Rok: 2015
Przepis na twarożek
To wprawdzie nie jest blog kulinarny, ale jest taka jedna smakowita rzecz, o której postanowiłam napisać.
A mianowicie twaróg.
Powód napisania i zobrazowania robienia twarogu jest nawet związany z tematem emigracji, bo tutaj, w Szwecji bardzo mi brakuje polskiego prawdziwego twarogu, a w szwedzkich sklepach nie widuję takiego typowego białego sera. Szwedzi jadają serek keso i jakieś inne twarogowo – podobne twory, ale to nie to samo.
Są jeszcze polskie sklepy, ale nie raz nacięłam się na twaróg przeterminowany, ponadto, sprowadzane z Polski są dosyć drogie a i mnie do polskiego sklepu nie po drodze. Ja kupuję szwedzki „kefir” (filmjölk – original fil) zawsze ten, co na zdjęciach. Filmjölk firmy Arla kosztuje tylko 10 koron, a smak zrobionego z niego twarożku bardzo przypomina ten polski tradycyjny twaróg.
Nie wiem, jak radzą sobie z twarogiem Polacy tutaj mieszkający, ale niedawno była u mnie znajoma, która mieszka w Szwecji wiele lat i przyłapała mnie na robieniu własnego twarożku. Zaskoczona i nieco zszokowana tym prostym i tanim sposobem, kazała mi obiecać, że o tym napiszę na blogu.
Sposoby są dwa, ale ja od 5 lat stosuję jeden i sprawdza się znakomicie.
Filmjölk zamrażam i trzymam go w zamrażarce minimum dobę, ale im dłużej tym lepiej.

Potem rozmrażam. Właściwie to on sam się rozmraża, w swoim tempie, w temp. pokojowej.


Stoi sobie tak ten filmjölk i dochodzi do siebie. Trwa to zwykle co najmniej pół dnia. Czasami z zamrażarki przekładam go do lodówki, rozmraża się wtedy całą dobę, powoli, potem wyjmuję na zewnątrz i rozmrażam dalej.
Potem, gdy już jestem pewna, że się dobrze rozmroził (wystarczy potrząsnąć), wlewam go do takiego woreczka z gazy (gotowe można kupić np. w ICA). Ale sprawdza się też kawałek gazy.

Filmjölk się „odsącza” parę godzin, w zależności, czy chce się mieć serek bardziej suchy, czy wilgotny. Im dłużej się odsącza, tym jest bardziej suchy.


Gotowy przekładam do zamykanego pudełka i już.

Jest jeszcze drugi sposób – gotowanie. Bez potrzeby mrożenia, kefir się gotuje kwadrans i odsącza jak zwykle.

Ja raz tak próbowałam, ale po pierwsze się poparzyłam, po drugie karton się zaczął rozklejać, a po trzecie serek miał potem inną, mniej apetyczną konsystencję.

Nie piekę serników, więc nie wiem, jak taki twarożek sprawdziłby się w pieczeniu. Ja ten pyszny twarożek, posypany ziołową solą zjadam po prostu z chlebem.

Polecam!
Święto Wiśni i japońskie akcenty
Dziś w Kungsträdgården było Święto Wiśni.
Wiele mówić nie trzeba, fotografie oddadzą ten klimat, mam nadzieję. Wszechogarniający róż, ogromne tłumy, moc słońca i japońskie akcenty. Skorzystałam z okazji i zapytałam jednej Japonki czy to wiśnie, czy magnolie. Dostałam odpowiedź, że wiśnie. A jednak!



Na wspólne świętowanie namówiła mnie Joasia. Dziękuję Joasiu, że mnie wyciągnęłaś z domu!










Drzewa te kwitną w najlepsze, a ich okazałą urodą możemy się cieszyć jeszcze tydzień, może dwa. One tak szybko przekwitają…
Różowe przebudzenie
Zaczyna się!
Kungsträdgården budzi się do życia w swoim najsłodszym różowo-cukierkowym wcieleniu. Ja na ten słodki widok czekam co roku z utęsknieniem!

Nooo, nie tylko ja…



Do Ogrodu Króla (Kungsträdgården) ciągną ludzie z całego miasta, bo kiedy te dwie aleje, po długiej szarej zimie zaczynają przybierać swoje wiosenne różowe szaty, nabierają też urzekającej i przyciągającej mocy.




Dla ciekawych historii ogrodu malutka opowiastka: Kungsträdgården to najstarszy ogród w Sztokholmie. Początkowo należał do króla i był zamknięty dla szarych mas, mimo, że ci zebrali na ogród spore pieniądze. Ale ludzie swoimi krwawymi demonstracjami doprowadzili do tego, że park został otwarty dla wszystkich. A niecałe 40 lat temu władze miasta postanowiły zbudować w tym miejscu stację metra i w tym celu wyciąć wszystkie wiązy. I tak jak poprzednio Sztokholmczycy stanęli do walki o park. Tym razem w obronie drzew – wiązów i lip. Przywiązali się do nich nie pozwalając ich ściąć. Jakiś czas później posadzono dookoła dużej fontanny drzewa wiśniowe.

O Kungsträdgården pojawi się jeszcze wzmianka, bo to dopiero początek.
A za tydzień, w sobotę 18 kwietnia odbędzie się tutaj Dzień Wiśniowego Kwiecia. Więcej na www.kungstradgarden.se
Paczka
Wracam spokojnie do domu, po udanej kawie z przyjaciółką i dostaję smsa od męża, że w domu czeka na mnie niespodzianka.
Niespodzianek dawno nie miałam, więc się zdenerwowałam nieco i powrotna droga do domu bardzo mi się dłużyła. Wchodzę zaniepokojona i już widzę z daleka w kuchni na stole… paczkę.
Poznając po piśmie, że to tata jest jej nadawcą, wydaję okrzyk radości. Paczka od rodziców! Ale ciężka!

Otwieramy paczkę z radością, kot się oczywiście przyłącza, bo w środku same smakołyki.



Mam kochanych rodziców! Przysłali nam to, co najbardziej uwielbiamy i za czym najbardziej tęsknimy! Moje cukierki michałki, Adasia śliwki w czekoladzie, polskie nieocenione szynki, kabanosy, smalec ze skwarkami, wysokie obcasy extra, wedlowskie czekolady, zrobiony na drutach matczynymi rękami dla mnie sweterek…
Mamo i Tato, nie macie pojęcia, jak wielką nam sprawiliście przyjemność!





Wzruszyłam się, naprawdę! To nieeleganckie tak się chwalić, ale musiałam o tym napisać, bo to jest jeden z tych pięknych momentów, które towarzyszą emigrantom na całym świecie. Moment, kiedy już wiesz, że świąt nie spędzisz ze swoimi bliskimi i przychodzi do ciebie kilka kilogramów twojego kraju, za którym się mimo wszystko tęskni, jest wart uwiecznienia!

Szczęśliwi ci, którzy mają w te piękne, wiosenne i optymistyczne święta swoje rodziny obok siebie. Szczęśliwi ci, którzy spędzą Wielkanoc tutaj, czy tam, obojętnie, ale z całą rodziną. Kiedy się spotkacie, doceńcie to i mówcie sobie, jak bardzo się kochacie i jak bardzo za sobą tęsknicie.
Wesołych Świąt, kochani!
Matka i jej pierś
Niedawno w dzienniku Metro pojawił się taki obrazek/historyjka.

– „Przepraszam, czy mogłabyś przynieść coś do przykrycia, żebym nie musiał oglądać tego tam? Można stracić apetyt!”
– „Oczywiście, znajdę coś.”
– „Wyśmienicie.”

– „Gotowe! Czy już lepiej?” …. „Co? Nie słyszę, co mówisz….”
Dla mnie obrazek ten był zaskoczeniem, bo nie zauważyłam tutaj, w Szwecji, żeby publiczne karmienie piersią było dla kogokolwiek problemem. Widuję karmiące w publicznych miejscach matki, często widzę niemowlęcą buźkę wessaną w nagą pierś. W moich oczach jest to widok bardzo rozczulający, ale najwyraźniej nie wszystkim on odpowiada.
Nigdy nie miałam odwagi sfotografować takiej mamy, poza jednym wyjątkiem, na Gotlandii.

Czy to nie jest piękny widok?
Ale rozumiem, jednym się podoba bardziej, drugim mniej. Od czasu do czasu w mediach można zauważyć, że ktoś porusza kwestię publicznego karmienia piersią, ale koniec końców, taki „oburzony” zostaje przez społeczeństwo „uciszony”. Tak ja to rozumiem.
Powiedzcie mi, karmiące mamy, czy spotkałyście się z nieprzyjemnymi reakcjami? Tutaj, w Szwecji?
A mamy w Polsce? Czy w Polsce wciąż jest taka żarliwa dyskusja na temat publicznego karmienia piersią? A jak jest w innych krajach i na innych kontynentach?
Zapraszam do dyskusji 🙂
Ludzie listy piszą
Dostaję od czytelników mnóstwo przeróżnych listów.
Zawsze staram się odpowiedzieć i w miarę możliwości pomóc, ale dzisiaj się załamałam. Może ktoś mógłby mnie wesprzeć i poradzić temu panu?…
Dzień Dobry. Nazywam się xxx i obecnie jestem w Norwegi. potrzebna mi jest pomoc w zalogowaniu na stronę „Tradera”. Wpisując datę potrzebny jest numer ubezpieczenia . Chciałbym zapytać Pania czy ja mam możliwośc zarejstrować się do tego portalu czy mogła by pani ewentualnie to sprawdzić ? Jestem zainteresowany ceramiką Gantofta , bardzo podobają mi się te płytki ceramiczne malowane ręcznie , mam już kilka kupiłem na starociach tu w Norwegi ale na tej stronie jest dużo aukcji płytek i chcialem sobie kilka jeszcze kupić. Może Pani zna inne strony gdzie można oglądnąc taką ceramikę i kupić oczywiście w rozsadnej cenie . Będę oczekiwał odpowiedzi od Pani , dziękuję i pozdrawiam .
Wszystkie rozsądne porady przekażę autorowi tego listu.
Dziękuję.
Pierwszy Dzień Wiosny
Dziś nagle, przed 11, dosłownie z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej.
Pierwszy dzień astronomicznej wiosny, a tu zbiera się na burzę?
Szybkie odwiedziny u wujka Google, no tak, dzisiaj około godziny 11 ma być zaćmienie słońca! Chwyciłam aparat i pobiegłam do okna.





Rarytas, raz na dwadzieścia cztery lata się zdarza! A już zaćmienie słońca w pierwszy dzień wiosny, to chyba raz na tysiąc…
Tyle wiosny w całym mieście!
Uwielbiam ten widok i ten pierwszy moment, zaraz po zimie, kiedy deptak nad wodą tuż przy Starym Mieście zaczyna powoli wypełniać się spragnionymi słońca i stęsknionymi za latem ludźmi.




Od kilku dni jest tak słonecznie, i choć dosyć jeszcze chłodno, to tak przyjemnie, że nagle jakby więcej ludzi jest w całym mieście. Bo słońce nie pozwala siedzieć w domu. I już wszyscy na zewnątrz kawę piją, jeszcze pod kocem, ale pod gołym bezchmurnym niebem. Ptaki w koronach drzew śpiewają jakby na nutę allegro, w ludzkich sercach jakby więcej optymizmu. Wiosenna machina ruszyła.




Na trawnikach, skwerach, na rogach ulic ktoś wystawia twarz do słońca, to typowy widok na wiosnę. Tegoroczna zima była łaskawa, wiosna przyszła wcześniej, ale i tak się na to słońce sporo naczekaliśmy.

I nie uwierzycie, ale widziałam już pierwszy piknik z grillem w tle…

Przyroda budzi się do życia… Nietypowe tutaj, bo o cały miesiąc za wcześnie!


I życie towarzyskie też. Udało mi się wreszcie poznać nową, obiecującą blogerkę ze Sztokholmu, Gabrysię, z Direction: Sweden. Super dziewczyna!

W domu też wiosennie, słońce wypełnia dom po brzegi, ale przez nie, niestety, mam tylko jedną uporczywą myśl: trzeba umyć okna!





Nie piszę już o prywatnych sprawach, ale zapewniam, że u mnie (u nas) wszystko naprawdę wspaniale. Kwitnę razem z wiosną!
Przesyłam wielkiego wiosennego całusa i słoneczne pozdrowienia,
Wasza Monika
Tack för senast!
Podoba mi się tutaj zwyczaj formalnego dziękowania za spotkanie, czyli zwrot Tack för senast! (czyt.: tak for sjenast), co oznacza: Dziękuję za ostatnio.
To podziękowanie za ostatnie spotkanie – za obiad, wspólną kawę, czy przyjęcie urodzinowe. Do dobrego tonu należy, a właściwie wypada podziękować osobie (osobom), która nas zaprosiła. Za minione ostatnie spotkanie dziękują też osoby, które zaprosiły, ale zazwyczaj pierwsza robi to osoba zaproszona, szczególnie po większym przyjęciu, czy obiedzie.
Można podziękować poprzez przesłanie kartki okolicznościowej, a gotowych, z tekstem tutaj nie brakuje. Można również zadzwonić i podziękować, co będzie bardziej osobiste, a nawet odebrane jako najprzyjemniejsze i najcieplejsze.
Można też krótko – smsem, szczególnie po wspólnej kawie na mieście. Nikt nie obrazi się, gdy podziękujemy pisząc mail, choć to już jest bardziej formalne, nieco chłodniejsze i ta forma używana jest rzadziej. Najważniejsze jednak jest, żeby podziękować i powiedzieć, że było miło (smacznie, wesoło, przyjemnie), pochwalić za miłe towarzystwo, piękną oprawę czy dobre zorganizowanie, oraz pamiętać, by podziękować najpóźniej następnego dnia.
Nie podziękowanie może zostać odebrane bardzo negatywnie, gospodarz może pomyśleć, że przyjęcie się nie podobało i ci goście nie chcą więcej podtrzymać kontaktu, ale więcej nie już przyjdą, bo raczej nie zostaną zaproszeni drugi raz. Łagodniej traktowani przez Szwedów są obcokrajowcy, bo ci z kolei nie znają tej tradycji formalnego dziękowania i nie mają takiego zwyczaju, ale ja myślę, że chcąc mieszkać w tym kraju warto wiedzieć, jak się w różnych okolicznościach zachować.
Dla przykładu kilka szwedzkich formułek podziękowań:
Tack för en underbar vistelse hos er. Er underbart goda mat och det äkta varma bemötande vi fick.
Tusen tack för den fantastiska middagen ni serverade oss i den vackra gården!
Hjärtligt tack för senast, det var en fantastisk fest!
Semla, Tłusty Wtorek i moc słońca
W Polsce na Ostatki jest Tłusty Czwartek, a królem tego dnia jest pączek, w Szwecji zaś jest Tłusty Wtorek, a królową jest semla.
Semla to deser ze słodkiej bułeczki pszennej wypełnionej masą migdałową i bitą śmietaną, posypany cukrem pudrem. Jada się je przez cały karnawał i nawet po karnawale, bo protestancka Szwecja nie pości, ale największy boom jest w Tłusty Wtorek, który w tym roku wypada 17 lutego. Dzień ten w kalendarzu widnieje jako Dzień Semli (Semmeldag) lub Tłusty Wtorek (Fettisdag).


Ja trzymam teraz żywieniowy reżim, zmniejszyłam ilość spożywanego cukru do minimum. Miałam taki plan, by nie jeść słodkiego w ogóle, ale co to za życie bez słodyczy, dlatego co dni parę pozwalam sobie na cukierka, albo słodką bułeczkę, ale na semlę apetyt rósł mi już od miesiąca, (bo semle biją „po oczach” już niemal od początku stycznia), dlatego kupiłam jedną (mój mąż jest bardziej wytrwały w diecie bezcukrowej niż ja) i pochłonęłam ją z wielkim smakiem i jękami, których nie powstydziłaby się Nigella Lawson.

Z tych samych powodów w tym roku nie piekłam semli, ale raz mi się to zdarzyło i wyszły pyszne, a przepis i garść ciekawostek o tym wypieku zawarłam TUTAJ.

Dziś dorzucę inną ciekawostkę, w tym roku hitem są semle zawijane jak kebab, nazywają je semmelwrap, wrapsemla lub semla-to-go.

Semmelwrap można kupić (z tego, co widzę) tylko w cukierni Tössebageriet na eleganckiej ulicy Karlavägen. Kolejki tam długie, ale nikt się nie poddaje 😉 Ja byłam tam wczoraj, więc wyobrażam sobie, co się tam dzieje w Dzień Semli!

Semmelwrap wymyślił pracujący tam cukiernik, z myślą, żeby człowiek mógł w tych dzisiejszych, wiecznie zabieganych czasach pochłonąć semlę w drodze, w biegu, między pracą a dodatkowymi zajęciami, tylko czy to ma sens? Czy się ten smak poczuje pędząc i patrząc pod nogi, albo stojąc na stacji metra?

Wydaje mi się, że wszędzie dookoła jest pełno pochłaniających jedzenie na stojąco, w biegu, w pociągu. Zauważyłam też, że Sztokholm coraz grubszy jest, coraz więcej widzę otyłych ludzi. Ale jak nie przytyć, jeśli na każdym kroku można kupić cynamonową bułkę, hamburgera, frytki, muffiny, a unoszący się w powietrzu obłędny zapach kawy tylko wyostrza apetyt? Społeczeństwo coraz bardziej syte, coraz pulchniejsze, po co dolewać oliwę do ognia i robić nawet z takiej ładnej semli fast food? Nie podoba mi się to.

Widok semli na tle chodnika rzeczywiście odbiera mi apetyt. Chowam semlę z powrotem do torebki i niosę do domu. Będzie do popołudniowej kawy.

***
Choć zima w pełni, to słońca jest coraz więcej i światło już inne jest. Ostrzejsze, jaśniejsze, jakby… pocieszające.
Mróz potrafi jeszcze czasem dokazać, ręce bez rękawiczek kostnieją, lodowaty wiatr przenika grube czapy. Przez jakiś czas było na plusie, ale teraz zrobiło się naprawdę okropnie zimno, (wiem, wiem, na północy mają gorzej).


Ale za to ostre słońce sprawia, że ludzie wysuwają się zza ciepłych kapturów, czapek i szali, i wystawiają do nieba stęsknione twarze. Uśmiechnięte twarze, bo radości i pociechy ze światła nie da się ukryć, słońce ma moc!



Przebrnęliśmy przez ciemny styczeń, luty już na półmetku, i choć wiem, że jeszcze przyjdą zawieje, zamiecie i śnieg po kostki, dni są jednak coraz dłuższe i jaśniejsze, codziennie o odrobinę, ale są!

Tak niewiele potrzeba – parę promieni słońca. Człowiek czuje się coraz lepiej i nadziei nabiera, jak świeżego powietrza w płuca. Jeśli komuś zima daje tak popalić, że ani słońce, ani semla nie pomagają, polecam taki łatwy w obsłudze program, który doprowadza wszystko do porządku jednym kliknięciem. Kliknijcie na zdjęcie, a potem na klawisz i przekonajcie się sami:
Monika



Najnowsze komentarze