Autor: polkawszwecji

Plasterek

Moje marzenie się spełniło, mam kotka!

Nie było to łatwe zadanie, ale w końcu go znalazłam. Jest najprawdopodobniej kocurkiem, ma kolorki dokładnie takie jakie chciałam i będzie miał na imię Plaster. Ma dopiero 5 tygodni i będzie u mnie w domu na początku lipca.

IMG_7540

IMG_7541

IMG_7545

IMG_7558

Spędziłam z kociakiem mnóstwo czasu dzisiaj ale musiałam go oddać mamie i teraz muszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać jeszcze 7 tygodni… Mam mnóstwo pytań związanych z opieką nad kotem, ale mam nadzieję, że wśród moich czytelników znajdują się właściciele kotów, którzy podzielą się ze mną swoim doświadczeniem.

IMG_7553

Kotek mieszka w Adelsö, skąd niedaleko już do Birka, (Björkö), najstarszego miasta w Szwecji, które przy okazji zobaczyliśmy. O szwedzkim Biskupinie napiszę niebawem. A ja już dziś życzę Wam słonecznej niedzieli.

Do zobaczenia!

Moja cudowna grupa

Dziś zakończyłam studia.

Razem z nauczycielami urządziliśmy słodkie i radosne zakończenie roku.

IMG_7423

To było nasze ostatnie uczelniane spotkanie ale mam ogromną nadzieję, że  nie ostatnie w ogóle, bo…

No właśnie. Nadszedł czas, by napisać parę słów o mojej grupie. Początkowo było nas około 20 osób, do końca dotrwało 6. Emily, Ludvig, Emmelie, Verena, Astrid i ja. Od samego początku w naszej grupie panowała bardzo serdeczna atmosfera. Głównie dzięki Emily (tej w zielonej spódniczce), która wszystkich tuliła i o wszystkich dbała. Nauczyła nas wszystkich, że jesteśmy jak kochające się rodzeństwo. Mnie traktowano od początku bardzo ciepło. Pilnowali, żebym nie przegapiła żadnej lekcji, zadania, żebym nie zgubiła się w czeluściach naszej uczelni. W tym semestrze, w mniejszej grupie starali się spotykać, żeby się razem uczyć i nigdy nie zapomnieli powiadomić mnie o tym i zaprosić do wspólnego wyjścia. Mimo, że chodziłam z nimi bardzo rzadko. Przegadaliśmy wiele godzin, cierpliwie odpowiadali na moje pytania o szwedzką mentalność, mnie wypytywali o polską. Nauczyli się mówić po polsku Żaba Monika. Choć na co dzień byłam dla nich po prostu Poleczką (Lilla Polka).

To są ludzi młodzi, o wielkiej tolerancji. Nigdy nie dali mi odczuć, że jestem „obca”. Traktowali mnie jak swoją. Okazywali miłość i szacunek na każdym kroku. Płakali razem ze mną, gdy umierała moja Babcia. Cieszyli się z moich blogowych i innych sukcesów. Pokazywali Sztokholm. Nauczyli mnie także precyzyjnej punktualności. Wyjawili wiele szwedzkich tajemnic. Długo by wymieniać….

Zapowiedzieliśmy, że koniec studiów to nie koniec naszej grupy. Wkrótce spotykamy się u mnie na wspólne lepienie pierogów. Pojedziemy do Gröna Lund. Mam nadzieję, że uda nam się utrzymać ten kontakt, bo wiem, że druga tak grupa już mi się nie trafi. Miałam szczęście, że ich spotkałam.

Te studia to też przygoda ze wspaniałymi nauczycielami: Joelem, Åsą, Matsem, Eirą i Anniką. Nauczyli mnie nie tylko migać, ale i rozumieć świat ciszy. Będę za nimi tęsknić!

IMG_7424

IMG_7429

IMG_7439

IMG_7442

IMG_7459

Nasze ostatnie wspólne zdjęcie…

IMG_7467

Na koniec kilka słów do moich przyjaciół:

Jag vill tacka Er för den underbara tiden vi har haft tillsammans.

För den kärleken Ni gav mig varenda dag. Tack vare Er tror jag på att man kan bli helt och hållet accepterad som invandrare och att man kan ha riktiga svenska vänner. Det är osannolikt att träffa sådan grupp igen.

FÖR ATT NI ÄR SÅ UNDERBARA!

Just another Polish Day

Choć studia skończyłam, pobiegłam dziś na uczelnię.

Dowiedziałam się, że dziś będzie Polski Dzień (Polish Day) i byłam bardzo tego wydarzenia ciekawa. Przyjechały do Sztokholmu studentki Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa.

IMG_7418

W strojach krakowskich opowiadały o Polsce, o Krakowie w głównej mierze, o jego historii, o krakowskich legendach i wiecie co, wzruszyłam się na melodię hejnału z Wieży Mariackiej. Jednak tęsknię!

IMG_7398

IMG_7399

Opowiadały o polskiej kulturze i kuchni a nawet dały lekcję języka polskiego, co wywołało ogólną wesołość.

IMG_7400

IMG_7405

Jedna z Krakowianek, Martyna, powiedziała mi, że pomysł projektu jest w 100% autorski, stworzony przeze nią i przez Kasię, do którego namówiły potem pozostałe dziewczyny z Koła Językowego na AGH,  Weronikę, Dominikę, Izę, Elę i Justynę.  A Szwecja to pierwsze państwo, które odwiedziły i mają nadzieję, że ten projekt się rozwinie, a one (przy finansowym wsparciu uczelni) będą mogły odwiedzić jeszcze wiele państw, szerząc polską kulturę! 🙂

Po prezentacji był słodki poczęstunek z polskich słodkich smakołyków. Aaaa! Michałki!

IMG_7411

Można było porozmawiać z Krakowiankami, co dla studentów z innych krajów uczących się polskiego było okazją do treningu. Swoją drogą, na mojej uczelni, na wydziale lingwistyki jest też Język Polski, a studenci wszystkich języków mają możliwość trenowania języka na tzw. kafejkach językowych. Byłam raz na takiej polskiej kafejce językowej i przyznam, że ludzie uczący się naszego języka z zamiłowania, mówiący po polsku niesamowicie mnie wzruszają. I imponują!

IMG_7412

Żałuję, że na Polish Day nie przyszło więcej osób (jest czas egzaminów i pisania prac magisterskich), pomysł z promowaniem polskiej kultury i polskiego języka uważam za fantastyczny! Osobiście życzę, żeby spełniły się Wasze, związane z projektem plany.

W przyszłym roku zgłaszam się do roznoszenia ulotek z zaproszeniem!

 

Långholmen i początek wakacji

Dziś zaczęły się dla mnie wakacje.

Zdałam ostatnie egzaminy, ustne, przepraszam, ręczne, (studiuję język migowy), i jeśli nie będę musiała ich poprawiać, a mam nadzieję, że nie, to od dziś mogę cieszyć się czasem wolnym , aż do początku roku szkolnego, kiedy to pójdę do pracy.

Maj jest taki sobie jeśli patrzeć przez pryzmat pogody. Do tej pory było chłodno, chodniki ciągle mokre od deszczu. Ale było kilka bardzo ciepłych dni i zdążyłam poczuć lato. W minioną sobotę było wyjątkowo pięknie i tak ciepło, że nie trzeba było siłą mnie wyciągać na spacer.  Pojechaliśmy więc na wyspę Långholmen.

IMG_7215

IMG_7217

IMG_7214

Långholmen to niezwykła wyspa. Ma w sobie w sobie wszystko – cieniste i rozległe parki, dziko rosnącą naturę, skały i doliny, plaże i kąpieliska. Ma urok dzikiej wyspy i miasteczka portowego zarazem. Kryje w sobie takie perełki jak mały Dworek Karlhäll, przepiękne letnie wille z pocz. XIX., Muzeum Bellmana, amfiteatr, dawne więzienie, które dziś funkcjonuje jako bardzo atrakcyjny hotel (o więziennym hotelu pisałam tutaj); ogródki i domki działkowe, przeurocze zakamarki, gdzie można pobyć chwilę samemu i wsłuchać się w ptasie recitale.

IMG_7304

IMG_7277

Wędrując brzegiem widzimy w oddali Ratusz Sztokholmu i całą panoramę wyspy Kungsholmen. Dlatego będąc na tej półdzikiej wyspie trudno uwierzyć, że to w środku miasta!

IMG_7249

Na wyspie tej nie ma tłumów, jest tak spokojnie, tak sielsko.

IMG_7259

Z ciszy wypłoszy czasem wrzask młodzieży urządzającej sobie pierwsze letnie kąpiele. Krzyczą z zimna ale wchodzą do wody, oto  skandynawska skrew!

IMG_7285

Ten maluszek z kolei nie chciał z wody wychodzić. No nie wiem, czy ja pozwoliłabym dziecku do takiej lodowatej jeszcze, majowej wody w ogóle wejść… Podziwiam ich w tym, naprawdę.

IMG_7310

Taki kuszący kawałek plaży z przycumowaną łódką aż się prosi, żeby przyjść z kawałkiem ręcznika i książką…

IMG_7314

Wyspy Långholmen i Kungsholmen łączy imponujący wielki most Västerbron.

IMG_7298

IMG_7303

IMG_7307

Są tutaj bardzo stare ale zadbane wille, niektóre są tylko domami letnimi, w których już zaczyna, po zimie na nowo tętnić życie,

IMG_7240

tak jak w ogródkach działkowych, gdzie rodziny spędzają wolny czas, każdy weekend. W powietrzu unosi się zapach skoszonej trawy, rozpalanego grilla, zza żywopłotów dobiega czasem radosny śmiech i zażarte dyskusje o pogodzie…

IMG_7317

IMG_7321

Na zdjęciu poniżej wspomniany Dworek Karlhäll.

IMG_7339

Funkcjonuje jako restauracja, zauważyłam, jak zajrzałam do środka przez wielkie okno.

IMG_7332

Z okien restauracji jest widok na wodę, a po drugiej stronie jest wielki kamień, który utkwił między skałami.

IMG_7341

Schodzimy dalej po drewnianych schodkach, powoli zataczając koło i wzdłuż Kanału Långholmen i zbliżamy się do końca naszej wycieczki. Trudno oddać cały urok wyspy a i też nie chciałabym tak wszystkiego Wam pokazać, tylko raczej zachęcić  do wybrania się na wyspę. Chcę także i Wam zostawić tę przyjemność odkrywania.

IMG_7374

Dodam jeszcze tylko szczyptę historii – w latach 1720 miasto kupiło Alstavik na Långholmen, gdzie otwarto areszt dla kobiet a zaraz potem zaczęto budować więzienie. Przez 250 lat Långholmen było wyspą więzienną! Kiedy w ok. 1970 r. wypuszczono ostatniego więźnia, wyspa stała się dostępna dla odwiedzających.

IMG_7380

IMG_7382

Trasa spacerowa po Långholmen może być wspaniałym relaksem i polecałabym ją wszystkim, którzy szukają ciekawego i przyjemnego odpoczynku, niezależnie, czy aktywnie, czy w pozycji lotosu. Do wyspy dostać się najłatwiej od stacji metra Hornstull, wyjście na górę w kierunku  Långholmensgatan. Kierujemy się na północ, w kierunku Långholmen. Dla ułatwienia MAPA.

Już późno, a jeszcze widno! Czuję, jak opuszcza mnie stres, wreszcie wakacje. Oby tylko pogoda dopisała, a zapowiadają gorące lato. A my słyszymy się już jutro!

Dobrej nocy!

Nagroda od czytelnika

Wczoraj rano, po śniadaniu otworzyłam skrzynkę mailowa i przeczytałam list.

Sprawił mi on wielką radość, zrobiło mi się ciepło na sercu, oczy mi się zaszkliły. Dostaję dużo maili i wiadomości od Was, ogromna większość jest bardzo miła i serdeczna; dostaję zapytania, podpowiedzi, zwierzenia, konstruktywną krytykę. Komentarze, listy i okazywana mi sympatia bardzo mnie wspierają i dodają sił do prowadzenia tego bloga.

A ten list, od Magdy, jest szczególny i przypadł mi mocno do serca. Zrobił na mnie mocne wrażenie, bo poczułam się, jakbym dostała… nagrodę! Jakbym dostała premię uznaniową albo złoty medal. Z samego rana, na dobry dzień!

Otrzymałam od Magdy zgodę na opublikowanie jej listu i zdjęć.

Witaj Moniko,

od kilku tygodni śledzę Twojego bloga (jak go odkryłam to przeczytałam też wszystkie archiwalne wpisy!) i zbieram się, żeby napisać do Ciebie. Nie chcę tego robić w komentarzach, bo nie umiem ograniczyć się do kilku słów – to raz, a dwa, że moje wyznania są chyba zbyt osobiste i niekoniecznie interesujące dla innych.
Dlaczego właśnie dzisiaj? Skłonił mnie do tego Twój dzisiejszy post. Przy każdym innym już łapałam za klawiaturę, ale w ostatniej chwili rezygnowałam z napisania, ale dzisiaj – dzisiaj nie mogę się powstrzymać, żeby Ci nie podziękować.
Dzisiaj Moniko zaświeciło dla mnie słońce, choć za oknem pochmurno, bo pokazałaś moje najukochańsze miejsce w Sztokholmie, pokazałaś jak wygląda teraz i ledwie powstrzymuję łzy, że nie widziałam go już cztery lata. Dzięki Tobie na moment przeniosłam się Tam znowu. Piękne zdjęcia, tych tulipanów nie było tam ostatnim razem…
Miejsce to magiczne, odkryłam je kilka(naście?) lat temu i od tamtej pory kiedy tylko jestem w Sztokholmie wracam. Wracam i głaszczę „mojego” chłopczyka po głowie, zostawiam mu coś od siebie na pamiątkę i wiem, że wrócę znowu.

SONY DSC

SONY DSC

Musisz wiedzieć, że po włączeniu laptopa pierwsze kroki kieruję na Twojego bloga i jaka jestem zawiedziona, kiedy nie ma wpisu i jaka szczęśliwa, kiedy jest.
Dzięki Tobie na co dzień jestem w moim ukochanym Sztokholmie, w mojej Szwecji. Jesteś po niej cudowną przewodniczką.
(…)
Moniko, przepraszam za chaos, za patos, może się uśmiejesz z mojej egzaltacji, ten pomnik (pomniczek) robi na mnie wielkie wrażenie. Może nie uwierzysz, ale właśnie niedawno pomyślałam, że mogłabyś o nim napisać… I proszę – mam jak na zamówienie. I dziękuję stokrotnie.
Ściskam Cię bardzo serdecznie, jesteś mi bardzo bliska, choć się nie znamy, jesteś bardzo ciepłą, przesympatyczną osobą, to wszystko da się wyczytać z postów i ze zdjęć;)

Pozdrawiam,

Magda

Najmniejszy pomnik w Sztokholmie

 

Odkryłam coś fajnego na Starym Mieście.

Malutki pomnik. Pomniczek. Piętnastocentymetrowa figurka siedzącego chłopca, którego twarz zwrócona jest ku niebu. Figurka ma imię: Chłopiec, który patrzy na księżyc (Pojken som tittar på månen). Niektórzy znają go pod nazwą Żelazny Chłopiec (Järnpojke) a jego autorem i wykonawcą jest artystka Liss Eriksson. 

IMG_6645

Odkryłam go dwa tygodnie temu, dziś poszłam go zobaczyć jeszcze raz. Wzbogacił się nieco….

IMG_7163

Ta sympatyczna i pełna uroku figurka to najmniejszy pomnik w Sztokholmie i najmniejszy, jaki w ogóle w życiu widziałam. Jego główka lśni jak wypolerowana, bo podobno potarcie głowy chłopca przynosi szczęście.

IMG_6649

Zimą odwiedzający otulają chłopca szaliczkiem  a większość chętnie zostawia przy chłopcu monetę, dzieci cukierka.

IMG_6655

IMG_7159

Pod pomnikiem, na ziemi jest tabliczka z imieniem autora. Próbowałam znaleźć potem coś na temat historii tego pomniczka, ale nie ma zbyt wiele informacji. Może ktoś z Was coś wie?

IMG_6670

IMG_6647

Dla porównania wielkości, usiadłam przy chłopcu, (sama jestem malutka).

IMG_6665

Pomniczek ten mieści się na niewielkim dziedzińcu fińskiego kościoła (Finska Kyrkan). Widzicie go?

IMG_7157

Niewiele osób tam zagląda, niewiele chyba wie, bo w środku dnia, w niedzielę, nie było tam nikogo. Nie widziałam go w żadnym przewodniku. Może jest strzeżony tajemnicą państwową?

IMG_6648

Dowiedziałam się o nim przypadkiem i będąc już na Starym Mieście, zaczęłam o niego wypytywać ludzi. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, ale prawie nikt, (nawet tubylcy) nie wiedział o tym mini monumencie, ale w końcu go znalazłam!

IMG_7166

Ci, którzy też chcieliby chłopca zobaczyć, dojdą do niego od Zamku Królewskiego, w kierunku Kościoła Fińskiego, który stoi dosłownie obok zamku, Slottsbacken. Na zdjęciu powyżej widać i Zamek, i kawałek kościoła.

A tu wejście na dziedziniec. Na tabliczce widnieje Slottsbacken 2c.

IMG_7151

A oto dziedziniec, z chłopcem w jego głębi. Proszę, oto MAPA.

IMG_7160

Wydaje mi się, że Żelazny Chłopiec to najmniejszy pomnik w Europie. Jestem ciekawa, czy to prawda.

Myślałam, że nic nie przebije moich ukochanych wrocławskich Krasnali. One są bliskie mojemu sercu, ale nie ukrywam, że ta malutka figurka bardzo mi się spodobała!

Czym jeszcze zaskoczy mnie Sztokholm? Jedno jest pewne, czymkolwiek mnie nie zaskoczy, podzielę się tym w Wami.

Uściski!

List do czytelników

Moi drodzy i kochani czytelnicy!

Chcę Wam wszystkim podziękować za to ogromne zainteresowanie moim artykułem o „Kobiecie z brodą i tolerancji”. Jak również za wszystkie Wasze komentarze wpisane na blogu i fanpage’u.

Wszystkie Wasze wypowiedzi przeczytałam uważnie i wnikliwie. Po dwa, trzy razy, żeby móc dobrze Was zrozumieć. Lektura Waszych opinii była dla mnie niesamowicie interesująca i ciekawa! Poruszaliście tematy wartości, moralności i nawet religijne. Wiele słów czytałam przez łzy. Tolerancja w społeczeństwie rośnie, staramy się robić rozrachunek z samym sobą, staramy się najpierw zrozumieć, a potem oceniać.

To, co chciałam Wam przekazać w tym artykule, to przede wszystkim to, że powinniśmy się starać zaakceptować „odmienne” osoby. Każdy z nas jest inny, każdy jest jakiś i nic nam do tego. Konkurs konkursem, ale nie dajmy się ponieść nerwom. To, co jest na świecie złe to wojna, bieda, głód, przemoc, szczególnie wobec dzieci. Zła jest kradzież, nienawiść i chamstwo. Tym powinniśmy się martwić, jak powiedziała jedna z moich stałych czytelniczek, Czarna.

Niech sobie ta/ten Conchita będzie jaka/i chce. Póki człowiek nikogo nie krzywdzi, jest w porządku. Ma swój czas, potem przyjdą inni. ABBA też w 1974 wygrała i zszokowała świat. Dziś nikt się im nie dziwi.

Moje stanowisko podziela wiele, wiele osób, ale najbardziej podobały mi się słowa Czarnej:

Życzę wszystkim miłości, wiary i więcej wzajemnego szacunku.
Jest wiele innych poważniejszych i dużo gorszych rzeczy na świecie jak wojny, ciężkie choroby, krzywdzone dzieci… wiec skupmy tu ewentualnie naszą energię.

Zapomnijmy o tym brodatym zamieszaniu i cieszmy się naszą codziennością, słońcem, deszczem, życiem.

                                                                         Ściskam Was wszystkich mocno.

Nie macie pojęcia, jak wiele dla mnie znaczycie!

Wszyscy!

Z wyrazami miłości,

Monika

Studencki karnawał – Quarnevalen

Karnawał w pierwszej chwili kojarzy się ze stolicą Brazylii, Rio de Janeiro.

Ale nie tylko Rio ma swój karnawał, ma go również Sztokholm. A właściwie mają go i od początku do końca organizują – skandynawscy studenci.

IMG_6758

Quarnevalen jest największym w Skandynawii studenckim wydarzeniem z tysiącami uczestników (uczniów i studentów ze szkół wyższych z całej Szwecji) oraz jeszcze większą liczbą widzów.

IMG_6768

Ten radosny barwny pochód organizowany jest co trzy lata przez stowarzyszenie studenckie Quarenevalen przy Królewskiej Wyższej Szkole Technicznej (Kungliga Tekniska Högskolan).

IMG_6772

Celem i myślą przewodnią Quarnevalen jest zaprezentowanie Sztokholmu jako największego w Szwecji studenckiego miasta i jakby przyciągnięcie studentów z różnych uczelni i uniwersytetów do siebie nawzajem.

IMG_6778

Korowód ciągnie się przez czterokilometrową trasę sztokholmskimi ulicami. I tradycyjnie już, od 1977 roku, trasa ta jest zawsze taka sama, sunie ulicami Valhallavägen, Odengatan, Sveavägen, Kungsgatan i Sturegatan.

IMG_6788

Długie tygodnie przed tym wydarzeniem, chętni studenci bardzo pieczołowicie przygotowują się do niego, „budują” swoje  pojazdy, szyją stroje, wymyślają mini happeningi. Przyjemniejsze to niż nauka, prawda?

Ten pan jednak obwieszcza, że kuł do kolokwium (Jag pluggade till tentan).

IMG_6947

A tego pana (nie tylko homoseksualni) studenci nie lubią.

IMG_6792

IMG_7006IMG_7003

Pojechałam na karnawał, a jakże. Chociaż nie powinnam, bo też jestem w trakcie sesji egzaminacyjnej, no ale co ja poradzę, że takie atrakcje w mieście?

IMG_6987

Całkiem dobrze się bawiłam, widziałam, że ludzie dookoła też. Mimo ponurej pogody i chłodu, który mógł „wpłynąć” negatywnie na odbiór, uważam, że korowód był całkiem sympatyczny.

IMG_6806

Czasem przejechało coś wyjątkowego, świadczącego o twórczej inwencji…

IMG_6810

A czasem coś śmiesznego, bo najważniejsze jest żeby było właśnie zabawnie i wesoło. Jak w karnawale!

IMG_6795

Tradycja studenckiego karnawału ma już ponad 100 lat. Nie była ona ciągła, miała przerwy, ale od 1953 roku Quarnevalen jest pielęgnowany i bardzo przez uczniów i studentów wyczekiwany.

IMG_6830

Poznajecie? Narodowa duma Szwedów, Zlatan.

IMG_7038

Ten zaś element korowodu mówi o aktualnym problemie w Szwecji, problemie mieszkaniowym. Studenci mają pomysł, by rozwiązać ten problem tak:

IMG_6848

Zdjęć zrobiłam mnóstwo i miałam dylemat, które wybrać. Wybrałam według mnie najciekawsze i…

IMG_6889

… nagrałam dla Was dwa filmy. Jak klikniecie na to zdjęcie poniżej, zobaczycie pierwszy film:

IMG_6895

A jak klikniecie na to, zobaczycie drugi:

IMG_6930

Może filiżankę kawy?

IMG_6963

IMG_6967

IMG_6972

IMG_6997

IMG_6998

To podobało mi się najbardziej: Beatlesi. Pamiętacie słynne zdjęcie Beatlesów przechodzących przez ulicę?

IMG_7015

Dużo śmiechu wywoływał skaczący popcorn. Pomysłowe!

IMG_7029

A to statek kosmiczny.

IMG_7032

To z kolei gra słów: chodziło zapewne o energię węglową (kol) a tutaj studenci czerpią energię z kapusty (kål).

IMG_7040

W Szwecji na domatorów, którym ciężko się ruszyć z sofy i z domu mówi się soffpotatis czyli takie ziemniaki na sofie.

IMG_7051

I znów gra słów, zamiast konika z Dalarny (Dalahäst) jest Dala i lama. (Dalajlama).

IMG_7057

Qurnavalen jest równie popularny w innych krajach skandynawskich, zauważyć można było akcenty fińskie:

IMG_7063

I norweskie. W takich czerwonych spodniach świętują swój russ studenci w Norwegii.

IMG_7067

IMG_7076

IMG_7083

Na koniec wszyscy zostali zaproszeni do pochodu, śpiewu i tańca, ale ja oczywiście popędziłam do domu, żeby Wam wszystko opowiedzieć.

IMG_7101

IMG_7109

Teraz już biorę się do nauki a Wam życzę miłego wieczoru.

Do usłyszenia!

Oto oficjalna strona imprezy:  Quarnevalen

Muzeum Okrętu Waza – Vasamuseet

Jednym z najważniejszych miejsc, jakie należy zobaczyć w Sztokholmie jest Muzeum Okrętu Waza (Vasamuseet).

Z zewnątrz wygląda tak, że łatwo go zauważyć. Usytuowane jest na wyspie Djurgården, stoi za „plecami” Nordiska Museet, przy Galärvarvsvägen 14. (MAPA)

stockholm_409

W muzeum tym znajduje się wielki eksponat – skarb wydobyty z dna morza czyli żaglowiec Waza.

3385345950_6ddff4c306_z

Okręt Waza zbudowany został w latach 20. XVII w. podczas wojny 30 -letniej , z rozkazu króla Gustawa II Adolfa. Ten kunsztowny wspaniały galeon, ozłocony i ozdobiony 700 rzeźbami ważył 1300 ton. Miał upamiętnić założyciela dynastii Wazów, Gustawa I Wazę.

Vasa-s_Stern_-02-

Jego pierwszy rejs był zarazem ostatnim. Statek zatonął w 1628 roku w porcie sztokholmskim. Na oczach króla, dworzan oraz poddanych przechylił się od podmuchu wiatru i na 333 lata osiadł na dnie morza.

2781511209_fdd2f7ee27_z

W 1956 r. odnalazł go szwedzki archeolog Anders Franzén. Rozpoczęło się wieloletnie wydobywanie wraku z wody i jego rekonstrukcja. Praca archeologów przywróciła Wazie dawną świetność i dzięki temu, możemy dziś podziwiać okręt w całej jego okazałości i oryginalności w muzeum. Oprócz podziwiania z daleka, możemy dzięki różnym wystawom zgłębić wiedzę na temat okrętu Waza i o czasach, w których został on zbudowany. A dzieci mogą (tylko w niedziele) budować własne modele statków. Na wyświetlanym w muzeum filmie o statku pokazane jest, w jaki sposób wydobywano wrak i cała jego historia. Codziennie w małej sali filmowej wyświetlany jest film po polsku, (lecz tylko w okresie letnim). Trzeba tylko być tam wcześniej.

stockholm_329

Myślę, że nie muszę nikogo namawiać do wizyty w Vasamuseet. Na mnie muzeum zrobiło duże wrażenie. Ale zmarzłam, bo w muzeum jest bardzo zimno, dlatego przy okazji moja porada to ciepło się ubrać.

Vasa_stern_color_model

Dojazd:

Tramwaj 7 z Sergels Torg, wysiąść przy Nordiska Museet/Vasamuseet. Autobusy: 44, 69, 76 wysiąść przy Djurgårdsbron. Ze stacji metra Karlaplan można dojść spacerem w 10 min.

Muzeum jest czynne od 1 września do 31 maja codziennie od 10.00 do 17.00, w środy od 10.00 do 20. 00. Zaś latem od 1 czerwca do 31 sierpnia codziennie od 8.30 do 18. 00

Ceny:

Dorośli 130 koron (a w środy od 1 wrze – 31 maj 100 koron)

Studenci 100 koron (liczą się również legitymacje studenckie międzynarodowe )

Dzieci i młodzież do 18 roku życia za darmo 🙂

Atrakcyjny jest imienny bilet roczny za 200 kr na nieograniczoną liczbę wejść.

Fotografie pochodzą ze strony internetowej muzeum: Vasa Museet i strony Our travels pics.

Strona internetowa Vasamuseet.

Eva Mattsson i jej pasja

Wczoraj opowiedziałam Wam o przedstawieniu – monodramie Ingen utom döden (Nic prócz śmierci) i o bohaterce przedstawienia, Katarzynie Jagiellonce.

Dziś chcę Wam przedstawić bliżej pomysłodawczynię, autorkę i realizatorkę monodramu – Evę Mattsson, która z wykształcenia jest historykiem i znawcą sztuki. Od roku 2006 prowadzi Bring to life, który krzewi kulturę, między innymi poprzez takowe przedstawienia.

Eva Mattsson

Zafascynowało mnie mnie w Evie przede wszystkim to, że nie tylko ma wielką pasję, ale i potrafi dzielić się nią z innymi. Na scenie, ubrana w replikę sukni Katarzyny Jagiellonki wciela się w jej postać i przybliża nam ją ze swojej kobiecej perspektywy. W bardzo ciekawy i przyjemny sposób przekazuje nam wiedzę o niej i ówczesnych czasach, czym zachęca wielu do poznania i zgłębienia historii.

unnamed

To rzadka kombinacja pracownika naukowego i aktora, który w przypadku Evy znakomicie się udaje. Ponadto Eva w sposób pełen szacunku i zachwytu opowiada o Polsce, czym oddaje nam Polakom i Polsce ogromną przysługę.

Dlatego też zapragnęłam o niej napisać oraz porozmawiać z nią chwilę po przedstawieniu. Eva zgodziła się na rozmowę  dużo wcześniej jak również na jej publikację po polsku i w skróconej formie.

 

Jak zrodziła się idea stworzenia tego przedstawienia?

Eva Mattsson: Z kilku powodów.
Wszystko zaczęło się od mojego zainteresowania renesansem. Mieszkam w Vadstena, mieście gdzie historia zamku i klasztoru ma silne powiązania z Katarzyną Jagiellonką, córką Bony Sforza. Nazwisko Sforza przewijało się w moich studiach nad włoskim renesansem i stąd moje badania nad ustaleniem pokrewieństwa tych osób. Moje studia doprowadziły mnie do szczególnego zainteresowania postacią Katarzyny Jagiellonki i później fascynacji jej osobą.

Mówi się, że Król Jan III (syn Gustawa Wazy) zapoczątkował renesans w Szwecji. Nie można jednak w tym procesie pominąć dużej roli jaką odegrała jego żona Katarzyna Jagiellonka. Wychowywana na Wawelu przez swoją matkę Królową Bonę, (która sama wychowana była wedle najlepszych tradycji dworskiego renesansu włoskiego) wywarła niemały wpływ na zmiany kulturowe w Szwecji. W wielu dziedzinach – architekturze, sztuce, tradycjach kulinarnych, modzie…

Tworząc moje przedstawienie chciałam również wyeksponować znaczenie i rolę kobiety w szwedzkiej historii. Po trzecie chciałam przekazać w moim przedstawieniu, że ludzie, pieniądze, dążenie do władzy, intrygi w celu poprawy swojej pozycji, są cechami ponadczasowymi.

Kto pierwszy nawiązał kontakt z Polską Ambasadą i Polskim Instytutem w Sztokholmie?

O wszystkim zadecydował przypadek. W Vadstena, gdzie byłam przewodnikiem wycieczki, spotkałam Polaka, który podsunął mi myśl, żeby skontaktować się  z Instytutem Polskim w sprawie mojego planowanego przestawienia. A później wszystko potoczyło się szybko.

Eva podkreślała wielokrotnie podczas rozmowy jak wielką pomoc otrzymała i otrzymuje nadal od Polskiej Ambasady jak i od Instytutu Polskiego w Sztokholmie.

Czy byłaś w Polsce?

Byłam trzy razy w Krakowie i raz w Warszawie prowadząc swoje studia historyczne i kulturowe. Jestem wdzięczna kilku osobom na Wawelu a szczególnie Krystynie Mamajko z biblioteki zamkowej. Dzięki tym osobom mogłam mieć specjalny dostęp do sal i komnat zamku jak i biblioteki i ksiąg z okresu renesansu.

Chciałabym zacytować notatkę z Twojego pamiętnika. Czy mogę?

Oczywiście!

6 grudnia 2011
„W końcu w Wawelskiej bibliotece. Jestem sama a pokój jest piękny. Przez wysokie okna wpadają promienie słońca. Mój wzrok spoczywa na architekturze budynków za oknem. W oddali widnieje Kraków. Znajduję się na Zamku Wawelskim, gdzie dorastała najmłodsza córka w rodzinie Jagiełło, tej potężnej dynastii o tej samej nazwie. Tutaj jest ona blisko. Moje myśli odlatują a zmysły się budzą; rozmarzyłam się w tej maszynie czasu. Widzę ją biegnącą po dziedzińcu zamkowym i bawiącą się ze swoim rodzeństwem.”

Czy jest w Szwecji dużo materiałów o Katarzynie Jagiellonce?

Niestety w Szwecji nie ma o niej żadnej biografii. Ale ja myślę i chcę taką biografię napisać. To rośnie we mnie. Nie wiem jeszcze czy chciałabym napisać książkę o niej czy biografię. Czy może z perspektywy ówczesnej epoki i dzisiejszej? Jeszcze nie wiem jak, ale noszę się z tym zamiarem.

Jesteś głównie badaczem naukowym. Czy było to łatwe podjąć się roli aktora?

Mam również wykształcenie, które dało mi podstawy kreowania ról oraz prezentacji w mediach. Prowadzę często grupy zwiedzających klasztor i zamek w Vadstena jako przewodnik i to też daje mi dużo satysfakcji. Pragnęłam jednak przedstawić taką postać jak Katarzyna Jagiellonka w jednej sali z widownią, która mogłaby się całkowicie skoncentrować na treści i postaci, którą chcę mojej widowni pokazać. Moje przedstawienia wystawiam wyłącznie w miejscach, których ona przebywała.
Nie jestem aktorką. Ale poprzez moje badania poznałam ją bardzo dobrze i to mi pozwala się z nią utożsamić i być nią w tej roli. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale gdy jestem na scenie to jestem nią i w jej czasie.

Czy uważasz, że miała ona życie trudne, tragiczne czy była kobietą szczęśliwą?

Nie sadzę, żeby życie Katarzyny Jagiellonki należało do lekkich, miłych i przyjemnych. Z pewnością miała swoje szczęśliwe chwile ale nie było ich zbyt wiele. Uważa się, że ich pożycie małżeńskie nie było najlepsze w późniejszym okresie. Była także chorowita osobą a w ostatnich latach bardzo cierpiała z powodu ciężkiej i nieuleczalnej choroby.
Ale z pewnością należy stwierdzić, że Katarzyna Jagiellonka była osobą odważną, mocną psychicznie, opanowaną, dyplomatyczną i zdolną do kompromisów. I na pewno była bardzo dobrą matką.

Jestem pod silnym wrażeniem Twojego przedstawienia. Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w realizacji wszystkich marzeń.
Dziękuję również.

IMG_6625

Przedstawienie i spotkanie z Evą Mattsson było dla mnie wspaniałą przygodą. Jeszcze raz gorąco polecam Wam wybranie się na jej przedstawienie. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować.