Blog

Haga Park

Mieszkam w sztokholmskiej gminie Solna.

To bardzo ciekawa i piękna okolica i podobno najlepsza gmina w całej Szwecji. Ja tego osobiście nie odczuwam, ale od siebie mogę powiedzieć, że mieszka mi się tu w miarę spokojnie, mam blisko do dwóch wielkich parków przy wodzie – Haga oraz Råstasjön, a także Brunnsviken, co dla mnie – wielbicielki roweru i natury jest na wagę złota.

Do Haga Parku mam bardzo blisko i odpoczywam tam tak często jak mogę. Najchętniej oczywiście na rowerze.

IMG_7422

Albo na zwykłym nieśpiesznym spacerze… O każdej porze roku.

IMG_7399

Dziś w Koppartälten (to ten niebieski wielki namiot), można było obejrzeć zabawną operetkę „Jak Król Gustaw III reżyseruje Wesele Figara”. Dowiedziałam się o tym przedstawieniu z kwartalnika „Kultura i wydarzenia w Solna” (na pewno każda gmina ma podobną książeczkę), którą biorę z naszej miejskiej biblioteki i dzięki której nie omijają mnie ciekawe rzeczy.

IMG_7381

Nie żebym była taka dobra ze szwedzkiego, ale poszłam na to przedstawienie głównie po to, żeby posłuchać jak śpiewają. A śpiewali pięknie!

IMG_7391

Sztukę z grubsza zrozumiałam i miałam naprawdę przyjemną muzyczną godzinkę.

IMG_7389

W sztuce tej jednym z bohaterów był Carl Michael Bellman i o nim nie mogę nie wspomnieć, bo to jeden z najważniejszych poetów i kompozytorów szwedzkich, okresu klasycyzmu. Skomponował on pieśń dla króla Gustawa III i nadał jej tytuł Toast dla Gustava. 

Na zdjęciu Pawilon Gustawa III, zdjęcie zrobiłam cztery lata temu.

IMG_1971

W Haga Parku stoi również pałac księżniczki Victorii, następczyni tronu, która mieszka tam wraz ze swoim mężem Danielem i córeczką Estelle. Pałac jest gęsto otoczony krzewami i drzewami i nie sposób cokolwiek zobaczyć.

Haga Park to też Dom Motyli, do którego wybieram się co roku zimą.

Najbardziej podoba mi się jednak ten szmaragdowy pawilon. W tym pawilonie można posłuchać muzyki, od czasu do czasu ktoś bezinteresownie daje swój muzyczny koncert. Przyjemnie jest wtedy usiąść w pobliżu na kocu i pozwolić muzyce pieścić ucho.

IMG_7404

Wiele przemiłych chwil spędziłam w tym parku i jestem szczęśliwa, że mam tak blisko do niego. Miło patrzeć na wypoczywających w nim ludzi, na drzewa, na wodę. Wierzcie mi, trudno usiedzieć w domu mając taki park niedaleko domu.

Taki zwykły niezwykły park.

:-*

Chciałabym Wam podziękować za życzenia urodzinowe pod wpisem 27 sierpnia oraz na fanpage’u Polki. Za wszystkie Wasze serdeczne, zarówno napisane jak i wypowiedziane, a nawet za te tylko pomyślane słowa ściskam Was mocno! Choć większości z Was nie znam osobiście, czuję od Was ciepło i sympatię. A to daje mi siłę do dalszego pisania.

Dziękuję!

060401

fot. Jonna Jinton

 

Surströmming

Dziś w sąsiedzkim Sundbyberg odbyła się wielka uczta raków i kiszonych śledzi, kräft- i surströmmingsskiva.

IMG_7305

IMG_7316

IMG_7315

Swoją prywatną raczą ucztę miałam dwa dni temu, w domu a tutaj przyjechałam spróbować słynnych kiszonych śledzi (surströmming).

IMG_7325

Pierwszy raz usłyszałam o nich w szkole szwedzkiego, że kiedyś, aby zrobić zapasy na długą i surową zimę, między innymi kiszono bałtyckie śledzie. Ryby (których w Szwecji pod dostatkiem) kiszono bo sól, która ma właściwości konserwujące była kiedyś droga i używano jej oszczędnie. Fermentowały i kisły więc sobie te rybki w wielkich beczkach, lekko zasolone, wydając bulgoczące odgłosy…

Rok temu przypadek chciał, że znalazłam się w Sundbyberg właśnie, gdy zaczynał się festyn i byłam przekonana, że w mieście pękło szambo. Smród był taki, że musiałam zakryć nos chusteczką. Patrzyłam na zadowolonych ludzi, stojących w długich kolejkach po swoją porcję śledzi a moje oczy robiły się coraz większe ze zdumienia.

IMG_7326

Dziś stanęłam w tej kolejce i ja.

IMG_7336

Za całe 70 koron kupiłam sobie najbardziej śmierdzącą kolację mojego życia.

IMG_7352

Te rybki to kiszone śledzie. Poddawane są przez 2 miesiące fermentacji a potem zamykane w puszkach, gdzie fermentują sobie dalej. Rok, a najlepiej dwa. Puszki takie otwiera się tylko na powietrzu, a jeżeli już w domu, to pod wodą, żeby ani kropla nie spadła na ubranie, bo będzie do wyrzucenia. Takie prosto z puszki muszą być straszne, dlatego jada się je z cebulą, śmietaną, ziemniaczkami albo z cienkim chlebem. Do tego pije się wódkę, można i piwo.

IMG_7343

Do pierwszego kęsa przymierzałam się długo, panie na przeciwko przy stole wspierały mnie serdecznie, jedna z pań chciała mi dać swoje sztućce przyniesione z domu, bo plastikowe są za miękkie. Ze względów higienicznych nie skorzystałam. Rybkę trzeba „otworzyć”, wyskrobać wnętrzności, nabrać cebulki, umaczać w śmietanie i potem szybko pogryźć chlebem. Ach!

IMG_7347

Smakowało lepiej niż „pachniało”. Ale nie wiem, czy będę te degustacje ponawiać co roku.

Dla zobrazowania smaku i zapachu polecam do obejrzenia filmik (klik) znaleziony w sieci. Chłopak mówi po angielsku, ale jest tak sugestywny, że znajomość angielskiego nie jest tu konieczna:-)

Czy próbowaliście tych śledzików? Macie to już za sobą?

Racza uczta – kräftskiva

Sierpień to w Szwecji miesiąc, w którym Szwedzi delektują się rakami, (znana w całej Szwecji kräftskiva).

Dawniej były racze premiery, (kräftprämier), 8 sierpnia, kiedy to oficjalnie ogłaszano, że można już prawnie odławiać raki. Łowiono więc je i raczono się nimi, przy dobrych trunkach i ze śpiewem na ustach, najchętniej w gronie rodziny lub znajomych.

Dziś  data nie jest już taka istotna ale tradycja na szczęście pozostała.

IMG_7276

Raki ze szwedzkich wód są bardzo drogie, więc sklepy pełne są raków importowanych, gotowych w zalewie, albo mrożonych. W Szwecji bardzo polubiłam te urocze przysmaki.

IMG_6266

Tak więc w sierpniu o rakach zwykle mowa. Gdzie nie spojrzysz – raki. Wszyscy mówią o raczej uczcie. Małe dzieci wycinają w przedszkolach rakowe ozdoby. W magazynach kobiecych porady, jak się ubrać na racze przyjęcie… Bardzo fajne są wszelkie ozdoby z papieru, cała papierowa zastawa może być w raki i raczki.  Najczęściej widuję takie kolorowe księżyce, kapelusiki na głowach, chorągiewki, które dla niektórych są wręcz nieodzowne przy tej okazji.

17_KRF

Ja jednak bez tej papierowej otoczki świetnie daję sobie radę.

IMG_6307

Cudownie jest, jak pogoda dopisuje a jeszcze cudowniej jest, jak ma się ogród własny, w którym można się zebrać i razem z przyjaciółmi albo rodziną (jeśli ktoś ma szczęście i ma rodzinę blisko siebie) spędzić przyjemnie czas i pożegnać się z odchodzącym latem.

Do kräftskiva pasuje wyśmienicie znana wszystkim Szwedom sałatka pod nazwą skagenröra. Są to krewetki w śmietanie i majonezie z różnymi dodatkami , ale głównie z dodatkiem ikry rybnej. Pyszna!

IMG_7274

Cała ta uczta jest wyborna, dużo w niej też zabawy, żeby wyłuskać z tych raczych kleszczy jak najwięcej smacznego i delikatnego mięsa. Czasem sok z takiego raka trafia prosto w starannie wymalowane oko. Kräftskiva to kolejna szwedzka tradycja, która przypadła mi do gustu (i smaku).

IMG_6295

Odkąd tu mieszkam staram się, by to racze święto urządzić dokładnie 27 sierpnia, kiedy to wypadają moje urodziny. (Kończę dziś lat więcej niż 35,  które brzmią jeszcze młodo, a mniej niż 40, które brzmią dużo poważniej).

Dziękuję Państwu za uwagę, a ja zaś wracam do stołu, żeby zdmuchnąć świeczkę na urodzinowym torciku, bo mam jedno pewne marzenie….

Zatrzymać lato

Czy Wam też potrzeba odpoczynku po urlopie? Czasu, żeby dojść do siebie i znów wskoczyć na tory codziennych zajęć? Czy Wy też tak jak ja, próbujecie zatrzymać na siłę ostatnie dni lata, odstawić wszystko na bok i wyjść na słońce ?

IMG_7227

Wprawdzie walizki już rozpakowane i wciągnięte na pawlacz, to w domu panuje wciąż jeszcze powakacyjny rozgardiasz. Stos ubrań czeka na prasowanie,  masa spraw czeka na załatwienie, parę ważnych telefonów czeka na wykonanie….  Ciało zmaga się z lenistwem, głowa walczy z wrażeniami ostatnich tygodni a dusza szuka spokoju.

Dziś, choć tyle do zrobienia, pojechaliśmy do Rezerwatu Przyrody na Gålö. Byliśmy sam na sam z naturą i wytęsknioną ciszą. Długi spacer przez las i odpoczynek na skałach dobrze nam zrobił. Wróciliśmy do domu szczęśliwi od tego słońca i powietrza. Jutro jedziemy znów, na inną wyspę, w inny las. Choćby na kawałek dnia.

Bo obowiązki nie uciekną, a lato tak.

 

Blog Off

Czas na przerwę:-)

Zamilknę na miesiąc ale będę o Was myślała, moi drodzy czytelnicy.

IMG_4297

Życzę Wam wszystkim słonecznych, radosnych i przyjemnych wakacji. I życzę Wam też czasu dla siebie – dla ciała i duszy. Ładujcie  Wasze życiowe baterie wszystkim, co kochacie:-)

Do zobaczenia za miesiąc!

Ściskam Was mocno,

Monika

Rowerem przez Möja

Wczoraj spędziliśmy dzień w pięknym zakątku na Skärgården  – na wyspie Möja.

To jedna z większych wysp i na zwiedzenie i nacieszenie się nią całą potrzeba dwóch dni, dlatego chcemy tam wrócić. A właściwie wracać, bo wyspa jest niezwykle osobliwa i bajecznie piękna.

Zabraliśmy ze sobą rowery składane. Takie rowery (poskładane) można zabrać na autobus i na statek, bez opłaty. Cała podróż od wyjścia z domu do Möja zabrała nam 4 godziny.

IMG_4498

To początek wycieczki, ruszamy rowerami pod górkę, ja oczywiście co chwilę się zatrzymuję, żeby zrobić zdjęcie, irytując tym Adama, bo ileż można! Kilka metrów dalej skręciliśmy w las, bo strzałka mówiła, że tam będzie kąpielisko i kawałek plaży.

IMG_4507

Zrobiliśmy sobie tam pierwszy piknik. Słońce jak na zamówienie. Prawie żywej duszy dookoła.

IMG_4531

IMG_4542

IMG_4568

Po krótkim, słodkim i przyjemnym odpoczynku  wróciliśmy i pojechaliśmy dalej, aż trafiliśmy do wsi Hamn.

IMG_4635

IMG_4593

Dech mi tam zaparło w piersiach, bo to tak, jak by cofnąć się w czasie i zobaczyć Szwecję 50 lat wcześniej! Obrazki jak z planu filmowego Dzieci z Bullerbyn, prawdziwie idylliczne widoki. I taki spokój, cisza, i tylko od czasu do czasu słychać śmiech małych dzieci bawiących się na górce.

IMG_4595

Ktoś siedzi na ganku i czyta książkę. Ktoś prawdziwą kosą kosi trawę. Kobieta wiesza pranie na sznurze. Czułam zapach poziomek. Docieram na koniec wsi, staję na brzegu kamienia, nad wodą i czuję jak oczy wypełniają mi się łzami ze wzruszenia.

IMG_4623

Ten widok wydał mi się tak romantyczny, jak ze starego filmu…

IMG_4621

IMG_4604

IMG_4626

IMG_4599

Nie widzieć takiej wsi to nie widzieć Szwecji w ogóle. Nie zobaczyć tych ludzi to nie poczuć szwedzkiej duszy i jej pragnień znalezienia się na odludziu, tak blisko natury, gdzie nikt nie przeszkadza…. Boże kochany, jak pięknie! Opuszczałam wioskę ze ściśniętym gardłem. Trzeba jechać dalej, jeśli chcemy zwiedzić wyspę.

Mieliśmy do wyboru wrócić tą samą drogą do Berg i potem jechać prawą stroną w górę wyspy, do portu Ramsmora albo pójść przez las na przełaj i wtedy z Ramsmora jechać na południe z powrotem do Berg. Wybraliśmy drogę na „skróty”. Na mapie wydawało się niedaleko, a droga okazała się długa,  choć na początku przyjemna, z czasem trudna i coraz bardziej uciążliwa.

IMG_4639

IMG_4650

Zabraliśmy te rowery na wyspę, żeby na nich wyspę objechać,

IMG_4666

ale rowery miały z nas ubaw, bo przez ponad dwie godziny prowadziliśmy je po tych kamieniach i korzeniach. Gdy momentami opuszczały mnie siły, mój mąż prowadził oba rowery i niósł oba plecaki.

IMG_4652

Ta droga przez las miała swój urok – urok przygody, niewygody i minimalnego wysiłku jaki człowiek musi od czasu do czasu z siebie dać. A kontakt z surową naturą, zapach rozgrzanego runa leśnego, smak spotkanych po drodze poziomek oraz przede wszystkim towarzystwo kochanego człowieka sprawia, że całość daje poczucie prawdziwego szczęścia.

Gdy już ukazała nam się droga i zabudowania, dostrzegliśmy w oddali maleńki port – Fiskehamn. Tam zrobiliśmy sobie drugi piknik, który smakował jeszcze lepiej. Obeszłam port dookoła uwiecznić go na zdjęciach:

IMG_4679

IMG_4698

IMG_4707

IMG_4710

IMG_4711

Nasz czas na Möja dobiegał końca, za chwilę ostatni statek. Pokochaliśmy tę wyspę, mało nam było i wiemy, że tam wrócimy.

Samozbiory – självplock

Dziś skąpemu słońcu wtórował chłodny wiatr. Ja jednak nie lubię siedzieć w  domu i ciągnie mnie na włóczęgi bez względu na pogodę. Najchętniej rowerem. Dziś koła poniosły nas parę kilometrów na północ. Pomyliły nam się drogi i bardzo dobrze, bo dostrzegliśmy niewielkie pole uprawne a na nich ludzi z koszami w rękach. Do tego pola prowadziła alejka z jabłonek, a przy nim rosły krzaki czarnych porzeczek!

IMG_4367

No nie sposób nie przykucnąć i nie spróbować!

IMG_4351

Okazało się, że to pole to självplock, co w wolnym tłumaczeniu oznacza samodzielne zbiory, dawniej popularne i cenione w Szwecji.

IMG_4374

To może być uprawa prywatna, najczęściej ekologiczna, na którą właściciel zaprasza (ogłasza się w prasie, przez Internet) klientów do zbierania owoców lub warzyw na własne potrzeby. Postanowiliśmy skorzystać z okazji i zebrać małe co nieco. Każdy może użyć przygotowanych koszyczków, miseczek, noży, wózków i torebek foliowych.

IMG_4381

Nam zależało najbardziej na wielkich, dojrzałych i boskich w smaku czarnych porzeczkach.

IMG_4356

Szwedzi bardzo lubią taką formę zakupów. Szczególnie ci, którzy starają się jeść zdrowo.

IMG_4391

Mniam, kalafiory i rzepa…

IMG_4415

Marchewka…

IMG_4424

Tabliczka ej klart informuje, że te warzywa nie są jeszcze w pełni dojrzałe.

IMG_4426

Samozbieranie było bardzo przyjemne i przywodziło mi na myśl czasy, kiedy dawno temu w babcinym sadzie zrywałam maliny, zbierałam ogórki i pomidory. Te tutaj warzywa są uprawiane ekologicznie i przez to trochę droższe niż w sklepie. Ale zdarzały się też ceny niższe. Najfajniejsze jest w tym wszystkim to, że wybierasz sam i to, czego tylko dusza zapragnie!

IMG_4428

Można tam było nazbierać przede wszystkim warzyw, ale nie brakowało też kwiatów.

IMG_4412

Jak ktoś zmęczony, to może odpocząć, w bardzo przyjemnym miejscu.

IMG_4405

Na koniec idzie się ze swoim koszyczkiem do kasy, a po drodze można nawet wybrać krzewy do posadzenia w ogrodzie, jak ktoś ma. Donice, ziemię, sadzonki poziomek, a nawet gotową sosnę. Nikt za nikim nie chodzi, nikogo nie kontroluje i nikt nie próbuje też pójść sobie nie płacąc.

IMG_4449

Ludzie stoją w długich kolejkach, dzieci łobuzują na wózkach i taczkach…

IMG_4442

A to koszyczek przed nami:-)

IMG_4443

Dobrze, że miałam ze sobą pojemny plecak! Wracamy do domu prędko, wstawić botwinkę na kolację.

IMG_4454

Siła słów i moc zmieniania świata

Mama mojej byłej, pięcioletniej uczennicy, pisze na Facebook tak:

„Jestem nieziemsko dumna z mojej małej gwiazdki! Dziś powiedziała mi, że jakieś dziecko w przedszkolu nazwało inne dziecko określeniem mającym coś w sobie negatywnego do koloru skóry. Freya popatrzyła na to dziecko i powiedziała: „To nie jest miłe!!!” Po czym powiedziała mi, że „ona by tak nie zrobiła. Mamy różny kolor skóry ale takie samo serce.”

Moje serce zaś, kiedy to przeczytałam zabiło mocniej z radości i dumy.

Freya dokładnie powtórzyła słowa, które zawsze mówiłam do dzieci, próbujących dyskryminować innych. Uczyłam szacunku i sympatii do inności, odmienności, głosiłam tolerancję oraz siałam miłość w tych dzieciach. Dziś dostałam niezbity dowód na to, że moja praca nie poszła na marne! Czy to nie wspaniałe?

???????????????????????????????

Dzieci rodzą się tolerancyjne. Akceptują otoczenie, traktują odmienność jak coś oczywistego. To my dorośli uczymy je uprzedzeń i niechęci. Słowo „czarny” nie pochodzi z głowy dziecka, ono najpierw pada z ust dorosłego. Dlatego z moich ust padają słowa: „Nieważny jest kolor skóry, ważne jest serce”.

Siłą mojego zawodu jest siła słowa. Czuję, że mam moc kształtowania i wychowywania. Słowem formuję moje dzieci tak, by stali się cudownymi dorosłymi. Ludźmi tolerancyjnymi i pełnymi szacunku.

Wiem, że to kropla w morzu, ale takie jest moje zmienianie świata na lepsze.

Moje Stare Miasto

Gdy coś mi jest i nie wiem, co…

IMG_4261

Gdy czegoś chcę i sama nie wiem, czego, wybieram się na Stare Miasto.

IMG_4207

Tam czuję się wyjątkowo dobrze, napełniam się dobrymi myślami, pomysłami i radością.

Jestem sama ze sobą i wracam do równowagi.

IMG_4230

Mam na Starym Mieście swoje ulubione zakątki…

IMG_4227

Pewne uliczki wprawiają mnie w dobry nastrój….

IMG_4271

Sprawiają, że czuję się jak turystka zwiedzająca jedną z piękniejszych stolic Europy.

Czuję się jak na wakacjach!

IMG_4242

Spacerując marzę o podróżach, wspominam podróże.

Tutaj w ryneczku girlanda z bluszczu przywodzi mi na myśl Italię.

IMG_4265

Nogi niosą mnie do głównej atrakcji Starego Miasta, Dużego Rynku (Stortorget).

IMG_4212

Potem do miejsca wzbudzającego ogólny zachwyt – najwęższej uliczki w Szwecji, Måtren Trotzigs Gränd.

IMG_4254

Ja za tą uliczką nie przepadam, ale idę tam popatrzeć na zachwyconych nią turystów.

Lubię za to cieszyć oczy tym co ładne, ciekawe, sielskie.

IMG_4262

Odnajdywać za każdym razem nowe uroki Starego Miasta.

IMG_4273

Zauważać kwiaty, oglądać wystawy,

IMG_4260

rozglądać się dookoła i… zawsze zobaczę coś nowego.

IMG_4290

I zawsze też, tradycyjnie na koniec, idę do lodziarni, na lody. W pysznym, świeżo upieczonym wafelku.

IMG_4285

Koniecznie o smaku Polka, a co!

IMG_1649

Zadowolona i odprężona wracam do domu. Tak na mnie działa. Moje Stare Miasto.