni gaj). Pójdziecie z nami? Towarzystwo rodziny L. jest dla nas cenne, a spacer po lesie jest jednym z naszych ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu, dlatego nie trzeba nas było długo namawiać.

Nie spodziewałam się żadnego jelenia, ani sarny, (co najwyżej wiewiórki, bo to tak, jakby powiedzieć, ze w polu można spotkać łosia. Oczywiście, jak się ma szczęście).

Dlatego oniemiałam ze zdumienia, gdy zaraz jak wdrapaliśmy się na górkę, zobaczyłam  dwa jelenie.

IMG_9923

Potem jeleń zobaczył mnie.

IMG_9924

A w dole, w dali…

IMG_0326

Gdzie się nie obrócić, wszędzie zwierzyna!

IMG_9937

Tutaj zrobiliśmy sobie mały piknik.

IMG_9964

Potrzebowaliśmy rozgrzać się i nabrać sił, bo gaj jest ogromny i spacer zabiera dwie godziny.

IMG_0307

Gotowi? Nie trzeba wiele mówić, przejdźcie się z nami po gaju i zobaczcie sami:-)

IMG_0323

IMG_0313

IMG_0315

IMG_0026

IMG_0066

IMG_0021

IMG_0053

IMG_0080

IMG_0086

IMG_9932

IMG_0075

IMG_0320

IMG_0062

IMG_0341

I tak zatoczyliśmy wielkie koło i wróciliśmy na polanę.

IMG_0094

IMG_0323

Szwecja nie raz zachwyciła mnie  swoją urodą, przyrodą i naturą, ale spacer wśród tak pięknej zwierzyny był dla mnie niebywały i zapamiętam go na długo. I już co roku będę tu wracać!

Jesienny Ulriksdal

Lato było bardzo łaskawe i łagodnie przeszło w piękną złotą jesień.

Dni były długo słoneczne i jak na skandynawski klimat ciepłe a drzewa, które mieniły się wieloma barwami kusiły i wyciągały z domu: przyjdź i podziwiaj!

IMG_9338

Korzystaliśmy więc z tej pięknej pogody i do ostatniej chwili wychodziliśmy na rower albo na pieszy spacer. Jesienią bardzo lubimy park w Ulriksdal, który urzeka najbardziej właśnie o tej porze roku.

W parku, który jest częścią pierwszego na świecie miejskiego rezerwatu natury stoi pałac Ulriksdal (Ulriksdal Slott). Prowadzi do niego droga, przy której stoi najstarszy w Szwecji teatr Confidencen. Co roku latem można w nim obejrzeć spektakle teatralne, występy baletowe czy wysłuchać opery.

IMG_9362

W dali kryje się za rozłożystym drzewem biała kapliczka pałacowa.

IMG_9476

Idąc dalej mijamy stajnię pałacową, w której stoją dzisiaj resztki zachowanego królewskiego zaprzęgu.

IMG_9382

Na frontową ścianę stajni wielkie drzewo rzuca cienie…

IMG_9398

A pod nogami ściele złoty szeleszczący dywan…

IMG_9391

Przechodzimy potem przez mały mostek nad rzeczką i zaraz widzimy pałac.

IMG_9403

Oto on – Ulriksdal Slott we własnej osobie.

IMG_9417

Zbudowany został w r. 1640 a wówczas nazywał się Jacobsdal bo wzniesiony został przez dowódcę Jacoba De la Gardie, który wszedł do regencji, rządzącej krajem po śmierci Gustava II Adolfa. Pałac jest wypełniony antycznymi meblami i dziełami sztuki i jest oczywiście otwarty dla zwiedzających.

To pałac widziany z drugiej strony, od Edsviken.

IMG_9511

Dzisiejszego wyglądu pałac nabrał w wieku XVII, kiedy to „przybyła” Oranżeria, w której jest muzeum rzeźb. W oknach oranżerii przegląda się jesień…

IMG_9451

Na przeciwko pałacu jest aleja lipowych drzew.

IMG_9412

W pobliżu pałacu można odpocząć i posilić się w królewskiej kawiarence, do której zewsząd zapraszają.

IMG_9482

Można usiąść w środku ale przy tak pięknej pogodzie każdy woli usiąść na zewnątrz, dla zmarzluchów zawsze jest pod ręką przytulny pled. Miłe chwile przy aromatycznej kawie mijają bardzo szybko…

IMG_9440

Gdy już się tą chwilą nacieszymy ruszamy dalej, ciesząc oczy urokami jesieni. Mijamy mały las i łąkę, gdzie słońce bawi się z drzewami w chowanego. Ten widok aż wciąga do środka!

IMG_9464

Fotografie nie oddają niestety tego, co widzą oczy, a szkoda, bo widok jest cudny – jesień jest prawdziwą artystką. No i to światło!

IMG_9469

A na koniec wstępujemy po szklarni – kwiaciarni Slottsträdgården po cyklameny.

IMG_9495

Spacer między kwiatami jest przyjemny a przy kasie mamy zaszczyt pogłaskać kota Giggsa, stałego mieszkańca Slottsträdgården. Siedzi on zwykle na ladzie, blisko kasjerek, bo bezceremonialnie korzysta z głasków i pieszczot stojących w kolejce ludzi. To kot, który ma podobno najwięcej zdjęć i like’ów na Facebooku.

IMG_9502Możesz mnie pogłaskać:-)

Tym miękkim akcentem będę kończyć dziesiejszą opowieść, choć o Ulriksdal mogłabym jeszcze powiedzieć sporo, bo to wdzięczny do opisywania park kryjący wiele pięknych zakątków.

Jest urokliwy i ma coś w sobie przyciągającego.

Zapewne zauważyliscie, że na blogu mnie teraz mniej i że wpadam coraz rzadziej. Studia okazują się trudne i wymagają ode mnie, bym poświęciła nauce więcej energii i czasu. Choć oczywiście w myślach tworzę nowe wpisy i w myślach jestem z Wami, moi kochani czytelnicy.  Blog jest moją odskocznią i wielka frajdą, zarówno mój własny jak i blogi innych, ale muszę przedłożyć studia nad swoje pasje. Nie chce jeszcze się z blogiem rozstawać ale pojawiać się będę teraz od czasu do czasu przez pewien okres . Mam nadzieje, że nie zaważy to na Waszej sympatii do Polki w Szwecji. Chciałabym przy okazji też podziękować Wam za ciepłe słowa w komentarzach ale przede wszystkim za przemiłe maile jakie od Was dostaję. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie od razu, ale wiedzcie, ze sprawiacie mi nimi wielka przyjemność. Dodajecie mi skrzydeł!

Gorąco Wam dziękuję i przytulam Was do serca!

 

Smaki jesieni

Jesień ma specjalny smak.

A właściwie kilka smaków, które sprawiają, że lubię jesień jeszcze bardziej. Smak numer jeden to absolutnie grzyby! Uwielbiam grzyby choć ciężko mnie zagonić do grzybobrania. Pracochłonne i czasochłonne przyrządzanie też działa na mnie zniechęcająco, ale zaciskam zęby i szoruję te kurki, smażę i duszę, i tylko kurki jesienią mogłabym jeść.

No właśnie. Kurki to czy rydze? Szwedzka nazwa tych leśnych owoców to kantarelle. Uwielbiane przez szwedzkie podniebienia a ostatnio i przez moje. Ostatnio, bo tak jak do bułeczek cynamonowych, do kantarelli musiałam się przyzwyczaić. Tęsknię za naszymi szlachetnymi borowikami i za maślakami rzecz jasna, ale tutaj jakoś ich nie widuję. Może za słabo się rozglądam?
Na grzybobraniu byliśmy w tym roku raz, ale nic nie wyszło z tego grzybobrania. Albo lato było za suche i za gorące, albo las nie ten, albo my za bardzo zakochani. Im dalej w las i im bardziej malała szansa na zauważenie tego, czego szukamy, tym bardziej rósł nasz apetyt na te żółte grzyby.

Szukaliśmy takiego widoku:

7103967-AuumW

No chociaż takiego…

kantarel

…. nic! Nawet muchomora.

Rozczarowani pojechaliśmy do sklepu i zobaczyliśmy piękne, świeżutkie, kraj importu Polska.

kantareller m

Nie mam na nie specjalnego przepisu, duszę je zwyczajnie na maśle. Z odrobiną soli. Delektuję się jak cennym rarytasem. Boskie! Znajomy Szwed mówi, że on dzieli grzyby na kantarelle i na zwykłe grzyby. Wszyscy tutaj kochają kantarelle, mają do nich szczególny sentyment a ich smak i zapach towarzyszy im całą jesień.

IMG_8855

Innym smakiem, który kojarzy mi się z jesienią to smak dyni. Małymi ozdabiam kuchnię,

IMG_7426

a z dużych robię zupę krem.

Nie robię z dyni wykwintnych potraw, bo chyba nawet się nie da, ale jako zupa krem z odrobiną ostrej i rozgrzewającej chilli, na lunch w chłodne jesienne dni jest wyśmienita!

IMG_9120

No i oczywiście – smak numer trzy – jabłka!

Zjadamy cały rok, ale jesienią chce nam się je przerabiać na różne sposoby – piec, smażyć, suszyć i słodzić,  i tym samym osładzać jesień.

IMG_9245

Mój mąż uwielbia pieczone w całości z cukrem lub dżemem.

IMG_9318

Ja nie pogardzę słodkim pieczonym jabłkiem, ale wolę suszone:-)

Moja mama zawsze jesienią dbała o to, by tych jabłkowych pyszności był odpowiedni zapas. Zdrowe i pyszne i takie jesienne! Pasują doskonale do chwil z książką, świetnie się pogryza podczas filmu (zamiast chipsów). Suszone naturalnie są lekko gumowe, a suszone w piekarniku są chrupiące i takie pyszne!

IMG_9301

Ze wszystkich pór roku zdecydowanie najbardziej smakuje mi jesień. Ach, żebym jeszcze umiała piec szarlotkę….

Dziesięć przykazań czyli Jantelagen

Natura Szwedów jest bardzo zazdrosna.

A owa zazdrość wyraża się najbardziej w pragnieniu, żeby wszyscy byli równi. Dążenie do równości jest mocno zakorzenione w szwedzkiej mentalności i wszelkie przejawy bycia „ponad” spotykają się z niechęcią i zazdrością właśnie. Dlatego Szwedom, ba, wszystkim Skandynawom właściwie, dobrze jest znane i skrycie hołubione Prawo Jante (Jantelagen).

Pojęcie Jantelagen  stworzył pisarz  duńskiego pochodzenia Aksel Sandemose w swojej książce „Uciekinier w labiryncie” (1933). W jego powieściowym duńskim miasteczku Jante obowiązuje zasada, która jest jak tablica dziesięciu przykazań mówiących mieszkańcom Jante co myśleć i jak postępować.

1. Nie sądź, że jesteś kimś.
2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
5. Nie sądź, że wiesz więcej, niż my.
6. Nie sądź, że jesteś czymś więcej, niż my.
7. Nie sądź, że coś potrafisz.
8. Nie masz prawa śmiać się z nas.
9. Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
10. Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

Ogólne i dobitne przesłanie tych praw mówi im: „Nikt nie jest kimś specjalnym. Nie próbuj wyróżniać się ani udawać, że jesteś pod jakimkolwiek względem lepszy od innych”. Przejawy wyższości są potępiane a skromność jest w cenie.

W moich oczach stosowanie się do tych praw (świadome lub nieświadome) odzwierciedla się w ich nieskończonej tolerancji. Gej jest takim samym człowiekiem, jak hetero, kobieta jest równa mężczyźnie, upośledzeni są traktowani normalnie, wszyscy jesteśmy równi. Mam też odczucie, że te przykazania są obroną własnej wartości, nikt nie ma prawa jej zaniżyć i tym samym przygnębić drugiego człowieka. Prawo Jante można rozumieć odwrotnie, co w sumie daje i tak ten sam efekt: „Powinieneś wierzyć , że jesteś tak samo dobry jak inni, tak samo mądry, i masz takie same prawa”. Innym przejawem stosowania się do tych niepisanych praw jest niechęć Szwedów do konfliktów i stoicki spokój, którego im bardzo zazdroszczę.

Wiele razy przerabiałam Jantelagen na różne sposoby i im dłużej tu mieszkam, tym wyraźniej widzę te przykazania w codziennym życiu. Nie pochwalam zazdrości ale nad wyraz cenię tolerancję a równouprawnienie bardzo mi pasuje.

Jednym z aktualnych i bardzo mocnych przykładów szwedzkiej tolerancji był wczorajszy wyśpiewany protest na stadionie olimpijskim w Sztokholmie potępiający rosyjską nietolerancję do hbtq (homosexuella, bisexuella, transsexuella i queer). Ten olbrzymi chór zaśpiewał pod przykazaniem:

          Żyj i pozwól żyć innym.

COLOMBIA-GAY PRIDE-PARADE

Pieśń – hymn uslyszysz, jesli klikniesz na zdjecie z flaga.

Dziś Szwecja jest słodka!

Gdy przyjechałam pierwszy raz do Szwecji poczułam TEN zapach.

Nie wiedziałam co to za zapach ale często czułam go w powietrzu. Szybko odkryłam, że to zapach cynamonowych bułeczek (kanelbulle).  Szwedzi kochają słodkie wypieki ale chyba najbardziej właśnie te bułeczki. Podobnie jak bułeczki szafranowe (lussekatter), o których pisałam wcześniej, w Polka w Sztokholmie, wafle czy semle, które udało mi się upiec,  cynamonowe bułeczki też mają swój dzień w kalendarzu.

IMG_9108

Choć Szwecja zajada się nimi przez cały rok, to czwartego października rozkoszuje się nimi szczególnie. Ten dzień jest trochę trochę jakby znakiem, że zaczyna się sezon „siedzenia” w domu, pieczenia, pichcenia i osładzania sobie tym samym chłodnej już jesieni.

IMG_9141

Słodkie, kaloryczne a dla kogoś, kto lubi cynamon (kanel) wręcz przepyszne. Ja musiałam się trochę przyzwyczaić do ich smaku i teraz dość często daję się na nie skusić.

IMG_9143

Dziś zjadłam kilka (o zgrozo!) ale o odchudzaniu pomyślę jutro. Zresztą, przyda mi się trochę ciałka na zimę!

IMG_9156

Lubię je bardzo ale zdarza się czasami, że zamieniałabym nawet kilka tych bułeczek  na jednego świeżutkiego pączka z marmoladą…

Teatr dla Polonii

Są w Szwecji pewne dwie kobiety, które wnoszą do życia szwedzkiej Polonii wiele iskier radości.

W szarą i pracowitą codzienność Polaków na obczyźnie wplatają uśmiech, radość i czar dnia odświętnego. Stwarzają okazje nie tylko do dobrej zabawy i spotkania znajomych, ale także dają coś, czego wielu będącym na emigracji bardzo brakuje – kontakt z polskim teatrem.

Polart

Pani Elżbieta Jakubicka i pani Joanna Janasz co kilka miesięcy zapraszają do Szwecji aktorów teatralnych z często trafionymi w dziesiątkę sztukami lub znane kabarety z wybornymi programami. Zapraszają jednych z najlepszych a przedstawienia w Sztokholmie wystawiane są dokładnie w takiej samej formie jak i w Warszawie, z najdrobniejszymi detalami. Dekoracje prosto z warszawskiego teatru są starannie pakowane i przewożone z mozołem tu do Sztokholmu, gdzie są montowane . Na duże słowa wdzięczności zasługuje Polferries, które wspiera te przedsięwzięcia tanim transportem miedzy Polską i Szwecją.

Początki nie były łatwe. Jako osoby wcześniej nie zajmujące się organizowaniem tego typu przedsięwzięć, zaprosiły pierwszy teatr w1991 r. (to był Teatr Kwadrat) nie wiedząc, co się z tym wiąże.  „Na kilka dni przed przyjazdem musiała być zrobiona szczegółowa lista rekwizytów po łyżeczki do kawy włącznie” – opowiada Pani Joanna – „w związku z tym lista przedmiotów do odprawy celnej była gruba jak zeszyt. (…) Wszyscy mieszkali u nas w domach i byli na naszym garnuszku i musieli zostać cały tydzień, bo prom chodził raz w tygodniu.”  Bogu dzięki, niedogodności i koszty nie zniechęciły pani Elżbiety i pani Joanny. Tak się zaczęła trwająca już 22 lata przygoda z PolArt – skrót pochodzi od słów polscy artyści. Swoją działalność traktują jak hobby i wielką frajdę ale tak naprawdę kryje się za tym mnóstwo pracy, wytrwałości i inwencji, okupionej zapewne często ogromnym stresem.

IMG_8893

Dzięki nim wiele osób, szczególnie w Sztokholmie może korzystać z rozrywki jak również usłyszeć inną polszczyznę niż tę używaną na co dzień w wielu domach.  Ponadto przedstawiają nam nowych aktorów, nieznanych jeszcze polskiej publiczności w Szwecji. Dla wielu Polaków, którzy z różnych względów nie mogą pojechać do Polski, takie spotkanie z polskim teatrem na szwedzkiej scenie jest bezcenne. Rozmawiając zaś z Polakami mieszkającymi w Norwegii, Danii czy Finlandii, usłyszałam, że zazdroszczą nam trochę tej możliwości tak częstego kontaktu  z teatrem polskim.
Za popularyzację polskiej kultury w Szwecji w 2005 r. obie panie otrzymały nagrodę Polaka Roku.

Ja sama gdy znajdę się w takim teatrze, wśród Polaków, to jakbym nagle znalazła się w Polsce – dobiegający zewsząd, i z widowni i ze sceny język polski jest dla mnie wręcz wzruszający. Przypomina mi o tym, że jestem Polką, jestem jedną z Was. I czasami naprawdę mam ochotę wstać i wszystkich na raz uściskać i żal mi, że nie wszyscy ze sobą rozmawiają. Często w sztuce, między słowami można wyczytać, co się właśnie dzieje w Polsce, jakie są polskie realia.

Wczoraj udaliśmy się do Teatru Maxim na francuską komedię Prawda. Bawiliśmy się wyśmienicie!

plakat-PrawdaNa przestrzeni kilku lat miałam wiele okazji po spektaklu porozmawiać chwilkę lub zamienić parę słów z ulubionymi aktorami, podziękować za występ czy też powiedzieć im coś prywatnego od serca.

IMG_8901

Co prawda bardzo rzadko ale zdarza się możliwość spotkania z ulubionym aktorem.

IMG_8906

Kabaret Ani Mru Mru lub Kabaret Moralnego Niepokoju potrafili rozbawić publiczność do łez.

ja i michal

Wyjście do teatru to dla mnie wielkie święto dlatego z utęsknieniem czekam na każdą kolejną sztukę.

Mam wrażenie, że te spektakle, poprzedzony nimi kolportaż biletów poprzez nasze polskie sklepy, informacje na Polonii Info, w Nowej Gazecie Polskiej jak i „sieć pantoflowa” o  kolejno zbliżającym się przedstawieniu tak pozytywnie oddziałują i w pewnej mierze cementują naszą Polonię szwedzką.

112_IMG

IMG_8899

O ile uboższe byłoby życie na tu emigracji, gdyby nie te dwie wspaniałe kobiety.

Dziękuję Wam, Pani Elu i Pani Joanno!

To już cztery lata…

Cztery lata temu, 27 września 2009 r. przeprowadziłam się do Szwecji na stałe.

Bardzo chciałam być z moim obecnym mężem i właściwie z radością szykowałam się do emigracji, ale gdy wsiadłam do samolotu zrobiłam się nagle przerażona, niepewna czy dobrze robię, niewiedząca, co mnie czeka, smutna. Było mi autentycznie wstyd przed Polską, że ją opuszczam, tak się zarzekałam, że nigdy nigdzie nie wyemigruję.

Początki tej emigracji były trudne, ale tak jest zawsze. Moje początki przypadły na chłodną jesień i zaraz wkrótce zimę, surową i mroczną jak na Szwecję przystało. Ale czas mija szybko, po zimie przyszło lato a wraz z nim nowe spojrzenie na Szwecję – mój nowy kraj stał się cieplejszy i o wiele ładniejszy. Potem przyszła praca w moim zawodzie i poczułam się tu potrzebna. Pojawiły się plany, marzenia, zaciekawienie. Z każdym rokiem czuję się w Szwecji coraz lepiej a moje korzenie wrastają coraz głębiej. Jestem tutaj szczęśliwa.

IMG_8811

To dla mnie ważny dzień, dlatego każdą rocznicę imigracji świętuję – tradycyjnie cynamonową bułeczką. Gdy zapalam świeczki, życzenie mam zawsze takie samo – by zawsze czuć się tutaj jak w domu.