Kategoria: Polka w Szwecji

Julmarknad w Skansen

Nieodłącznym elementem adwentu w Szwecji jest bożonarodzeniowy targ – julmnarknad.

Julmarknad to targ, czy jak ktoś woli, bazar gdzie można kupić różne tradycyjne regionalne wyroby spożywcze oraz rękodzieła. I to jest właśnie priorytetem, aby wyroby były od drobnych producentów, najchętniej domowej roboty i także oczywiście w bożonarodzeniowym klimacie. Przedświąteczny radosny nastrój podniecenia i uśmiech na twarzy są najważniejsze!

IMG_2750

Rok temu byłam w Överjärvagård, niedaleko mojego miasta Solna, w tym roku wybrałam się do Skansen.

IMG_2759

IMG_2753

IMG_2792

Samo wyjście na targ i spotkanie miłego towarzystwa (poszłam tam razem z koleżankami ze studiów) było bardzo przyjemną „rozrywką”, a Skansen, czyli dawna Szwecja w miniaturze tylko dodało mu uroku. Widzieliśmy np. jak dawniej robiono bożonarodzeniowe kartki albo jak wyglądała izba przystrojona do wigilii.

IMG_2743

Zanim przeszliśmy do Bollnästorget czyli placu, na którym odbywał się targ, pozwiedzaliśmy trochę. Byłam zdumiona tłumami turystów, (zimą? urlop w Szwecji?) ale przypomniałam sobie, że za chwilę uroczystości noblowskie, na pewno wielu przyjechało specjalnie na tę okazję.

IMG_2703

Tutaj zwiedzający mogą posilić się i rozgrzać gorącą zupą albo kawą.

IMG_2699

Jest już bardzo zimno, spadł już pierwszy śnieg, dlatego na targu nie może zabraknąć ognia, przy którym można się ogrzać, wszak „zwiedza się” targ godzinami, więc nawet Szwed zdąży porządnie zmarznąć. Ja stałam przy ogniu chwilę ale strasznie mnie odymiło i potem długo jeszcze pachniałam jak wędzonka. A kurtka jest do prania.

IMG_2752

Już jesteśmy na targu. Stoisk tutaj jest bez liku, a na tych stoiskach masa mniej lub bardziej urokliwych przedmiotów. Świece, mikołajki, skrzaty, aniołki, serca, wianuszki i ozdoby choinkowe.

IMG_2775

Taki bazar to też okazja, by się pochwalić własnym pomysłem na ozdoby, co jest swoją drogą bardzo inspirujące.

IMG_2779

Można też kupić tekstylia, wyroby z wełny, koce, pledy, (piękne i przytulne!) a także wyroby ze skóry, drewna czy mosiądzu.

IMG_2754

Jedynym minusem, jaki tam odczułam były tłumy. Ten tłum tworzył pewien radosny gwar,  ale julmarknad w mniejszym wymiarze jest dużo przyjemniejszy, spokojniejszy. Targi organizowane są w różnych miejscach, w całej Szwecji, na pewno na każdym jest nieco inaczej, ale jedno jest pewne – zawsze bije od ludzi radosny nastrój. Idą święta!

IMG_2847

Poza świątecznymi zakupami do domu, można oczywiście zjeść coś na miejscu. Na kawę, rozgrzewający glögg, świeże acz już zimne bułeczki nie brakowało chętnych.

IMG_2781

Zanim coś się kupi, warto posmakować, tutaj śledziki w jarzębinie.

IMG_2784

Dałam się poczęstować kawałkiem wędzonego renifera.

IMG_2861

Miałam bardzo miłą pogawędkę z kobietą z Hälsingland, która ubrana była w odziedziczony po mamie strój z tamtego regionu i który zawsze zakłada na Julmarknad. Zimno jej było, ale zdjęła ciepły szal, żeby pięknie, jak powiedziała, wyglądać do zdjęcia. Widoczne na zdjęciu skrzaty robi oczywiście sama, przez wiele miesięcy, żeby były gotowe na Jul.

IMG_2787

A obok – Cepeliada. O Cepeliadzie powiedziała mi już wcześniej pani Joanna, Pani od teatru dla Polonii. Cieszyłam się, że znalazłam ich stoiska w tym gąszczu.

IMG_2795

Na stoisku Cepelii widziałam figurki z motywem stajenki. No właśnie, w Szwecji nie ma stajenek z Jezuskiem! Zatęskniłam!

IMG_2796

A to Pan Andrzej i Pani Eulalia z Giżycka. Ta przesympatyczna para prowadzi na Mazurach firmę agroturystyczną Agromargot i przyjechali z Polski tylko na Julmarknad na dwa dni, razem z własnymi wyrobami: wędliną, chlebem, pierniczkami i słoiczkami z przetworami własnej roboty. Podobały nam się Wasze dynie w gwiazdki!

IMG_2803

Pani Eulalia opowiedziała mi, skąd się wzięło powiedzenie „stary piernik”. Za dawnych czasów, kiedy rodziła się dziewczynka, robiono ciasto piernikowe, zawijano w lnianą serwetę i chowano w piwnicy na lata. Kiedy dziewczynka dorosła i miała zostać wydana za mąż, robiono z tego ciasta ciasteczka. Dobrze zapamiętałam? Co się z tymi ciastkami dalej działo, nie dowiedziałam się, bo zlecieli się klienci.

IMG_2805

Pokazałam moim koleżankom polskie specjały. Nieśmiało spróbowały polskiego chleba i polskich pierniczków a potem zapytały, czy nie zaprosiłabym ich do domu na polskie potrawy lub ciasto, one chętnie pomogą mi przygotować, (no to wpadłam!). Przysłuchiwały się naszej rozmowie i mówiły potem: Jaki piękny język, taki pszyzyszzzszyzzyszzzy!

IMG_2802

Och jak miło mi było odsapnąć od szwedzkiego i zamienić parę słów po polsku. I usłyszeć na szwedzkim targu:

Wesołych Świąt!

Zrobiliśmy się głodni, czas na coś gorącego!

IMG_2789

Zupę kupiliśmy na stoisku, ale posililiśmy się w ciepłym miejscu, śmiejąc się i żartując. To część mojej kochanej klasy na lingwistyce, gdzie studiuję język migowy. Cała klasa (sami Szwedzi) jest niebywale serdeczna, wszyscy bez wyjątków się lubią, szanują i wspierają. Trzymają się mocno razem i pilnują się nawzajem. Są bardzo młodzi, mają po ok. 20 lat, więc ja jestem dla nich jak mama (tak mnie zresztą nazywają, ale najczęściej wołają na mnie Lilla Monika). Wypytują mnie czasem o polskie tradycje i mentalność, chętnie o Polsce opowiadam i zawsze tylko pozytywnie.

IMG_2807

Mimo, że jestem obcokrajowcem, okazują mi szacunek i dużo serca. Jak tylko powiedziałam, że zmarzłam w ręce, natychmiast dostałam ciepłe rękawice.

IMG_2809

Posileni i rozgrzani ruszyliśmy w dalszą drogę, to jeszcze nie koniec!

IMG_2828

Tutaj, pod dachem można było kupić rzeczy, które są też dostępne w zwykłych sklepach – wyroby tzw. fabryczne – ozdoby, koce, świeczniki, kubki i wiele, wiele innych rzeczy utrzymanych w świątecznym klimacie.

IMG_2830

To typowy świecznik, dziś już używany właściwie do ozdoby, marzę o takim, tylko… gdzie ja bym go powiesiła?

IMG_2834

Już zaczęła grać muzyka i nogi mi drgnęły do tańca.

IMG_2849

Stanęliśmy zaraz w kolejce na smakowanie glöggu. Znów trzeba się rozgrzać!

IMG_2768

Dotąd znałam tylko jeden, tradycyjny, korzenny smak glöggu, ale w Skansenie spróbowałam innego glöggu, owocowego, bardzo słodkiego i aromatycznego. Koleżanki kupując po jednej butelce mówiły: Trzeba coś przynieść z Julmarknad do domu!

IMG_2857

Zapach prażonych migdałów bardzo ucieszył moje towarzystwo, te specjały są kojarzone ze świętami, a ich zapach jest zapachem Julmarknad.

IMG_2870

– Lilla Monika, tam jest coś do sfotografowania!

IMG_2879

Ta muzyka, która stawała się coraz żywsza i głośniejsza ściągnęła nas do małej sceny, przed którą na środku „placu” stała wielka choinka. Wokół choinki tańczyli ludzie, i duzi i mali, wszyscy bardzo ochoczo.

IMG_2886

Tak jak jeszcze pół roku temu tańczyli na łące wokół midsommarowego drzewka. Nawet melodia była ta sama, energia ta sama.

IMG_2891

Nie wiem dlaczego, ale obrazek, kiedy zazwyczaj zdystansowani Szwedzi tak wspaniale się razem bawią, bardzo nie wzrusza. Tak jak wzruszają mnie ich piękne tradycje, i latem, i zimą.

Tak było wczoraj. Wróciłam do domu zmarznięta na kość, pełna wrażeń i szczęśliwa. A dziś druga niedziela adwentu, płonie druga świeca, do świąt zostało trochę ponad dwa tygodnie…

Przyjemnej niedzieli i spokojnego tygodnia życzę Wam wszystkim. Ściskam Was mocno i… do usłyszenia!

Do drogich czytelników

Nad południową Szwecją szaleje sztorm. Nad Polską szaleją wichury. Czytam o tym w prasie, widzę w telewizji i ogarnia mnie smutek.

Niepogoda i żywioły przewracają ludziom świat do góry nogami, niszczą dobytek i budzą strach. Wiele domów jest pozbawionych prądu, nie funkcjonuje komunikacja. Wiatr wyrywa drzewa z korzeniami, przewraca ciężarówki, zabija. Zdałam sobie sprawę, że w środku tego huraganu i zamieci znajdują się ludzie, których w pewien sposób znam. To moi czytelnicy – osoby, które swoimi przemiłymi słowami dodają mi skrzydeł a swoją sympatią przynoszą radość.  Teraz to Oni potrzebują ciepłego słowa.

Siedzę w ciszy i myślę o Was, martwię się o Was. Chcę, żebyście wiedzieli, że jest mi przykro, że jesteście w środku tego bezlitosnego wiatru i że się boicie. Patrzę w płonące świeczki i gdybym tylko mogła, oddałabym choć trochę tego spokoju, który czuję. Mam nadzieję, że jesteście dobrej myśli, że jesteście cali, zdrowi i bezpieczni. Niech te parę słów, prosto z serca doleci do Was i doda Wam otuchy.

IMG_2612

Czujecie, że jestem z Wami?

Lussekatter z pieca Kasi

Jak dobrze jest mieć przyjaciółkę, która nie tylko cieszy się lekturą mojego bloga ale również dba o to, bym nie zapomniała napisać o czymś ważnym. Moja droga przyjaciółka Kasia wspomniała, że muszę koniecznie napisać o Lussekatter, bo nie ma grudnia bez tych szafranowych bułeczek. Wspomniała również, że będzie piekła takie bułeczki ze swoim dzieckiem, więc ja, żałując, że nie mogę być razem z nimi zaproponowałam zrobienie reportażu z ich wspólnych chwil w kuchni. Powstał więc wpis, który potraktuję jak rodzynek w cieście, bo przyznać, trzeba, że jest wyśmienity!

Tak oto, dziś w grudniowy wieczór gościnnie na blogu – Kasia i jej Synek. Jej reportaż cytuję w całości, zdjęcia sa również jej dziełem.

Kiedy w Szwecji zapadają ciemności i ciężkie, popielate chmury płyną po niebie tak nisko, że można je prawie dotknąć czubkiem głowy, chowamy się w naszych przytulnych domach, żeby przeczekać, w świetle świec… aż do Gwiazdki. A my, łasuchy, zaczynamy piec!
Pierwszego grudnia suche liście i pomarszczone kasztany robią miejsce mikołajkom, gwiazdkom, czerwonym świecom i lampionom, o których czytaliśmy w poprzednim wpisie.

2W moim domu pierwszego grudnia nie działają żadne lampki świąteczne, brakuje tycich zapasowych żaróweczek, wszystkie przedłużacze nagle gdzieś znikają a na parapetach brakuje miejsca na ozdoby.
Za to w kuchni panuje wielkie poruszenie. Czasem wałkuje się kupne ciasto na pierniki (kupne! A jakże, trzeba świadomie wybierać, na co poświęca się swój cenny czas i energię!) I powstają takie cuda:

3

Nie przez przypadek wybieram słowo cuda, ponieważ nigdy wcześniej, ani później nie spotkałam np. żyrafy z tak malowniczo rozjechanymi nóżkami. Ani w sprzedaży, ani na pięknych blogach kulinarnych, a już na pewno nie na konkursach wypieków piernikowych. Tutaj odbywają sie one co roku, np. w Centrum Architektury: http://pepparkakshustavling.se/ Być może przeczytamy o nich więcej niebawem.
Ale wracając do aromatycznego tematu wypieków adwentowych. W tym roku ze zwierzyńca mieliśmy w kuchni tylko koty! Szafranowe, żółciutkie Lussekatter.
Na prośbę Moniki uwieczniłam nasze prace na zdjęciach i zamieszczam je poniżej. W odwrotnej kolejności. A dlaczego nie?

Tak wyglądają szafranówki (mój Syn mówi: ósemki) gotowe do włażenia do piekarnika:

4

Brakuje już tylko rodzynkowych oczu!

5

Najpierw wąż, potem kot. Najpierw jedynka, potem ósemka!

6

“Mamo, ale poducha!”

7

Piękny, słoneczno-czerwonawy kolor szafranu roztartego z cukrem i rozpuszczonego w mleku i roztopionym maśle.

8

Gdy wsypaliśmy szafran (1 gram!!!) i odrobinę cukru do moździerza mój Synek powiedział ”flaga polska” a serce matki śpiewało!

9

Producenci drożdży już od tygodni życzą nam: God Jul – Wesołych Świąt.

10

A po co cały ten szum wokół tych (nie!) zwykłych drożdżówek z szafranem I rodzynkami?
Legenda z XVII wieku głosi, ze diabeł, w kocim przebraniu, bił małe, niegrzeczne dzieci (coś w rodzaju naszej rózgi pod choinka?), podczas kiedy mały Pan Jezusek rozdawał grzecznym dzieciom bułeczki. Żeby odstraszyć diabla, który cierpi jak wiadomo na światłowstręt, zaczęto do bułeczek dodawać szafranu, który nadawał im słonecznego koloru. Voilá!
Nazwę kojarzy się też oczywiście z Lucia, (która już za kila dni) lub nawet z Lucyferem. Aha! Obie nazwy pochodzą od łacińskiego lux, czyli….. światło! I koło się zamyka.

Teraz, człowiek ”oświecony” tą wiedza może sobie spokojnie przysiąść w zaciszu własnej kuchni i delektować się nietuzinkowym smakiem szafranu delikatnie osłodzonego rodzynka. Chętnie w świetle adwentowej świecy.

1

W naszym domu już nastala jasność.

Adwent po szwedzku

Dziś pierwszy dzień grudnia, zima już tu u mnie jest, ale tylko za oknem. Bo w sercu, jak zawsze ciepło i spokojnie.
Poranki są szronem ozdobione, mroźne, skrzące, przenikliwie zimne i… ciemne. Czym ocieplić te mrozy, czym rozjaśnić te mroki?

IMG_2274

Bogu dzięki mamy Adwent. Dziś jest jego pierwsza niedziela. Adwent, jak wszyscy wiemy, to czas oczekiwania na narodziny Jezusa, a owo radosne oczekiwanie zaczyna się w czwartą niedzielę przed Bożym Narodzeniem.

Tradycja obchodzenia adwentu jest mocno zakorzeniona u Skandynawów i chętnie celebrowana, dlatego dzisiaj prawie we wszystkich domach zapalana jest pierwsza z czterech świec w adwentowym świeczniku (ljusstake). Ponadto w oknach stawiane są świeczniki elektryczne, które zastępują świece woskowe. Te powszechne w Szwecji świeczniki elektryczne  mają siedem światełek, odliczając po obu stronach cztery niedziele adwentu. To jest bardzo miłe dla oka zjawisko w Szwecji, gdy cztery tygodnie przed świętami nagle niemal we wszystkich oknach płoną adwentowe światła, stoją lampki, wiszą gwiazdy. Nastrój udziela się wszystkim, a ten moment wstawienia świecznika w oknie jest symboliczny – zaczęło się oczekiwanie na Boże Narodzenie.

W Polsce nie używałam świecznika adwentowego, tutaj tak

IMG_1683

i w dodatku robię świecznik sama. Co roku inny. Wszędzie można kupić mech; świec i ozdób w Szwecji jest pod dostatkiem. Pomysłów i cierpliwości też mi nie brakuje.

IMG_2395

Celebruję Adwent, to dla mnie święto, dlatego uznałam, że do zapalenia pierwszej świeczki ubiorę ładną czerwoną sukienkę.

IMG_2453

Nie wyobrażam sobie grudnia bez takich świątecznych świateł. Sklepowe półki uginają się od ciężaru mnogości rozmaitych świeczników i gwiazd.

IMG_1831

Bardzo podobał mi się ten poniżej. To chyba do pokoju dziecięcego, prawda?

IMG_1829

IMG_1787

Bardzo podobają mi się te gwiazdy, ciekawa jestem czy Polacy mieszkający w Szwecji przenoszą (zawożą) tego rodzaju lampiony do Polski i ciekawe, czy Wy też, tak jak ja wieszacie te gwiazdy w Waszych domach tu w Szwecji.

IMG_2469

Sam świecznik nie wystarcza, Szwedzi (szczególnie płeć piękna) z wielką przyjemnością zmieniają wystrój domu, czynią go jeszcze przytulniejszym, ze ściągniętych ze strychu pudeł wychodzą i do domów wkraczają skrzaty i mikołaje, z lasów znoszone są szyszki i choinki, z kwiaciarni gwiazdy betlejemskie (poisencje) i obowiązkowo amarylis. Dzieciom daje się radość codziennego otwierania okienek kalendarza adwentowego, który jest tutaj również bardzo popularny i często też robiony własnoręcznie. Ja kalendarzy nie robię, (cóż, bezdzietna), ale mojemu gniazdu zawsze staram się dodać świątecznej magii.

IMG_2460

A teraz chcę Wam życzyć przyjemnego pierwszego tygodnia adwentu, pięknego miesiąca grudnia, dobrych nastrojów i radości w Waszych sercach – wszak na grudzień tysiące Polaków rozsianych po świecie czeka niecierpliwie, bo wielu czeka na moment, kiedy wsiądzie w samolot lub na prom i spotka się wreszcie ze stęsknioną rodziną.

Świąteczna wystawa

Ten budynek to luksusowy dom towarowy.

Nazywa się Nordiska Kompaniet, ale znany jest jako NK. Jest ogromy, stary, (ma niemalże sto lat), zaprojektowany został przez Ferdynanda Boberg oraz Josefa Noren z myślą o handlu detalicznym dla najbogatszej i spragnionej luksusu klienteli. Urządzony z przepychem lśni złoceniami, kryształami, marmurem i  lustrami oraz kusi obłędnie pięknym towarem – kolekcjami znanych projektantów mody, biżuterii i wnętrz, kusi też luksusowymi zapachami.

IMG_2099

Poszłam tam dziś – nie na zakupy, (jeszcze do grona tej klienteli nie należę) – żeby zobaczyć zmianę wystawy. Co roku, około miesiąca przed Bożym Narodzeniem Nordiska Kompaniet uroczyście odsłania swoją nową wystawę. Na tę świąteczną odsłonę czeka wiele osób, bo to jest dość duże wydarzenie, można powiedzieć, że taka mała tradycja, do której Szwedzi mają sentyment.

IMG_2110

Cała wystawa to ciąg kilku okien wystawowych – zrobiona w sposób przemyślany i bardzo efektowny. Można dostrzec w niej fragmenty baśni a także kawałek zwykłego przedświątecznego życia a wszystko to najczęściej w wykonaniu… zwierząt!

IMG_2112

Niektóre elementy są ruchome co przypomina nasz przedświąteczny rozgardiasz i krzątaninę, sprawia, że cała wystawa żyje. Do tego znad wystaw dobiega nastrojowa słodka muzyka…

IMG_2115

IMG_2122

IMG_2126

W niektóre pomysły zawsze są wplecione szwedzkie tradycje, np. Lucia. (poniżej).

IMG_2134

IMG_2131

Są życzenia świąteczne, masa prezentów, która nakręca pośpiech w szukaniu upominków dla najbliższych, jest rok, który odchodzi….

IMG_2143

Drobne elementy są prześliczne i bajkowe, budzą fantazje, przypominają własne dzieciństwo.

IMG_2155

IMG_2163

Dzieci te wystawy uwielbiają , ten mały chłopiec biegał od wystawy do wystawy i krzyczał: Oh my God, oh my God!

IMG_2212

Ja trochę spokojniej obejrzałam całą wystawę i sfotografowałam ją dla Was.

IMG_2219

Trochę to trwało, bo musiałam cierpliwie czekać na „wolną chwilę”, żeby zrobić zdjęcie, bardzo dużo ludzi przechodzi i wszyscy się zatrzymują z uśmiechem. Wystawy są naprawdę piękne!

IMG_2173

Weszłam na chwilę do środka – oto choina (tak, to nie choinka, to choina), przeszłam się trochę po piętrach, powzdychałam do płaszczy i torebek, wyszłam bogatsza o parę marzeń…

IMG_2179

Tych, którzy w Sztokholmie mieszkają zachęcam do zobaczenia wystawy na własne oczy. Większość wystaw jest już bardzo świąteczna, ale ta jest naprawdę bajkowa i wprawia w przyjemny i radosny nastrój oczekiwania na najpiękniejsze święta w roku.

A ja już mam właściwie weekend, sączę czerwone wino i włączam ulubiony film…

IMG_2165

Wasze zdrowie!

Julbord

Niedzielny wieczór spędziłam w Ratuszu (Stadshus).

Miałam zaszczyt być zaproszoną do restauracji Stadshus Källaren na Świąteczny Stół (Julbord). Zanim opowiem Wam o tym wieczorze, chcę Wam przedstawić sam Ratusz.

Stadshuset2

Widuję go czasem gdy jadę metrem czy pociągiem i zawsze podnoszę głowę znad książki, by na niego spojrzeć. Czy jest skąpany w słońcu, czy spowity ciężkimi chmurami, w dzień czy wieczorem – zawsze wygląda pięknie i imponująco.  Na jego najwyższej wieży błyszczą się Trzy Korony, które symbolizują Szwecję.

IMG_2069

Przy okazji tego wpisu pojechałam tam również i dziś, by obejść Ratusz dookoła i przyznam, że oczarował mnie jego wewnętrzny dziedziniec. Odkryłam Ratusz od nowej strony! Ciepłe złote światło popołudniowego słońca padało na kolumny, które rzucały długie cienie.  Obrazek ten sprawił, że poczułam miły dreszcz wzruszenia, że mieszkam w takim pięknym mieście!

IMG_2056

IMG_2078

Do tematu Ratusza wrócę jeszcze, bo przecież niedługo, 10 grudnia, w jego największej „Niebieskiej” Sali odbędzie Noblowski Bankiet. O tym wkrótce a teraz przejdźmy do restauracji ratuszowej. To wejście do Stadhus Källaren, w którym odbyło się owo niedzielne przedświąteczne przyjęcie.

IMG_2048

Restauracja jest elegancka, ma swój styl, jest ozdobiona rzeźbami i malowidłami i już jest świątecznie przystrojona.

IMG_2092

Przy samym wejściu, na stole zobaczyłam ten sam ratusz, tylko w słodszej wersji.

IMG_1947

Przyjęcie, o którym mowa to Julbord, w wolnym tłumaczeniu Świąteczny Stół. Tradycja Świątecznego Stołu w Szwecji sięga swoimi korzeniami do czasów Wikingów, którzy urządzali sobie taki Stół w środku zimy. Kobiety chciały urządzać coraz piękniejsze przyjęcia chcąc tym samym rozciągnąć w czasie ten świąteczny nastrój. A coraz lepsze sposoby konserwowania żywności pozwalały im na to, by na stole znajdowało się coraz więcej różnych przekąsek.

Dawniej urządzany był Julbord w domach a po I Wojnie Światowej popularne stało organizowanie Julbord w restauracjach. Niektóre firmy i przedsiębiorstwa zapraszają swoich pracowników do restauracji, a niektóre urządzają przyjęcie w miejscu pracy. Również w wielu szkołach organizowany jest poczęstunek i przyjęcie zarówno dla nauczycieli jak i uczniów.

IMG_1934

Potrawy są oczywiście typowo szwedzkie, urozmaicone w zależności od regionu. Na pewno nie może zabraknąć świątecznej szynki, to absolutna podstawa!

IMG_1965

Nie sposób wymienić wszystkiego, co wczoraj znajdowało się na stole, wybór był ogromny a wszystko było tak ładnie ułożone, przyozdobione i pachnące!

IMG_1945

Szwedzkie delicje to oczywiście śledziki, sałatki, łosoś, pasty rybne, marynowane śledzie i warzywa.

IMG_1967

Spróbowałam pierwszy raz śledzia w jarzębinie, bardzo smaczny!

IMG_1970

Wędzony łosoś, tak jak większość potraw była na zimno, ale są były również potrawy na ciepło.

IMG_1989

Parówki, grzyby w cieście, różne kiełbasy, wędliny, pieczenie, żeberka… Bardzo smakowało mi mięsko z dzika (uwielbiam!), polubiłam także wędzonego renifera. I pierwszy raz w życiu skosztowałam kiełbasę z niedźwiedzia.

IMG_1972

Wybór miałam naprawdę trudny!

IMG_1980

Nie chciałam się najadać ale jednocześnie spróbować wszystkiego! A na koniec jeszcze posmakować słodkości!

IMG_1962

Z napojów podawanych przy tej okazji to zwykle rozgrzewający glögg (on zasługuje na osobny wpis, który niebawem), julmust – gazowany napój świąteczny oraz julöl (piwo świąteczne). Oczywiście serwowano nam też mocniejsze drinki.

IMG_1997

Śmiech, gwar i śpiew mówił mi, że nie tylko mnie jest przyjemnie.

IMG_1977

To było bardzo miłe i ciekawe doświadczenie. Ale ociężały powrót do domu i podskok wagi zmusił mnie do obiecania sobie, że następnym razem będę starała się jeść więcej oczami.

God Jul – Wesołych Świąt! Życzy się w Szwecji już od końca listopada.

IMG_1996

PS. Pierwsze zdjęcie w tym wpisie jest z Internetu.

Pieskie życie

Mija kolejny rok bez psa.

Już, już go prawie miałam w domu, zamówiony był i zaklepany, ale pewnego poranka w dniu odebrania pieska pomyślałam, że ja tak łatwo nie będę chciała zwlec się z łóżka, żeby wyprowadzić psinę na spacer, oj nie. Dotarło do mnie, że już od jutra, deszcz nie deszcz, trzeba będzie tak wychodzić nawet kilka razy dziennie, może nawet przez 15 lat. Do tego doszłyby jeszcze spacery do psiej przychodni i masa innych obowiązków, które miałyby wkroczyć (wbiec) w moje życie, zostawiając ślady brudnych łap na czystej podłodze. Wystraszyłam się tych zmian i odpowiedzialności i tak, po raz kolejny strach i niepewność, czy temu podołam, wygrały z pragnieniem posiadania psa.

IMG_2019

Ze smutkiem i wstydem odwołałam odebranie szczenięcia i postanowiłam jeszcze raz gruntownie przemyśleć całą sprawę. Najlepiej byłoby poczekać, aż dorobię się domu z ogrodem. (Tym bardziej, że pies ma być DUŻY). Żeby tylko psu drzwi otworzyć i on sprawę sam załatwi. Ale czekać tak mogę jeszcze długo, więc zaczęłam na poważnie przygotowywać się do przyjęcia psa.

IMG_2032

Dużo ostatnio rozmawiam z ludźmi spacerującymi z psami i tak nagle olśniło mnie, przy tej okazji, że droga do Szweda prowadzi przez psa! Tak jak Szwedzi nie lubią rozmawiać z obcymi, unikają kontaktu i przemykają drogą zdobywając się na krótkie hej!, tak ze swoimi pieskami Szwedzi są jakby odrębną grupą społeczną! Dają się bardzo chętnie zatrzymać na nieśpiesznym spacerze, pozwalają rozpłynąć się z  zachwytu nad czworonogiem, cieszą się, że ich pies wzbudza takie zainteresowanie i wywołuje ochy i achy. Odpowiadają na wszystkie pytania, udzielają dobrych rad i serdecznie polecają tę rasę, którą on właśnie posiada.

IMG_0178

Swoją drogą, trudno jest się zdecydować na rasę, wszystkie pieski są takie piękne!

Sandhamn 154

Życie psa w Szwecji jest bardzo wygodne, tak sądzę. Z moich obserwacji wynika, że psy są przez właścicieli bardzo rozpieszczane, szczególnie przez singli czy bezdzietne pary. Ich pieskom niczego nie brakuje, są wypielęgnowane a niektóre tak zadbane i lśniące, jakby właśnie były w drodze na konkurs psiej piękności. Noszone na rękach, czule głaskane, pieszczone, szczepione i wytresowane są w życiu swoich właścicieli prawdziwą dumą. Nie uważam, że ważne są tylko dla Szwedów, bo z reguły wszyscy właściciele kochają i dbają o swoich pupili, ale widzę że Szwedzi na punkcie swojego psa mają przysłowiowego kota.

Miłość do psa doprowadziła do zrodzenia się w społeczeństwie pomysłu na psią przechowalnię (tutaj nazywa się to hunddagis, czyli przedszkole dla psów, ja zaś nazywam to po swojemu – psiechowalnia). Ludzie pracujący i przebywający całymi dniami poza domem prowadzą rano pieska do psiechowalni. I kurczę pies chętnie idzie! Tam ma swoich psich kumpli, atrakcyjne zabawy i ćwiczenia, codzienne spacery całą gromadą do lasu i przede wszystkim kochające opiekunki!

Samsas_hunddagis161

Czasami spotykam takich opiekunów z gromadą podopiecznych i czasem zadaję im pytanie, co się dzieje jak nagle wszystkie psy zaczną biec. Na szczęście psy w grupie zachowują się bardzo grzecznie, tak jak dzieci w przedszkolu są inne i w domu inne. Psiechowalnia otwarta jest zwykle od poniedziałku do piątku, od 6.30 do 18. Cena za cały miesiąc (gdy piesek jest na cały dzień) to ok. 2800 koron. Mają swoje boksy, jeden dla trzech piesków, mają też oczywiście przerwę na lunch! Do takiej psiechowalni przyjmowane są psy powyżej 6 miesiąca życia, zdrowe, ubezpieczone i zaszczepione. Można w nim również zapisać psa na tresurę.

unnamedKira, pies rodzinki Ananasów.

Wydawać by się mogło, że w psim przedszkolu pies czuje się samotny, ale samotny jednak bywa zostawiony na pół dnia sam w domu.  Tego też obawiam się bardzo – nie chciałabym, by mi pies zwariował z samotności. Szczęśliwe psy tych, którzy pracują w domu! Albo są na urlopie rodzicielskim;-)

Skoro już o psie mowa, bardzo fajną rzeczą, która w Szwecji mi się podoba, jest to, że człowiek może z psem prawie wszędzie wejść. Do kawiarni, do centrum handlowego, do urzędu. Tylko w szpitalu i przychodni nie widziałam psa. Przedszkola i szkoły wpuszczają pieski, ale raczej niechętnie. Pies przewodnik cieszy się w Szwecji ogromnym poważaniem. Kolejna rzecz – na chodniku i na trawnikach nie leżą psie kupy, (przepraszam za wyrażenie!). Jest we właścicielach silne poczucie obowiązku podniesienia tego, co zostawił jego pies. W wielu miejscach w mieście stoją skrzyneczki z woreczkami i nie ma zmiłuj się, kupkę trzeba podnieść i wyrzucić do kosza.

IMG_0268

Fakt, pieskie życie w Szwecji nie jest takie pieskie. A mój pies, gdy już wreszcie go DOSTANĘ, będzie miał jak w puchu. Nie mam dzieci, więc instynkty opiekuńcze wyładuję na psie.  Ja też będę coś z tego miała, bo ktoś powiedział, że nie można kupić miłości, a przecież kupując psa kupuje się bezwarunkową i bezbrzeżną miłość, czyż nie? Myślałam, że w tym roku moje wielkie marzenie o psie w końcu się spełni ale już się chyba nie zdąży. Może w przyszłym?

IMG_2006

Imię i miska już czeka.

Panduro Hobby

Prosicie mnie w swoich listach (głównie oczywiście kobiety), abym napisała coś o szwedzkich sklepach.

Sama też lubię pewne sklepy, których nie znałam w Polsce i które wydają mi się ciekawe. Wybrałam kilka i każdy z nich będzie miał swój osobny odcinek. Dziś, na początek tej serii jeden z moich faworytów – Panduro Hobby. Ktoś, kto uwielbia tworzyć sklep ten jest wymarzonym miejscem, gdzie może zaopatrzyć się w potrzebne rzeczy.

IMG_1666

Ten, kto lubi malować, szkicować czy rysować kupi tutaj różnego rodzaju farby, kredki, ołówki, płótna, papier, szablony a także rzeczy, które może w dowolny sposób pokryć kolorami.

IMG_1652

IMG_1628

IMG_1623

A to efekt zakupu pewnej palety barw. Z malowaniem jednak przystopowałam od momentu, kiedy mój mąż nazwał tego ptaszka kaczopingwinem. Czekam więc na przypływ nowej weny twórczej…

blekitny ptak

Dla tych, którzy chcą zająć się czymś, ale nie są w stanie stworzyć od początku do końca swojego dzieła, kupią tu tzw. półgotowce, które wystarczy tylko dowolnie przyozdobić, nadać im barw i życia.

IMG_1639

Szkatułki, świeczniki, koszyczki…

IMG_1642

Panie (czy są też panowie?) uwielbiające szyć znajdą w Panduro Hobby spory wybór materiałów, nici, dodatków. Guzik też znajdą!

IMG_1647

IMG_1638

Szyć niestety nie umiem, druty doprowadzają mnie do szewskiej pasji (no nie mogę wszystkiego!). Te zaś  panie, które druty i igłę akceptują, też poczują się w PH jak w domu. Można tu kupić filc, z którego robi się zabawki, maskotki czy ozdoby.

IMG_1643

Pokusiłam się raz o robienie biżuterii, ale szybko przy tym usypiałam. Wybór do tworzenia naszyjników, kolczyków, bransolet, jest imponujący.

IMG_1653

Świetnie czują się w tym sklepie dzieci, bo ich małe twórcze rączki mają do wyboru masę przedmiotów, z których mogą zrobić coś swojego. Mogą sobie majsterkować, dłubać i tworzyć do woli, nawet na miejscu!

IMG_1604

Jest takie wdzięczne szwedzkie słowo pyssla, które znają wszystkie dzieci, całe przedszkola oraz dorośli, którzy lubią mieć coś home made. Pyssla jest trudne do przetłumaczenia na polski, ale w szwedzkim brzmieniu świetnie oddaje nastrój tego zajęcia.

IMG_1660

Zrobionymi przez dzieci czy przez siebie cudownościami można pięknie przyozdobić dom, nie tylko od święta.

IMG_1617

No właśnie! Do tego kuszącego magazynu  ze skarbami przychodzę zazwyczaj wtedy, gdy najdzie mnie wena na tworzenie i zawsze, co roku przed świętami.

IMG_1607

Zwykle po to, by wykonać własnoręcznie świąteczne kartki oraz adwentowy świecznik (co roku inny, a co!)

IMG_1614

Kreatywni pracownicy PH robią dekoracje, które są inspiracją dla klientów.

IMG_9642

Do wszystkich przykładowych „dzieł” wystawionych w sklepie można kupić potrzebne materiały. Obok jest zawsze lista z podanymi numerami artykułów. Bardzo wygodnie!

IMG_1619

Można, a nawet trzeba dać się ponieść własnej fantazji. Niektóre drobiazgi same podpowiadają, co robić!

IMG_1620

W Panduro Hobby organizowane są od czasu do czasu „warsztaty twórczości”, może przyjść każdy kto chce, to nic nie kosztuje, a bardzo pobudza wyobraźnię i przynosi wenę. Ja korzystam też ze strony internetowej Panduro Hobby (klik), gdzie zaglądam na prowadzonego przez Helene bloga, z którego czerpię pomysły jak przyozdobić  dom czy dodać uroku przedmiotom osobistym.

IMG_1648

Mówi się, że kobieta jest ogniskiem domu. Można kupić piękne rzeczy, meble, dodatki, ale to, co zrobi się samodzielnie, poświęci się temu czas i  uczucie, sprawia, że dzięki tym rzeczom dom staje się cieplejszy, przytulniejszy. Tam, gdzie kocha się swój dom chce się włożyć w niego całe serce.

IMG_1843

Zdjęcia zrobiłam w Panduro Hobby na Hörtorget w Sztokholmie, za zgodą szefowej sklepu i oczywiście we własnym domu.

Hotel za kratami

Jest w Sztokholmie pewien hotel, który przyciąga turystów z całego świata swoją nietuzinkową formą.

To Långholmen Hotel, który został stworzony na miejscu dawnego więzienia. Znajduje się on na pięknej i ciekawej wyspie Långholmen, do której można dojść od stacji metra Hornstull, kierując się w stronę Långholmens Fängelsemuseet. Z zewnątrz wygląda poważnie i smutno, stoi za murem a z drugiej strony otoczony jest wodą. Okna są małe i oczywiście zakratowane.

IMG_1597

Nad wejściem widnieje wciąż napis Areszt Królewski.

IMG_1521

Podchodzimy do wrót, te otwierają się przed nami na oścież i zaraz mamy recepcję. Spragniony atrakcji turysta może uregulować rachunek za pokój (a pokoje są z racji owej atrakcyjności bardzo drogie) a zwykły odwiedzający może kupić bilet do muzeum (tylko 25 koron). W recepcji można też kupić „pamiątki” np. pasiastą czapkę więźnia czy książkę o historii więziennictwa w Szwecji. Idąc korytarzem do hotelu na lewo jest muzeum (o nim za chwilę),

IMG_1527

a na prawo smutna acz elegancka poczekalnia.

IMG_1528

Znaleźć przydzieloną celę, przepraszam, pokój, nie jest trudno.

IMG_1533

Korytarz hotelowy nie zmienił swojego kształtu i formy, jest tylko oczywiście pięknie odrestaurowany, cały aż lśni.

IMG_1534

Zachowany został również pasaż, przy którym toczyło się dawniej towarzyskie życie więźniów.

IMG_1538

Przy tych stolikach zapewne toczyło się życie towarzyskie, może też zabawy krawieckie*

IMG_1543

Ciężkie łańcuchy przypominają, gdzie się znajdujemy.

IMG_1545

Hotel jest piętrowy, ma również rzecz jasna restaurację, w której, jak obiecują w ofercie karmią nie tylko chlebem,  wodą i berbeluchą* ale wyśmienitymi i wyszukanymi potrawami.

IMG_1595

Miałam wielką nadzieję, że jakiś pokój będzie otwarty, żebym mogła zajrzeć do środka, ale niestety nie doczekałam się. Na stronie internetowej widziałam, że pokoje wyglądają rzeczywiście jak cele, ale z wszelkimi wygodami.

enkelt rum

Z zewnatrz nic nie wskazuje na to, ze w srodku jest tak ladnie….

IMG_1594

Opuszczając hotel weszłam do muzeum, dowiedzieć się więcej o więzieniu.

IMG_1561

Muzeum opowiada o ludziach, którzy w tym więzieniu odsiadywali swoje wyroki,

IMG_1563

O tych, którzy byli „po drugiej stronie”,

IMG_1565

o twórczości, jaka powstawała w tym smutnym miejscu,

IMG_1569

o codzienności przeciętnego więźnia…

IMG_1570

Widok tej celi oddaje przygnębiający nastrój, jaki tam panował i jaki mi się udzielił. To ja, Polka za firanką*

Långholmen 014

Nie chcę opowiadać wszystkiego tak jak nie opowiada się całego filmu, zachęcam Was do odwiedzenia Långholmen. Miejsce ze swym melancholijną atmosferą jest doskonałe na listopadowe dni.

IMG_1583– Bomba* do pana!

Tym smutnym akcentem kończę mój dzisiejszy gryps* (pisałam dwa razy, bo mi wcięło, czy innym blogującym też się to zdarza?) i zapewniam Was, że mam się dobrze, zdrowa jestem i cierpliwie odliczam dni do naszego kolejnego spotkania. Pozdrawiam, Wasza M.

Słownik polskiej gwary więziennej:

* zabawy krawieckie – kradzieże kieszonkowe

* berbelucha – zupa podłej jakości

*firanki – kraty

* bomba – przesyłka z domu

* gryps – list z więzienia

Ostatni kawałek

Szwedzi proszeni na przyjęcie nigdy nie poczęstują się ostatnim kawałkiem.

I obojętnie, czy jest to doskonały tort czy też soczysta sztuka mięsa, ostatni kawałek pozostaje nietknięty. Dopóki goście są w domu, dopóty talerz z ostatnim kawałkiem tortu stoi na stole i nikt nie odważy się tego ostatniego kawałka sobie  zwyczajnie nałożyć.

IMG_2939

Ta silnie zakorzeniona cecha leży w szwedzkiej mentalności. Dlaczego tak robią i skąd w nich ta powściągliwość? To pytanie nurtuje mnie od niedawna i szukam na nie odpowiedzi. Ktoś ze znajomych Szwedów powiedział mi, że to ma związek z Jantelagen, o którym pisałam niedawno a ktoś inny, że: to wstyd najeść się tyle i jeszcze wziąć ostatni kawałek ale ta odpowiedź nie jest dla mnie do końca zadowalająca.

Może Wy wiecie coś na ten temat?