Blog

Polka w Szwecji za kółkiem

Witam w Nowym Roku!

Dziękuję Wam za świąteczne życzenia i za wszystkie maile. Nie jestem w stanie na wszystkie listy i wiadomości odpowiedzieć, ale czytam wszystko i w tym miejscu chciałabym za ciepłe słowa i ciekawe opowieści podziękować oraz przeprosić, że nie mogę w niektórych sprawach pomóc ani doradzić.

Trochę mnie nie było i o blogu swoim zupełnie zapomniałam. Może dlatego, że moją głowę zaprzątają teraz dwie rzeczy – nowa praca oraz… prawo jazdy.

IMG_9376

To jest moja zmora, i teraz, kiedy jezdnie stały się ośnieżone i oblodzone, mam do prowadzenia samochodu wielką niechęć. Jeżdżę  już drugi rok, (tak od czasu do czasu), a mój mąż, doświadczony i według mnie znakomity kierowca jest moim nauczycielem jazdy. Przeszedł specjalne szkolenie i dostał pozwolenie na to, by mnie uczyć. Sam twierdzi, że jeżdżę dobrze, tylko muszę doszlifować niuanse. Przejechałam już wiele kilometrów i kiedyś na autostradzie jadąc 120/h (z  tablicą “nauka jazdy” na dachu) wyprzedzałam inne samochody, nawet ciężarówki, tak płynnie, że w pewnym momencie z innego samochodu, który tym razem wyprzedził mnie, wysunęła się ręka i pokazała mi “lajka”.

IMG_9745

Przeszłam już 3 egzaminy, (właściwie dwa zaliczenia i jeden egzamin): z jazdy po śliskiej powierzchni (halkbanan), wiedza o zagrożeniach (riskettan) i egzamin teoretyczny, który, (ach co tam, żaden wstyd), oblałam, zabrakło mi 5 punktów. Dodatkowo stresujący był problem ze szwedzkim, nie jest to wszak mój język ojczysty. Miałam pytania, w które się nawet wcześniej nie zagłębiałam, np. coś w stylu: który ze składników benzyny wpływa najbardziej niekorzystnie na środowisko. Jak wiecie, Szwecja ma bzika na punkcie ochrony środowiska.

halkbanasamochody na specjalnych kółkach imitujących jazdę po śliskiej powierzchni

Oblany egzamin teoretyczny zniechęcił mnie do dalszej nauki, ale za czas jakiś mam egzamin praktyczny, bo takie są tutaj reguły. Jeśli chcę poprawiać teoretyczny, muszę najpierw zrobić i praktyczny.

Po szwedzkich ulicach jeździ mi się całkiem spokojnie i jak wspominam to, co się działo na warszawskich ulicach, nie wiem, czy odważyłabym się robić prawo jazdy w Polsce. Podoba mi się tutaj to bezdyskusyjne stosowanie się do reguł. Jak trzeba jechać 40/h, to choćby była pusta ulica, kierowca w Szwecji będzie jechał 40/h. Ciągłe zatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych daje mi chwilę na miniodprężenie. Jako kierowca mam też ogromny komfort, że nic mi się na ulicy nie stanie i że nikt we mnie nie wjedzie. Nikt na mnie też nie trąbi (no, czasami). Bo ja jestem zbyt ostrożna za kółkiem, jak powiedziano mi podczas halkbanan, kiedy to przy nagłym klaśnięciu miałam gwałtownie zahamować, a ja dojechałam do linii delikatnie, tak jak mnie uczył mąż.

Faktycznie zwykle jeżdżę sobie pomalutku, bo mi się nigdzie nie śpieszy 😉

radmanso

Przy okazji chcę dodać ważną rzecz, a mianowicie samo podejście Szwedów do posiadanego samochodu – nie musi to być tzw. bryka, żaden tam wypasiony i wielki Lexus czy inne Porsche. Królują tu oczywiście Volvo i wcale nie muszą być duże. Mały, niewiele palący samochód to dla Szweda zupełnie wystarczający środek komunikacji i nie odczuwa on absolutnie wstydu, że jego auto jest skromne. Mój ojciec nie mógł wyjść z podziwu, kiedy do nas pierwszy raz przyjechał i zobaczył nasze autko, (mieliśmy wówczas Nissan Micra). Zachodził w głowę, dlaczego jeździmy takim czymś, jak stać nas na nieco lepszy samochód.

W Polsce podejście do samochodu wygląda mniej więcej tak:

Marta FrejRysunek Marta Frej

I tak, ostatnio o nauce jazdy, ulicach, rondach i samochodach tylko myślę, wieczory upływają mi na przerabianie ćwiczeń z teorii, a wolne dni na ćwiczenie U zakrętów.

Prawo jazdy trzeba będzie w końcu sfinalizować i takie mam postanowienie na ten rok.

Wesołych Świąt!

god jul

*

Moi drodzy czytelnicy,

z całego serca życzę Wam,

by te nadchodzące Święta Bożego Narodzenia upłynęły Wam 

przyjemnie, przytulnie i spokojnie.

Byście byli wśród tych, których kochacie.

Życzę Wam wzruszeń, radości i poczucia absolutnego szczęścia.

I życzę Wam, by w Nowym 2016 roku udało się Wam spełnić Wasze marzenia,

zrealizować plany i żeby codziennie zdarzały się Wam miłe i piękne rzeczy.

Wesołych Świąt!

Wasza Monika

<3

Bezcenny wspólny czas

Dzisiaj, biegając za prezentem dla męża i patrząc na innych ludzi szukających upominków pomyślałam, czy nie lepiej byłoby ten spędzony na przeczesywaniu galerii czas poświęcić właśnie swoim najbliższym?

IMG_8833

Czy coś by się stało, gdybyśmy zamiast prezentu ofiarowali sobie czas?   

Czy nie lepiej by było, gdybyśmy zamiast wręczać dziecku zabawkę, pobawili się z nim?

Muszą być te prezenty właściwie?

Na zakupach spędziłam parę godzin, mąż czekał na mnie samotnie w domu. Teraz widzę, że tych paru przegapionych godzin nikt nam nie odda z powrotem. Prezenty, zakupy i świąteczne potrawy to nie rzecz najważniejsza w święta. Nic się nie stanie, jak nie będzie wszystkich potraw, świat by się też nie zawalił gdyby nie było prezentów. Najważniejszy jest czas, który powinniśmy wyrywać życiu zachłannie i zaborczo, a potem ofiarowywać sobie nawzajem.

Bo jesteśmy tu tylko raz, przez krótkie kilkadziesiąt lat, czas zmarnowany jest nie do nadrobienia, a nowej puli czasu nie dostaniemy. Dzieci też się drugi raz się nie urodzą i nie urosną. Delektujmy się i doceniajmy każdą wspólną chwilę.

Czasu Wam w tym gorącym przedświątecznym okresie życzę!

<3

Lucia

To był najpiękniejszy koncert z okazji święta Lucia, jaki widziałam!

Do tej pory chodziliśmy na te koncerty do różnych, zwykle dużych kościołów, tym razem zdecydowaliśmy się na Niebieską Salę w Ratuszu (Blå Hallen, Stadshuset).

IMG_8808

Pomijając miejsce, które podczas koncertu było bardzo atrakcyjnym tłem i oprawą koncertu i pomijając świadomość, że jeszcze dwa dni temu w tym miejscu odbywał się bankiet z okazji wręczenia nagród Nobla, chór złożony z uczniów wszystkich klas sztokholmskiego gimnazjum muzycznego (Kungsholmens Musikgymnasium) po prostu przebił wszystko!

IMG_8809

Pieśni wykonane pięknymi anielskimi głosami chwytały za serce. Zamykałam oczy i czułam, że jestem u bram niebios. W kąciku oka od czasu do czasu uparcie kręciła się łza…

IMG_8813

Patrzenie na dyrygentów też było fascynujące, podziwiam ich za ten kunszt.

IMG_8815

IMG_8810

Nagrałam dla Was ukradkiem krótki filmik, posłuchaj, jeśli chcesz, fragmentu najpopularniejszej pieśni koncertu Lucia, Sankta Lucia:

O tym, co to właściwie za święto, pisałam już nie raz, dziś tylko chciałabym powiedzieć jedno, że patrząc na to świetlne widowisko wyobraziłam sobie ludzi w zamierzchłych czasach, rozsianych po całej Szwecji, zmuszonych przeczekać te zimowe ciemności, zrozumiałam, jak wielką nadzieję i przyjemność sprawia im to dziewczę niosące światło, i jak oni na ten dzień czekają, jak pięknie go celebrują.

IMG_8820

Cieszę się, że tradycja przetrwała do dziś. Lucia to druga, obok Midsommaru tradycja w Szwecji, za którą między innymi kocham ten kraj. I jestem pewna, że do Niebieskiej Sali na koncert Lucia wrócę nie jeden raz.

IMG_8823

Chcącym wiedzieć więcej podaję linki do moich poprzednich wpisów o tym dniu, rok 2014 zdjęcia, rok 2014 słowa, rok 2013.

A ja tymczasem biegnę do przyjaciół pomóc w pieczeniu szafranowych bułeczek.

Miłej niedzieli!

<3

Korzenne ciasteczka – pepparkakor

tradycje szwedzkie

Piastowie

Na obczyźnie tęskni się bardzo za tym, co rodzime.

Każdy tęskni za czymś innym, ja tęsknię głównie za polską kulturą, dlatego korzystam z każdej nadarzającej się okazji, by podtrzymać z nią kontakt.

Dziś wybrałam się na występ taneczny Zespołu Folklorystycznego Piastowie, który miał miejsce w ABF Huset w Sztokholmie.

IMG_8708

Duża sala nie była pełna, a szkoda, bo to taneczno – muzyczne widowisko było wyśmienite. Obawiam się, że nie wszyscy mieszkający tu Polacy wiedzą, że ten wielokrotnie nagrodzony zespół istnieje i robi takie piękne pokazy taneczne.

IMG_8696

W barwne i skoczne tańce ludowe (dworskie, polki i krakowiaki) wplecione były opowieści o historii Polski i Szwecji, historii tańca ludowego i koronacyjnego oraz solowe występy wokalne.

IMG_8713

IMG_8714

Pojawił się też taniec w wykonaniu kilkulatków, co było przemiłym akcentem. Frakcja dziecięca pragnie się powiększyć, więc jeśli macie rwącą się do tańca latorośl, mali Piastowie czekają na nowych kolegów i koleżanki z otwartymi ramionami. Młodzież i dorośli też są mile widziani.

IMG_8689

Zespół Piastowie liczy sobie już ponad 40 lat, powstał w 1973 roku z inicjatywy Towarzystwa Polaków Ogniwo w Sztokholmie, a przez niego przewinęło się już setki tańczących Polaków. Na początku pieczę nad zespołem sprawowali  Zofia i Zdzisław Kraszewscy, ale rok później kierownictwo artystyczne przejęła Grażyna Piątek.

IMG_8717

Roztańczeni Piastowie jeżdżą z występami po całej Szwecji, biorą też udział w różnorodnych festiwalach i festynach, występują w zakładach pracy, różnych instytucjach socjalnych, w większości na zaproszenie Szwedów, ale oczywiście występują również na rzecz  wydarzeń polonijnych.

IMG_8724

IMG_8701

Za jeden z celów Piastowie stawiają sobie promowanie kultury polskiej w Szwecji. Na sali było sporo Szwedów, wielu interesuje się folklorem, a polski folklor może naprawdę trafić do serca.

Ja osobiście, na widok tych znajomych ludowych strojów, długich warkoczy i czerwonych korali oraz na dźwięk krakowiaka i polki miałam gęsią skórkę i łzę w oku, bo nie ukrywam, że tęsknię za Polską i jestem z jej kultury i dorobku dumna.

<3

Wielki dzień

Ten niepozorny wtorek, 1 grudnia 2015 to dla mnie wielki dzień.

Podpisałam dziś umowę o pracę na stałe, w państwowym przedszkolu, z pensją i warunkami, o których mi się nawet nie śniło. Nie posiadam się z radości, ale mój radosny śmiech przeplata się ze łzami, bo to słodki owoc moich przesiedzianych nad studiami weekendów i nocy, owoc ciężkiej pracy w różnych miejscach, nagroda za cierpienia doznane u poprzednich pracodawców, spełnione gorące nadzieje i sny, że doczekam się kiedyś tego twardego gruntu pod nogami…

Myślałam, że to wręcz niemożliwe dostać pracę na czas nieokreślony, będąc na obczyźnie stosunkowo krótko. Opłaciło się pracować, zdobywać doświadczenie, opłaciło się weryfikować i kompletować studia, opłaciło się walczyć w pocie czoła o te piękne legitymacje nauczycielskie. Opłaciło się odważyć i szukać pracy w przedszkolu państwowym, w lepszych dzielnicach, biegać na trudne rozmowy kwalifikacyjne, a potem wybrać miejsca, gdzie chciałabym pracować. Dzisiaj spijam tego słodki nektar i jestem pijana ze szczęścia.

Piszę o tym ze szczególną myślą o Was, Polki nauczycielki i przedszkolanki na obczyźnie – zapewniam Was, że praca w Waszym zawodzie jest w Szwecji możliwa, zapewniam Was, że warto walczyć o swoje dokształcanie się i szwedzki dyplom. Warto mierzyć wysoko i warto się cenić. Nie poddawać się, wysilać i marzyć. Niech moje podzielenie się tą wieścią będzie dla Was motywacją do walki o swoje zawodowe szczęście.

Bo szczęście w dużej mierze od nas samych zależy.

IMG_8643

To róże, które kupiłam sobie z tej pięknej okazji.

Sobie, ale także tym wszystkim, którym w sercu chciałabym podziękować…

IMG_8647

… przede wszystkim mojemu mężowi, który pomagał mi i wspierał mnie bardzo przez całą wyboistą drogę tutaj; Rodzicom i przyjaciółce Kasi L., którzy we mnie wierzyli i dopingowali mi gorąco; mojej Halinie, która wpoiła mi, że mam jeden z najlepszych na świecie zawodów – zawód nauczyciela, dzięki czemu zawsze będę miała pracę; dziękuję moim profesorom z wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego, którzy dali mi nader wyśmienite wykształcenie, bardzo wysoko cenione tutaj.

Wdzięczność dla Was wszystkich przepełnia mnie teraz od stóp do głów.

Mam nadzieję, że moja radość, moi drodzy czytelnicy, udzieliła się Wam choć trochę. Ściskam Was mocno i przesyłam ocean energii!

<3

Mall of Scandinavia

Dwunastego listopada otworzyli w mojej dzielnicy galerię handlową Mall of Scandinavia.

IMG_8710

Piszę o tym, ponieważ w Sztokholmie to duże wydarzenie i sama galeria jest podobno największą galerią handlową w całej Skandynawii, a ponadto ja i mój mąż osobiście cierpieliśmy przez cały długi, (stanowczo za długi), okres budowy tego molocha. Do mieszkania wdzierał się uparcie biały pył, hałasy irytowały, a bezustanne głoszenie, że wkrótce otwarcie irytowało nas jeszcze bardziej.

Na szumną i uroczystą inaugurację poszliśmy, ale tłumy przed galerią nas przeraziły i wróciliśmy do domu, obserwując potem fajerwerki nad galerią w momencie otwarcia. Potem nie było jakoś czasu i potrzeby, ale dzisiaj w końcu poszłam to “cudo” handlowe obejrzeć i ja.

IMG_8715

Faktycznie, imponujące.

IMG_8731

IMG_8720

Galeria jest ogroooomna, butików, kawiarń i restauracji w niej bez liku, wszystko na najlepszym poziomie, aż prosi: wejdź, spróbuj, skosztuj, kup! Kup! Kup!

IMG_8713

IMG_8714

Ha ha! Kusi, ale na szczęście nie mnie! Mam przysłowiowego węża w kieszeni i rzadko coś mnie pokusi o kupienie sobie nowego ciucha czy lakieru do paznokci. Mój mąż mówi, że przesadzam, ale co ja zrobię? Patrzę na te wszystkie markowe cudowności i mogę spokojnie za pewnym mądrym człowiekiem, Sokratesem powtórzyć: “Zdumiewająca jest ilość rzeczy, bez których potrafię się obejść.”

IMG_8737

Cieszę się tylko, że mają tu Inglota!

IMG_8735

Ale żeby nie było, że z Mall of Scandinavia wyszłam z pustymi rękami, kupiłam sobie jeden sweterek oraz kalendarz, w końcu zima i nowy rok w drodze…

Fika w ogrodzie Rosendal

Jak ja uwielbiam, gdy ktoś, kto wpadł do Sztokholmu na chwilę, turystycznie, lub kto mieszka tu od niedawna, zaprowadzi mnie w miejsce, którego nie znałam!

Wczoraj moja koleżanka Asia pokazała mi miejsce, w którym się zakochałam i do którego będę wracać, a mianowicie Ogród Rosendal (Rosendals Trädgård).

Właściwie znałam to miejsce, bo latem, przy okazji długiej wycieczki rowerowej widzieliśmy pałac Rosendals slott oraz usiany pomnikami wielki ogród.

IMG_1704

IMG_1709

Jednak tego niezwykle inspirującego i sielskiego miejsca, w którym można usiąść na fikę i zrobić kwietne zakupy, nie znałam.

IMG_8533

Znany z dopieszczonych ekologicznie upraw, z doskonałych wypieków i smacznych dań (wszystko z tego ogrodu), z organicznej (pysznej, zapewniam!) kawy, z szerokiego asortymentu ogrodniczego oraz handlu detalicznego Ogród Rosendal przyciąga tłumy ludzi.

IMG_8537

W kolejce stałyśmy długo, co rusz potrącane przez ludzi, którzy zapomnieli słowa przepraszam, ale gdy dostałyśmy wreszcie w posiadanie marchewkowy placek i kawę byłyśmy pełne szczęścia.

IMG_8633

IMG_8634

Nasza fika w tym miejscu miała dodatkowy urok, dzięki słońcu, które wpadało przez okna szklarni, w której zmuszone byłyśmy usiąść z powodu braku miejsca w głównej kawiarni. Słowa FIKA nie trzeba Wam chyba objaśniać, wszyscy na pewno wiedzą, że to najważniejsze słowo w Szwecji.

IMG_8636

Po kawie i boskim cieście Asia zaprowadziła mnie do kwiaciarni, pełnej już cebulek amarylisów, świątecznych ozdób i pulsującej bożonarodzeniowym klimatem.

IMG_8545

IMG_8548

Miejsce to jest naprawdę inspirujące i jeśli ktoś lubi piękne rzeczy, na pewno wpadnie w zachwyt. Kwiaty i ozdoby nie są zbyt drogie, a dla szczęśliwców posiadających własny ogród Rosendals Trädgård jest punktem obowiązkowym do częstego odwiedzania.

IMG_8647

Za szklarniami, kawiarnią i kwiaciarnią jest mały sklepik z m.in. wyrobami z pól i ogrodów Rosendal.

IMG_8542

Kupić i posmakować tu można jedno z najlepszych wypieków w Sztokholmie.

IMG_8543

Za ogrodem znajduje się oranżeria, ale…

IMG_8527

… na nią zabrakło nam czasu, ponieważ śpieszyłyśmy się na uroczyste włączenie świątecznego oświetlenia w mieście. Robi się już naprawdę świątecznie, do Bożego Narodzenia został właściwie nieco ponad miesiąc!

151121

PS. Do Ogrodu Rosendal dojechać można z centrum miasta tramwajem nr 7, w kierunku Djurgården, wysiąść na przystanku Waldemarsudde, przejść przez ulicę w lewą stronę i dojść 10 minut pieszo.   

Listopad zaklęty w broszce

Próbuję się przekonać, że lubię listopad.

Zobaczyć, że jest tak samo piękny, jak chociażby czerwiec. Piękny, ale inaczej, bardziej melancholijnie, ze spojrzeniem w głąb siebie; piękny chłodniej, szarzej, niepokojąco. Uczę się ciągle zamiast przeklinać to, czego nie lubię, znajdować w tym dobre i miłe strony. Być tu i teraz, (mindfulness się kłania!), delektować się każdym dniem, nawet tym listopadowym.

Dzięki temu, coraz częściej, wydaje mi się, że listopad jest jednak piękny, a ku potwierdzeniu sprawiłam sobie listopadową broszkę. Chmurkę z ciężkimi kroplami deszczu.

indeks

Broszkę swoimi zwinnymi i utalentowanymi dłońmi wykonała dla mnie na zamówienie Kasia, znana jako NURRGULA. Potraktowałam to śliczne rękodzieło jako symboliczny upominek z okazji trzecich już urodzin mojego bloga. Kasię odkryłam niedawno i chyba zostanę stałą klientką, bo jej biżuteria przypadła mi do gustu. Może i Wam coś wpadnie w oko i skradnie serce?*

indeks

*nie jest to post sponsorowany, ja za broszkę zapłaciłam, a Kasia nie prosiła o promocję.