Kategoria: Polka w Szwecji

„Przekręt” turystyczny

Jesteśmy właśnie w Olandii (Öland).

I jak na wytrawnych turystów przystało, staramy się zobaczyć jak najwięcej i najczęściej jesteśmy zadowoleni. Mniej lub bardziej, ale każde miejsce daje nam estetyczną i turustyczną satysfakcję. Ale to, co spotkało nas wczoraj, rozczarowało nas dokumentnie i zdenerwowało do tego stopnia, że postanowiliśmy ostrzec innych na tym blogu.

Przemierzając południową Olandię, zatrzymywaliśmy się w miejscach wyznaczonych w przewodniku, jako warte zobaczenia (sevärdheter). O Möcklemossen piszą tak: Płytkie jezioro w środku Olandii. Bogactwo różnorodnych ptaków, gdzie można zobaczyć rzadkie okazy. Ponadto zobaczysz rozmaite gatunki orchidei i innych ciekawych roślin.

IMG_3305

Droga do owego jeziora prowadziła przez grząskie błoto, krowie placki i ciągnęła się prawie kilometr.

IMG_3281

IMG_3298

IMG_3288

A kiedy zbliżyliśmy się do jeziora, wydobyłam z siebie pełne rozczarowania jęknięcie: – To nie jezioro, to kałuża!

IMG_3280

IMG_3279

Mieliśmy nadzieję, że chociaż w tej nędznej kałuży spotkamy zapowiedziane ptactwo, bogate życie prowadzące. Ale poza gęstą chmarą złośliwych komarów, nie zobaczyliśmy żadnego obiecanego w przewodniku ptaka. O orchideach nie wspomnę.

IMG_3278

Byliśmy źli, rozczarowani i zgodnie stwierdziliśmy, że to był największy dla nas „przekręt” turystyczny w całej Skandynawii i że nie zawsze warto ufać temu, co piszą w przewodnikach.

Czy ktoś z Was kiedyś nadział się na podobną minę?

Migawki z podróży na południe

Jesteśmy teraz w podroży.

Od Sztokholmu jechaliśmy na południe Szwecji do Malmö, by stąd robić wypady do Kopenhagi, na Bornholm, Christiansö oraz zwiedzać tez szwedzkie miasta i miasteczka. Teraz jesteśmy z moimi rodzicami, którzy dołączyli w Malmö, więc czasu na relację mam mało, poza tym, mój mąż, obieżyswiat i prawdziwy przewodnik, nadaje nam takie tempo, że czasu starcza ledwie na zrobienie zdjęć, nie mowiąc o zrobieniu jakiejkowiek relacji. Teraz wszyscy śpią po niesamowitym dniu w Kopenhadze, zakończonym bardzo późno, w Tivoli, więc w pośpiechu piszę parę słów.

Jadąc ze Sztokholmu do Malmö zwiedzilismy kilka ciekawych miejsc, o których chciałabym zrobić osobne wpisy, po powrocie. Przejechalismy przez Småland i Halland, ktore nas urzekło, a podejrzewamy, że to głównie za sprawą Karoliny, która w Laholm prowadzi B&B Korsaberg, i która pokazała nam piękne miejsca w tych rejonach. Karolina jest przemiłą, gościnną osobą, zapraszała nas na smakowite kolacje do urzekającej, wlasnoręcznie zbudowanej szklarni, której klimat będziemy wspominać jeszcze dlugo. Gdyby ktoś był w podróży na południe Szwecji i przejeżdżał przez Laholm, może śmiało zatrzymać się u Karoliny w Korsaberg, (ceny bardzo przystepne a standard wysoki).

IMG_0919

IMG_0907

IMG_0915

Przemierzając Småland zobaczyliśmy ruiny zamku Brahehus, miasteczko Gränna, gdzie produkuje się znane na całą Szwecję cukierki Polkagris oraz uroczą wyspę Visingsö.
Halland jest bardzo malownicze, pejzaże są inne niż w innych częściach Szwecji, (przywodzą mi na myśl Gotlandię) i jest tutaj naprawdę wiele do zobaczenia: przepiękny półwysep Tylösand, Mellbystrand – najdłuższa piaszczysta plaża, która skradła mi serce, sielskie okolice Laholm… W Skåne, o którym mało wiedzieliśmy zobaczyliśmy miasto Båstad, formacje skalne na Hovshallar, miasto portowe Turekov oraz zachwycajacą wyspę Väderö.

IMG_1139

IMG_0956

IMG_1014

IMG_1100

IMG_1115

IMG_1198

IMG_1208

IMG_1267

IMG_1281

IMG_1032

IMG_1034

IMG_0792

To tylko migawki z naszej podróży po Skåne, więcej o urokach tego regionu napiszę po wakacjach. By móc w locie podzielić się tym, co pięknego spotyka nas w podróży, zalożyłam instagram. To swoją droga, fajna zabawka 😉

Mam nadzieję, że Wasze wakacje również mijają w słońcu i wśród widoków i ludzi, których kochacie.

<3

Symptomy zeszwedzenia

Szwedzkie lato, całe 25 stopni.

Jestem w zwiewnej sukience i czuję, jak mi w niej gorąco. Owiewa mnie chłodna nadmorska bryza i niesie ulgę w upale. No właśnie! W upale! Przyłapałam się na tym, że 25 stopni to dla mnie upał! Jeszcze sześć lat temu 25 stopni i zefirek zmuszały mnie do narzucenia czegoś na ramiona. Przywykłam już do chłodnego skandynawskiego klimatu i coraz lepiej znoszę zimno. Po domu często chodzę bez skarpet, a zimne stopy dają mi uczucie rześkości. Ciało przyzwyczaiło się do skandynawskiego klimatu.

To raz.

Dwa.

Innym symptomem, który mówi mi, że chyba „zeszwedziałam” jest zmiana przyzwyczajeń modowych. Dawniej nie do pomyślenia było dla mnie założenie adidasów do spódnicy, dziś uważam, że czemu nie? Zredukowałam wachlarz kolorów w mojej garderobie właściwie tylko do bieli, czerni i szarości, a wzory do pasków. Inne kolory i wzory biorę pod uwagę w dalszej kolejności. Ubieram się skromnie, zwyczajnie i bez szaleństw i choć uwielbiam od czasu do czasu poczuć się kobieco i wyjątkowo, wtopiłam się w szary tłum.

IMG_0205

Trzy.

Słownictwo. Kiedy szwedzkie słówka cisną mi się automatycznie na język i łatwiej jest mi powiedzieć po szwedzku niż po polsku, z rezygnacją stwierdzam, że mój język… szwedzieje. Listę zakupów automatycznie robię po szwedzku. Podczas słuchania zanoszę się, jakbym miała astmę, a potwierdzając, że słucham albo się zgadzam, zamiast mhm lub tak wydobywam z siebie sławetne „ooo”. Przyłapuję się czasami na też tym, że myślę po szwedzku.

Cztery.

Nabrałam stoickiej cierpliwości w czekaniu, aż pociąg ruszy po kwadransie postoju między stacjami, spowodowanym błędem weksli zamiennych na torach. Nie denerwuje mnie już to, że nie jestem obsłużona natychmiast albo, że ktoś mi się wepchnął w kolejkę i wydłuża się mój czas czekania. Potrafię teraz bardzo długo czekać oraz cierpliwie znosić pewne irytujące sytuacje. I choćby nie wiem, jak bardzo przeszkadzało mi czyjeś zachowanie, nie dam tego po sobie poznać. Jak Szwed.

Pięć.

Kiedy pracuję albo się uczę mam nieodpartą ochotę zrobić sobie przerwę (np. na kawę) co godzinę. Nauczyłam się tego tutaj na studiach. Na uniwersytecie w Warszawie dawaliśmy radę wytrwać na półtoragodzinnych wykładach, a tutaj, na szwedzkich uczelniach zajęcia trwają w najlepszym wydaniu 40 minut, przed upływem których wszyscy zgodnie i bez zmowy sugerują, że potrzebna jest przerwa (paus, fikapaus). Kiedy mówiłam koleżankom, że w Polsce wykład trwa 1,5 godziny, wyraziły współczucie i zapytały, co z prawem człowieka do przerwy.

02410

Sześć.

Pozostając w temacie kawy, piję jej tutaj więcej, niż piłam w Polsce, może dlatego, ze Szwecja to kraj kawą i mlekiem płynący. Nigdy nie dopuszczam do tego, że nie mam kawy w domu, moich gości (szczególnie szwedzkich) nigdy nie krępuję pytaniem „kawa czy herbata?”, a zepsuty w pracy automat do kawy wywołuje we mnie uczucie paniki. Chwila na kawę (fika) jest celebrowana, wręcz święta, a kawa pita na zewnątrz (utefika), jest niezaprzeczalnym elementem uroku życia.

16792066-origpic-27c7f9 „Życie jest zbyt krótkie, żeby nie dogodzić sobie długą chwilą na kawę.”

Siedem.

Nie patrzę na mijanych ludzi. Wsiadając do pociągu czy autobusu szukam wzrokiem wolnego miejsca nie patrząc na twarze współpasażerów. Czasem kątem oka widzę, że ulicą idzie ktoś znajomy, ale udaję, że go nie widzę i że nie widzę, że on udaje, że mnie nie widzi. W zwykłych sytuacjach nie podejmuję kontaktu wzrokowego z obcymi, nie patrzę się i nie „mierzę” ludzi. Przestało mnie też martwić to, że ktoś, kto mnie zna, „nie widzi” mnie na ulicy, albo gdy sąsiad idąc w stronę tego samego domu nie chce rozmawiać.

IMG_0978

Osiem.

Upodobania smakowe. Bez skrzywienia, (ba! ze smakiem!), mogę zjeść śledzia na słodko. Na jajko wyciskam kawiorową pastę, a bez cynamonowych bułeczek nie wyobrażam sobie teraz życia. Piję dużo kawy a dzień zaczynam od szklanki wody z kranu. Nauczyłam się tu lubić szwedzkie potrawy i specjały, na które jeszcze parę lat temu nie mogłam patrzeć, ale wciąż nie mogę się przełamać i zjeść trzech rzeczy: szwedzkiego sernika z konfiturą i mlekiem (ostkaka), kiełbasy falukorv oraz puddingu z krwi (blodpudding). Może i na to przyjdzie czas?

IMG_1967

Dziewięć. 

Uwaga, mrożące krew w żyłach. Na ulicę wchodzę bez rozglądania się na boki i sprawdzania, czy coś nie jedzie. Wchodzę po prostu na ulicę, nie zawsze na pasy, bo urosło we mnie przez te zaledwie kilka lat przekonanie, że kierowca się zatrzyma, nic mi się nie stanie, bo to ja jestem tą świętą krową na ulicy. Boże, miej mnie w swoje opiece! Teraz właśnie robię prawo jazdy i praktykując jazdę nie obawiam się wypadku. Cieszę się, że tutaj jeździ się względnie spokojnie i z uszanowaniem innych kierowców.

IMG_5796

Dziesięć.

Obsługa. Przywykłam do profesjonalnej i przyjemnej obsługi, obojętnie, czy osobiście, czy przez telefon. Kiedy załatwiam coś w Polsce, albo „z Polską” i słyszę ten ton, dający mi do zrozumienia, że jestem intruzem lub kiedy ktoś jest niemiły i mimo, że powinien, a nie chce mi pomóc albo uwierzyć, jestem bliska płaczu. Przyzwyczaiłam się do tego, że ja, jako klient/pacjent jestem absolutnie najważniejsza i to ja mam być zadowolona, a nie ten, który mnie obsługuje.

Jedenaście.

Segregowanie śmieci i myślenie przyjazne środowisku. Zrobiłam się niezwykle wrażliwa na ekologię. Skrupulatnie sortuję śmieci, przejmuję sie tym, co się stanie z przedmiotem, który zamierzam wyrzucić, myślę zawsze o tym, jak postępować, by nie szkodzić środowisku. Oszczędnie używam chemii z myślą o wodzie, którą będę później pić. Staram się wykorzystać przedmioty jednorazowego użytku parokrotnie, oszczędzam też energię. Poruszam się komunikacją miejską, samochód wybieram, gdy jest to konieczne.

00477

Dwanaście.

Zrobiłam się małomówna i ostrożna z wypowiadaniem się. Rzadko rozmawiam z obcymi, ze znajomymi też raczej oszczędnie. Trudno ze mnie wyciągnąć opinię na temat innej osoby lub jakiejś sytuacji. Tylko mąż i najbliższe przyjaciółki wiedzą, co myślę. A podróżując komunikacją miejską zaczęłam doceniać ciszę i spokój. Przeszkadza mi, jak ktoś obok siedzi i rozmawia przez telefon, a już  szczególnie, gdy mówi głośno i w innym języku. Nie rozmawiam też o polityce, nigdy nie poruszam tych tematów. Słucham, słucham i swoje myślę.

IMG_0119

To zmienianie się i nabieranie cech mentalności typowych dla kraju, w którym się mieszka jest nieuchronne, zwłaszcza, gdy jest się człowiekiem otwartym na świat. To trochę, jak wtapianie się w nową rzeczywistość, przystosowywanie się, zapuszczanie korzeni. To bardzo pomaga – człowiek, jako imigrant, ktoś obcy, przybyły może zacząć czuć się w nowym kraju jak u siebie, jak wśród swoich.

W każdym razie ja, imigrantka z Polski, czuję się w Szwecji (już) jak w domu.

To po trzynaste, najważniejsze.

<3

Göteborg w trzech odsłonach cz. 3

Göteborg to miasto o bogatej i ciekawej historii. Ówczesny król, Gustaw II Adolf był zadowolony z lokalizacji miasta, sądząc, że pozwoli mu ono uniezależnić szwedzki handel morski od Danii, która wieki całe kontrolowała zachodnie wybrzeże Szwecji, nakładając wysokie cła od przewożonych towarów. Do zbudowania miasta najął holenderskich inżynierów, doświadczonych w budowaniu na glinianym, niestabilnym podłożu. Dał im „wolną rękę”, a ci nadali Göteborgowi wygląd typowego XVI – wiecznego miasta holenderskiego, jak np. Amsterdam.

IMG_9468

Plac, na którym stoi pomnik Gustawa II Adolfa, z wyciągniętym wskazującym palcem upamiętniającym słowa: „Tutaj zbuduję moje miasto”, stoi na placu o jego imieniu.

IMG_9467

Göteborg ma bardzo ciekawą i bardzo różnorodną architekturę i design, a jego zabudowa, z powodu kilku pożarów, jakie nawiedziły to miasto jest stosunkowo młoda. Zaś gliniane podłoże nie sprzyja budownictwu i dlatego niewiele tutaj wieżowców.

IMG_9118

IMG_9198

Göteborg to miasto z tradycjami marynistycznymi, miasto sportowe (Göteborg to sportowa stolica Szwecji), miasto przemysłowe – największa strefa przemysłowa w całej Szwecji znajduje się w południowej części Göteborga, gdzie działa około tysiąca przedsiębiorstw. Ze względu na bliskość dużego portu handlowego, swoje centrale mają tu międzynarodowe koncerny, jak Volvo czy SKF (łożyska kulkowe).

IMG_9602

IMG_9194

IMG_9041

Göteborg zachwycił mnie i zadziwił. Choć w niektórych jest dzielnicach smutny, wymazany paskudnym graffiti, zaniedbany i wołający o pomstę do nieba, sprawił, że przez chwilę pomyślałam nawet o przeprowadzce do tego miasta. Podejrzewam, że głównie za sprawą miłych, odrobinę rozmowniejszych niż w Sztokholmie ludzi.

IMG_8941

Ale jednak co stolica, to stolica. Mimo, że wspaniale czuję się w naturze i na cichym odludziu i najlepiej wypoczywam na łonie przyrody, to jestem właściwie wielkomiejska. Muszę mieć „bazę”. W Sztokholmie nie mogę się nudzić, ciągle się coś dzieje, życie tętni pełną parą, a milczenie zabieganych mieszkańców stolicy przestało mi doskwierać.

Z Göteborga wróciłam naładowana pozytywnymi wrażeniami i miłymi wspomnieniami. Nie ujęłam w tych wpisach wszystkiego, co udało nam się zobaczyć, a do zobaczenia w tym barwnym mieście jest naprawdę sporo. Z pewnością też parę rzeczy pominęłam, dlatego myślę, że czeka mnie jeszcze niejeden weekend w Göteborgu.

<3

Göteborg w trzech odsłonach cz. 2

Plan zwiedzania miasta mieliśmy ustalony, ale poza zaplanowanymi punktami, ale raz spontanicznie skręciliśmy w niepozorną, ale w tajemniczy sposób kuszącą ulicę…

IMG_9044

IMG_9106

która zaprowadziła nas w piękne miejsce, piękny dziedziniec przy jednym z najstarszych zachowanych w Göteborgu budynków – Kronhuset (ten wielki czerwony budynek po prawej stronie), pełniącego dawniej funkcję zbrojowni.

IMG_9065

Dziedziniec ten jest niezwykle urokliwy, chciałoby się tu przysiąść nad filiżanką kawy i zakupioną w czekoladowym sklepie porcją boskiej czekolady i darować sobie zwiedzanie miasta. Przynajmniej na resztę dnia.

IMG_9063

W przeszłości znajdowały się tu liczne warsztaty rzemieślnicze, a dziś działają utrzymane w stylu z przełomu XIX i XX w. sklepiki z czekoladą, wyrobami skórzanymi i ceramiką.

IMG_9079

IMG_9062

Nie raz przekonałam się, że czasem warto jest dać się ponieść turystycznej intuicji, zaciekawieniu i zaprowadzić w nieznane miejsce. Oczywiście z odważną osobą przy boku!

IMG_8983

Spacerując po mieście i ciesząc oczy miastem zawędrowaliśmy też w uroczą dzielnicę Haga. Haga, założona w XVII w., była pierwszą dzielnicą podmiejską Göteborga. Dwa stulecia później zaczęła pełnić rolę dzielnicy robotniczej. W latach 80. i 90. XX w. wyburzono wiele domów, a w ich miejsce wybudowano nowe, na szczęście o podobnej architekturze i uroku. W jej uliczkach, oprócz drogich mieszkań znajdują się przytulne kafejki, pachnące piekarnie, liczne sklepiki z rękodziełem, antykwariaty i modne butiki.

IMG_8973

IMG_8997

IMG_8991

Bułeczki cynamonowe mają tu wielkości bochna chleba!

IMG_8995

Przepięknym miejscem i powodem do dumy mieszkańców Göteborga jest stary ogród Trädgårdsföreningen, w odróżnieniu od holenderskiej architektury przywodzi na myśl zieloną Anglię i przypomina londyński Hyde Park. Na terenie ogrodu znajdują się Palmiarnia i tropikalna Motylarnia.

IMG_9585

W tej zielonej oazie, wśród tysięcy róż stoi kawiarnia, ze stolikami na zewnątrz. Warto nawet w chłodny dzień usiąść na zewnątrz, bo nie ma nic przyjemniejszego jak chwila wypoczynku przy kawie i ciastku, wśród upajającej woni róż i muzyce ptasiej filharmonii.

IMG_9593

IMG_9592

Restauracji i kawiarń w Göteborgu (ba! w całej Szwecji) dostatek, bo Szwedzi kochają stołować się poza domem. I najchętniej na świeżym powietrzu, nawet jak jest chłodno i gorące danie stygnie zanim człowiek zdąży rozłożyć serwetę na kolanach.

IMG_8961

Ciekawym miejscem i dobrym pomysłem na lunch jest wizyta w Rybnym Kościele (Fiskekyrka). To budynek przypominający z wyglądu kościół, ale nigdy kościołem nie będący, służący od lat jako miejsce rozładunku towaru rybnego z wracających z połowu łodzi.

IMG_9361

Warto kupić sobie tutaj sałatkę z owoców morza lub wędzoną rybkę (wszystko pyszne i świeże) i usiąść na ławce przed kościołem dając zmęczonym nogom odpocząć.

IMG_9367

Do innych, bardzo popularnych atrakcji Göteborga zalicza się Park Rozrywki Liseberg Nöjespark (gdzie na najszybszej kolejce Helix prawie oderwało mi głowę). Park ten jest większy od sztokholmskiego Gröna Lund, ma także scenę, na której odbywają się koncerty i występy gwiazd. W parku znajduje się mnóstwo restauracji, jest też teatr i malownicze ogrody.

IMG_9479

IMG_9444

Warto było odwiedzić Universeum, centrum natury i nauki, gdzie na siedmiu piętrach rozmieszczone są różne „stacje” np. kosmiczna albo las deszczowy. Bardzo ciekawe na piętrze z oceanarium jest przejście pod szklanym tunelem i bliskie spotkanie z rybą piłą.

IMG_9625

IMG_9636

Żal było jednak pogody na zwiedzanie muzeów, dlatego poza Universeum skusiłam się tylko na  Muzeum Sztuki i Rzemiosła Röhsska Museet oraz, z racji zawodu, na Muzeum Alfonsa Åberg.

IMG_9597

c.d.n…

Göteborg w trzech odsłonach cz. 1

Nie wiem, kiedy, i czy w ogóle, wybrałabym się do Göteborga, gdyby nie finał Volvo Ocean Race.

Mój mąż, dawniej zapalony żeglarz, zapragnął zobaczyć zakończenie słynnego rejsu i już kilka miesięcy wcześniej zaplanował długi weekend w Göteborgu. O tym mieście wiedziałam niewiele, a może i dobrze, bo pojechałam bez żadnych uprzedzeń i bez specjalnych oczekiwań.

IMG_8948

Największym zaskoczeniem byli dla nas ludzie. Zupełnie inni niż Sztokholmianie. Przemili, serdeczni i co najciekawsze – rozmowni! I nawet nie zatopieni w swoich telefonach komórkowych, uśmiechnięci, rozmawiający ze sobą. Ludzie sami też podchodzili do nas stojących z nosami w mapie, pytając, czy nie pomóc. Jakby nie Szwedzi!

IMG_9036

Może w Göteborgu żyje się Szwedom inaczej?

Sercem Göteborga jest jego dzielnica portowa. Dzięki dogodnemu położeniu miasto zapewniło sobie status największego skandynawskiego portu morskiego, obsługującego ponad 10 tysięcy statków rocznie.

IMG_9119

IMG_9133

Jedną z najbardziej charakterystycznych budowli jest Lilla Bommen, lub inaczej Göteborgsutkiken, 86 m., biało –  czerwona wieża, wznosząca się obok mostu Götaälv. Z tej wieży, pieszczotliwie nazywanej „Szminką”, roztacza się wspaniała panorama miasta i portu.

IMG_9155

IMG_9158

Port w Göteborgu pełni rolę głównego portu handlowego i pasażerskiego, a znaczenie Göteborga od wieków z tego względu było duże. W tym ruchliwym porcie roiło się od statków wypływających lub powracających z rejsów do najdalszych zakątków świata.

IMG_9159

Dla milionów Szwedów, którzy w XIX w. masowo emigrowali do Ameryki, Göteborg był ostatnim skrawkiem ojczystej ziemi, który widziały w życiu.

IMG_9164

To tutaj w porcie obserwowaliśmy wielki finał rocznego rejsu dookoła świata Volvo Ocean Race.

IMG_9174

Siedem jachtów paradowało przed zachwyconymi widzami. Mój mąż i setki spotkanych tu osób przez cały rok obserwowało zmagania zawodników płynących dookoła świata.

IMG_9459

IMG_9451

Choć żeglarstwo nie pociąga mnie tak bardzo jak mojego męża, nawet dobrze się na tej imprezie bawiłam. Tym bardziej, że (co było absolutną niespodzianką), uwieńczeniem wydarzenia był koncert Loreen.

IMG_9495

W tym samym porcie, który ma nazwę Lilla Bommens Hamn stoi gmach opery, który z wyglądu przypomina statek, a po przeciwnej stronie stoi restauracja i szereg biurowców.

IMG_9528

Z tego portu odchodzą mniejsze statki, które kursują na wyspy archipelagu.

IMG_9521

Archipelag göteborski też różni się od sztokholmskiego. Udało nam się wyskoczyć na krótką wycieczkę na wyspę Styrsö. Jeśli wierzyć towarzyszowi wycieczki, że wszystkie wyspy w tym archipelagu są do siebie podobne, to można sądzić, że tutejsze wyspy mają urok… miejski. Na Styrsö widzieliśmy asfaltowane i oznakowane ulice, supermarket, salon fryzjerski, szkołę z boiskiem, a nawet szpital.

IMG_9552

Wracamy do Göteborga. Interesującym uzupełnieniem pieszego zwiedzania miasta jest zwiedzanie z perspektywy żabiej, czyli z płaskodennej łodzi zwanej Paddan (Ropucha). Trasa spokojnej wycieczki prowadzi wzdłuż starej fosy i XVII-wiecznych kanałów oraz przez port. Przewodnik na łodzi opowiada o mieście, jego historii i architekturze, szczególnie o mostach, pod którymi się przepływa. A jest ich 20.

IMG_9124

IMG_9420

IMG_9408

Dwa z mostów są tak niskie, że trzeba się schylić, gdy się pod nimi przepływa. Jeden z nich ma imię Osthyvel (Nóż do sera), a drugi Frisören (Fryzjer). Podobno, jak się człowiek pod Fryzjerem nie schyli, to ma potem nową fryzurę.

IMG_9412

IMG_9378

IMG_9602

Miasto może się pochwalić rozbudowaną i doskonale funkcjonującą siecią tramwajów i autobusów, ale za to nie ma metra, bo jego budowę uniemożliwiają niekorzystne warunki geologiczne.

IMG_9006

Niektóre tramwaje są zabytkowe i bardzo romantyczne, gdzie pan motorniczy zapyta cię o zdrowie.

IMG_9440

IMG_9437

A mieszkańcy Göteborga mówili nam, że oni, w przeciwieństwie do mieszkańców Sztokholmu nie mają nic do ukrycia, dlatego nie potrzebują kolejki podziemnej. Między mieszkańcami Göteborga a Sztokholmu toczy się niepisana walka na argumenty, które miasto jest lepsze. Taki złośliwy docinek o tym, dlaczego w Göteborgu nie ma metra jest świetnym przykładem tego, co Göteborg sądzi o Sztokholmie.

Przez trzy dni próbowaliśmy zobaczyć jak najwięcej i przemierzyć miasto wszerz i wzdłuż.

c.d.n…

Lato w Szwecji

Nareszcie nadeszło lato.

Takie w prawdziwym tego słowa znaczeniu – słoneczne, gorące, mamiące intensywnymi kolorami i zapachami, oszałamiające dźwiękiem dziecięcego krzyku i śmiechu, smakujące dojrzałą czereśnią. Każdy taki słoneczny dzień staram się wykorzystać na nacieszenie się tymi długo oczekiwanymi i tak szybko przemijającymi dniami lata.

IMG_9774

Latem prawie nigdy nie opuszczamy Szwecji, bo latem Szwecja jest absolutnie najpiękniejsza i ma tyle do zaoferowania. Dla mnie, kochającej naturę i szkiery wybór miejsc do odpoczynku jest ogromny, bo archipelag sztokholmski zdaje się nie mieć końca. Codziennie możemy znaleźć jedną wyspę, na której jeszcze nie byliśmy, i na której możemy być zupełnie sami. Możemy wybrać się także do jakiejkolwiek oddalonej od Sztokholmu mieściny i mieć dzień pełen wrażeń od malowniczych widoków.

IMG_9791

Sezon wakacyjny zaczęliśmy w Göteborgu i duńskim Skagen, o czym postaram się napisać w wolnej chwili. A w czwartek, cały piękny dzień, spędziliśmy w rezerwacie przyrody na wyspie Lagnö.

IMG_9796

IMG_9733

Pomijając jeszcze jedną parę, która zbłądziła na Lagnö, gdzie próbowała dzielnie zanurzyć się w zimnej wodzie, mieliśmy praktycznie całą wyspę tylko dla siebie.

IMG_9825

Piątek spędziliśmy na Dalarö, gdzie mieści się znany kurort wypoczynkowy, i gdzie wille usytuowane wysoko na skałach z balkonami z widokiem na wodę przyprawiają o porządne ukłucie zazdrości.

IMG_9905

W porcie tętni życie, a śmiech dzieci i gwar schowanych w cieniu ludzi (Szwedzi przy 27 stopniach cierpią i szukają chłodu) ogłasza wszem i wobec: Mamy lato!

IMG_9872

IMG_9935

Po urokliwym, sielskim, portowym miasteczku czekała nas długa trasa wzdłuż brzegu półwyspu Gålö. Dziewicza i surowa natura, krajobraz wyścielonego wielkimi kamieniami lasu, zapach rozgrzanego runa leśnego, bezbrzeżny widok ciemnoniebieskich wód Horsfjärden, sunące po nich leniwie żaglówki i szum bijących o skały fal, sprawia, że człowiek czuje się strasznie szczęśliwy.

IMG_9941

IMG_9958

IMG_9964

A do tego szczęścia wystarczy towarzysz życia, dwie kanapki i garść czereśni…

IMG_9997

IMG_9984

IMG_9966

IMG_9973

Dziś czeka nas lato w wielkim mieście, dla odmiany.

Jutro znów wyspa, a za dwa tygodnie podróż na południe Szwecji, czas zobaczyć w końcu Skåne. Nie mogę się doczekać! Mówią, że lato będzie tylko do niedzieli, ale ja na szczęście nigdy nie słuchałam ani horoskopów, ani prognoz pogody, więc jestem pełna dobrych myśli, że lato będzie długie i słoneczne. Czego sobie i Wam życzę.

Pięknych, udanych wakacji!

M

 

Midsommar!

Jutro w całej Szwecji zaczyna się wielkie świętowanie – Midsommar!

Pisałam o nim parę razy a zachwytom moim nad tym świętem właściwie nigdy nie ma końca. Ale ten czas przed samym świętem też jest ekscytujący, jak to przed wielkim wydarzeniem zwykle bywa. Od paru tygodni słychać też dookoła poważne dyskusje i dywagacje nad tym, jaka będzie w Midsommar pogoda. Wygląda na to, że w tym roku świętować będziemy w kaloszach i płaszczach przeciwdeszczowych. A szkoda, bo mam gości z Walii, co prawda do deszczu przywykłych, jednak będących pierwszy raz z wizytą w Szwecji, namówionych przeze mnie na przybycie latem, kiedy jest najpiękniej. Ech, ironia losu…

Szwedzi żartują z własnego przeżywania prognoz pogody i oczekiwania na ten dzień w napięciu.

„Czy to była kropla deszczu?”

„Kiedy patrzysz i nie widzisz na niebie ani jednej chmurki…”

źródło

Ja, jako pani domu, mam pełne ręce roboty, a bardzo bym chciała znów o Midsommarze opowiedzieć. W wielkim skrócie mogę powiedzieć, że wygląda to tak, że z wielkim namaszczeniem i ceremonialnie ozdabia się,

IMG_8891

a potem podnosi wielki słup (midsommarstång),

IMG_8930

wokół którego tańczy się potem  w rytm prostych i dziecinnych piosenek. Później je się, pije i bawi do białego rana. (Tutaj to powiedzenie nabiera innego znaczenia, bo „ciemna” noc trwa zaledwie godzinę).

IMG_8956

Można się też kochać, w końcu to święto płodności. Nie przypadkiem najwięcej urodzin w Szwecji przypada na przełom lutego i marca.

Jednym z przyjemniejszych i bardziej urokliwych elementów tego święta to wianki na głowach kobiet i dziewcząt. Wianki są najczęściej zrobione ze świeżych gałązek i kwiatów, ale można kupić też gotowe sztuczne.

IMG_9401

Ja zawsze mam prawdziwy, własnoręcznie zrobiony i koniecznie z wplecionymi poziomkami.

Prawdziwy czy sztuczny, wianek musi być!

IMG_9132

Midsommar to dużo więcej niż umajony słup czy kwietne wianki. Pragnącym zgłębić temat tego magicznego i wzruszającego święta polecam wrócić do moich poprzednich wpisów (wpisz w okienko na pasku bocznym słowo midsommar i wyszukaj wpisy).

Przybliży Wam również to święto ten krótki filmik:

Czegokolwiek by o tej pięknej tradycji nie powiedzieć, jedno jest pewne – Szwedzi kochają Midsommmar bardzo. Kto wie, czy nie bardziej niż Boże Narodzenie…

Glad Midsommar!

 

70. urodziny Pippi

Najsilniejsza dziewczynka na świecie, krnąbrny i ciekawski piegusek z rudymi, sterczącymi warkoczami i dwiema różnymi pończochami – Pippi Pończoszanka (Pippi Långstrump) kończy dziś 70 lat!
Pippi
Pippi „urodziła” się właściwie 74 lata temu. Pewnego zimowego wieczoru w 1941 roku, kiedy trwała druga wojna światowa, mała chora na zapalenie płuc i leżąca w łóżku siedmioletnia córeczka Astrid Lindgren, Karin, poprosiła mamę, by opowiedziała jej bajkę.
O czym ma być ta bajka? – Zapytała Astrid swoje dziecko.
O Pippi Långstrump!
I popłynęła powieść, o supersilnej, zawziętej i zawadiackiej dziewięcioletniej dziewczynce, mieszkającej bez rodziców, ale za to z koniem Alfonso i małpką Nilssonem w wielkiej, acz podupadającej willi Śmiesznotce, z dużym ogrodem, gdzie kwiaty podlewane były z zasady tylko podczas deszczu.

Historię Pippi zmyślała Astrid na poczekaniu i opowiadała odcinkami przez kolejne wieczory, przez wiele tygodni. Kiedy córka zasypiała, Astrid spisywała na gorąco przygody Pippi. Po paru miesiącach wysłała gotowy maszynopis do wydawnictwa Bonniers, które po trzech latach zwlekania odmówiło publikacji, (myślę, że wydawnictwo to do dzisiaj żałuje swojej decyzji).
Trwało to cztery długie lata, zanim Pippi Pończoszanka ujrzała światło dzienne. Pierwszy, wydany przez wydawnictwo Rabén & Sjögren egzemplarz przygód Pippi mała Karin dostała w prezencie urodzinowym właśnie 21 maja. Książka pojawiła się w sprzedaży w listopadzie 1945 i odniosła natychmiastowy i wielki sukces. Wkrótce, w całej Szwecji, we wszystkich domach, pod każdą choinką dzieci znalazły egzemplarz Pippi Långstrump.
pippi
Pippi Pończoszanka stała się przełomem w twórczości kierowanej do dzieci, była odmienna od dotychczasowych moralnych i grzecznych opowiastek, dlatego znaleźli się też tacy, którzy zawzięcie krytykowali opowieść o Pippi. Jednak sukces tej książki był tak ogromny, że zaowocował kontynuacjami, które stworzyły z czasem cykl powieści o Pippi. Dwadzieścia pięć lat później Pippi doczekała się także słynnej ekranizacji.
Pippi
Fabuły tej książki nie trzeba chyba nikomu opowiadać. Pippi Långstrump przetłumaczona została dotychczas na 92 języki, więc znają ją dzieci (i dorośli) niemal na całym świecie.

Uwaga rodzice i dzieci mieszkający w Szwecji!

W tę sobotę, 23 maja w Skansen (klik) odbędzie się wielkie urodzinowe przyjęcie Pippi! Z balonami, piosenkami, masą słodyczy i Pippiteatrem! Na przyjęciu będą też inne postacie z książki, a także sceneria powieści. Rodzice, dzielcie się tą wiadomością z innymi i nie pozwólcie, by Wasze pociechy ominęła ta zabawa!

<3

Szwedzki język migowy i świat głuchych

Dziś w Szwecji, w świecie głuchych, niedosłyszących i kochających język migowy jest wielkie święto – Dzień Języka Migowego.
Teckensprakets-dag

14 maja 1981 szwedzki parlament podjął historyczną decyzję i oficjalnie uznał język migowy (teckenspråk), jako pierwszy język ludzi głuchych – innymi słowy nadał mu status języka. Dawniej zmuszano głuche dzieci do uczenia się mówienia, traktowano mówiony szwedzki jako język pierwszy (förstaspråk), a język migowy był w najlepszym układzie dozwolony na przerwach w szkole albo poza szkołą. Osoby niesłyszące w Szwecji walczyły o uznanie języka migowego i prawo do korzystania z niego przez ponad 100 lat. Gorąca walka o uznanie języka migowego jako pierwszego języka osoby niesłyszącej była tym samym walką o prawa człowieka, bo człowiek ma prawo do posługiwania się tym językiem, który jest dla niego oczywisty i naturalny. 
Szwedzki alfabet migowy
Handalfabetet
Szwecja jest pierwszym krajem na świecie, który oficjalnie uznał język migowy jako język, co stało się wzorem dla wielu innych krajów.
Dzisiaj zauważam tutaj ogromne i żywe zainteresowanie językiem migowym, dostrzegam dogodności, jakich doświadczają ludzie głusi i niedosłyszący w Szwecji. Od opieki całego sztabu laryngologów, audiologów i surdopedagogów, poprzez szeroki wybór aparatów słuchowych i innych środków wspomagających słyszenie, np. mikrofonów (w większości za darmo, do wypożyczenia, lub za 1/10 ceny), aż po prawo do bezpłatnego tłumacza, różnorodne zajęcia i wykłady w prężnie funkcjonującym Domu Głuchych, kursy dla niemowląt i rodziców, msze w kościele, pokazy sztuki w sztokholmskim metrze, nie wspominając już o edukacji szkolnej i przedszkolnej w języku migowym, jako podstawowym języku nauczania. Dzieci dostają aparaty słuchowe za darmo, są wcześnie operowane (Cochlear – CI), a także mają luksus bezpłatnego dojeżdżania taksówką do szkoły. Wszystko to tworzy wspaniałe możliwości i ułatwia życie tysiącom głuchych w Szwecji i jest w ogromnej mierze dotowane przez państwo.
Na zdjęciu dzieci z wszczepionym implantem słuchowym. Aparat słuchowy przetwarza dźwięki, które są bezpośrednio przekazywane do mózgu. Dzięki temu aparatowi dzieci, które urodziły się z resztkami słuchowymi, mogą słyszeć.
Zarówno państwo, jak i społeczeństwo szwedzkie traktuje ludzi z problemami słuchowymi jak każdą inną grupę społeczną. Głusi nie spotykają się z niechęcią czy ironicznymi, niesprawiedliwymi stereotypami (jak głuchy to pewnie i głupi), a nawet przeciwnie, z zainteresowaniem, zrozumieniem i ciepłą sympatią. Głusi nie krępują się swojej głuchoty i są dumni z przynależności do świata głuchych. Jak grzyby po deszczu powstają sztuki teatralne i filmy migane (raz do roku jest w Sztokholmie Festiwal Filmów Miganych), w zwykłych zaś kinach i teatrach są seanse tłumaczone z boku na język migowy. Ponadto umiejętność posługiwania się migowym jest obiektem zazdrości i podziwu.
..
 W osłupienie wprawia też rozwijająca się w zawrotnym tempie technika – aparaty słuchowe są coraz mniejsze i coraz doskonalsze. Na zdjęciu najnowszy, prawie niewidzialny aparat z czterema programami.
..
Wzrasta również zapotrzebowanie na znajomość języka migowego, wielu chce się kształcić na tłumaczy. A już po ostatnim festiwalu muzycznym w Szwecji (Melodifestivalen), gdzie pewien fantastyczny tłumacz (Tommy Krångh) przekładał piosenki na język migowy, zainteresowanie tym mocno urzekającym językiem osiągnęło apogeum.
Świat głuchych jest dla mnie czymś fascynującym, a sami głusi nie przestają mnie zaskakiwać. Głusi są jakby odrębnym światem, do którego niechętnie wpuszczają słyszących. Lubią mówić o sobie: „Ja jestem 100 procentowym głuchym, tamten oszukuje, bo trochę słyszy!” Najwspanialsza rzecz, jaką mają głusi, to ich rozbrajająca szczerość. Nie raz głuchy zamigał mi, przy innych, że mam „fajny biust”, serio! Albo szczerze mówią, co myślą, chętnie wypowiadają się na temat polityki, co u słyszących Szwedów jest raczej nie do pomyślenia. Szczerze i odważnie potępiają moje małżeństwo z dużo starszym mężczyzną i doradzają mi rozwód, często proponując w zamian zastępstwo. Dlaczego głusi są tacy odważnie bezpośredni? Powód jest prosty. W języku migowym jest bardzo mało miejsca na aluzje, na wyrażenia między wierszami, na ironię. Znak jest znakiem, łatwo o nieporozumienia, a druga osoba musi cię zrozumieć. Nie mniej jednak, w języku migowym też można żartować i świetnie się przy tym bawić.
IMG_2627
Szwedzki język migowy ma własną gramatykę, szyk zdania, wyrażenia i idiomy. Migając nie podąża się za językiem szwedzkim, dlatego uczyć się go trzeba jak nowego języka. Każdy język na świecie ma swój własny język migowy, ale łatwo jest zrozumieć inne migane języki, ponieważ dużo odczytać można z mowy ciała, mimiki, ponadto mnóstwo znaków jest logicznych, np. jeść, spać, hej, czy chociażby znaki wyrażające uczucia. Tak jak mówiony szwedzki, migany ma również swoje dialekty; inaczej nieco migają dzieci, inaczej dorośli. Po ustach (ułożeniu ust, zwłaszcza przy samogłoskach) można też rozpoznać, czy miga ktoś, kto się w Szwecji urodził lub jest tu od dziecka, czy też imigrant, który jest tu od niedawna i nie mówi dobrze po szwedzku. Doświadczony migający rozpozna też, czy rozmówca jest głuchy, czy słyszący.
..
Każdy człowiek też miga inaczej, tak jak każdy człowiek ma inny głos. Tylko po samych rękach rozpoznam, kto miga. Ja osobiście jestem zakochana po uszy w języku migowym, nie mogę się na niego „napatrzeć”, szczególnie gdy migają dzieci. Nazywam ten język językiem tańczących rąk. Ciekawe jest też to, że każdy, oprócz imienia, ma swój znak osobisty, który kojarzy się z daną osobą, jej wyglądem, czy cechą charakteru, albo jakimś upodobaniem. Moim znakiem jest jedyna (enda), ponieważ moje imię, Monika, pochodzi od łacińskiego monos – jeden, jedyny, samotny.
Tak więc, w  Domu Głuchych (Dövas Hus), w którym jestem częstym gościem – chodzę tam na wykłady, odczyty, spotkania towarzyskie i inne zajęcia – dziś odbędzie się wielka zabawa.
IMG_6748Lena Rydén (szefowa Domu Głuchych)
IMG_6745
IMG_6752
IMG_6756
 IMG_6754na zdjęciu z aktorką, Gunillą Wallin, 2014
 
Zdjęcia są z zeszłego roku, ale myślę, że w tym roku będzie równie ciekawie i radośnie. Odziewam się w błękity (kolor szwedzkiego migowego to błękit) i idę się bawić. Migiem!
Zainteresowanym szwedzkim migowym podsyłam link do prostej nauki w domu: UR TECKENSPRÅK. Trzeba najpierw kliknąć na mapkę w prawym dolnym rogu, a potem kolejno na stacje, które nas interesują. Kurs jest oczywiście po szwedzku.
A ja i Melissa z Manillaskolan już teraz życzymy Wam miłego weekendu!
….

En riktigt lång och trevlig helg önskar vi genom Melissa!

Posted by Manillaskolan on Thursday, April 30, 2015