Kategoria: Polka w Szwecji

Semla, Tłusty Wtorek i moc słońca

W Polsce na Ostatki jest Tłusty Czwartek, a królem tego dnia jest pączek, w Szwecji zaś jest Tłusty Wtorek, a królową jest semla.
Semla to deser ze słodkiej bułeczki pszennej wypełnionej masą migdałową i bitą śmietaną, posypany cukrem pudrem. Jada się je przez cały karnawał i nawet po karnawale, bo protestancka Szwecja nie pości, ale największy boom jest w Tłusty Wtorek, który w tym roku wypada 17 lutego. Dzień ten w kalendarzu widnieje jako Dzień Semli (Semmeldag) lub Tłusty Wtorek (Fettisdag).
IMG_0999
IMG_0938
Ja trzymam teraz żywieniowy reżim, zmniejszyłam ilość spożywanego cukru do minimum. Miałam taki plan, by nie jeść słodkiego w ogóle, ale co to za życie bez słodyczy, dlatego co dni parę pozwalam sobie na cukierka, albo słodką bułeczkę, ale na semlę apetyt rósł mi już od miesiąca, (bo semle biją „po oczach” już niemal od początku stycznia), dlatego kupiłam jedną (mój mąż jest bardziej wytrwały w diecie bezcukrowej niż ja) i pochłonęłam ją z wielkim smakiem i jękami, których nie powstydziłaby się Nigella Lawson.
IMG_0953
Z tych samych powodów w tym roku nie piekłam semli, ale raz mi się to zdarzyło i wyszły pyszne, a przepis i garść ciekawostek o tym wypieku zawarłam TUTAJ.
IMG_0940
Dziś dorzucę inną ciekawostkę, w tym roku hitem są semle zawijane jak kebab, nazywają je semmelwrap, wrapsemla lub semla-to-go.
IMG_0994
Semmelwrap można kupić (z tego, co widzę) tylko w cukierni Tössebageriet na eleganckiej ulicy Karlavägen. Kolejki tam długie, ale nikt się nie poddaje 😉 Ja byłam tam wczoraj, więc wyobrażam sobie, co się tam dzieje w Dzień Semli!

Semmelwrap wymyślił pracujący tam cukiernik, z myślą, żeby człowiek mógł w tych dzisiejszych, wiecznie zabieganych czasach pochłonąć semlę w drodze, w biegu, między pracą a dodatkowymi zajęciami, tylko czy to ma sens? Czy się ten smak poczuje pędząc i patrząc pod nogi, albo stojąc na stacji metra?
IMG_0998
Wydaje mi się, że wszędzie dookoła jest pełno pochłaniających jedzenie na stojąco, w biegu, w pociągu. Zauważyłam też, że Sztokholm coraz grubszy jest, coraz więcej widzę otyłych ludzi. Ale jak nie przytyć, jeśli na każdym kroku można kupić cynamonową bułkę, hamburgera, frytki, muffiny, a unoszący się w powietrzu obłędny zapach kawy tylko wyostrza apetyt? Społeczeństwo coraz bardziej syte, coraz pulchniejsze, po co dolewać oliwę do ognia i robić nawet z takiej ładnej semli fast food? Nie podoba mi się to.
16 feb
Widok semli na tle chodnika rzeczywiście odbiera mi apetyt. Chowam semlę z powrotem do torebki i niosę do domu. Będzie do popołudniowej kawy.
IMG_1005

***

Choć zima w pełni, to słońca jest coraz więcej i światło już inne jest. Ostrzejsze, jaśniejsze, jakby… pocieszające.
Mróz potrafi jeszcze czasem dokazać, ręce bez rękawiczek kostnieją, lodowaty wiatr przenika grube czapy. Przez jakiś czas było na plusie, ale teraz zrobiło się naprawdę okropnie zimno, (wiem, wiem, na północy mają gorzej).
IMG_0962
IMG_0960
Ale za to ostre słońce sprawia, że ludzie wysuwają się zza ciepłych kapturów, czapek i szali, i wystawiają do nieba stęsknione twarze. Uśmiechnięte twarze, bo radości i pociechy ze światła nie da się ukryć, słońce ma moc!
IMG_0967

IMG_0976

IMG_0978
IMG_0979
Przebrnęliśmy przez ciemny styczeń, luty już na półmetku, i choć wiem, że jeszcze przyjdą zawieje, zamiecie i śnieg po kostki, dni są jednak coraz dłuższe i jaśniejsze, codziennie o odrobinę, ale są!
IMG_0983
Tak niewiele potrzeba – parę promieni słońca. Człowiek czuje się coraz lepiej i nadziei nabiera, jak świeżego powietrza w płuca. Jeśli komuś zima daje tak popalić, że ani słońce, ani semla nie pomagają, polecam taki łatwy w obsłudze program, który doprowadza wszystko do porządku jednym kliknięciem. Kliknijcie na zdjęcie, a potem na klawisz i przekonajcie się sami:

OK knappenSłońca i słodyczy Wam życzę!

Monika

I już po wszystkim

Głosowanie zakończone, głosy podliczone, pierwsze dziesiątki ogłoszone.
Do finału się nie dostałam, zachowałam jednak 29 miejsce (na 300 blogów w kategorii Lifestyle). W rozliczeniu końcowym dostałam 84 głosy. Myślę, że to całkiem dobrze, choć byłam przekonana, że będzie dużo lepiej.
Wystartowałam, bo byłam święcie przekonana, że Polka w Szwecji jest czytana i lubiana, widzę to przecież w statystykach. Codziennie na ten blog wchodzi około tysiąca osób, (w dniu opublikowania postu zawsze więcej); dostaję masę maili, na które w dużej mierze odpowiadam, pomagam, radzę, wyjaśniam. Naiwność moja szeptała mi do ucha, że moi czytelnicy z chęcią na mnie zagłosują.
Okazało się jednak, że głos sam z siebie nie przyjdzie, że o głosy trzeba żebrać i prosić, (a ja tak nie lubię prosić!), że trzeba głośno krzyczeć, dwoić się i troić, przekonywać, że blog zasługuje na głos. Zdaję sobie sprawę, że gdyby można było głosować również ze Szwecji, miałabym tych głosów więcej,  nie mniej jednak dużą dozę głosów zawdzięczam zaangażowaniu moich rodziców, najbliższych koleżanek oraz wiernych czytelników.

Szczególne podziękowania składam moim rodzicom oraz Kasi Lindahl i Renacie Bulczak, za wołanie o głosy w moim imieniu, kiedy ja już nie miałam odwagi wołać i prosić, oraz za ich wielkie, gorące i serdeczne wsparcie podczas całego głosowania.

Nie wiem, jakie są kulisy konkursu, jak zdobywane są głosy, w Internecie huczy od komentarzy oburzonych blogerów. Ci rozczarowani mówią, że to wielkie matactwo, interesowność organizatorów, inni zaś, że dobry blog ma wielkie grono czytelników i sam sobą się wybroni. Z doświadczenia wiem, że prawda leży po środku.
Choć mam wrażenie, że to był konkurs na żebraka roku. Wygrywa ten, kto najgłośniej krzyczy, ma najwięcej pomysłów i najwięcej ludzi wokół siebie. Oczywiście jest sporo blogów, które mają przeogromną rzeszę wielbicieli i są tak lubiane, że nie muszą nic robić, a i tak nagroda sama wpada w ręce (i słusznie), ale sporo blogów równie ciekawych, zostało gdzieś na szarym końcu, bo za słabo prosiło, lub po prostu, są za młode i grono czytelników mają mniejsze.

Czytam różne artykuły na temat konkursu i jeśli macie czas i ochotę, podsuwam Wam do poczytania: Blog Roku vs Rzeczywistość, Nie płaczcie po Blogu RokuChoroba zwana Blog Roku, oraz dla przeciwwagi Teoria spiskowa wokół konkursu. Ciekawe są nie tylko artykuły, ale i komentarze pod nimi.

Jakkolwiek było, czuję, że ten konkurs na coś mi się przydał. Utarł nosa mojej pewności siebie, a także pokazał cały wachlarz interesujących blogów, (niektóre były daleko poza dziesiątką, serio!), które od dziś będę śledzić.

Jeszcze raz dziękuję Tym wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos. Dziękuję wszystkim Tym, którzy w głębi duszy życzyli mi wygranej. Dziękuję mężowi, że przez cały tydzień dzielnie znosił moje dywagacje na temat konkursu.

Dziękuję moim współzawodnikom, a Tym, którzy dostali się do finału, życzę powodzenia!

Wielkie głosowanie – Blog Roku 2014

Od dziecka lubiłam tworzyć.

Miałam swoje bruliony, w których namiętnie wpisywałam złote myśli, krótkie opowiadania, opisy zdarzeń dnia codziennego, a wszystko to opatrywałam wycinanymi z kolorowych magazynów zdjęciami. Dwa lata temu mój blog stał się takim brulionem wieku dorosłego, z tą różnicą, że poza mną zaglądają do niego i czerpią (mam nadzieję!) korzyści jeszcze inni.
W roku 2014 dałam z siebie w moim blogu wszystko. Starałam się prowadząc Polkę traktować serio i ambitnie zarówno blog, jak i Was, jego czytelników. Zdecydowałam się przystąpić do walki o Blog Roku i w podświadomości tli się marzenie o dostaniu się do wielkiej dziesiątki, która pójdzie pod ocenę Jury.

Dlatego dziś chcę Was poprosić o oddanie głosu na mój blog.

Jeśli lubicie ten blog i chcielibyście na niego zagłosować, to możecie to zrobić, wysyłając SMS-a o treści C11577 (bez spacji) pod numer 7122.
Koszt jednego SMS-a to 1, 23 zł, a cały dochód z SMS-ów przekazany zostanie na rzecz Fundacji pomagającej dzieciom doświadczającym przemocy Dzieci Niczyje. Można oddać głos na więcej niż jeden blog.
http://blogroku.pl/2014/bi2,un,10,grafika.png

Dziękuję, że jesteście ze mną!

PS. Głosowanie trwa do 10 lutego, do godziny 12.00

Astrid Lindgren – Dalagatan 46

Dziś mija trzynasta rocznica śmierci Astrid Lindgren.
Temat Astrid pojawia się na tym blogu od czasu do czasu. Opowiadam o niej nie tylko z tej przyczyny, że jestem jej ogromną wielbicielką, ale również dlatego, że pisząc o Szwecji nie sposób nie wspomnieć o tej wspaniałej kobiecie. Obejrzałam niedawno trzyodcinkowy dokument Kristiny Lindström „Astrid”, który odsłonił jej wiele tajemnic, pokazał, jakie było jej prawdziwe życie.
Ale nie o biografii Astrid chciałabym dziś pisać.
Dziś chcę pokazać Wam miejsce, gdzie spędziła ostatnie 60 lat swojego życia – jej dom, mieszkanie na Dalagatan 46 w Sztokholmie oraz pobliski park.
IMG_0854
Na ulicy Dalagatan 46 mieszkała Astrid wraz ze swoim mężem Sture, córką Karin i synem Larsem. Z mężem i dziećmi mieszkała stosunkowo krótko, bo 10 lat po wprowadzeniu się mąż Sture zmarł, a dzieci kolejno wyfrunęły do swoich gniazd.
IMG_0829
Astrid do końca życia, do roku 2002 mieszkała już sama. Sama, ale nie samotna.
IMG_0827
Tutaj prowadziła zwyczajne życie żony i matki, ale dom ten był także miejscem jej pracy, tutaj pisała książki i scenariusze, dbała o wydania obcojęzyczne swoich powieści, odpowiadała na listy czytelników, udzielała wywiadów, przyjmowała przyjaciół oraz całą rodzinę na cotygodniowym sobotnim obiedzie.
MG_0836
Mieszkanie Astrid na Dalagatan ma pięć pokoi i mieści się na pierwszym piętrze. Dom Astrid będzie wkrótce możliwy do odwiedzenia, ale póki co, można zobaczyć wnętrze domu wirtualnie. Kliknij na link i potem na plan mieszkania w lewym dolnym rogu, a wtedy zobaczysz kolejno wszystkie pokoje. Przewodnik jest również po angielsku (znaczki u góry).
Te trzy okna nad markizą są z pokoju dziennego i pokoju do pracy.
IMG_0837
Na wprost przed tymi oknami rośnie lipa (lipa po szwedzku to lind). Holenderska tłumaczka powieści Lindgren, Rita Verdshuur, opowiadała we wspomnianym filmie, że kiedy w listopadzie 2001 przyjechała do Sztokholmu odwiedzić Astrid, jej córka, Karin nie pozwoliła na spotkanie, ponieważ pisarka była już bardzo słaba. Rita wyszła przed dom i zobaczyła, że wszystkie drzewa przy tej ulicy były niemal nagie, a to jedyne drzewo naprzeciw okna Astrid, było wciąż zielone.
IMG_0840
Z okien na Dalagatan rozciąga się widok na park Wazy (Vasaparken). Podczas pracy, Astrid pozwalała oczom odpocząć spoglądając na ten park.
IMG_0834
Bardzo dużo czasu też z nim spędziła – najpierw z dziećmi, którym towarzyszyła w zabawie.
IMG_0844
Astrid uwielbiała się bawić, miała w sobie dużo z dziecka. Mówiła, że będzie się bawić dopóty, dopóki ciało jej na to pozwoli. W jej powieściach dzieci też nieustanie się bawią, czyż nie? Czym byłoby dzieciństwo bez zabawy?

W tym parku złamała też nogę w kostce i wtedy, uziemiona gipsem, miała czas napisać scenariusz do filmu Pippi Långstrump. Gdy jej dzieci wyrosły z zabaw, Astrid spędzała tutaj czas na spacerach z przyjaciółkami, albo siadała sam na sam, z książką na ławeczce. Przez ponad 60 lat, Vasaparken był bardzo ważnym miejscem w jej życiu.
IMG_0850
Zimą środek parku zamienia się w lodowisko, do dziś chętnie odwiedzane przez Sztokholmian. W chwili, kiedy robiłam to zdjęcie, lodowisko było szlifowane, a niecierpliwi łyżwiarze czekali na brzegu. To lodowisko pojawia się w jednej z bajek Astrid, Peter i Petra. Tytułowe rodzeństwo mieszkało w „ukrytym kącie Vasaparken”. Wieczorem, kiedy wszyscy znikali w swych domach, Peter i Petra zakładali swoje łyżwy i czynili na lodzie urzekająco piękne pląsy.
IMG_0841
Od samego początku, kiedy park został założony, w latach 1800, postanowiono, że będzie to, w odróżnieniu od innych parków, miejsce rekreacji i zabawy – z boiskiem (zimą zamienianym w lodowisko), z piaskownicami i huśtawkami.
IMG_0852
Okolica parku i domu Astrid, (właściwie cała ta dzielnica Vasastan) jest piękna, dzięki swojej zabytkowej architekturze, skwerom i parkom. Tutaj widoczny za budynkiem kościół Gustawa Wazy (Gustav Vasa Kyrka).
IMG_0858
Niektóre szyldy i wystawy zachowane są w dawnym stylu, co dodaje tym ulicom uroku, zaś sama świadomość, przynajmniej dla mnie, że tymi ulicami i skwerami przechadzała się Astrid Lindgren, przyprawia o dreszcz wzruszenia.
IMG_0860

Do tej pory z serii Śladami Astrid Lindgren na moim blogu ukazały się:

Biblioteka na Sveavägen

Junibacken

Vimmerby i Näs

Świat Astrid Lindgren

Nörröra / Saltkråkan

 Literatura:
M. Strömstedt, Astrid Lindgren En levnadsteckning, Rabén & Sjögren, 2007     A. K. Johansson, Astrid Lindgren i Stockholm, Ordlaget, 2012

Ciepłe oazy zimowego Sztokholmu

Zima, wydawać by się mogło, nie sprzyja zwiedzaniu miasta.

Latem jest dużo łatwiej i wybór jest dużo większy – można wybrać się na piknik, na zieloną trawkę, może do znajomych, którzy mają ogródek lub samemu pójść w ten olbrzymi rekreacyjny teren, jaki Sztokholm ma do zaoferowania.

Ale teraz, w środku zimy?

Można, oczywiście, pójść do jednej z wielu galerii (ale nie galerie handlowe mam tu na myśli), do muzeum lub na któryś z basenów, czy też do jednego z wielkich parków na zimowy spacer, ale są tutaj trzy miejsca, w których można poczuć się jak na wakacjach w egzotycznym kraju, odetchnąć innym powietrzem, rozgrzać.
Do takich prawdziwie interesujących miejsc, gdzie można mieć bliski kontakt z “ciepłą” naturą i gdzie człowiek może naprawdę zapomnieć na chwilę i oddalić się od zimy tutaj w Sztokholmie, zaliczam:

IMG_4088Bergianska Trädgården

IMG_4994Dom Motyli i Oceanarium

IMG_4422Aquaria – Vattenmuseum

Dla przypomnienia odświeżam te wpisy i gorąco Was zachęcam do odwiedzenia tych miejsc. Kliknij na linki i dowiedz się więcej, a ja na koniec dodam tylko, że warto kupić sobie roczny bilet do wybranego ulubionego miejsca i chodzić tam przez całą zimę do woli.

Sztokholmskie metro – najdłuższa galeria sztuki na świecie

Do tej pory napisałam sporo o szwedzkich tradycjach.
Nie chciałabym już się w tym roku powtarzać, zawsze można zajrzeć do wpisów w zakładce Święta i tradycje. Ten tydzień, to czas pożegnania ze świętami, czas powrotu na zwykłe tory codzienności. A 13- go stycznia w kalendarzu szwedzkim widnieje Tjugondag jul, czyli Dwadzieścia dni po świętach. O tym dniu oraz związanym z nim plądrowaniu choinki przeczytacie w Pożegnanie z choinką.
Będę za to starała się, tak jak dawniej, pisać o Szwecji, Sztokholmie i okolicach.  O tym, co warto zwiedzić i zobaczyć oraz o sprawach, które lubię, a mianowicie o szwedzkiej mentalności, kwestiach społecznych i kulturze.

***

Przeczytałam w prasie codziennej, że znów rusza „zwiedzanie metra”, w czym czasem uczestniczę, bo faktycznie są to ciekawe wycieczki z przewodnikiem, który opowiada o sztuce, jaką zostały „opatrzone” sztokholmskie stacje metra.

Metro sztokholmskie to coś więcej niż zwykły środek komunikacji. To również najdłuższa na świecie galeria sztuki.

Ponad 70 artystów ozdobiło rzeźbami, malowidłami i mozaikami ponad 5o stacji.

Perony, ściany, sufity i wejścia mienią się dziełami sztuki w rozmaitych stylach. Uważnemu podróżnemu nie umknie żaden detal, mający nierzadko jakąś historię lub przesłanie, jak chociażby zawiązany na supeł rewolwer na stacji Åkeshov.

(Nazwy stacji podaję w kolorach danej linii).

Åkeshov

Wiele stacji to kolorowe groty, jak np. uważana przez licznych za najpiękniejszą stacja Kungsträdgården, dzieło Ulrika Samuelssona. Kiedy budowano niebieską linię, zdecydowano pozostawić prawdziwe oblicze wysadzonej groty. Przez długi czas architekci i technicy pracowali nad wyczarowaniem w grocie tego dzieła. Ta stacja to właściwie historia Kungsträdgården w pigułce, między innymi pamiątka krwawej walki o niewycinanie wiązów.

IMG_0916Kungsträdgården

IMG_0924Kungsträdgården

Większość stacji metra ozdobiona jest trudnymi do przeoczenia malowidłami, płaskorzeźbami lub gablotami z mini wystawą. Ale czasami trzeba się dopatrzeć, doszukać dzieł i artystycznych smaczków, jak np. na stacji Vällingby, gdzie artysta Casimir Djuric nadał kolumnom podtrzymującym sufit peronu wygląd drzew. Dopiero niedawno to zauważyłam, przygotowując ten wpis i czytając o stacjach.

IMG_0781Vällingby

Mijając często pewne stacje, można się do nich przyzwyczaić i po pewnym czasie przestać zauważać, że są piękne i interesujące. Właściwie, jakie są, zależy od nas samych, to co dla jednych będzie kiczem, dla innych będzie czystym pięknem. W całym metrze znajduje się kilkaset dzieł, malunków, mozaik, instalacji, rzeźb – każda stacja jest inna i każdy znajdzie swoją ulubioną.

IMG_7123Midsommarkransen

Wiele wystaw i dzieł mówi o szwedzkich tradycjach, historii, kulturze, o ważnych wydarzeniach w życiu Szwecji.

IMG_7120Midsommarkransen

Dzieła sztuki mają to do siebie, że pobudzają fantazję, zmuszają nas do myślenia, zastanowienia. Jest też tak, że za każdym kolejnym razem patrząc na malowidło czy wystawę widzimy co innego, inne mamy refleksje.

IMG_7126Västertorp

stockholmAkalla

Na stacji Universitetet, gdzie ostatnie lata „bywałam” często, czekając na pociąg, wyszukiwałam na ścianie słów, lub czytałam sentencje na niebieskich tablicach.

IMG_1298Universitetet

IMG_9169Universitetet

IMG_0571Universitetet

Niektóre wystawy są naprawdę imponujące, tak jak wystawa z imitacją żaglowca na stacji Fridhemsplan, która jest dziełem Ingegerda Möllera.

IMG_0890Fridhemsplan

Bardzo ciekawe również są gabloty na stacji Näckrosen. Większość z nich związana jest z lokalnym, bardzo starym kinem Filmstaden.

IMG_0901Näckrosen

Główną stację metra, wszystkim znaną T-Centralen zaczęto ozdabiać w 1957 r. Na peronie stoją lastrykowe sofy zaprojektowane przez Egona Nielsena, a inni artyści ozdobili ściany białymi cegłami, postaciami wykonanymi z ceramiki oraz kolorowymi bryłami ze szkła. Dolna stacja T- Centralen, z której odchodzi niebieska linia zdobią białe, zaledwie tylko ociosane ściany pomalowane w duże niebieskie liście.

IMG_0929T- Centralen

Stację Tensta zdobią malowidła o wspólnym tytule „W hołdzie imigrantom”. Projektant chciał w ten sposób jakby docenić imigrantów, których mnóstwo mieszka przy tej właśnie stacji. Stacja jest cała w rysunkach, które nie są może najpiękniejsze, według mnie chaotyczne, ale te tablice mówiące o przyjaźni, w podobno 30-tu językach, są bardzo ciekawe i miłe dla oka.

tenstaTensta

Zaś stacja Stadion hołduje społeczności gejowskiej i tolerancji. Sklepienie stacji oraz ściany ozdobione są kolorami tęczy. Tęcza to symbol homoseksualistów. W moim odczuciu to jedna z najładniejszych stacji. Bardzo optymistyczna.

IMG_0574Stadion

Jedną z piękniejszych jest (moja) stacja – Solna Centrum.
Na dramatycznie czerwonym tle rozciąga się prawie tysiąc metrowy świerkowy las. W rysunkach można dopatrzeć się tematów aktualnych w latach 70. a więc opuszczanie wsi, zanieczyszczenie natury, sposób życia.

IMG_0900Solna Centrum

Na ścianach wzdłuż torów widnieją zielone wzgórza i drzewa na intensywnym czerwonym tle. Cała ta kompozycja rysunków, pt. Szwecja w latach 70. wykonana została przez Karla – Olova Björka i Andersa Åberga, w r. 1975.

IMG_0820Solna Centrum

IMG_0897Solna Centrum

IMG_0809Solna Centrum

Ogromna większość wystaw i dzieł jest stała, ale jest też mnóstwo tymczasowych. Ponadto, sukcesywnie przybywa nowych dzieł. W halach biletowych rozdawane są czasami książeczki Konsten i tunnelbanan, gdzie można poczytać o nowych wystawach.

IMG_0904Västra Skogen

IMG_7134Fruängen

Warto też zabrać się, chociaż raz na bezpłatną wycieczkę z przewodnikiem. Wycieczki organizowane są przez Stockholms Lokaltrafik (SL), są bezpłatne (wystarczy tylko aktualny bilet na metro) i nazywają się Konståkning. Pierwsza wycieczka jest 15 stycznia, a każda kolejna, co tydzień aż do 31 maja. Program wycieczek można znaleźć na sl.se.
Siedem linii metra, około 100 stacji. Na każdej z nich coś ciekawego. Dzieła sztuki przyciągają wzrok nie tylko jeżdżących codziennie metrem mieszkańców Sztokholmu, ale i milionów turystów odwiedzających stolicę Szwecji. Nie da się zaprzeczyć, sztokholmskie metro jest unikalną, najdłuższą i być może jedyną na świecie taką galerią sztuki.

Nowy rok niesie zmiany

Początek nowego roku to czas noworocznych postanowień.
Lista moich własnych noworocznych postanowień jest długa, ale nie będę nią Was zamęczać, powiem tylko o tym, co dotyczy bloga.
IMG_4297
Od tej chwili

  • będę się pojawiać na blogu rzadziej, niż do tej pory,
  • nie będę już pisać o życiu prywatnym,
  • zlikwidowałam instagram i twitter, zamierzam zamknąć również fanpage Polka w Szwecji na Facebooku

Bawienie się w te „dodatki” w moim odczuciu jest dziecinne, decyduje o moich nastrojach, zobowiązuje i męczy, ale przede wszystkim  zabiera mi mnóstwo cennego czasu.
Zdaję sobie sprawę, że dla wielu zaglądających na mój blog z platformy Facebooka, będzie to równoznaczne z moim zniknięciem, ale wierzę głęboko, że ci, którzy zechcą dalej czytać blog Polka w Szwecji znajdą sposób, by go znaleźć w czeluściach sieci i do niego co jakiś czas wracać.

Ściskam Was mocno i życzę pięknego i owocnego 2015!

Pierwsze dni zimy, ostatnie dni roku

Trochę spóźniona, ale przyszła.
IMG_0656
Lekko prószyło już w Wigilię, poprawiło w Boże Narodzenie, ale dopiero w ten weekend rzec można było, że mamy zimę. Biel lśniąca w takim pięknym słońcu bardzo poprawia nastrój. Nawet skrzypienie śniegu pod butami jest miłe dla ucha i szczypiący w policzki mróz przyjemny!
IMG_0658
IMG_0662
Po długiej chorobie i po wspaniałych świętach zrobiliśmy sobie w ten weekend długie spacery, po parku Haga i wokół dwóch jezior, Råstasjön i Lötsjön.
IMG_0658
IMG_0666
IMG_0675
IMG_0671
IMG_0744
Jest już kilka stopni na minusie, po nocnej mgle drzewa przybrały olśniewające szaty. Są jak wyjęte z bajki!
IMG_0703
IMG_0754
IMG_0772
Jest pięknie, ale zimno strasznie. I tylko ptaków żal.
IMG_0730
Ludzie je dokarmiają i nawet te, które dotąd odlatywały na zimę, zostają w kraju i próbują te mrozy przeczekać. Widziałam dwie czaple przymarznięte do lodu, leżące, zapewne już nieżywe, biedactwa.
IMG_0715
Zamarznięte jezioro stało się rajem dla łyżwiarzy, niektórzy po prostu spacerują po lodzie, ja nie mam takiej odwagi.
IMG_0719
Wolę stać na brzegu.
IMG_0725
IMG_0722
IMG_0763
Miło jest wrócić do ciepłego domu, do dwóch mruczących i rozespanych kotów. Człowiek docenia wtedy jakim jest szczęściarzem mając dach nad głową, gorącą sutą strawę na stole i mnóstwo spraw, którymi może się zająć.
IMG_0677
No właśnie, sprawy…
Kończy się stary rok, idzie nowy, a to sprzyja refleksji i zmianom. Przełom roku to czas na bilanse, podsumowania, postanowienia i plany. Ja bilansów nie robię, bo nie lubię i choć każdego roku zdarzy się coś, co nie powinno było się zdarzyć, każdy odchodzący rok żegnam z wdzięcznością, że go przeżyłam w zdrowiu i względnej radości.
A nowy rok witam z optymizmem i nadzieją. Plany mam zwykle szyte na miarę i w większości udaje mi się je zrealizować. Ciekawe jakie niespodzianki przyniesie ten 2015 …
Oby tylko miłe!
IMG_0689

Wam również życzę tylko miłych niespodzianek, spełnienia marzeń i zrealizowania planów w Nowym Roku!

Ale przedtem, oczywiście szampańskiej zabawy Sylwestrowej!

Wasza Monika

Konkursy, rozdania i fanpage

Ten post powstawał w mojej głowie długo, wisiał w szkicowniku bloga wiele tygodni, ale coś we mnie pękło i czuję, że muszę go opublikować. Nie mogę milczeć o tym, co mnie dręczy.
Ale po kolei.
Od dawna obserwuję wszystko, co się w fanpejdżowym świecie (skrócę pisownię do fp, dla ułatwienia) dzieje – m.in. na wplatanie fotografii i linków pomiędzy udostępnianie nowych wpisów blogowych. Ale traktuję to jako rzecz naturalną, bo naturalne jest myślenie o tym, czym przyciągnąć nowych fanów oraz zastanawianie się nad „przynętą” i trzymanie fp przy życiu. Jednakże tym sposobem fp obrasta w te zdjęcia i linki, powiększa się i pęcznieje, podczas, gdy na blogu wpisy są np. raz w tygodniu lub rzadziej.

thumb like jgggfotolia.com

Posiadanie fb podpiętego do bloga jest korzystne, to fakt. Ale widzę, że u wielu prowadzenie fp i zdobywanie nowych fanów staje się ważniejsze niż to, co się tworzy na blogu, w rezultacie blog zaczyna grać mniejszą rolę i zaczyna być dodatkiem do fp. Fp bloga powinien być jego odzwierciedleniem, a coraz bardziej zaczyna być targowiskiem nie wiadomo czego. Staje się osobnym tworem, liczba w okienku rośnie i apetyt na jeszcze większą liczbę również.
Oczywiście nie u wszystkich. Są blogerzy, którzy używają fp właściwie, czyli informują na nim tylko i wyłącznie o swoim nowym wpisie na blogu, i ci blogerzy są dla mnie wzorem.
Irytuje mnie powielanie pomysłów innych, podkradanie sobie tematów i zdjęć, ale pomijałam to milczeniem. Ale jest też w fp świecie coś, czego absolutnie nie akceptuję i co budzi we mnie złość i niesmak – coraz częściej zauważam na Facebooku trend, który podnosi mi ciśnienie i choć do tej pory o tym nie mówiłam, dziś nie wytrzymuję i wyrzucam z siebie całe oburzenie.
Facebook-polub nas
Niektórzy w celu zdobycia nowych fanów posuwają się nawet do tego, że organizują „konkursy” zmuszające ludzi do polubienia strony. Bez polubienia strony nie dostanie się złudnej szansy „wygrania” nagrody, która zresztą jest zwykle tylko jedna (jedna, nawet kiedy jest to rozdanie nagród – samo słowo rozdanie mówi, że do wygrania jest wiele nagród). I często taka „nagroda ” jest tak tania i mała, że aż przykro. Robienie tego typu konkursów uważam za dalece nieuczciwe, nieetyczne i niemoralne!  Prowadzący konkurs kusi niewinnych ludzi przez parę tygodni przynętą, po czym wyda komuś jedną rzecz i zaciera ręce, że zdobył setkę nowych „fanów”.
Największym zdobywcą nagrody w tym „konkursie” jest oczywiście „organizator” a nie uczestnicy. 
pajak-pajeczyna
Ja myślę o tych wszystkich uczestnikach wciągniętych do dwulicowej zabawy i zastanawiam się, dlaczego ludzie dają się na to nabierać. Podejrzewam, że są to osoby, którym brakuje pieniędzy na rzeczy ekstra i często wygranie jakiegoś przedmiotu jest prostą możliwością jego zdobycia, a jedynym warunkiem uzyskania tej szansy jest polubienie strony i powieszenie anonsu o konkursie u siebie na tablicy.
Podobnie rzecz ma się z firmami, promującymi swoje produkty. Można się zasłaniać marketingiem i promowaniem swoich towarów w myśl biznesu, ale wymaganie polubienia strony firmy jest nieuczciwe. Wyobraźmy sobie , że potencjalni zdobywcy nagrody Nobla czy uczestnicy w Opolskim Konkursie Piosenki zmuszani są do polubienia fp organizatorów, żeby móc przystąpić do konkursu.
Zgłaszający się uczestnik staje się narzędziem w rękach „organizatora” i choć niewiele na tym traci, zostaje w moich oczach sprytnie wykorzystany.
facebook-keyboard-shortcut
Lajk staje się tanią walutą a liczba fanów zostaje tanio i podstępnie kupiona. Jest to przejawem cwaniactwa, rozpychaniem się łokciami za każdą cenę oraz tak ironicznym podejściem do swoich wielbicieli. Bo jeśli się naprawdę swoich czytelników i klientów lubi i szanuje, to nie stawia się im egoistycznych warunków.

Ja, wiedząc, że wśród moich czytelników są osoby, których nie stać na własne przyjemności, nie odważyłabym się grać na ich pragnieniu posiadania pewnego przedmiotu po to tylko, by zaspokoić własne pragnienie posiadania o jednego fana więcej. Do tego poziomu, Bogu dzięki nigdy się nie zniżyłam. Dla mnie wątpliwa musi być radość z takiego fana, który polubił bloga bo mu kazali.
Co zrobić, żeby pozbyć się nieprawego zdobywania fanów? Gdyby wszyscy, którzy nie wygrali i nie otrzymali nagrody odlajkowali stronę, to utrata tych lajków byłaby tak bolesna dla „pomysłodawców”, że więcej by takich konkursów nie urządzali i nikt nie odważyłby się więcej jawnie nabijać sobie licznika kosztem fanów. Chyba, że chęć posiadania dużej liczby w okienku jest najważniejsza i przesłania wszystko inne. Zresztą, robienie tego typu konkursów jest nie w porządku w stosunku do innych blogerów posiadających fp, którzy przestrzegają zasad etyki na tym podwórku i nie stawiają ludziom takich interesownych wymogów.
Przeczytałam wiele regulaminów i stoi w nich czarno na białym, że pewne rzeczy są niedozwolone, niektóre nawet nielegalne. Poczytajcie sobie, proszę.
Zawsze starałam się hołdować takim wartościom jak moralność, uczciwość i etyka. Dlatego te pseudokonkursy i pseudorozdania wzbudzają we mnie tak wielką niechęć, niesmak i rozgoryczenie.
Myślę i mam nadzieję, że prędzej czy później ten nieuczciwy konkursowy proceder wykończy się sam.

Kartka ze świątecznymi życzeniami

Chcę Wam dziś podziękować za ten miniony wspólny rok i za to, że jesteście.

Za to, że zaglądacie na bloga i dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami. Dziękuję za każdy jeden mail i każdy jeden komentarz – za słowa miłe, które zawsze dodawały mi skrzydeł i radowały, oraz za te krytyczne, które mnie czegoś nauczyły i pokazały, że życie nie może być zbyt różowe.

Dziękuję za całą serdeczność, jaka do mnie od Was płynie.

jul

Chciałabym również złożyć Wam dzisiaj świąteczne życzenia:

Życzę Wam,
by Święta Bożego Narodzenia upłynęły Wam wśród tych, których kochacie.
Byście byli otoczeni blaskiem i ciepłem domowego ogniska i świątecznego klimatu.
By w Waszych uszach rozbrzmiewał śmiech, kolędy i tylko przyjemne słowa.
Byście doznawali wzruszeń, radości i poczucia absolutnego szczęścia.
By Wasze serca rozpierała miłość, bo bez miłości nie ma świąt, ba! nie ma nawet życia.

Życzę Wam również szampańskiej sylwestrowej zabawy oraz tego, by w 2015 roku spełniły się Wasze marzenia, zrealizowały się wszystkie plany i żeby
sprzyjała Wam dobra passa.

Wesołych Świąt!

Wasza Monika